Białe kruki czyli… paletka Sleek Safari i Jewels

Witajcie :o)

Mam na imię Monika i jestem sleekomaniaczką… ;D Przyznaję się bez bicia! 

W sprzedaży są już dwie najnowsze paletki Sleek Glory i Snapshot, ale mimo, że jestem maniaczką cieni jakoś te nowe zestawy kolorystyczne mnie już nie kręcą. Według mnie Sleek idzie w złą stronę. Kolory zaczynają się powtarzać, a kolorystyka paletek jest nieprzemyślana. Czasami kolory wręcz się wykluczają. 

Kiedy jeszcze nie miałam bzika na punkcie cieni do powiek, w sprzedaży była dostępna paletka Safari. Teraz już nie do zdobycia. Marzyła mi się ta paletka… aż nagle parę dni temu zobaczyłam aukcje na Allegro z paletką Safari i Jewels. Oczy mi się zaświeciły z radości. Wiedziałam, że muszą być moje. Aukcja kończyła się o 11:30 rano więc zamiast pracować, ukradkiem (u nas w pracy nie wolno korzystać z internetu) licytowałam paletki. Tak mnie to wciągnęło, że końcowa cena paletek przekracza ich prawdziwą wartość, ale to nic! Przecież to białe kruki. Są już moje. 


Są całkiem w dobrym stanie więc jeszcze mi długo posłużą. Ich kolorystyka jest świetna! Powiem Wam, że jak zaczęłam macać Jewels to bardziej mi się podoba niż winowajca całej licytacji Safari. 
Po tych paletkach widać za co MY sleekomaniaczki je kochamy i uwielbiamy. Przemyślana kolorystyka i kompozycja. Kolory niespotykane gdzie indziej. Zdecydowanie lepsze od tych najnowszych. 

A jakie jest Wasze zdanie na temat paletek Sleek? Kochacie czy nienawidzicie?!
Enjoy!!! ;o)

MIYO Mini Drops No 55 Venus Shine

Witajcie :o)

Obiecałam Wam swatche moich lakierowych łupów z MIYO Mini Drops. Na pierwszy rzut idzie kolorek No 55 Venus Shine. Jest to perłowy odcień fuksji z lekkim złotym pobłyskiem. 


Enjoy!!! ;o)

PS. Przepraszam Was za moje skórki, ale codzienna praca w rękawiczkach niszczy dłonie i skórki też. Czasami trudno doprowadzić je do ładu.

Moje pierwsze Pigmenty Kobo

Witajcie :o)

Forma sypkich pigmentów nie należy do moich ulubionych, jednak wolę cienie prasowane. Mamy pewność, że nic nam się nie rozsypie albo nie osypie. Nie lubię bałaganu, który jest nieunikniony przy cieniach sypkich. Więc co mnie podkusiło, żeby kupić pigmenty?! Oczywiście jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. W naturze jest teraz wyprzedać pigmentów Kobo: Pure Pigment za 6,99 zł a Pure Pearl Pigment za 5,99 zł (cena regularna 19,99 zł). Promocja trwa od 1 lipca do wyczerpania zapasów.


Bez zastanowienia i chwili zwątpienia pierwszy do koszyka trafił Pure Pigment 408 Cornflower. To jest obłędny kobalt. To jest chyba jedyny pigment z Kobo, który warto mieć!


Po przeglądnięciu całej palety kolorów w oko wpadły mi jeszcze dwa Pure Pearl Pigment, które na pozór nie są niczym wyjątkowym, bo wyglądają jak zwykła biała perła. Ale….


Pure Pearl Pigment 501 Violet Blush to perła opalizująca na różowo/fioletowo – będzie idealna w wewnętrzny kącik, jako rozświetlacz do twarzy a także jako pomysł na usta.

Pure Pearl Pigment 504 Mint Cream to perła opalizująca na seledynowo/zielono/żółto – takiego rozświetlacza w zielonym kolorze do wewnętrznych kącików oka szukałam długo. 

Od lewej: 408 Corflower, 501 Violet Blush, 504 Mint Cream

Oba Pure Pearl Pigment wyglądają dość blado przy swoim matowym bracie Cornflower, ale mają swój słodki, dziewczęcy urok i wiele zastosowań. 

A jakie jest Wasze zdanie o cieniach sypkich i pigmentach? Lubcie i czy raczej omijacie szerokim łukiem?
Enjoy!!! ;o)

Celia Nude Nawilżająca Pomadka – Błyszczyk SWATCHE wszystkich kolorów

Witajcie :o)

Po zakupach zachciankowych, gdy kupiłam swoje pierwsze trzy Pomadki – Błyszczyki z Celi jeszcze bardziej zaostrzył mi się na nie apetyt, bo są świetne. Postanowiłam dokupić pozostałe kolory. Tym sposobem mam wszystkie 6 odcieni…
 
Od lewej: Celia Nude Nawilżająca pomadka-błyszczyk 601, 602, 603, 604, 605, 606
Miałam zrobić swatche na ręku, ale jednak lepiej zobaczyć jak sobie radzi na ustach wtedy najlepiej będzie widać efekt, który daje.


Produkt ten łączy w sobie najlepsze zalety pomadki i błyszczyka. Nadaje ustom półtransparentny efekt i subtelny kolor. Posiada właściwości nawilżające i apetyczny winogronowy zapach (ale nie smak). 

Oczywiście jest to kosmetyk dla osób, którym zależy na lekki pokreśleniu własnego koloru ust. Wyglądać świeżo, lekko, naturalnie. Osoby, które czekają na „korektorowaty” efekt będą rozczarowane. Choć w pewnym stopniu można regulować intensywność koloru przez nakładanie kolejnych warstw. Ja osobiście jestem miłośniczką mocnego i zdecydowanego podkreślania oczu, na usta zaś zwracam mało uwagi. Dlatego też Pomadka – Błyszczyk z Celi to dla mnie idealne rozwiązanie.

Właściwości błyszczyka to prostota użycia – umalujesz się perfekcyjnie bez lusterka i konturówki do ust, jeśli ją „zjesz” nie będzie brzydkich prześwitów ani zbierania się w kącikach ust. Właściwości pomadki to idealne nawilżenie i dość eleganckie wykończenie całego makijażu. A wszystko to zamknięte w jednym kosmetyku o kremowej konsystencji bez zbędnych, kiczowatych drobinek.

Do tego ma bardzo eleganckie opakowanie, wygląda jak ekskluzywny i drogi kosmetyk.

Enjoy!!! ;o)

Paleta Róży do policzków Inglot

Witajcie :o)
Jak już Wam wcześniej uchyliłam rąbka tajemnicy, upolowałam na Allegro paletę / tester róży do policzków Inglot. Za to właśnie kocham zakupy na Allegro – paleta kosztowała mnie tylko 60 zł, a jeden róż w sklepie kosztuje 19 zł, a ja mam ich teraz 20 kolorów! Wow…

Oczywiście, żeby było mi wygodniej ich używać, musiałam wyjąć róże z testera i przełożyć je do magnetycznej palety. Musiałam troszeczkę się namęczyć, bo klej był bardzo mocny, ale się udało! :o)

Teraz tak wygląda moja kolekcja róży Inglota ;o)


A teraz najważniejsza część – swatche:


Róże są niby matowe, nie mają w sobie żadnych drobinek, ale mają satynowe wykończenie. Dają taki leciutki błysk, który imituje blask zdrowej, dziewczęcej skóry. W swojej konsystencji nie są typowymi pudrowymi, pylącymi się różami, a są lekko jedwabiste, bardzo mocno zmielone. Już nie mogę doczekać się tych makijaży, które będą idealnie dopełnione tymi różami. Jasne kolory pewnie wylądują na moich policzkach, a ciemniejsze kolory myślę, że wykorzystam jako bronzery do konturowania.

Niestety róże, które teraz są w sprzedaży w Inglocie mają zupełnie inną numeracje, a niektóre mają w sobie srebrne drobinki. Więc na to wygląda, że trafiłam na tester jeszcze ze starą formułą. Ale to nic! :o) jestem z nich bardzo, ale to bardzo zadowolona. Brakowało mi różnorodności w kolorystyce moich róży.

Enjoy!!! ;o)

Sleek Ultra Mattes V1 Brights i V2 Darks

Witajcie :o)

Miałam nadzieję, że jedna z pierwszych pokaże nowe paletki Sleek. Jak by nie nawalił listonosz (nie pozdrawiam mojego oddziału Poczty Polskiej :/) to już tydzień temu były by w moich rękach. A tak musiałam wyjechać służbowo na konferencję i wszystko odwlekło się w czasie. Ale już są, oto one…
 Sleek Ultra Mattes V1 Brights
Sleek Ultra Mattes V2 Darks
Ja, zdeklarowana sleekomaniaczka, jak tylko je zobaczyłam to wiedziałam, że muszę je mieć. Dwie paletki od Sleeka po brzegi matowe. Cud, miód i….. klapa!!!

Pierwszy raz chyba pożałuję, że kupiłam paletki Sleek. Producent zdążył nas przyzwyczaić to porażającej pigmentacji swoich cieni, ale niestety nie tym razem. Cienie w obu paletkach pod względem pigmentacji są diametralnie od siebie odległe.

Kolory jasne to jakaś totalna porażka! W poprzednich paletkach jasne maty nie były dobre, ale też nie były złe. A te są wyłącznie złe. Są blade, robią prześwity…. zresztą same zobaczcie.

Niektóre kolory (np Flesh, Floss czy Dune) musiałam nakładać aż 3 razy żeby osiągnąć efekt koloru. Ciemne kolory są świetne, przyznaję, ale to nie sztuka zrobić dobre, ciemne maty. Sztuką jest zrobić dobre jasne, cieliste maty….

Do tego jeszcze te prześwity, kolor nie nakłada się równomiernie. Wykończenie tych cieni też jest bardzo ciekawe, bo tak naprawdę nie jest to mat a satynowe wykończenie.

Następną wadą jest to, że cienie się kruszą. Przy jednym dotknięciu mam cały poniszczony cień Bolt tak jak by go używała z rok. Są takie delikatne, ale nie pudrowe, nie pylą się a kruszą. To dziwne….

Kolorystyka świetna choć cień Pout jest niemal identyczny jak Pucker a są w jednej palecie. Za to zakochałam się w cieniu Orbit – takiego ciemnego turkusu szukałam całe wieki, jak by czytali w moich myślach. 

Na etapie swatchy jestem zdegustowana i niemile rozczarowana. Czas rozpocząć testy na oczach wtedy dopiero okaże się czy te paletki są czegoś warte. 

A na koniec jeszcze parę swatchy:


Enjoy!!! ;o)

Kolorowe kredki w pudełeczku noszę…

Witajcie :o)

Moim przygotowaniem w makijażu do sezonu letniego był zakup kolorowych kredek. Kiedy jest taki upał nie mam ochoty sięgać po cienie, ale ubóstwiam kolor na powiekach. W takim wypadku idealną alternatywą będą właśnie kolorowe kredki i może kolorowy tusz do rzęs?! (KLIK).
Wybrałam się do Natury i kupiłam:
– My Secret Satin Touch Kohl nr 13 Forest (7,49 zł)
– My Secret Satin Touch Kohl nr 17 Sunshine (7,49 zł)
– My Secret Satin Touch Kohl nr 18 Turquoise (7,49 zł)
– Essence Long-Lasting Eye Pencil 16 Coolest Chic (6,99 zł)


Kredeczki Satin Touch Kohl już od dawna były na mojej liście „must have” a w oko wpadły mi właśnie te 3 kolory, a że w ofercie My Secret nie ma fioletu (a to mój naj naj najbardziej ulubiony kolor) to przygarnęłam automatyczną kredkę z Essence. Kredki są super miękkie i mam nadzieje, że trwałe, a do tego w pięknych żywych kolorach. 


W sumie jestem już gotowa do sezonu letniego a Wy Kochane?! 😀

Enjoy!!! ;o)
Ponieważ nigdy mi nie po drodze do Natury do koszyka wpadł jeszcze Catrice Liquid Liner (13,99 zł) w kolorze 010 Dating Joe Black czy po prostu czarny. To już chyba moje setne podejście do nauczenia się malowania perfekcyjnej kreski linerem. Eyeliner w żelu mi nie pod pasował, w pędzelku też nie więc mam nadzieje, że z aplikatorem gąbeczką wreszcie mi się uda. A jeśli nie to na wielki zrezygnuję z malowania „kociego oka”. Dajcie znać jakie są Wasze doświadczenia z tym eyelinerem lub jakie są Wasze patenty na malowanie kreski, bo naprawdę ze mnie kreskowe beztalencie. 
 

INGLOT Colour Play Mascara

Witajcie :o)

Gdy żar leje się z nieba (u mnie dziś 33 stopnie!!! HOT) to nie mamy ochoty kłaść na swoją twarz i oczy tonę kosmetyków, ale wyglądać też jakoś trzeba. Pomyślałam sobie, że dobrym rozwiązaniem będą kolorowe maskary. Lato i okres wakacyjny to idealny czas na ekspresję kolorem. I w tym miejscu z pomocą spieszy nam INGLOT. Ich nowością są właśnie kolorowe tusze do rzęs. 

Taka przyjemność kosztuje nas 27 zł za 8,5 ml produktu. W ofercie jest 5 kolorów: 01 Brąz, 02 Zieleń, 03 Niebieski, 04 Fiolet, 05 Granat. 

Ja do swoich zielonych ślipków chciałam fioletową, ale niestety nie polecam! To jest bardzo, ale to bardzo ciemny fiolet, powiedziałabym nawet, że to fioletowa czerń więc na rzęsach jej nie będzie widać tylko wyłącznie pod światło lub na rzęsach jasnej blondynki. Suma sumarum zdecydowałam się na zieloną i niebieską. 


Producent podaje: 
„Nowe tusze pozwalają stworzyć makijaż podkreślający piękno Twoich oczu. Można dobierać je do koloru tęczówki lub traktować jako barwę kontrastującą z cieniem do powiek. Można nimi malować rzęsy na całej długości lub wyłącznie końcówki po wcześniejszym pomalowaniu rzęs czarnym tuszem.

Tusz do rzęs Colour Play Mascara jest łatwy w aplikacji. Nie skleja. Nie rozmazuje  się. Daje efekt pogrubionych i pełniejszych rzęs. Trójkątny kształt szczoteczki ułatwia precyzyjne dozowanie produktu.

Efekt: pogrubione, lekko uniesione oraz precyzyjnie rozdzielone niesamowicie kolorowe rzęsy!

Kolorowe tusze Colour Play Mascara marki Inglot pozwalają stworzyć naturalny, a zarazem oryginalny makijaż, dlatego szczególnie polecamy je w okresie letnio-wakacyjnym”.

Szczoteczka tej maskary jest w przekroju trójkątna przez co najlepiej się nią maluje (tak jak mnie poinstruowała Pani w Inglocie) gdy przyłożymy ją do rzęs i kręcimy szczoteczką o 360 stopni przeczesując rzęsy. Faktycznie daje lepszy efekt malowania. 
Jeśli chodzi o pogrubienie itp to zdaje sobie sprawę, że to maskara kolorowa i jej efektem ma być kolor, a nie pogrubienie czy pokręcenie. Kupując ją wiedziałam, że wiele z moim rzęsami nie zrobi, bo są one z natury bardzo oporne na jakąkolwiek stylizację. Formuła tuszu jest kremowa więc dość dobrze obkleja rzęsy, lekko je skleja, ale źle też nie jest. W sumie co ja będę pisać, po prostu zobaczcie same…
Jeśli chodzi o kolor to zdecydowanie najlepiej wypada 03 Blue, jest intensywny i widoczny (uwaga: jestem szatynką), ale 02 Green też niczego sobie. Reszta kolorów jest bardzo ciemna więc tylko na rzęsach blondynki było by coś widać. 
Na razie maskary mi się podobają choć szału nie ma. Zobaczymy jak się będą nosić….
Co myślicie o kolorowych tuszach do rzęs? Fajny pomysł na kolor latem czy jednak kicz? 
Enjoy!!! ;o)

A przy okazji wizyty w Inglocie zafundowałam sobie jeszcze:

Mój ukochany skośny pędzelek 31T za 23 zł

Chusteczki do demakijażu jako gratis do zakupów -50% OFF czyli za 7 zł, w sumie nigdy ich nie miałam ;o)

Temperówka za 7 zł do moich nowych, kolorowych kredek

 

Delia Coral Prosilk Wiosna / Lato 2012

Witajcie :o)

Wreszcie wykorzystałam uzbierane punkty lojalnościowe z SuperPharmy. Najpierw „kupiłam” za 59 pkt mój pierwszy lakier Delia Coral Prosilk. Zawsze (nie wiem dlaczego?) wydawały mi się kiepskiej jakości. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu okazał się świetny!!! Więc pobiegłam po jeszcze 5 sztuk. Więc tak zostałam właścicielką 6 lakierów całkiem za darmo. 
Pierwszy był numerek 141 czyli klasyczny granat z delikatnymi drobinkami. Wygląda pięknie i elegancko. Przepraszam, że lakier nie wygląda już „świeżo”, ale ma już tydzień choć nie wygląda jeszcze tak źle…
 
Miałam ochotę na ombre nails więc resztę kolorów kupiłam z myślą o takim właśnie manicure. 

Kolor 141 oraz 139 pochodzą jeszcze z kolekcji Jesień Zima 2011, ale kolory 146, 153, 154, 155 to już najnowsza kolekcja Wiosna Lato 2012. 

Kolory są świetne na sezon Wiosna Lato 2012. Kremowe, pastelowe kolory. 139 i 146 to fajne niebieskości, 153 to już brudny turkus, a 154 i 155 to pastelowe zielenie. Wszystkie paznokcie pomalowałam tylko JEDNĄ warstwą lakieru. Jestem pod wrażeniem tych lakierów. Gorąco Wam je polecam bo za regularną cenę 5,99 zł dostajecie 10 ml świetnego jakościowo lakieru w genialnych kolorach. Chyba jeszcze pójdę po jakiś hhmmm….. ?! ;o)
Enjoy!!! ;o)

Cera mieszana – pielęgnacja kompleksowa od Avon Solutions

Witajcie :o)

Po nie całym roku wreszcie doprowadziłam moją skórę twarzy do stanu, w którym mogę powiedzieć, że jest dobrze! Wyraźnie i odczuwanie zmniejszyło się wydzielanie sebum a co za tym idzie mniej świecenia się. Teraz znacznie mniej wyskakują mi nie zbyt lubiani goście na twarzy, a pory się zmniejszyły. 
Systematyczność w pielęgnacji daje naprawdę duże rezultaty. Z osoby, która wręcz nienawidziła żadnego kremu na twarzy, zamieniłam się w kobietę, która teraz nie położy się spać bez mazideł. Jeśli chcecie poznać moją drogę osiągnięcia równowagi mojej cery mieszanej to dajcie znać w komentarzach. 
Takich efektów nie można obrócić wniwecz więc, żeby utrzymać ten dobry stan postawiłam na pielęgnację kompleksową. 
   
W katalogu 6 Avonu trafiła się właśnie świetna okazja. Wszystkie produkty z linii Solutions są za połowę ceny. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam je w katalogu miałam na nie chrapę. Postanowione… zamówiłam je u mojej konsultantki Irenki (która mimo, że była duża promocja dała od siebie jeszcze trochę upustu – dzięki WIELKIE) i właśnie odebrałam kosmetyki. 

Oczywiście linią, którą wybrałam dla siebie jest DOSKONAŁA RÓWNOWAGA Z ZIELONĄ HERBATĄ. Matuje i nawilża skórę mieszaną. A oto co wchodzi w skład całej serii:
Tonik matujący – 18 zł za 200 ml, teraz jest za 12,90 zł, tonik jak tonik, ładnie pachnie i mam nadzieje, że będzie świetnie odświeżał.

Głęboko oczyszczająca maseczka z glinką, zawiera wyciąg z liści kamelii – 18 zł za 75 ml, teraz za 12,90 zł, ma w sobie niewielkie drobinki więc zastanawiam się czy nie będzie dobra także jako peeling?! Zobaczymy :o) jestem fanką maseczek z linii Planet Spa więc mam nadzieje, że ta też mnie nie zawiedzie.
Nietłusta pianka myjąca do twarzy – 18 zł za 150 ml, teraz za 12,90 zł, bardzo fajny, higieniczny dozownik, pianka jest ultra lekka, ale po roztarciu na skórze zamienia się w emulsję myjącą. Ciekawe doświadczenie, zobaczymy jak będzie myć buzię.
Nietłusty krem matujący na dzień SPF 15 – 25 zł za 50 ml, teraz za 12,50 zł, lekki krem na dzień z SPF 15 opracowany specjalnie dla skóry mieszanej pomaga matowić skórę w strefie T, a zarazem sprawia, że skóra na policzkach wydaję się odżywiona i bardziej miękka. Zawiera wyciąg z liści kamelii i aktywny cynk PCA redukujący wydzielanie sebum. 
Faktycznie ma bardzo lekką formułę, nietłustą, bardzo szybko się wchłania nie pozostawiając tłustego filmu, którego wręcz nie cierpię. Oby producent nie kłamał, bo właśnie takiej pielęgnacji potrzebuję – mat w strefie T i mocne nawilżenie na policzkach. Tylko ciekawe jak się sprawdzi pod makijaż?! :/
Nietłusty żel na noc – 25 zł za 50ml, teraz za 12,50 zł, lekki żel specjalnie opracowany dla skóry tłustej i mieszanej równomiernie nawilża skórę i łatwo się wchłania, nie pozostawiając tłustej warstwy. Zawiera wyciąg z liści kamelii i aktywny cynk PCA redukujący wydzielanie sebum. O poranku Twoja skóra jest odpowiednio matowa i nawilżona.
Wszystko czego oczekuję od kremu na noc, więc oby się sprawdziło. Formuła żelu pozwoli uniknąć mi uczucia tłustej buzi, której bardzo nie lubię.

Wszystkie kosmetyki z linii Doskonała Równowaga pachną identycznie – jest to taki świeży, energetyzujący zapach trudny do opisania, choć wydaje mi się, że w takich ilościach będzie trochę za mocny, ale zobaczmy.
Linia Solutions dla skóry mieszanej nie posiada żadnego kremu pod oczy więc wybrałam dwa z innych, dostępnych linii:
Wygładzający krem pod oczy z linii Minerały Młodości z kompleksem mineralnym z ametystem 30+ – 31 zł za 15 ml, teraz za 15,50 zł, wygładzający krem działa bezpośrednio na pierwsze zmarszczki i kurze łapki, zmniejszając ich widoczność, a także przywraca skórze jędrność i młodszy wygląd. 
Czas się przyznać – wiecznie młoda nie będę, pierwsze zmarszczki pod oczami już są :o/ lepiej zacząć walczyć z nimi zawczasu.
Odżywczy żel pod oczy z linii Blask Nawilżenia z aframonem – 25 zł za 15 ml, teraz za 12,50 zł, kojący żel wzbogacony kompleksem odżywczym sprawia, że skóra okolic oczu wygląda na odświeżoną, nawilżoną oraz odżywioną. Minimalizuje widoczność opuchnięć i rozjaśnia skórę pod oczami.
Formuła żelu będzie szybciej się wchłaniać, potrzebuję czegoś co zadba o moją skórę powiek i pod oczami, bo jednak codzienny kolorowy makijaż nadwyręża tą bądź co bądź delikatną okolicę. 


Powiem Wam, że niektóre produkty zamawiałam troszeczkę w ciemno, nie czytając o nich zbyt wiele. Ale teraz przeczytawszy ich opisy, ulotki i składy wszystko zapowiada się ciekawie i można powiedzieć, że Avon jak by czytał w moich myślach. Czy się sprawdzą czas pokaże, ale na razie jestem cała happy!!! :o)

Miałyście już do czynienia z którymś z tych kosmetyków, sprawdził się czy jednak nie? Dajcie znać bo jestem ciekawa. ;o)
Enjoy!!! ;o)