Makijaż: Wieczorowe Smokey Eyes L’oreal Color Infaillible 014 Eternal Black

Witajcie :o)

Odkąd w mojej kosmetyczce pojawił się cień L’oreal Color Infaillible 014 Eternal Black stał się moim ulubieńcem do wieczorowego Smokey Eyes. 

L’oreal Color Infaillible 014 Eternal Black to matowa czerń ze srebrnym brokatem idealna do klasycznego dymka pasującego do małej czarnej na każde eleganckie, wieczorowe wyjście. 


Jeśli chodzi o wielkie wejście nie żałowałam sobie kosmetyków na ten makijaż. Ma być bardzo trwały i wytrzymać całą noc.

W pierwszej kolejności zaczęłam od oczu, żeby uniknąć osypywania się cienia na podkład. Na powieki nałożyłam bazę od cienie (Dax Cosmetics Cashmere Eyeshadow Base), aby podbić kolor cienia oraz przedłużyć trwałość makijażu oka. Na całą powiekę ruchomą do załamania powieki nakładam matową czerń z brokatem (L’oreal Color Infaillible 014 Eternal Black), a następnie rozcieram ją ku brwi matowym, cielistym cieniem (Inglot 353 M). Rozcieram tak długo, dokładając na przemian czerni i cielistego cienia, aż uzyskam efekt pięknego dymka. Dolną linię rzęs traktuję tak samo. Wewnętrzne kąciki rozświetlam drobno zmieloną perłą (HEAN Loose Eyeshadow Intensywnie Kryjące Perły Sypkie nr 259 Frozen White). Na linię wody nakładam czarną kredkę (Avon SuperShock Eyeliner Pencil Black) a rzęsy mocno tuszuję (Yves Rocher Lash Plumping Mascara Waterproof). 

Na strefę T nakładam bazę matującą (Mariza Selective Matująca baza pod makijaż), następnie mocno kryjący podkład (La Roche – Posay Toleriane TEINT FLUID), pod oczy o ton jaśniejszy korektor (Mineralny korektor Maybelline Pure Cover Mineral), wszystko fiksuję pudrem (Mariza Selective Matujący puder ryżowy). Twarz konturuje bronzerem (W7 Honolulu Bronzer + MARIZA GLAMOUR LINE Rozświetlająca pryzma do makijażu nr 7108), a policzki rozświetlam lekkim, przygaszonym różem (Inglot Róż do policzków nr 59). Brwi przyciemniam i poszerzam, aby były wyrazistsze cieniem do brwi (Inglor Cień do brwi nr 560), a zbyteczny nadmiar wyczesuje bezbarwnym żelem (Miss Sporty Just Clear Mascara). 



Jeśli chodzi o usta tutaj postawiłam na dobrą starą zasadę: do mocnych oczu delikatne usta. Użyłam beżowo-różowej pomadki nude (Celia Nude Pomadka-Błyszczyk nr 602), a na nią dla dodatkowego błysku pół-transparentny błyszczyk (2True Plumptuous Lip Gloss nr 10).
Efekt mieniącego się brokatu na oczach najlepiej jest widoczny w sztucznym świetle więc na fotkach trudne to uchwycenia, ale wierzcie mi na słowo, że wygląda obłędnie. Jeśli chcecie mieć taki jeden cień tylko na wielkie wyjścia, który Was nie zawiedzie i pięknie będzie się prezentował to polecam Wam gorąco L’oreal Color Infaillible nawet za jego regularną cenę. 

Oj dawno mnie nie było w SuperPharmie…

Witajcie :o)

Dobre parę miesięcy moja noga nie postała w SuperPharmie. A co mnie tym razem przywiodło do tej drogerii?! Oczywiście PROMOCJE!!! 😉



Po pierwsze w dniach 19-20.03.2013r. są DNI LIFESTYLE czyli coś dla posiadaczek karty lojalnościowej SuperPharm. Przez dwa dni są specjalnie oferty: Ulotka TUTAJ

Po drugie nowa ulotka promocja ważna od 14.03.2013r. do 03.04.2013r. Do zobaczenia TUTAJ


Oto co udało mi się drapnąć w super cenach:


Cena z kartą LifeStyle: Tołpa Dermo Face Strefa T kup z kartą LifeStyle matujący krem korygujący do twarzy 40 ml za 29,99 zł i weź Strefa T normalizujący żel do mycia twarzy i oczu 150 ml za 1 GROSZ!


Cena z kartą LifeStyle: L’oreal Preference kup z kartą LifeStyle farbę do włosów i weź Elseve eliksir do włosów 100 ml za 50% CENY
Cały zestaw kosztuje 48,48 zł. Sam eliksir kosztuje normalnie 45 zł.


Cena z kartą LifeStyle: Taft produkty do stylizacji włosów weź jeden drugi za 1 GROSZ czyli dwa lakiery za 12 zł.


Nivea Visage wszystkie produkty do oczyszczania twarzy za 9,99 zł – ja wzięłam sobie dwufazówkę. 

Delia Coral Prosilk lakiery do paznokci są za 2,99 zł z kartą LifeStyle, ale że miałam na swojej kartcie 59 pkt to dostałam lakier ZA DARMO.


Coś z Apteki:
Cena z kartą LifeStyle: Capivit Total Action za 7,99 zł i Ceruvit za 9,99 zł oraz Simpliq za 26,99 zł.


Oczywiście waciki, które przydadzą się w każdej ilości 3 x 120 szt. za 9,98 zł.



Przy okazji odebrałam bezpłatne próbki kremów z Vichy w ramach kampanii WIELKIE TESTOWANIE Znajdź swój ideał z Vichy: Wszystkie szczegóły TUTAJ

Wystarczy, że pójdziecie do apteki, która posiada te próbki (Spis wszystkich aptek TUTAJ) i poprosicie konsultantkę o nie w ramach tej kampanii Vichy. Przysługuje Wam jedno pudełeczko z 3 próbkami po 3 ml każda.

Dawno już nie zrobiłam tak dużych zakupów w drogerii, a do tego nie źle zaoszczędziłam :o) LUBIĘ TO 😛

Testuję Kosmetyki z Oriflame: Moje spostrzeżenia i Faworyci

Witajcie :o)

Z początkiem miesiąca (KLIK) dostałam 5 kosmetyków z Oriflame do przetestowania od Agi z  http://www.aga.oristart.pl/aktualnosci/
Wszystko przetestowałam, zmacałam, ponosiłam i mam swoich faworytów. W takim razie zapraszam Was na recenzję kosmetyków Oriflame. Kolejność kosmetyków nie jest przypadkowa ponieważ zacznę od najlepszych moim zdaniem, a skończę na tych, które nie zbyt podbiły moje serce.

Bezkonkurencyjnym faworytem jest Oriflame Beauty Colour Pro Eye Shadow Trio: Cienie do powiek Oriflame Beauty Colour Pro w kolorze Smoky Brown (cena: 37 zł/2,7 g).

Dobrze wiecie, że jestem cieniomaniaczką i o cieniach wiem prawie wszystko. Nie wiele może mnie w tej kwestii zaskoczyć, a jednak zaskoczyło i to POZYTYWNIE!! 😉 Paletka wielkości dwóch złotówek, mieszcząca w sobie idealnie zgrane trio cieni w świetnych kolorach. Rozświetlający cień jest o wykończeniu satynowym, a dwa pozostałe maty (szary brąz i mysia szarość) są aksamitne w swojej strukturze. 

Cienie z wielką łatwością się nakładają, rozcierają i łączą ze sobą nawzajem. Ich formuła jest bardzo aksamitna i jedwabista. Nie osypują się i nie robią prześwitów. Paletka jest tak uniwersalna, że można zmalować nią jednocześnie dzienny, lekki makijaż aż po mocne, wieczorowe Smokey Eye. Do tego środkowy, szary brąz jest idealny do podkreślania brwi. Paletkę tą nazwałabym ideałem dla podróżujących: w niewielkich rozmiarach mieszczą się wszystkie cienie do kompletnego makijażu oczu i brwi. Z resztą same zobaczcie efekt Smokey Eye przy użyciu wyłącznie tej paletki (dodałam tylko czarną kredkę). 




Jako drugie moje serce podbiły Optimals Matte Touch™ Face Blotting Tissues: Bibułki matujące do twarzy Optimals (cena: 20 zł/1 op=50 sztuk).

Już dawno nosiłam się z zakupem bibułek matujących. Teraz gdy używam tych z Oriflame nie wiem jak wcześniej mogłam się bez nich obejść. 



W maleńkim, poręcznym opakowaniu mieści się z 50 sztuk. Zmieszczą się do każdej, nawet najmniejszej, damskiej torebki dlatego zawsze mogą być z Tobą gdy tylko ich potrzebujesz. Opakowanie ma bardzo fajny system wyjmowania pojedynczej bibułki: przy otwieraniu bibułka przykleja się do naklejki na opakowaniu dzięki czemu jednym ruchem wyjmujemy bibułkę. 


Sama bibułka jest ultra cienka, ale jednocześnie mega chłonna! Praktycznie jedną bibułką usuniemy sebum z całej twarzy. Bibułka nie narusza ani podkładu czy też pudru więc nasz make up po użyciu tej bibułki znów jest idealny i odświeżony bez uszczerbku. 
Kolejny ulubieniec to Milk & Honey Gold Nourishing Hand & Body Cream: Odżywczy krem do rąk i całego ciała Milk & Honey Gold (cena: 37 zł/250 ml).
Kosmetyk bardzo uniwersalny i dla każdego. Pokusiłabym się o stwierdzenie: DLA CAŁEJ RODZINNY, DO WSZYSTKIEGO! Bardzo lekki krem o konsystencji budyniu o słodkim zapachu miodu zamknięty w fantazyjnej kuli jako opakowanie. 



Ten krem jest dla takich „leniuchów” i „niecierpliwców” jak ja. Smarujemy np. dłonie, odczekujemy 5 sekund i możemy wracać do swoich zajęć. Nie ma tłustego filmu, nic się nie lepi, a dłonie są świetnie nawilżone i słodko pachną. Krem do szybkich akcji – kremujemy się i jesteśmy gotowe do wyjścia. Dla każdego typu skóry i dla każdego – nawet mojemu facetowi się spodobał, a nie lubi żadnych „babskich” kremików ;P

Dobry, aczkolwiek nie idealny okazał się Very Me Nail Graffiti Top Coat Lakier pękający Very Me Nail Graffiti w kolorze Blue (cena: 18 zł/8 ml).

Szał na tzw. „pękacze” już jakiś czas temu przeszedł, ale nadal uważam, że to całkiem fajnym sposób na urozmaicenie swojego manicure.



Lakier ten ma bardzo fajny, mały, dość precyzyjny pędzelek, którym bardzo szybko i łatwo nakłada się lakier. Lakier bardzo ładnie i szybko pęka tworząc równe wzory. Niestety jest dość wodnisty i przez to jest mało kryjący. Pęknięcia są bladego koloru i tworzą prześwity. Oczywiście jak każdy pękacz jest matowy zaraz po aplikacji i trzeba gu utrwalić top coat’em ponieważ sam w sobie nie jest trwały. Jego plusem na pewno jest świetny kolor blue. 

Niestety najbardziej rozczarowała mnie Pure Nature Organic Jasmine Extract Exfoliating Peel-off Mask: Złuszczająca maseczka Pure Nature z organicznym ekstraktem z jaśminu (cena: 20 zł/50 ml).



Jest to maseczka typu peel – off z organicznym ekstraktem z jaśminu do cery normalnej i mieszanej, która ma za zadanie usuwać martwy naskórek i rozjaśniać cerę. Maska jest całkowicie przeźroczysta o dość słodkim i mdlącym zapachu. Faktycznie wystarczy jej 20 minut, aby całkowicie zastygnąć i zejść jednym płatem z całej twarzy. Niestety efekty są dość mierne. Skóra po tej maseczce jest… hmmm… no właśnie?! Praktycznie efektów brak! Skóra jest tylko troszeczkę milsza w dotyku, ale nie ma pięknego kolorytu, kiepsko oczyszczona, a efekt utrzymuje się dosłownie raptem 1-2 dni. Nic szczególnego.


PODSUMOWUJĄC: Paletka Beauty Colour Pro Eye Shadow Trio zostaje ze mną, bo strasznie spodobała mi się do podkreślania brwi, Bibułki matujące do twarzy Optimals już na zawsze zagoszczą w mojej torebce, Odżywczy krem do rąk i całego ciała Milk & Honey Gold ląduje w jakimś strategicznym miejscu mojego domu, żebym mogła w każdej chwili sięgnąć po dobry krem do rąk. Lakier pękający Very Me Nail Graffiti nie jest idealny, ale zawsze się przyda to urozmaicenia mojego manicure. Niestety Złuszczająca maseczka Pure Nature z organicznym ekstraktem z jaśminu się nie sprawdziła, a szkoda. 



MARIZA GLAMOUR LINE Rozświetlające pryzmy do makijażu

Witajcie :o)

Przychodzę dziś do Was z recenzją bardzo interesującego i wielofunkcyjnego kosmetyku jakimi są:
MARIZA GLAMOUR LINE Rozświetlające pryzmy do makijażu


Rozświetlająca pryzma do makijażu to wielofunkcyjny kosmetyk ponieważ sprawdza się jako róż, puder
brązujący, rozświetlacz a nawet cienie do powiek.
Efekty jakie daje:
• Modeluje twarz
• Podkreśla kości policzkowe
• Dodaje skórze blasku

Rozświetlająca pryzma do makijażu od Marizy dostępna jest w dwóch wariantach kolorystycznych: różowo – brzoskwiniowej oraz brązowo – beżowej. 


Za cenę 14,80 zł dostajemy 10 g kosmetyku, który daje nam różne możliwości i nie ogranicza nas do jednego zastosowania. 
Wersja pierwsza to kompozycja różowych i brzoskwiniowych odcieni ze złotymi drobinkami dająca efekt dziewczęcych, zarumienionych policzków jako róż albo brzoskwiniowego blasku jako rozświetlacz. 

 
Wersja druga to kompozycja brązowych i beżowych odcieni dająca efekt złocistej, pięknej opalenizny jako bronzera lub złotego blasku jako rozświetlacz. 

Pryzmy od Marizy nie są zbyt mocno napigmentowane dzięki czemu efekt, który otrzymujemy możemy budować od naturalnych refleksów po mocny efekt konturowania policzków różem czy bronzerem. Produkt bardzo dobrze i z niezwykłą łatwością się rozciera. Linie po roztarciu są bardzo miękkie, a blask bardzo subtelny i delikatny.  
Wersja różowo – brzoskwiniowa idealnie sprawdza się jak dziewczęcy róż, odświeżający brzoskwiniowy blask dla poszarzałej i zmęczonej cery, nawet jako subtelne cienie do powiek w wersji minimalistycznej.  
Wersja brązowo – beżowa zaś idealnie znajdzie zastosowanie jako bronzer do konturowania, efekt złotej, pięknej, wakacyjnej opalenizny oraz złotego rozświetlacza na skroniach.
Efekt blasku w przypadku tych pryzm nie został uzyskany przez wykończenie perłowe jak większości kosmetyków tego typu. Każdy pasek koloru ma wykończenie satynowe, miękkie z różną ilością dodatku złotych drobinek o różnej wielkości. Dzięki czemu uzyskuje się efekt trójwymiarowy. Można uzyskać efekt tzw. „tafii wody”. Drobinki są subtelne i pięknie się mienią. Nie jest to tandetny brokat. 
Jak Wam się podobają?! Lubicie takie wielofunkcyjne kosmetyki?

Testuj Kosmetyki z Oriflame

Witajcie :o)


Parę dni temu dostałam propozycję zostania testerką kosmetyków Oriflame od Pani Agnieszki z http://www.aga.oristart.pl/korzysci-i-nagrody/



Pewnie większość z Was zna doskonale katalogową markę Oriflame. Powiem Wam szczerze, że jakbyście mnie obudziły w nocy o północy i zapytały co jest dobrego w Oriflame odpowiedziałabym pewnie: „Nie wiem”. Nie wiedzieć dlaczego nigdy nie ciągnęło mnie do ich kosmetyków. Nie dlatego, że uważam je za złe tylko bardzo mało miałam z nimi styczność. 

Dzięki Pani Agnieszce będę miała okazję diametralnie zmienić swoje zdanie o kosmetykach Oriflame. A co dostałam do testów:
Milk & Honey Gold Nourishing Hand & Body Cream: Odżywczy krem do rąk i całego ciała Milk & Honey Gold

Pure Nature Organic Jasmine Extract Exfoliating Peel-off Mask: Złuszczająca maseczka Pure Nature z organicznym ekstraktem z jaśminu

Oriflame Beauty Colour Pro Eye Shadow Trio: Cienie do powiek Oriflame Beauty Colour Pro w kolorze Smoky Brown



Optimals Matte Touch™ Face Blotting Tissues: Bibułki matujące do twarzy Optimals

Very Me Nail Graffiti Top Coat Lakier pękający Very Me Nail Graffiti w kolorze Blue




Zestaw do testów wybrała mi sama Pani Agnieszka bez konsultacji ze mną przeczytawszy tylko mojego bloga i powiem Wam, że sama bym lepiej tej paczki dla siebie nie skomponowała. Podoba mi się, że jest i pielęgnacja i kolorówka. Idealnie wyważone. Taką paczkę będę z przyjemnością testować!!! 😀

A jakie jest Wasze zdanie o kosmetykach Oriflame?! Lepsze od innych katalogówek? Co miałyście i co polecacie osobiście?

Zakupy: Avon-owskie dobroci

Witajcie :o)

W każdej marce kosmetycznej zdarzają się genialne produkty oraz niechlubne buble! W przypadku Avon-u nie jest inaczej. 
Ale mam też parę kosmetyków, które ubóstwiam i jak tylko mi się kończą kupuję kolejne opakowanie. I właśnie dziś o nich będzie mowa. Porozmawiajmy o tej dobrej stronie kosmetyków Avon. 
Niekwestionowanym HITEM Avonu są kredki SuperShock Gel Eyeliner. To nie tylko kredka, ale kolorowa baza i liner w żelu w jednym. Za to właśnie ją lubię, że jest wielofunkcyjna. W ostatnim katalogu (Katalog 3/2013) pojawiły się dwa nowe odcienie: Flash oraz Aqua Pop. Musiałby być moje i nie zawiodłam się i tym razem. 

W swojej kolekcji SuperShocków mam już 6 odcieni. Każdy z osobna jest świetny i służy mi do wielu ciekawych i pięknych makijaży.



Odcienie Golden Fawn i Flash są świetne jako rozświetlająca i powiększająca ono kredka na linię wody oraz w kąciku wewnętrznym. Black – najczarniejsza z czerni jaką znam, Blackberry – fajne połączenie brązu/fioletu/burgundu, zaskoczycie niezwykłym kolorem, pięknie podkreśla zieloną i brązową tęczówkę, Silver – mocno napigmentowane srebrno, idealne do rozświetlania wewnętrznych kącików lub zrobienia karnawałowej kreski, Aqua Pop – niezwykły i elektryzujący odcień turkusu z domieszką szmaragdu. 

Z pielęgnacyjnej części oferty Avonu uwielbiam maseczki z linii Planet Spa. To jest jedna z tych linii, która wybitnie udała się Avon-owi. 

Mam swoje 4 ulubione:

Thailand Lotus Flower, Deep Pore Cleansing Face Mask Maseczka głęboko oczyszczająca pory „Tajski kwiat lotosu”: wyciąg z kwiatu lotosu cudownie pielęgnuje i chroni skórę, sprawia, że jest ona gładka i miękka w dotyku, a także neutralizuje wolne rodniki. Natomiast egzotyczne mleczko kokosowe ma doskonałe właściwości odżywcze, nawilżające i regenerujące. 
Dead Sea Minerals, Facial Mud Mask – Maseczka błotna do twarzy z minerałami z Morza Martwego: Bogata maska o kremowej konsystencji głęboko penetruje pory, by usunąć wszelkie zanieczyszczenia oraz suche, martwe komórki naskórka. Wyrównuje koloryt, wygładza i pomaga pozbyć się toksyn. Dzięki niej cera jest zdrowa, jędrna i pełna blasku. 
Japanese Sake and Rice, Smoothing Face Mask – Wygładzająca maseczka do twarzy „Ryż i sake”: Delikatnie działa na skórę, uwalniając swoje dobroczynne składniki. Formuła „peel off” tworzy jedną warstwę maseczki,którą łatwo usuniesz jednym ruchem. Cera nabiera świeższego, ładniejszego wyglądu, jest odżywiona, miękka i cudownie gładka.

White Tea, Energizing Face Mask – Energizująca maseczka z białą herbatą: Przyjemna w użyciu maseczka, mająca za zadanie ożywić cerę i dodać jej wigoru. Cenne składniki białej herbaty łagodnie oczyszczają skórę, koją ją i rewitalizują. Po użyciu maseczki przynajmniej raz w tygodniu cera nabierze blasku i poczuje się prawdziwie orzeźwiona. Maseczka typu „peel off”.

 

Pod czas ostatnich zakupów z Avon zainteresował mnie jest jeden kosmetyk, którego  jeszcze nie miałam okazji testować, a mianowicie Avon Planet Spa Luksusowy żel wygładzająco-rewitalizujący na okolice oczu z ekstraktem z czarnego kawioru. Może okaże się, że stanie się moim ulubieńcem?!

  

A jakie są Wasze ulubione i sprawdzone kosmetyki z Avon-u? Podzielcie się swoim opiniami w komentarzach, bo jestem ciekawa co jeszcze warto wypróbować z Avon.

Zakupy: Dobre, bo POLSKIE!

Witajcie :o)

Jeśli chodzi o kosmetyki jestem patriotką. Uważam, że nasze POLSKIE kosmetyki są bardzo dobrej jakość w przystępnej cenie. Musiałam uzupełnić pewne braki w mojej kosmetyczce i postawiłam na polskie marki. 

Już od pewnego czasu w różnych magazynach kolorowych krążą wieści o nowej linii Herbal Garden marki Eva Natura i zbiera dość pochlebne opinie. Sama chciałam się o tym przekonać i dlatego kupiłam Dwufazowy Płyn do demakijażu oczu (150 ml / 11,49 zł) oraz Krem pod oczy i na powieki (25 ml / 7,69 zł). Ku mojemu zdziwieniu znalazłam tą linię w Rossmanie.

Moja dość pokaźna, 40 ml „próbka” z GlossyBoxa Peelingu szafirowego z linii Yoskine marki Dax Cosmetics właśnie się skończyła (5 miesięcy stosowania). Jestem tak oczarowana tym produktem, że nie mogę już się bez niego obejść więc jasną rzeczą było, że muszę go kupić. Znajdziecie go w SuperPharmie za 29,99 zł za 75 ml. Kosmetyk tak wydajny, że starczy mi pewnie na dobre pół, a nawet na cały rok. 

Jedno co zawsze mnie dziwi gdy chce sięgnąć po polskie kosmetyki to ich dostępność. W dużym mieście jeszcze znajdziecie sklepy gdzie upolujecie dane kosmetyki, ale nawet i tam są problemy, żeby znaleźć nasze polskie marki. 

Jestem ciekawa co Wy sądzicie o polskich kosmetykach i markach kosmetycznych?! Używacie, jesteście fankami czy też stawiacie na zagranicznych producentów. Jakie kosmetyki polskich marek najchętniej kupujecie i polecacie? Jestem bardzo ciekawa… piszcie w komentarzach 😉



Kosmetyczne podsumowanie ugiegłego roku czyli… ULUBIEŃCY 2012 ROKU – Kolorówka

Witajcie :o)

W sumie mamy już koniec pierwszego miesiąca nowego roku, ale miałam pewne zaległości do uzupełnienia. Kiedy ogarnęłam już wszystkie braki na blogu mogę wreszcie przyjść do Was z kosmetycznym podsumowaniem 2012 roku. Lepiej późno nic wcale 😀 A zaczynam od KOLORÓWKI 😉



CERA

Moja święta trójca, która była ze mną praktycznie przez cały rok:
  • Pharmaceris F Fluid Matujący z laktoflawiną SPF 20
  • Inglot Korektor w kremie
  • Hean Puder Sypki matujący Mat Losse Powder

    Fluid Matujący od Pharmaceris jest moim odkryciem roku 2012! Jest podkładem idealnym. Jest matujący, ale nie daje efektu płaskiego matu, a satynowe wykończenie. Jest na tyle lekki, że nie daje efektu maski, ale na tyle kryjący, żeby zakryć wszelkie niedoskonałości cery. Powiedziałabym, że to taki podkładowy krem BB tylko z o wiele lepszy kryciem. Jest podkładem całorocznym ponieważ jest odpowiedni na 30 stopniowe upały (nic nie spływa), a z drugiej strony jest odpowiednio treściwy na zimę. Przez zawartość laktoflawiny naprawdę pielęgnuje naszą cerę. Po prostu go KOCHAM. Po więcej informacji zapraszam TUTAJ i TUTAJ.

    Korektor w kremie od Inglota to kosmetyk wielofunkcyjny ponieważ jest mocno kryjący więc zakryje każdą niepożądaną niedoskonałość na naszej skórze, ale nie jest zbyt ciężki więc nadaje się także pod oczy, żeby zakryć sińce czy też duże opuchnięcia. Jego forma kremu nie podkreśla nieestetycznie suchych skórek. Dobrze zafiksowany pudrem trzyma się cały dzień. Więcej o nim TUTAJ.

    Puder Sypki Matujący od Hean jest genialny. Idealnie matuje, ale nie daje efektu pudrowości na twarzy. Jest super tani i ogromniasty. Pełna jego recenzja TUTAJ.

    BRONZER

    Idealnie wykonturowana twarz tylko bronzerem Honolulu od W7! Każdy inny bronzer jest albo za pomarańczowy albo zbyt brązowy, ma za dużo drobinek albo jest zbyt matowy i pudrowy. Honolulu jest idealnie skomponowany. Rysowane nim linie wyglądają bardzo naturalnie na twarzy, jak by tam były od zawsze. Nie można zrobić sobie nim krzywdy. Idealny kolor co w przypadku bronzerów rzadko się zdarza. No i cena: 15 zł. Czego chcieć więcej… Dokładny opis i fotki TUTAJ i TUTAJ i TUTAJ.

    RÓŻ DO POLICZKÓW


    Moja ukochana, upolowana na Allegro paleta Róży do policzków Inglota. Róże Inglota są genialne. Mają super kolory, do każdej karnacji i okazji. Są niby matowe, ale dają efekt satynowy, tafii wody. Nałożone raz zostają na polikach cały dzień. Przepięknie rozświetlają i odmładzają całą twarz. Wszystko o nich TUTAJ.

    BRWI

    Tutaj godnie służyły mi dwa kosmetyki: Inglot cień do brwi oraz Wibo Eyebrow stylist. Lubię mieć podkreślone brwi, bo stanowią ramę dla całego makijażu twarzy, ale nie lubię jak są nienaturalnie i zbyt mocno pokreślone. Podkreślenie brwi cieniem specjalnie do nich to zupełnie inny efekt. Wydawało by się, że to przecież zwykły cień, ale tak nie jest. Cień do brwi z Inglota jest mniej napigmentowany niż cienie do powiek, ma też inną konsystencję. Numer 560, który posiadam jest idealną mieszanką brązu i szarości co daje naturalny efekt. Ale cień daje efekt pudrowości na włoskach więc aby go zniwelować i utrwalić cały makijaż brwi na długie godziny wystarczy przeczesać je żelem Wibo Eyebrow stylist. Naturalny, ale idealny makijaż brwi. Do poczytania TUTAJ.

    OCZY


    Byłam, jestem i będę cieniomaniaczką! Uwielbiam kolory i zabawę cieniami do powiek. Mam ich naprawdę mnóstwo różnych marek i konsystencji. Ale na pewno do końca swoich dni będę wierna jednej marce: INGLOTOWI. Nigdy nie zawiodłam się na ich cieniach. Makijaż zawsze wygląda perfekcyjnie. Ogrom kolorów (sama mam ponad 100), wykończeń, miliony efektów do wykorzystania w makijażu. Niekończące się możliwości… Cała kolekcja do zobaczenia TUTAJ, makijaże TUTAJ. Dodatkowo po prawej stronie bloga jest cała lista z numerami cieni Inglota. Gdy klikniecie w numerek wyświetlą Wam się makijaże z użyciem danego cienia.

    Ale nawet najlepsze cienie do powiek potrzebują dobrej bazy, a taką właśnie jest Hean Stay On Eyeshadow Base. Zależy mi na tym, żeby to co stworze na swoich powiekach zostało tam nietchnięte do samego wieczora. Baza pod cienie to cudowny wynalazek, a tak z Hean należy do jednych z najlepszych, które miałam. Spełnia swoje zadanie w 100%. Makijaż trzyma się cały dzień, podbija i intensyfikuje kolory i zapobiega rolowaniu się cieni w załamaniu powieki. Lepsza o niebo od Kobo czy Inglota. Bez bazy nie zmaluje żadnego makijażu. 

     
    Nie jestem fanką eyelinerowej krechy na oku w każdym makijażu. Moje oko jest zbyt małe i takie kreski nie wyglądają zbyt korzystnie, zakrywają cały makijaż oka i do tego opadająca powieka brzydko załamuje każdy eyelinerowy rysunek. I właśnie dlatego, że nie lubię linerów w płynie, pisaku i żelu tak pokochałam Avon SuperShock Kredka żelowa do oczu. Nie jest tylko kredką, ale wielofunkcyjnym kosmetykiem. Oczywistym zastosowaniem jest kreska na górnej linii rzęs jak linerem żelowym, ale też świetnie sprawdza się jako baza na całą powiekę, idealnie trzyma się na linii wodnej, w odpowiednim kolorze może służyć także jako rozświetlacz wewnętrznych kącików oraz łuku brwiowego. Więc tak naprawdę mamy 4 w 1! Wszystko o nich i kolory TUTAJ
    Moje rzęsy są naprawdę trudnym przeciwnikiem i w roku 2012 przetestowałam ich naprawdę ogrom. Niestety żadna nie stała się moim ideałem, ale jedna maskara zasługuje na uwagę. Jest to EVELINE Big Volume Lash 100% Black Lashes. Nie jest to maskarowy ideał, ale jest to jedyna maskara, która podkręciła moje rzęsy i ich nie skeiła. Jeśli macie problem z krótkim, sztywnymi i prostymi rzęsami powinniście jej spróbować. Dla ich może być zwyczajna albo nawet kiepska. O niej TUTAJ
    USTA
    W moim makijażu stawiam głownie na oczy, ale malunek ust jest istotny, bo tworzy całość z resztą makijażu, jest taką kropką nad „i”. W tym wypadku bez dwóch zdań wygrywa słynna już Celia Nude Nawilżająca pomadka-błyszczyk. Mam ją we wszystkich 6 odcieniach i za każdym razem pasują do każdego makijażu. Są bardzo naturalne, dziewczęce, lekkie, podkreślają i pielęgnują usta. Jestem od nich chyba uzależniona, bo kiedy coś zmaluje odruchowo sięgam po którąś pomadkę Celi, bo zawsze są idealne. Mają tylko jedną ciemną stronę swojej osobowości: przez to, że są bardzo kremowe i miękkie bardzo łatwo łamią się pod wpływem ciepła. U mnie 6 sztuk już 3 się złamały. Pomimo tej wady KOCHAM i nie oddam nikomu. Wszystko o nich oraz swatche kolorów TUTAJ
    To jest mój kosmetycznym punkt widzenia kolorówki z 2012 roku. A jakie są Wasze typy?! Dajcie znać w komentarzach, bo jestem bardzo ciekawa. Może znajdę nowe miłości na rok 2013?
     

    GIGANTYCZNA Paka od Marizy

    Witajcie ;o)

    Jak wiecie (albo i nie :P) zostałam konsultantką Marizy. Jak tylko dostałam katalog, posłałam go w świat i ku mojemu dziwieniu dostałam dość sporo zamówień. Złożyłam zamówienie dla klientek, ale do koszyka wpadło parę kosmetyków tylko dla mnie do testowania. 

    Jak zobaczyłam tą GIGANTYCZNĄ, bo 5 kg pakę to oczy wyszły mi z orbit. Pani Kurier, która musiała wdrapać się z nią do mnie na 3 piętro miała dość 😀



    Spokojnie! Jakieś 80% z tej całej paczki nie jest dla mnie, a dla moich klientek. 



    Ale oczywiście nie byłabym osobą gdybym nie zamówiła czegoś wyłącznie dla siebie. Bycie Konsultantką Marizy prawdę się opłaca ponieważ skorzystałam z wielu upustów, promocji, specjalnych zestawów dla konsultantek, a niektóre rzeczy dostałam nawet za darmo itd. Tak, że za tą ilość kosmetyków zapłaciłam naprawdę ułamek ceny. 



    Jestem maniaczką kolorówki więc na pierwszy rzut zamówiłam dużo kosmetyków kolorowych, ale jest też parę rzeczy z pielęgnacji. Sama jestem ciekawa kosmetyków Mariza, ale przede wszystkim jako konsultantka chce przetestować na własnej skórze co warto polecać moim klientkom. 


    Zestaw testerów 6 odcieni matowych Chic Lip Gloss z serii Mariza Selective (cena katalogowa 1 szt. błyszczyku 15,40 zł)


    Bardzo popularny już Matujący puder ryżowy z serii Mariza Selective (cena katalogowa 19,90 zł) oraz Mineralny puder matujący z serii Mariza Selective (cena katalogowa 24,40 zł)


    A także Matowy róż do policzków z serii Mariza Selective (cena katalogowa 13,90 zł) i Matowy cień do powiek z serii Mariza Selective (cena katalogowa 13,90 zł)

    Dwa testery podwójnych róży do policzków z serii Glamour Line (cena katalogowa 13,50 zł)


    Pełnowymiarowy Błyszczyk do ust z serii Glamour Line (cena katalogowa 8,90 zł) oraz Wodoodporny Eyeliner w pisaku z serii Mariza Selective (cena katalogowa 19,90 zł)


    Pełnowymiarowe opakowanie Aksamitnego Fluidu Matująco-Kryjącego (cena katalogowa 14,90 zł) oraz próbki Podkładu Balansującego z serii Mariza Selective (cena katalogowa 27,90 zł), Rozświetlającej bazy pod makijaż serii Mariza Selective (cena katalogowa 28,80 zł) oraz Krem Oliwka z oliwek Krem Regenerujący z serii Naturalne Ekstrakty (cena katalogowa 12,40 zł)


    Słynne już odżywcze masło do ciała Poziomka (cena katalogowa 12,60 zł) i równie dobra Relaksująca sól do kąpieli Róża z serii LiniaSPA (cena katalogowa 11,90 zł)

    Płyn micelarny z serii Mariza Selective (cena katalogowa 19,90 zł), Krem odżywczo-przeciwzmarszczkowy na dzień z serii 35+ Intensywne Ujędrnianie (cena katalogowa 22,90 zł), Łagodzący płyn do higieny intymnej (cena katalogowa 16,90 zł)


    Coś dla mojego ukochanego faceta: Zestaw Upominek Navigator czyli płyn po goleniu + Żel pod prysznic (cena katalogowa 22,20 zł)


    W katalogach Marizy nie ma czegoś takiego jak „Pachnące strony” więc trudno ocenić zapach perfum po opisie dlatego też zamówiłam tester wszystkich 12 zapachów Marizy

     
    Uuuuuaaaaa…. trochę tego jest, ale uwielbiam testować! Pytanie do Was dziewczyny: co Was najbardziej interesuje i intryguje? O czym chciałybyście przeczytać jako pierwsze?! A może już coś z tego miałyście i chcecie się podzielić wrażeniami?! Zapraszam do komentowania i dyskusji. 

    Dziewczyny, które chciałyby coś zamówić i są ze Szczecina zapraszam SERDECZNIE do kontaktu ze mną (wszystkie informacje o mnie oraz najnowszy katalog dostępne są w zakładce KONSULTANTKA MARIZA KLIK). 

    Kosmetyczne HITY i KITY Grudzień 2012

    Witajcie 🙂

    Z roku 2012 został mi jeszcze jeden miesiąc do opisania a mianowicie Grudzień. Później szykuje jeszcze tylko ulubieńców całego 2012 roku jako podsumowanie i takim sposobem wreszcie będzie porządek na blogu i zaległości nadrobione.



    La Roche – Posay Toleriane TEINT FLUID (30 ml / ok. 80 zł)


     W tym podkładzie zakochałam się na dobre! Pisałam o nim już w Hitach Listopad 2012 (KLIK). Jestem uzależniona od jego właściwości pielęgnacyjnych oraz krycia. Twarz w tym podkładzie wygląda jak z Photoshopa. Grudzień oczywiście jest miesiącem świątecznym i każda z nas chce wyglądać perfekcyjnie i obłędnie. Dzięki temu podkładowi moja cera wyglądała pięknie! Jednak jest to dość ciężki podkład więc pewnie w letnie dni się nie sprawdzi, ale w zimowe, gdy temperatury są naprawdę niskie mam poczucie, że pielęgnuje moją twarz jak krem nawilżający i chroni przed mrozem. To może wydawać się dziwne, ale moja skóra naprawdę to czuje. 

    W7 HONONULU Bronzer (6 g / 14,50 zł)

    Dzięki temu bronzerowi polubiłam konturowanie. Teraz to takie proste! Kiedyś bałam się bronzerów, bo nie wyglądały na twarzy naturalnie. Jednak zawsze tą „linię” było widać. Honolulu rozprowadza się gładko i miękko, bardzo łatwo zatrzeć granice, a makijaż staje się tak naturalny, że prawie niewidoczny, a efekt konturowania pozostaje. Mój kosmetyk ROKU 2012 i pewnie jeszcze dłużej. Pełna recenzja tutaj. 

      Balneokosmetyki Biosiarczkowy Żel głeboko oczyszczający do mycia twarzy Cera mieszana i tłusta (200 ml / 28 zł)

    W tym roku miałam już mnóstwo żeli i pianek do mycia twarzy. Każdy produkt w jakimś stopniu spełnił swoją role, czasami lepiej a czasami gorzej. Teraz gdy używam Biosiarczkowego żelu z Balneokosmetyki wszystkie inne żele wydają mi się przy nim beznadziejne. Teraz znam ten najlepszy, produkt na szóstkę. Strasznie się cieszę, że znalazł się w GlossyBoxie, bo możliwe, że nigdy nie wpadłby mi w ręce. Wszystko co pisze producent to prawda, a mianowicie: „Głęboko oczyszczający żel do mycia twarzy polecany jest do codziennej pielęgnacji cery z problemami. Dzięki wyjątkowo delikatnym substancjom myjącym żel dokładnie oczyszcza skórę z wszelkich zanieczyszczeń, nie podrażniając jej i nie powodując wysuszenia, a także odblokowuje pory, chroniąc przed powstawaniem zaskórników i wągrów. Specjalnie opracowana formuła, bogata w wodę siarczkową, borowinę i ekstrakt z kory wierzby pomaga usunąć nadmiar tłuszczu z powierzchni skóry i reguluje pracę gruczołów łojowych, zmniejszając wydzielanie sebum odpowiedzialnego za świecenie się skóry. Skutecznie zwalcza pryszcze i zapobiega powstawaniu nowych zmian trądzikowych. Dodatkowo drobinki jojoba głęboko oczyszczają i pielęgnują, zapewniając optymalne wygładzenie i nawilżenie skóry. Regularne stosowanie żelu poprawia kondycję i wygląd skóry, pozwala na skuteczną walkę z objawami trądziku i nadmiernym błyszczeniem się skóry. Sprawia, że pory stają się mniej widoczne, skóra jest lepiej oczyszczona i wygląda zdrowo.
     
    Substancje aktywne: najsilniejsza na świecie woda siarczkowa – bardzo silnie zmineralizowana woda lecznicza o wyjątkowo wysokiej zawartości bioaktywnej siarki oraz innych mikro i makroelementów takich jaki: sód, wapń, magnez, potas, chlor, brom, jod, ekstrakt z kory wierzby – zawiera kwas salicylowy, który złuszcza, przyspiesza odnowę naskórka i działa antybakteryjnie, termoaktywna borowina – biologicznie czynny rodzaj torfu. Zawarte w niej kwasy organiczne i sole nadają jej właściwości przeciwzapalne, ściągające, rozgrzewające i bakteriobójcze, jojoba – zawarte w żelu drobinki jojoba głęboko oczyszczają i pielęgnują, zapewniając optymalne wygładzenie i nawilżenie skóry. Działa hamująco na naturalne wydzielanie sebum.

    Jeśli macie problemy z Waszą mieszaną i tłustą cerą wypróbujcie ten żel. Polecam Wam go z całego serca, bo naprawdę działa! Nie zawiedziecie się! Ja osobiście na pewno kupię kolejne opakowanie. 

    Dax Cosmetics Cashmere Eyeshadow Base (7 g / 27 zł)

    Miałam już wiele różnych baz, każda była dobra, ale i każda miała jakieś wady. Dax Cosmetics spisał się na 6+. CASHMERE Eyeshadow Base jest bez wad i ma wszystko to czego od zawsze szukałam w bazach. Jest to baza pod cienie do powiek, o neutralnym, cielistym kolorze i delikatnej, kremowej konsystencji. Baza wygładza skórę powiek i wyrównuje jej koloryt, ułatwia rozprowadzanie cieni i kredek, zapobiega ich osypywaniu się, a także intensyfikuje ich kolor. Dzięki zastosowaniu bazy cienie nie ścierają się ani nie rolują w załamaniach powiek, a makijaż oka utrzymuje się aż do 15 godzin. Musicie ją mieć jeśli zależy Wam na perfekcyjnym makijażu oczu. Oczywiście ogromne opakowanie 7 g starczy mi pewnie na parę lat, ale jak sięgnę dna to na pewno kupię następne. Cudowna baza! 🙂
      
    Chloé Woda perfumowana (30 ml / 230 zł; 50 ml / 320 zł; 75 ml / 395 zł)

    Mój zapach grudnia! Zakochałam się w tym zapachu. Zapach Chloé to współczesna interpretacja róży o francuskim uroku – klasyczna róża została w sposób absolutnie genialny zinterpretowana poprzez współczesny zapach, który jest lekki i jednocześnie ciepły, elegancki i zarazem bardzo uwodzicielski. Porywająca esencja powstała z połączenia nut roślinno-pudrowych z energicznymi akcentami piwonii, liczi oraz wiosennej świeżości frezji. Zwiewne, kokieteryjne nuty wysokie stanowią podstawę jedynego w swoim rodzaju zmysłowego zapachu róży, który wydobywa się z aksamitnego środka kwiatu. Pojawiają się także oszałamiające nuty magnolii i konwalii, a całości dopełnia ciepłe tchnienie ambry i eleganckiego drewna cedrowego. Pewnie niektórym z Was nie przypadnie do gustu ponieważ jest to bardzo słodki zapach, ciężki a jednocześnie lekki i kobiecy! Idealnie opisuje mnie samą. Warto psiknąć się w drogerii i ponosić przez parę godzin, bo dopiero wtedy rozkwita jak róża. Tylko ta cena :/

    L’oreal cień Color Infaillible nr 14 Eternal Black (3,5 g / 36 zł)

    Powiem Wam, że jako maniaczka cieni do powieki próbowałam już wszystkiego i nie myślałam, że może mnie coś jeszcze w tej kwestii zaskoczyć. Ale człowiek uczy się całe życie… L’oreal zaskoczył mnie swoją innowacyjnością. Cienie do powiek Color Infaillible zawierają 4 razy więcej substancji wiążącej niż klasyczne cienie w kamieniu czy pigmenty. To nadaje im konsystencję pośrednią między pudrem a kremem i sprawia, że cienie są delikatne i aksamitne a ich aplikacja niezwykle prosta. Dzięki czemu nie osypują się. W przypadku cienia w kolorze czarnym w dodatku z brokatem to wręcz niemożliwe, a jednak! Kolor jest intensywny, a brokat pozostaje na powiekach całą noc i dzień! Cienie Color Infaillible utrzymują się na powiece przynajmniej przez 15h (bo nigdy nie miałam dłużej cienia na powiekach), niczym druga skóra. Są odporne na ścieranie i wodę, lecz przy tym łatwe w demakijażu. Nie obsypują się, nie gromadzą się w załamaniu powieki. Moje świąteczne Smokey Eye tym cieniem wyglądało obłędnie! Genialny wynalazek tylko dlaczego musi tyle kosztować?! :/


    CLARENA Stem Cells Cream Krem z roślinnymi komórkami macierzystymi (50 ml / 142 zł)

    Marka Clarena to profesjonalne produkty do pielęgnacji skóry dobierane do klientek indywidualnie. To nie jest marka, której produkty znajdziecie w drogerii czy galerii. To marka profesjonalna więc oczekiwania jakie są stawiane jej produktom są postawione bardzo wysoko. Krem z roślinnymi komórkami macierzystymi… hmmm jak to górnolotnie brzmi! A tak naprawdę to krem, który dzięki komórkom macierzystym stymuluje odnowę naskórka oraz syntezę kolagenu i elastyny. Anti-leukina 6 ma za zadanie hamować powstawanie stanu zapalnego i zmniejszyć ryzyko podrażnień skóry. Naturalna betaina, skwalen i witamina E mają nawilżać, odżywiać i chronić przed degradacyjnym wpływem wolnych rodników. Dla zwykłej śmiertelniczki brzmi to wszystko kosmicznie prawda?! Niestety za słowami nie idą efekty. Jak by ten krem zrobił mi jakąś „krzywdę” mogłabym go chociaż objechać, a tak nie robi NIC! Wielkie NIC! Tak szybko się wchłania, że po 2-3 minutach nie ma śladu, że nakładałyśmy krem. Nie nawilża, nie zmniejsza stanu zapalnego, nie ma żadnego odczuwalnego efektu zaraz po nałożeniu kremu, ani po jego dłuższym stosowaniu, a używałam go 1,5 miesiąca (zużyłam całe 30 ml próbki). Także nie zrobi Wam krzywdy, ale za porażającą kwotę 142 zł nie robić nic to grzech!

    GlySkinCare Hydrating Eye Cream Krem pod oczy (EyePro™ 3X Complex) (15 ml / 40 zł)


    Bardzo lubię jak w GlossyBoxach są kremy po oczy i do tego marek, których nie znam. Mam okazję przetestować coś nowego, świeżego. Jak zobaczyłam nazwę GlySkinCare nic mi to nie mówiło. Firma ta ma w swojej ofercie program odnowy skóry, w którego skład wchodzą kosmetyki. Cały program podzielony jest na etapy. Krem Hydrating Eye Cream zawiera się w etapie 3 czyli HydroStep. Nawilżanie. Krem ten dzięki zawartości EyePro™ 3X Complex ma poprawiać mikrocyrkulację, przez co zmniejsza opuchliznę oraz redukuje cienie pod oczami. Krem ma powstrzymywać procesy starzenia, poprawiając sprężystość i nawilżenie delikatnej skóry wokół oczu. Zadanie tego kremu to poprawić nawilżenie skóry wokół oczu, poprawić sprężystości skóry wokół oczu, redukcja cieni i opuchlizny pod oczami. Pierwsze co rzuciło mi się w oczu to konsystencja tego kosmetyku – bardzo rzadki, lejący się krem, prawie jak woda. Nakładając go pod oczy dosłownie w 1-2 sekundy się wchłania pozostawiając skórę taką suchą i napiętą. Po kilku minutach po zastosowaniu tego kremu miałam uczucie piasku w oczach i pieczenie. Oba efekty czyli napięta skóra i piasek w oczach, dają nieprzyjemny rezultat, który jest dyskomfortem dla oczu i skóry wokół nich. Stosowanie go na dłuższą metę było męczarnią dla oczu. Chciałam dać mu szansę, ale niestety to nie jest dobry kosmetyk. Lepiej w niego nie inwestować, nie warto. 

    Essence Maskara Multi Action Blackest Black (szt. / 10 zł)


    Czyli kultowa maskara Multi Action od Essence w wersji najczarniejszej z możliwych. Kupiłam ją tylko dlatego, że gdzie nie wejdę na jakiegokolwiek bloga Multi Action jest wychwala. Multi Action jest wielofunkcyjną maskarą, aby uzyskać efekt nadzwyczajnego pogrubienia, podkręcenia i wydłużenia rzęs czyli 3w1. I teraz rodzi się pytanie: czy wersja podstawowa (czyli ta z różowym wzorem) też jest taka sama jak ta czy tylko wersja z głęboką czernią jest taka do kitu?! Nie wiem i chyba już nie sprawdzę. Wiem tylko, że Blackest Black jest kiepska! Jakoś specjalnie czarniejsza nie jest (ma taki szarawy odcień), okropnie skleja rzęsy, bardzo szybko wysycha od pierwszego otwarcia tak, że po miesiącu miałam w niej już gluty, po paru godzinach osypuje się na policzki. Jakoś może ją zmęczę, ale na pewno do niej już więcej nie wrócę.

    L’oreal FALSE LASH Telescopic (9 ml / ok. 55 zł)
    Tak jak obiecałam odłożyłam ją na pewien czas i wróciłam ponownie z nadzieją, że będzie lepiej. Niestety nadal jestem na NIE! To co pisałam o niej poprzednim razem (Kosmetyczne HITY i KITY Listopad 2012) potwierdziło się. Zbyt wodnista, nie ma spektakularnego efektu tylko naturalny. Dla wielbicielek takiego looku pewnie będzie dobrym rozwiązaniem, ale dla dziewczyn, które (tak jak ja) naprawdę chcą, aby ich rzęsy były widoczne, bo same z siebie nie są czymś wybitnie urodziwym, będą bardzo niezadowolone. To będzie źle wydane 55 zł.