Recenzja: Eko-kosmetyki Eubiona Hair od GREENHOUSE

Witajcie :o)

Przychodzę do Was dziś z obiecaną recenzją Eko-kosmetyków Eubiona Hair od GREENHOUSE (EKO-współpraca z GREENHOUSE). 

Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu w ofercie Greenhouse znalazłam lakier do włosów i żel do włosów! Tak się napaliłam na kosmetyki do włosów, że poprosiłam Panią Wiolettę o przysłanie właśnie ich do testów. Wydaje mi się, że kremy pielęgnacyjne były by oczywistym wyborem, a takie perełki są wyzwaniem!
Przetestowanie produktów do włosów poszło mi na prawdę szybko, bo nie mogę się bez nich obejść. Zacznę od najgorszego produktu z całej trójcy, a później będzie już tylko lepiej. 


Od producenta: Z ekstraktem z limonki i kofeiną – wodoodporny, idealny dla naturalnego utrwalenia fryzury. Żel do stylizacji to dwa w jednym: pielęgnacja włosów oraz stylizacja! Ekstrakt z limonki dostarcza nawilżenia suchym końcówkom włosów. Zawarta w żelu kofeina dodaje włosom sprężystości i działa rewitalizująco na cebulki włosów. Cena: 29,50 zł.

Moja opinia: Niestety jest to najgorszy żel jaki w życiu miałam. Równie dobrze mogłabym użyć wody i miałabym dokładnie taki sam efekt. Włosy są wyłącznie mokre, oklapnięte, nieprzyjemnie klejące. Nie ma mowy o żadnej stylizacji tym żelem. To jest niemożliwe! A co najdziwiniejsze przy rozcieraniu go w rękach żel po prostu się PIENI! Szok! Jestem zdecydowanie na nie! 



Na szczęście inny produkt do stylizacji ratuje tą beznadziejną sytuacje, a mianowicie EUBIONA HYDRO LAKIER DO WŁOSÓW 200ml 

Od producenta: Z wodą z kwiatu pomarańczy i ekstraktem z orzecha włoskiego. Pielęgnujący spray do stylizacji włosów. Woda z kwiatu pomarańczy reguluje pracę skóry głowy. Wyciąg z orzecha włoskiego dodaje włosom elastyczności i poprawia ich strukturę. Cena: 39,80 zł.



Moja opinia: Bardzo fajny i przyjemny lakier do włosów. Oczywiście nie jest to mocno utrwalający lakier, ale idealny do tego, aby nadać fryzurze odpowiedni kształt, łatwo się nim stylizuje – osobiście lubię taką właściwość w lakierze. Przepięknie pachnie pomarańczą, a taki zapach w lakierze to rzadkość. Tym lakierem ujarzmicie niesforne, wystające kosmyki włosów czy też ułożycie perfekcyjnie grzywkę. Na pewno przypadnie do gustu tym z Was, które lubią naturalny look na swoich włosach np utrwalić własne loki czy też wyprostowane włosy. Naprawdę zawarta w tym sprayu woda z kwiatu pomarańczy reguluje pracę skóry głowy. Zero łupieżu itd. 
Kosmetyk ma tylko jedną wadę: opakowanie. Niestety spray rodem z produktów do czyszczenia monitorów się nie sprawdza. Bardzo ciężko chodzi przez co ręka bardzo szybko się męczy i używanie go nie jest przyjemnością. Nie można także uzyskać stałego strumienia kosmetyku przy jednym przyciśnięciu tylko trzeba wciąż i wciąż go naciskać. :/ Mimo opakowania kosmetyk naprawdę godny polecenia. 

Od producenta: Z korzeniem łopianu i olejkiem arganowym – dla osłabionych i farbowanych włosów. Osłabione i farbowane włosy potrzebują intensywnej pielęgnacji i odżywienia. Wyciąg z korzenia łopianu wzmacnia matowe i łamliwe włosy, które stają się wygładzone i lśniące. Olejek arganowy ma zbawienne działanie na skórę głowy i wspiera efekt doskonałej naprawy. Delikatna formuła dla wrażliwej skóry. Cena: 21,50 zł.


Moja opinia: Po moich ostatnich, nieudanych próbach z szamponami naturalnymi podchodziłam do tego produktu jak pies do jeża. Wiecie jak to jest z tymi organicznymi szamponami: kiepsko się pienią, żeby coś zmyć z głowy trzeba użyć ich przynajmniej 2-3 razy jak nie 4. A tutaj nagłe ZASKOCZENIE! Pięknie się pieni, żeby zmyć z głowy moją tonę lakieru do włosów wystarczy umyć głowę 2 razy. Włosy są fajne, sypkie, ale jednocześnie czuć pod palcami, że mocno oczyszczone więc mogą się troszeczkę plątać, ale to normalne w przypadku takich szamponów. Produkt sam w sobie bardzo gęsty i treściwy o charakterystycznym zapachu. Olejek arganowy naprawdę działa zbawiennie na skórę głowy. Skóra świetnie się oczyszcza i regeneruje. Jeśli chodzi o właściwości chronienia koloru niestety takich nie zauważyłam, ale też nie przyspiesza wypłukiwania koloru. Ten szampon przywrócił mi wiarę i sens szamponów organicznych. Odczarował mi złe myślenie o takich produktach. Wart wypróbowania. 

Na trzy produkty tylko jeden się nie sprawdził więc jak dla mnie to świetny wynik. Powiem Wam szczerze, że po tym testach mam jeszcze ochotę na coś z pielęgnacji twarzy. Może jakiś kremik hmmm..?! 😉

Informację o wszystkich produktach znajdziecie na stronie GREENHOUSE:

A wszystkich zakupów dokonacie w sklepie GREENHOUSE:



Wstąpiłam po rzęsy, wyszłam z paletką czyli… sklep Claire’s

Witajcie :o)

Obok sklepu Claire’s Accessories przechodzę prawie codziennie robiąc zakupy w galerii obok, której mieszkam. Byłam tam może 2 lub 3 razy tylko pooglądać co tam ciekawego mają. W pamięć zapadła mi dość pokaźna oferta sztucznych rzęs. A, że moje własne rzęsy ostatnio świrują i wyglądają okropnie postanowiłam, że do świątecznego look’u muszę mieć sztuczne rzęsy. 

Okazało się, że mają akurat promocję dwie pary rzęs za 40 zł (normalnie kosztują 24,90 zł za parę). Zdecydowałam się na dość lekki i naturalny model oraz wersję gęstą i pełną. Niestety modele nie mają żadnej numeracji. Pani w sklepie zapewniała, że są to naturalne rzęsy w co nie dokońca wierzę, ale na pewno są świetnie wykonane. 



Oczywiście nie byłabym sobą gdybym kupiła tylko rzęsy. Mój wzrok przykuła paletka cieni brokatowych. Już od pewnego czasu chciałam sobie taką sprezentować, ale zawsze sobie tłumaczyłam, że „NIE JEST CI NIEZBĘDNIE POTRZEBNA”. Ale sylwester i karnawał bez brokatu to nie karnawał prawda?! ;o)

Claire’s ma w swojej ofercie paletki z 5-cioma cieniami za 19,90 zł oraz 10-cioma za 39,90 zł. Moja oczywiście jest ta większa. Są to cienie żelowe z zatopionym brokatem co rozwiązuje problem osypującego się brokatu. Każdy cień ma po 1,6 g. 



Pierwsze dwa brokaty są to opalizujące na złoto i zielono, reszta to normalnie brokaty kolorowe, a czerń jest matowym brokatem. Mam nadzieje, że zdjęcia oddadzą chociaż cząstkę tego jak pięknie się mienią. 



Dzięki żelowej bazie brokat się nie osypuję i bardzo prosto nakłada. Nie były takie proste do zmycia więc mam nadzieje, że na powiece też będą takie trwałe. Już parę pomysłów rodzi się w mojej głowie na makijaże z udziałem tych brokatów. Nawet matowa czerń może mieć zaskakujące zastosowanie. 


A jaki jest Wasz stosunek do brokatu w makijażu? Kicz czy powalający błysk?

EKO-współpraca z GREENHOUSE

Witajcie :o)

Grudzień od dziś będzie moim szczęśliwym miesiącem ponieważ wręcz posypały się propozycje współpracy z moim blogiem. Jestem prze szczęśliwa, że firmy obdarzyły mnie zaufaniem i zaproponowały przetestowanie ich produktów. 

Jako pierwsza zgłosiła się do mnie Pani Wioletta z firmy Greenhouse (http://www.biogreenhouse.pl). Właśnie jakąś godzinkę temu dotarła do mnie paczka od Pani Wioletty. 

Firma Greenhouse jest dystrybutorem zdrowej żywności i bio kosmetyków. Firma jest wyłącznym dystrybutorem na Polskim rynku certyfikowanych produktów organicznych następujących marek :

  • Beutelsbacher
  • Petrussquelle
  • LIHN
  • Pural
  • BIOKOSMA
  • EUBIONA

 Greenhouse dba o to, aby produkty, które sprzedają były najwyższej jakości dlatego też wszystkie produkty są certyfikowane co daje gwarancje najlepszej kontroli produktu. 

Certyfikaty jakości, którymi oznaczone są produkty znajdujące się w ofercie Greenhouse:

Pobuszowałam troszeczkę po sklepie Greenhouse, poczytałam składy i właściwości kosmetyków naturalnych. Pierwszą moją myślą o kosmetykach bio były kremy do twarzy, odżywki itd. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu w ofercie znalazłam także lakier do włosów i żel do włosów! Tak się napaliłam na kosmetyki do włosów, że poprosiłam Panią Wiolettę o przysłanie właśnie ich do testów. Wydaje mi się, że kremy były by oczywistym wyborem, a takie perełki są wyzwaniem!

Więc zajrzyjcie razem ze mną do paczki od Greenhouse:

EUBIONA HYDRO LAKIER DO WŁOSÓW 200 ml

z wodą z kwiatu pomarańczy i ekstraktem z orzecha włoskiego

Pielęgnujący spray do stylizacji włosów. Woda z kwiatu pomarańczy reguluje pracę skóry głowy. Wyciąg z orzecha włoskiego dodaje włosom elastyczności i poprawia ich strukturę.
 

EUBIONA ŻEL DO STYLIZACJI WŁOSÓW 125 g

z ekstraktem z limonki i kofeiną – wodoodporny, idealny dla naturalnego utrwalenia fryzury

 Żel do stylizacji to dwa w jednym: pielęgnacja włosów oraz stylizacja! Ekstrakt z limonki dostarcza nawilżenia suchym końcówkom włosów. Zawarta w żelu kofeina dodaje włosom sprężystości i działa rewitalizująco na cebulki włosów.

 

 

EUBIONA ODBUDOWUJĄCY SZAMPON DO WŁOSÓW (OSET+OLEJEK ARGANOWY) 200 ml

z korzeniem łopianu i olejkiem arganowym – dla osłabionych i farbowanych włosów

Osłabione i farbowane włosy potrzebują intensywnej pielęgnacji i odżywienia. Wyciąg z korzenia łopianu wzmacnia matowe i łamliwe włosy, które stają się wygładzone i lśniące.
Olejek arganowy ma zbawienne działanie na skórę głowy i wspiera efekt doskonałej naprawy.Delikatna formuła dla wrażliwej skóry.

 

 W wersji próbkowej:

EUBIONA ODŻYWKA DO WŁOSÓW (EKSTRAKT Z LIMONEK+PESTEK WINOGRON)

z olejkiem z pestek winogron i ekstraktem z limonki – nawilża oraz nadaje efekt połysku

Zawarty w odżywce olejek z pestek winogron oraz ekstrakt z limonki, nawilża włosy i nadaje im głęboki połysk. Odżywka ułatwia rozczesywanie włosów. Unikalne składniki dostarczają włosom niezbędnego nawilżenia. Włosy nabierają objętości, stają się bardziej sprężyste i lekkie.

 

EUBIONA SENSITIVE SZAMPON Z OWSEM

z owsem – dla wrażliwej skóry

Szczególnie łagodna pielęgnacja oraz oczyszczenie. Bio owies koi skórę, łagodzi świąd i usuwa zaczerwienienia skóry, przywracając jej naturalne nawilżenie. Dlatego szampon polecany jest zwłaszcza dla bardzo suchej, podrażnionej i alergicznej skóry. Szampon nie pozostawia żadnych pozostałości. Włosy nabierają objętości i błysku. Szampon można bezpiecznie stosować kilka razy dziennie nawet na skórze wrażliwej.

 

 Same smakołyki! Nic tylko testować! 😉 Moje włosy będą miały totalnie naturalny raj… 
Zajrzyjcie koniecznie na stronę Greenhouse i dajcie znać co Wam wpadło w oko (np. jakiś krem do twarzy) a wtedy spróbuję przetestować go dla Was. 
 


Tak, tak, tak… ja też skorzystałam z -40% w Rossmannie

Witajcie :o)

Mają wszyscy, mam i ja….! Choć początkowo nie miałam w planach nic kupować, ale widząc wpisy na wszystkich blogach kosmetycznych o słynnym już -40% na kolorówkę w Rossmannie złamałam się! W ostatni dzień promocji. 

„Kto zjada ostatki ten jest piękny i gładki…” no niestety nie w tym przypadku. W szafach Wibo i Lovely same pustki, w Manhattanie nie było moich kolorów soft mat, kolory Maybelline Color Tattoo nie były na tyle niespotykane żeby jakiś kupić i tak doszłam do szafy Rimmel. 

Moją uwagę przykuły szminki z kolekcji Kate Moss czyli Rimmel Lasting Finish by Kate Lipstick. Oczywiście odezwała się od razu moja fascynacja czerwoną szminką. Był wybór z dwóch, to już za dużo więc musiałam wziąć obie. Przemówiła do mnie jeszcze jaskrawa fuksja więc też wylądowała w koszyku. 
Numerki 10 i 22 wydają się podobne do siebie, ale 10 to czerwień, a 22 to mocny róż pomieszany z czerwienią. 20 to taka ostra, jaskrawa fuksja/róż. Pigmentacja tych szminek genialna! Dałam za nie po 11 zł (a nie prawie 19 zł).
Idąc do kasy przechodziłam jeszcze obok szafy L’oreal i zerknęłam na cienie Color Infaillible. Cena 36 zł za cień powala, ale z promocją 21 zł brzmiało lepiej. Jeden cień wpadł mi od razu w oko – L’oreal Color Infaillible 014 Eternal Black. Piękna czerń ze srebrnym brokatem. 
Już widzę oczami wyobraźni moje świąteczne Smokey Eyes tym cieniem a do tego mocne, czerwone usta…. oooohhh…..!!! 😉 Bajka!!!
Prawda co prawda zaoszczędziłam prawie 40 zł, ale i wydałam 55 zł więc…. jednak nadal na minusie 😛
 

W poszukiwaniu czerwonej szminki

Witajcie :o)

Po wyjątkowo udanym pierwszym romansie z czerwoną szminką (Makijaż: Czerwone Usta) zachorowałam na ten kolor. Kto by pomyślał… ja i czerwona szminka?! Jak to mówią: „Nie tak diabeł straszny jak go malują”. 

Jedna czerwona szminka już jest w mojej kosmetyczce (Maybelline Hydra Extreme 535 Passion Red), ale zapałam chęcią posiadania czegoś w ciemniejszym odcieniu. Tak sobie pomyślałam, że może coś ciekawego będzie w szafie Catrice. Jak pomyślałam tak zrobiłam – wybrałam się do Natury. 

Powiem szczerze, że Catrice ma bardzo ciekawe odcienie w swojej ofercie szminek Ultimate Colour. Moją uwagę przykuły dwie czerwienie i po 30 minutach swatchowania ich w sklepie nie mogłam zdecydować się na jedną więc koniec końców wzięłam obie! 

Kolor 080 My Red Card jest stałym odcieniem w palecie Catrice, zaś odcień 220 Step Red Up jest nowością. 080 My Red Card to odcień krwistej, dość żywej czerwieni, 220 Step Red Up to bardziej przygaszony, winny kolor. Każda po 16,99 zł.



Kolory są naprawdę obłędne! Już nie mogę się doczekać ich na ustach…. nawet już wiem z jakimi oczami połączę tą w kolorze wina. 😉

Nigdy nie po drodze mi (może to i dobrze) do Natury więc przy okazji wrzuciłam jeszcze do koszyka sławną maskarę Essence Multi Action w wersji Blackest Black (10,99 zł). Czy coś zdziała z moimi rzęsami?! Zobaczymy….

Wracając z wycieczki do Natury wpadłam jeszcze do Rossmana zobaczyć nową kolekcję lakierów Wibo Glamour Nails. Oczywiście wyszłam z dwoma lakierami 😀 nr 2 i 4! (6,99 zł)



Na razie na sobie miałam tylko kolorek nr 4. Jest dość toporny, 3-4 warstwy to minimum żebym przykryć płytkę paznokcia, ale i tak kolor jest super. Zobaczymy jak się sprawdzi jego brązowy brat? 


Po tych zakupach czuje się jakoś tak glamour. Ciekawe… 😉

Nowi, kolorowi mieszkańcy w mojej kosmetyczce

Witajcie :o)
Przez ostatni czas do mojej kosmetyczki przybyło parę nowych, kolorowych mieszkańców. Mi osobiście nic tak nie poprawia humoru (a jakoś ostatnio cierpię na jesienną depresję) jak zakupy z kolorówki. No to poklei:

 
Jako pierwsza pojawiła się paletka TECHNIC Electric Beauty Ultra Violet, która jest już ze mną od połowy miesiąca. Cała paletka ze szczegółami do obejrzenia TUTAJ, a makijaż wykonany przy pomocy tej paletki TUTAJ. Cena: 11,90 zł

Bronzer W7 Honolulu pojawił się parę dni później po paletce. Od paru tygodni mam fazę na konturowanie twarzy bronzerem. Mój staruszek e.l.f. Contouring Blush & Bronzing Powder nie jest ideałem więc potrzebowałam czegoś innego. Po małych poszukiwaniach w internecie postawiłam na Honolulu właśnie. Na razie podbił moje serce, ale nie mów hop dopóki nie przeskoczysz. Zobaczymy jak dalej będzie układać się nasza „przyjaźń”. Cena: 14,50 zł


Parę dni temu uświadomiłam sobie, że w mojej kosmetyczce nie ma klasycznej, czerwonej szminki. To fakt, że nie jestem zwolenniczką mocno pokreślonych ust, ale mam ochotę na czerwone usta. Nie będę pewnie zbyt często z niej korzystać więc zamiast ją kupić wykorzystałam punkty z karty Lifestyle SuperPharm. I tak oto wpadła w moje ręce Maybelline Hydra Extreme 535 Passion Red. Cena: ok. 18 zł


Ostatnimi (bo dosłownie ze wczoraj) nowościami są trzy wkłady z Inglota. Wczorajsza niby impreza Inglota w Galerii Kaskada na temat nowości w trendach na sezon jesienno – zimowy to totalna klapa, a raczej brak imprezy, bo nic się nie działo :o/ Impreza miała być od 12:00 do 19:00. Ja tam byłam po 14:00 i niczego nie było. Jeśli któraś z Was była i jednak coś widziała to dajcie znać. Postanowiłam sama się obsłużyć, bo Panie z Inglota nawet nie potrafiły same czegoś zaproponować. 
Wcześniej już wiedziałam o 10 nowych, jesiennych odcieniach cieni Rainbow. 
   
Jednak po „zmacaniu” wszystkich odcieni ostatecznie zdecydowałam się tylko na 121 R. Na razie jestem rozczarowana kiepską pigmentacją i konsystencją cieni. Są bardzo pudrowe i okropnie się osypują, a złote drobinki gdzieś umykają przy aplikacji. A miałam ochotę na tak pięknie, wojskowej zielenie. Zobaczymy w praniu, a raczej w makijażu 😉 Cena: 15 zł


Na samym końcu sklepu, w małym kątku dostrzegłam kolekcję z pięknymi miedziami i złotami. Jeśli dobrze zrozumiałam Panią, która mówiła bardzo cichutko jest to kolekcja jesienna z poprzedniego roku. To nic…. wpadły mi w oko dwa, pięknie odcienie miedzi: 605 Pearl  – klasyczna, pomarańczowa i 607 Pearl – różowa, z różowym błyskiem. Cena za kwadrat: 12 zł


Tylko parę drobiazgów a od razu humor mi się poprawił. Szkoda tylko, że przyjemności muszą tyle kosztować :o/

Do końca życia w fioletach… czyli paletka TECHNIC Electric Beauty Ultra Violet

Witajcie 🙂

Po blogosferze od jakiegoś czasu krąży nie jaka paletka TECHNIC Electric Beauty. Większość dziewczyn jest posiadaczkami tej wersji multikolorowej. Ja jednak zdecydowałam się na tą w kolorach fioletowych. 


Paletka TECHNIC Electric Beauty Ultra Violet jest dostępna na allegro za porażającą sumę 11,90 zł. W tej cenie dostajemy 12 cieni do złudzenia podobnych jak nie identycznych jak Sleek! 

Dlatego wybrałam tą wersję kolorystyczną, bo osobiście jestem wielbicielką wszelkiej maści fioletów itp. Górnych rząd to odcienie zimnych fioletów, a dolny to odcienie ciepłych fioletów i słodkich róży. Wszystko w jednej, poręcznej paletce. Zapowiada się ciekawie. 


Wszystkie cienie są o wykończeniu perłowym, ale nie tandetnym. Ich struktura i konsystencja jest leciutko tylko kremowa, lekka, puszysta, diametralnie inna niż perły Sleeka. 


Cienie są świetnie napigmentowane i nie wszystkie są jednolitym kolorem. Np cień pierwszy z drugiego rzędu opalizuje na niebiesko, a cień drugi z drugiego rzędu na różowo, cień trzeci z pierwszego rzędu lekko na niebiesko i zielono. To mi się podoba! :o)

Paletka TECHNIC Electric Beauty jest tańszym bratem Sleeka. Opakowanie, rodzaj plastiku, wielkość paletki, wielkość cieni jest identyczna jak Sleek. Jedyną różnicę jaką na razie zauważyłam to inna konsystencja cieni i brak nadmiernego osypywania się. Czy na pewno nie będą się osypywać to się dopiero okaże przy wykonywaniu makijażu.


Pierwsze moje wrażenia są nad wyraz pozytywne, ale ostateczny test to oczywiście makijaż. A jakie są Wasze wrażenia?! 

Stan mojej kolekcji cieni na dziś + nowości w mojej palecie cieni

Witajcie :o)
Mam na imię Monika, mam 26 lat, jestem CIENIOMANIACZKĄ!!! Choroba nie groźna dla innych, ale niebezpieczna dla mojego portfela. 

Po pojawieniu się paru nowych mieszkańców w moich GlamBoxach postanowiłam ostatecznie wszystko uporządkować, poukładać, podpisać, ponumerować…. wreszcie jest w tym wszystkim porządek.

A jakie cienie są nowościami w mojej palecie?!:

Inglot 128 AMC Shine – fajny, brudny fiolecik z burgundowymi tonami, ale niestety mój aparat ma duże problemy z fioletami więc na fotce jest bardzo zimny niż ciepły fiolet.

Inglot 137 AMC Shine – średni kolor zieleni, w bardziej stonowanym odcieniu, ze złotym pobłyskiem

Inglot 366 Matte – jest to czerwień matowa, jest to kompilacja malinowej i pomidorowej czerwieni

Sephora Mono – niestety nie znam numerka, bo cień pochodzi z wymianki, ale jest to całkiem przyjemny turkus opalizujący na zielono
Na dzień dzisiejszy moja kolekcja cieni wygląda tak:

Oczywiście są to tylko cienie pojedyncze – nie liczę wszystkich paletek Sleek oraz parę cieni, które jeszcze nie wydobyłam z ich opakowań. 
Trzeba przyznać szczerze, że „trochę” się tego nazbierało. Ostatnio będąc w dużym salonie Inglota złapałam się na tym, że nie mam już czego kupić, bo tak naprawdę prawie wszystkie odcienie już mam. Najśmieszniejsze jest to, że jak wybieram się do Inglota idę tam zawsze ze spisem numerów cieni, które już mam. Panie z obsługi dziwnie się na mnie patrzą. 
Powoli muszę zacząć się leczyć z cienioholizmu i ostatecznie zamknąć moją kolekcję cieni. Oby się udało….
A Wy od czego jesteście uzależnione?! Jakich kosmetyków jest najwięcej w Waszej kosmetyczce?! Macie tak czasami, że kupujecie kosmetyk, który jest prawie identyczny kolorem czy właściwościami z tym co już macie?! Jestem ciekawa czy tylko ja mam takie „zboczenie”….

Paczka, wymianka, zamówienie…

Witajcie :o)

Tym razem mam dla Was notkę z rodzaju: „A co tam, pochwalę się!”. Jak dobrze wiecie ostatnio u mnie nie było żadnych zakupów, zamówień itp. Stęskniłam się… ale los jest nieprzewidywalny. I oto mam gwiazdkę w środku roku, bo wszystko przyszło jednego dnia.

Pierwsza to paczka z zakupami z Allegro. Całym winowajcom jest top coat Seche Vite. Koleżanki z pracy dziwiły się jakim cudem lakier na moich paznokciach tak długo się trzyma. W sumie nie taki cud tylko Seche Vite. Przyniosłam im na „spróbowanie” i musiałam im zamówić. A jak wiadomo kosztów przesyłki nie wolno marnować, więc do zakupowego koszyka wpadło jeszcze parę innych rzeczy… 


Wybaczcie Nadię na zdjęciu, ale strasznie pchała się przed obiektyw. Lakier do włosów oraz Nail Tek zostają w mojej kosmetyczne, reszta idzie w świat.

Druga przesyłka to paczuszka od jednej z moich kochanych obserwatorek. Postanowiłyśmy się z Betką wymienić na parę drobiazgów. Parę?! No tak…. dla mnie miały być tylko trzy cienie, a Betka trochę się rozszalała i dodała mi mnóstwo gratisów – Betka jesteś SZALONA!!!, ale dziękuję Ci z całego serca, bo większości trafiłaś w mój kolorystyczny gust.


Trzecia rzecz to zamówienie z Avonu. Wczoraj w internecie przeglądałam katalog online i zobaczyłam, że kredki SuperShock są w super cienie. Więc rzutem na taśmę zadzwoniłam do mojej konsultantki/koleżanki, żeby zdobyła je dla mnie w ostatnim dniu katalogu. Oczywiście dostałam od Irenki mały rabacik więc kredki kosztowały mnie 14 zł sztuka. 


Uwielbiam otwierać paczki… wtedy czuję się jak dziecko a oczy mam jak 5 zł :oP Wy też tak macie?!

Enjoy!!! ;o)

MIYO Mini Drops No 61 Cyber Green

Witajcie :o)
Na dobranoc mam dla Was kolejny kolorek lakieru MIYO Mini Drops. Tym razem zapraszam na kolorek No 61 Cyber Green. Jest to mieszanka perłowych zielonych i srebrnych drobinek, które w końcowym rezultacie dają na paznokciach przepiękną, szmaragdową zieleń. 

Enjoy!!! ;o)