Makijaż: Złotko

Dzienniak tym razem przyodział się w złote piórka żeby mógł błyszczeć naturalnym pięknem. 

Ale najpierw trzeba przygotować ramę ze średniego brązu w załamaniu powieki (Inglot 363 Matte). Teraz czas na nasze złoto w żółtym odcieniu na całą powiekę górną jak i dolną (Inglot 396 Pearl). W wewnętrzny kącik cielista perła (Inglot 395 Pearl) a wzdłuż linii rzęs kreseczka czarnym cieniem (Inglot 391 Matte). Nasz urokliwy dzienniak gotowy.
Reszta użytych kosmetyków:
podkład: Revlon Colorstay (Oily/Combination Skin) w kolorze 180 Sand Beige
brwi: cień do brwi Inglot nr 560 + korektor do brwi Delia
róż: e.l.f. Contouring Blush & Bronzing Powder
– maskara: Yves Rocher Lash Plumping Mascara 
 
  
Wydaję mi się, że nasze złoto jest całkiem urokliwe nieprawdaż?!










Makijaż: Baczność!!!

Dziś mam dla Was makijaż w kolorach dosłownie zaczerpniętych z wojskowego munduru czyli brąz, khaki oraz czerń. Główną „gwiazdą” tego make up jest perła w kolorze zgniłej zieleni – Sensique Velvet Touch nr 129.

Od czego musisz zacząć?
– w złamaniu powieki oraz odrobinę nad nim rozetrzyj smugę średniego, ciepłego brązu (Inglot 378 Matte)
– górną granicę brązu rozetrzyj dokładnie najpierw matowym cieniem w kolorze kawy z mlekiem (Inglot 390 Matte) a później już pod sam łuk brwiowy nałóż cień w kolorze skóry (Inglot 353 Matte) dzięki temu zabiegowi otrzymasz fajny gradient brązów aż pod samym łuk brwiowy
– teraz na całą ruchomą powiekę nałóż zielono zgniłą perłę (Sensique Velvet Touch nr 129) i odrobinę najedź nią także na brąz dzięki temu wtopi się w go
– na dolną powiekę także nałóż zieleń, a w kąciku wewnętrznym zaś cielistą perłę (Inglot 395 Pearl)
– teraz już na koniec tylko w złamaniu nałóż smugę z czarnego matu (Inglot 391 Matte) dzięki temu uzyskasz piękne przejście od zieleni przez czerń po brązy od najciemniejszego do najjaśniejszego



Żeby rozjaśnić dość ciemne oczy do całości dodałam różowe akcenty – róż na policzkach oraz błyszczyk na ustach.

Reszta użytych kosmetyków:
podkład: Rimmel Lasting Finish 16h Foundation w kolorze 103 True Ivory
Hean Puder Sypki Matujący Mat Loose Powder nr 1 Alabaster
róż: e.l.f. Natural Radiance Blusher w kolorze Shy
brwi: cień do brwi Inglot nr 560 + korektor do brwi Delia
błyszczyk: Yves Rocher Couleurs Nature Intense Color Gloss nr 01 Rose Granit
maskara: Yves Rocher Lash Plumping Mascara
A na koniec jeszcze fotka w świetle lampy błyskowej żebyście mogły zobaczyć jak pięknie błyszczał w sztucznym świetle.



ULUBIEŃCY 2011 ROKU

Pożegnaliśmy już stary 2011 rok, a przywitaliśmy nowy roczek 2012. ;o) Czas więc na powspominanie co takiego dobrego było w tym minionym roku.

PIELĘGNACJA:
La Roche-Posay Effaclar K krem do twarzy + Żel do mycia twarzy Effaclar
Tak naprawdę to duo było rewolucją w pielęgnacji skóry mojej twarzy. Jakieś pół roku temu powiedziałam stanowcze NIE niedoskonałościom na twarzy. Ten stanowczy sprzeciw udało mi się osiągnąć właśnie dzięki Effaclar. Moja buzia jest widocznie bardziej gładka, mniej zaskórników, mniej wyprysków, mniejsza produkcja sebum. Stosowałam regularnie przez 3 miesiące. Efekt widoczny gołym okiem… teraz profilaktycznie stosuję Vichy Normaderm Tri-Activ, bo moja skóra zaczęła mniej reagować na Effaclar, ale na pewno za parę miesięcy znów do niego wrócę. Gorąco polecam każdemu z cerą mieszaną lub tłustą.
AA Help Cera Atopowa Krem – żel do mycia twarzy
Pewnego dnia perfidnie zdradziłam żel do mycia twarzy Effaclar. Dlaczego to zrobiłam? Wszystko przez pieniądze… hahaha! ;o) Kosztował jedyne 6 zł, ale wierzcie mi, że działa tak jak by kosztował przynajmniej 100 zł. Jest kompletnie przeznaczony do innego typu cery, a z moją mieszaną cerą, która uwielbia się przetłuszczać idealnie współgra. 0% alergenów, parabenów, barwników, zapachu… mówię Wam istne cudeńko za niewielkie pieniądze. Zmywa każdy makijaż, nawet wodoodporny przy czym nie podrażnia, nie ściąga oraz nie wysusza skóry. Ideał?! 😀
Flos – lek Żel do powiek i pod oczy Mam różne wersje tego żelu, ale najlepsza według mnie tej ta ze świetlikiem i aloesem. Super wygładza powieki, niweluje oznaki ciężkich i zmęczonych powiek, a rano świetnie budzi i otwiera zaspane oczy. Więcej nie zachwalam zapraszam do lektury mojej recenzji na temat tego żelu KLIK
Nivea Żel pod prysznic Lilia wodna  Na początku byłam nastawiona sceptycznie do tych zatopionych w żelu kuleczek z oliwką. Pomyślałam, że to pewnie taki chwyt marketingowy, coś co ma przykuwać uwagę. Ale nie! Te kuleczki naprawdę działają! Skóra na mojej twarzy jest raczej tłusta, ale skóra na reszcie ciała to totalne przeciwieństwo. Ale jestem leniem i nie chce mi się smarować balsamami żeby dobrze nawilżyć suchą skórę. Ale już nie muszę bo robi to za mnie właśnie ten żel z kuleczkami a do tego pięknie pachnie i zapach utrzymuje się dość długo na skórze. 
Bourjois Woda micelarna do demakijażu twarzy i oczu W tym roku zużyłam chyba z 5 czy 6 buteleczek. Zmyje wszystko – każdy nawet wodoodporny tusz do rzęs, eyeliner żelowy, ciężkie podkłady, każdy rodzaj cieni do powiek, szminek czy błyszczyków. Nie pozostawia nieprzyjemnego, tłustego filmu na skórze….. itd a co ja będę się tutaj rozpisywać – po prostu przeczytaj moją recenzję KLIK
Maseczki z serii Planet Spa Avon To jest jeden z tych kosmetyków z Avonu, które musisz mieć. Mam teraz wszystkie dostępne „smaki” tych maseczek i każda jest super! Działają cuda! Jednak moim bezpretensjonalnym faworytem jest wygładzająca maseczka do twarzy „peel off” Japońskie sake i ryż – pięknie pachnie, super wygładza a sposób jej ściągania z twarzy bardzo fajny i przyjemny.
AKCESORIA:
Moim odkryciem 2011 roku były pojedyncze pędzle z LancrOne (link do postu z zakupami KLIK). Ale jednak moim ulubieńcem z tej całej ferajny stał się Round Top Kabuki F54
Całkowicie zmienił, ułatwił i umilił mi nakładanie podkładu. Mogę zapomnieć o źle nałożonym i roztartym podkładzie, nawet tak topornym jak Revlon Colorstay. Wreszcie każdy podkład wygląda naturalnie.
STYLIZACJA WŁOSÓW:
Jestem perfekcjonistką jeśli chodzi o moją fryzurę i mam na tym punkcie niezłego bzika. Włosy układam praktycznie codziennie więc lakier do włosów czy żel idą jak woda dosłownie. Przy takim zużyciu nie mogę sobie pozwolić na coś droższego. Ale w sumie nie muszę! Moje dwa ukochane produkty do układania mojego irokeza:
Joanna Guma stylizująca – jest diametralnie inna niż jej odpowiedniki z innych firm. Tak naprawdę to połączenie tradycyjnego żelu do włosów z gumą. Nie lubię normalnych gum za to, że obciążają i przetłuszczają włosy. Dzięki tej z Joanna bardzo szybko i sprawie stawiam mojego irokeza. 
Taft Maxx Power Lakier do włosów – maksymalne utrwalenie przy zachowaniu naturalności fryzury. Nie skleja włosów, przy wyczesywaniu nie pozostawia białego nalotu, piękny zapach. 
KOLORÓWKA:
LAKIERY DO PAZNOKCI:
Moje dwa ukochane letnie kolory to: Colour Alike nr 151 Miętus oraz nr 4 Coral Red
Teraz gdy jest zimno moją bezgraniczną miłością jest Sensique Oriental Dream nr 259 Moss Temple
USTA:
Źle wręcz paskudnie wyglądają moje usta w korektorowatych nudach. Ale znalazłam idealny nude dla moich ust – L’oreal Color Riche Made for Me Naturals nr 235 Nude. Bardzo fajne połączenie pudrowego różu z odrobiną beżu. 
 Błyszczyk, który pasuje do każdego makijażu, do żadnej kreacji na wieczór i na co dzień do jeansów to 2True Plumptuous Lip Gloss nr 10. Dostałam go w prezencie do zamówienia w sklepie. Jak go pierwszy raz zobaczyłam to się przeraziłam bo w opakowaniu wygląda jak wściekły róż, ale na ustach na szczęście jest pół transparentny. Megaśnie powiększa usta bez szczypania czy mrowienia jak w innych błyszczykach powiększających. Utrzymuje się na ustach 3-4 godziny nawet przy jedzeniu.
BRWI:
Jest tylko jedna recepta na idealnie, ale naturalnie pokreślone brwi – Inglot cień do brwi nr 560 + Delia Korektor do brwi 3 w 1 w kolorze brązowym – to duo Was nigdy nie zawiedzie. Inglot cień do brwi nr 560 uwielbiam za kolor ponieważ jest to mieszanka zimnego brązu z odrobinką szarości dzięki czemu brwi wyglądają naturalnie a nie dziwacznie jak podkreślimy je ciepłym brązem. Sławny korektor z Deli chyba już każdy zna i uwielbia więc nie będę komentować 😛
RÓŻ:
Słodki jak cukiereczek i niewinny jak dziecko czyli e.l.f. Natural Radiance Blusher w kolorze Shy. Czysty, niewinny, nieśmiały, dziewczęcy, słodki, lekki róż. Nazwa adekwatna do efektu na twarzy.
MASKARA:
Yves RocherLash Plumping Mascara
Mam ją tak naprawdę najkrócej (jakieś 1,5 miesiąca), ale już jest moją maskarową miłością. Uwielbiam efekt sztucznych rzęs jaki dają maskary, ale często gęsto tusze do rzęs tego typu sklejają je. Ta maskara nie dość, że pięknie rozdziela rzęsy, nie skleja ich to jeszcze w dodatku lekko podkręca moje bardzo oporne rzęsy – szok! Jeden minus – cena :/
CIENIE DO POWIEK:
Cóż mogłabym tu napisać, to chyba oczywiste – INGLOT!!!! Hahahaha…..
Moje kochane małe cudeńka, na które mogę patrzyć się godzinami. Zakup nowiutkiego testera Inglota z 70 cieniami jakiś rok temu to był mój interes życia! To będzie chyba moja miłość do grobowej deski. Oczywiście konkretnego koloru nie przytoczę bo nie mogłabym wybrać swojego ulubionego z tak wielu, ale jeśli chodzi o rok 2011 to najbardziej upodobałam sobie i najczęściej używałam matów z Inglota.

Jeśli jeszcze nie widziałaś mojej kolekcji to zapraszam do lektury postów:
Kolekcja cieni Inglot część 1
Kolekcja cieni Inglot część 2
Kolekcja cieni Inglot część 3
Kolekcja cieni Inglot część 4
Kolekcja cieni Inglot część 5

A może poopowiadacie mi w komentarzach co Wam dobrego przydarzyło się w 2011 roku?! ;o)

Mój nowy kolor na głowie

Moim konikiem na punkcie którego mam fioła są moje włosy a raczej fryzura na mojej głowie. Od ponad roku mam irokeza, którego farbowałam na różnej maści rudości i czerwienie.

Każda posiadaczka farbowanych włosów na rudy wie jaki to kłopotliwy kolor. Mi się zawsze marzył intensywny, miedziany rudy przez cały miesiąc, ale rudości bardzo szybko się zmywają, płowieją, tracą na intensywności. Do tego dochodzi odrost, który w przypadku mojej fryzury już w połowie miesiąca był widoczny ponieważ mój naturalny kolor to średni odcień brązu. 

Ostatnio będąc na comiesięcznym strzyżeniu pomyślałam, że chce coś zmienić. Najprościej – kolor!!! Mój pomysł na nowy kolor opierał się na tym, że ma być to coś ciemniejszego – może jakiś czekoladowy brąz itp.?! 

Wpadłam do drogerii w poszukiwaniu fajnego koloru. Oczywiście obudziła się czym prędzej moja zwariowana natura. Każdy brąz który brałam do ręki był dla mnie zbyt prosty, płaski, zwyczajny…. i wtedy moim oczom ukazały się nowe farby Syoss Mixing Colors. Koncepcja głębokiego odcienia bazowego i intensywnego modnego tonu bardzo mnie zaintrygowała. 

Początkowo spodobał mi się kolor 3-12 czyli MIX AMARETTO I CIEMNEGO BRĄZU. Już miałam go brać gdy spojrzałam na sam koniec palety barw tej serii farb i zakochałam się w kolorze 1-13 czyli MIX OBERŻYNY I DOJRZAŁEJ JAGODY. Nie kupiłam jej od razu, ale po zastanowieniu tak mnie urzekł ten kolor, że na drugi dzień ją kupiłam. 
 Opis producenta:
Syoss Mixing Colors 1-13 MIX OBERŻYNY I DOJRZAŁEJ JAGODY (Black Currant Mix). Głęboka czerń i lśniący fiolet połączone ze sobą zapewniają soczysty odcień dojrzałej jagody. Głęboki Odcień Bazowy i Intensywny Modny Ton SYOSS Mixing Colors zostały starannie dobrane przez fryzjerów i stylistów dla profesjonalnej jakości koloru, pełnego zróżnicowanych refleksów.
Kolor 1-13 to jedyny odcień z palety czerni. Obawiałam się tylko jednego – czy nie wyjdzie po prostu zwykła czerń. Ale zawierzyłam nazwie – mix oberżyny oraz ciemnego fioletu. Kto nie ryzykuje ten nie ma! 

Ale zanim przedstawię rezultat końcowy, opowiem Wam o ogólnych wrażeniach farbowania włosów tym produktem. 
Opakowanie zawiera:
– 30 ml głębokiego odcienia bazowego – czyli w tym przypadku oberżyny
– 30 ml intensywnego modnego tonu – czyli w tym przypadku jagody
– 60 ml mleczka rozwijającego w buteleczce aplikacyjnej
– 15 ml odżywki Color-Seal
– instrukcja użycia
– rękawiczki foliowe



Tubkę nr 1 oraz nr 2 wyciskamy do buteleczki aplikacyjnej w której jest już mleczko rozwijające. Bardzo dobrze potrząsamy buteleczką do momentu połączenia się składników.

Końcówka buteleczki jest odkręcana a nie odrywana jak w innych farbach więc nie trzeba się martwić o to, że farba nam się rozpryśnie. 

Konsystencja farby Syoss Mixing Colors to półpłynny krem. Dla mnie to akurat udogodnienie przy krótkich włosach bo nic nie spływa a farba dobrze otula i oblepia włosy przez co lepiej je farbuje. 

Zapach farby też jest inny niż w przypadku innych marek ponieważ firma Syoss lekko jakby poperfumowała farbę więc nie śmierdzi tak bardzo amoniakiem (zauważył to nawet mój facet, który mnie farbuje a on jest bardzo wyczulony na zapach amoniaku).

Po 30 minutach lekko zwilżamy włosy i przez chwilę masujemy do uzyskania piany na głowie. Później spłukujemy do czystej wody i na 2 minuty nakładamy odżywkę Color-Seal, którą też należy spłukać. 

Ilość farby jest dość duża przez to, że są aż dwie tubki z kremem koloryzującym więc na moje krótkie włosy wystarczy pół wszystkich składników (po dzisiejszym farbowaniu wiem na przyszłość). Taka ilość wydaje mi się, że spokojnie wystarczy na włosy długości mniej więcej do ramion. 

Bardzo dobrze farbuje. Kolor jest intensywny i głęboki. Gdy farba była jeszcze na głowie zmieniła kolor na dokładnie taki jak rozgnieciona, czarna jagoda wiec początkowo wystraszyłam się, że będę miała czarne włosy. Ale po zmyciu i wysuszeniu włosów wyszło to:

Miałam nadzieje, że kolor wyjdzie jednak bardziej fioletowy niż brązowo – oberżynowy. Oczywiście starałam się zdjęcia zrobić w świetle dziennym, ale dni są teraz bardzo pochmurne. Mimo to kolor w słońcu jest ciemnym brązem z domieszką oberżyny i gdzie nie gdzie świeci się na fiolet. W sztucznym świetle włosy bardziej przypominają czerń z domieszką brązu. Więc chyba efekt zróżnicowanych refleksów jaki obiecuje producent został osiągnięty. Kolor wyszedł praktycznie taki jak na palecie z pudełka dla włosów w kolorze średniego brązu.
Teraz tylko zastanawiam się jak długo kolor będzie intensywny i błyszczący? Jak szybko będzie płowiał? Do tego czasu byłam wierną fanką farb Garniera oraz L’oreal. Miałyście do czynienia z farbami Syoss?

Tak czy siak na razie z efektu jest zadowolona ;oP

A jakie są Wasze ulubione kolory na głowie?!
Enjoy!!! ;o)

Makijaż: Klasyczne Smokey

Dzisiaj makijaż dla wszystkich fanek klasycznego dymku. Prosto, szybko i elegancko.

W załamaniu powieki oraz odrobinę nad nim nałóż matowy, ciepły, średni brąz (Inglot 360 Matte). Na całą górną oraz dolną powiekę nałóż zimny, perłowy brąz (Inglot 434 Pearl). Dobrze go rozetrzyj tak aby wtopił się we wcześniej nałożony matowy brąz, ale żeby go nie zakrył – jeden brąz powinien płynnie przechodzić w drugi. Dla rozmycia górnej granicy matowego brązu użyj brązu w kolorze kawy z mlekiem, bardzo jasnego (Inglot 358 Matte). Jeszcze tylko rozświetl wewnętrzne kąciki złotem opalizującym na różowo (Inglot 142 AMC Shine) i gotowe ;o)

Reszta użytych kosmetyków:
podkład: Rimmel Lasting Finish 16h Foundation w kolorze 103 True Ivory
róż: e.l.f. Contouring Blush & Bronzing Powder
brwi: cień do brwi Inglot nr 560 + korektor do brwi Delia
maskara: Yves Rocher Lash Plumping Mascara
   
Enjoy!!! ;o)

Moje pierwsze zamówienie z Yves Rocher

Ostatnimi czasy bardzo zainteresowała mnie maskara z Yves Rocher a mianowicie Lash Plumping Mascara. Nadarzyła się okazja ponieważ otworzono sklep Yves Rocher w Szczecinie. Myślę sobie „Super!” i pobiegłam czym prędzej do sklepu. Ale jak zobaczyłam cenę maskary mina mi zrzedła (49 zł!!!) i szybko stamtąd wyszłam.

Chęć na tą maskarę mi przeszła aż do czasu…. kiedy w jednej z gazet znalazłam katalog powitalny Yves Rocher dla nowych klientów. Cena 32,90 zł była już dla mnie bardziej do przełknięcia. 

Ale nie byłabym sobą (kobietą ;o)) gdybym zamówiła tylko maskarę. Po dokładnym przewertowaniu katalogu jeszcze parę rzeczy wpadło mi w oko. A mianowicie:

Żel pod prysznic i do kąpieli Mandarynka 400 ml za 15,90 zł plus gratis mleczko do ciała 50 ml o tym samym zapachu – zamówienie dla koleżanki
Magiczny kwiat Żel pod prysznic i do kąpieli 300 ml za 9,90 zł – zamówienie dla koleżanki

Żel pod prysznic Ziarna kawy 200 ml za 6,90 zł – zamówiłam tylko i wyłącznie dla zapachu, jestem miłośniczką kawy.

Balsam regenerujący do ust 4 g za 6,90 zł – przyda się na zimę.
Tak naprawdę moja paczka zawierałaby tylko te 5 produktów. Ale przecież trzeba skorzystać także z PROMOCJI!!! ;oP Wykorzystałam Yves Rocher do cna!

Za zamówienie powyżej 29 zł GRATIS Woda perfumowana Comme Une Evidence o wartości 145 zł – boski, słodki, kwiatowy zapach!!! I piękna, klasyczna buteleczka.


Za zamówienie w ciągu 10 dni GRATIS Błyszczyk do ust o wartości 45 zł – mój jest w kolorze 01 Rose Granit – piękny, ciemniejszy róż. Mocno kryjący błyszczyk. 


Za zamówienie powyżej 59 zł GRATIS Kuferek/kosmetyczka na kosmetyki – bardzo pojemna bo posiada aż trzy przegródki więc zmieści się bez problemu nawet żel pod prysznic w dużej butelce.


A, że się zebrała całkiem pokaźna sumka za zamówienie to Yves Rocher zapłaciło za koszty przesyłki ;o)

Po otwarciu paczuszki okazało się, że dostałam jeszcze próbkę 15 ml Kremu Rewitalizującego Cure Solutions Ani-Fatigue. 


Miała być tylko maskara a paczuszka rozrosłą się do całkiem pokaźnych rozmiarów. 
Szła do mnie ponad 2 tygodnie – czyżby to prawda, że idzie z Francji?
Dopiero zaczynam swoją przygodę z Yves Rocher. Jestem ciekawa innych produktów z tej firmy. Co polecacie z czystym sumieniem z Yves Rocher???

Enjoy!!! ;o)

Makijaż: Mglisto to widzę!

Za oknem nie mamy ani prawdziwej zimy ani złotej polskiej jesieni. Tak naprawdę jest szaro, buro i… mgliście. Tak mi się udzieliła ta aura, że i na moim oczkach też jest jakoś tak szaro – buro. 

W zewnętrznym kąciku znalazła się matowa śliwka (Inglot 377 Matte). Dla efektu jej przybrudzenia i przydymienia dodałam matowej czerni (Inglot 391 Matte) i dobrze roztarłam ze sobą. Resztę powieki pokryłam matowym, mysim kolorem (Inglot 387 Matte). Ale żeby nie było aż tak matowo, nudno i przygnębiająco w wewnętrznym kąciku oka dodałam różowo – złote iskierki (Inglot 142 AMC Shine). 




Reszta użyty kosmetyków:
podkład: Revlon Colorstay (Oily/Combination Skin) w kolorze 180 Sand Beige
róż: e.l.f. Natural Radiance Blusher w kolorze Shy
– brwi: cień do brwi Inglot nr 560 + korektor do brwi Delia
  
Enjoy!!! ;o)

Zakupy z Hean: Testery

Jakieś 2 tygodnie temu poczyniłam dość duże zakupy na stronie Hean (Sklep HEAN). Kupiłam: paletki High Definition (Link do posta), pojedyncze cienie Zodiac Matowe oraz Perłowe (Link do posta). Do zamówienia dostałam próbki podkładów, pudru matującego, błyszczyków, bazy pod makijaż oraz cienia sypkiego.

Ze względu na to, że troszeczkę tego jest pomyślałam, że rozbiję to na parę postów – będzie bardziej tematycznie i przejrzyście.
W tym poście zapraszam Was na wielkie TESTOWANIE z Hean.

Firma Hean najwidoczniej wie jak dbać o klienta i zatrzymać go przy sobie. Do mojego zamówienia dostałam 3 testery podkładów, 2 testery błyszczyków, odsypkę pudru matującego, tester bazy pod makijaż oraz dość pokaźną próbkę cienia sypkiego. 
PODKŁADY

Jak to mówią „darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda”, ale niestety kolory podkładów są dla mnie nietrafione, ale zrobiłam specjalnie dla Was swatche – może komuś się przydadzą. Każdy tester ma po 8ml więc na jakieś 2-3 użycia wystarczy.
Zainteresowały mnie szczególnie podkłady matujące czyli Mat Touch oraz Mat Effect, ale jak na okres zimowy są dla mnie zdecydowanie za ciemne – a żałuję strasznie, że nie mogę ich przetestować już teraz.

Ale za to z bazy matującej bardzo chętnie skorzystam – jak znalazł na imprezę sylwestrową. Już nie mogę się doczekać kiedy będę mogła przetestować.

Co obiecuje producent?
Matująca baza pod makijaż Perfect Make Up Base – Lekka bezbarwna baza silikonowa do stosowania pod makijaż.
Nowoczesna formuła bazy:
pochłania nadmiar sebum, zapewnia natychmiastowy i długotrwały efekt matowienia, nie wysuszając przy tym skóry,
– perfekcyjnie wygładza skórę,
– utrwala makijaż,
– delikatnie wyrównuje zmarszczki,
– nie wysusza skóry.

Kosmetyk wyróżnia delikatna, beztłuszczowa formuła OIL FREE, która pozwala skórze oddychać. 

PUDER MATUJĄCY

Dla mojej mieszanej skóry, która już w połowie dnia mocno się świeci w strefie T, każda okazja do przetestowania pudru matującego jest dobra! Może to będzie mój ideał?! Kto wie… a do tego ma bardzo ładny, „pudrowy”, słodki zapach.

BŁYSZCZYKI


Słodkie, małe gadżeciki w sam raz do torebki – Fruity lip gloss pachnie melonem (bllee – akurat tego zapachu nie lubię) a zwykły lip gloss gumą balonową – mmnniiaammm – zjem cały! ;o) Oba błyszczyki są w bardzo fajnych różowych odcieniach, są pół transparentne. 

A NA KONIEC….

Bardzo hucznie nazwany cień sypki (Loose Eyeshadow), który według Hean jest Intensywnie kryjącymi perłami sypkimi. Po roztarciu faktycznie zachowuje się jak taka typowa biała perła, ale jak nałożycie ten cień wklepując lekko w powiekę to zachowuje się jak brokat drobno zmielony. Cudo na karnawał….!!!


Jeszcze tylko swatche błyszczyków i cienia sypkiego:

Co myślicie o takiej polityce firmy? Bo dla mnie to świetny pomysł – przetestuję, spodoba mi się więc kupię pełnowymiarowe opakowanie – ja zyskuję zaoszczędzone pieniądze a oni stałego klienta. 

Zakupy z Hean: Cienie do powiek Zodiac

Jakieś 2 tygodnie temu poczyniłam dość duże zakupy na stronie Hean (Sklep HEAN). Kupiłam: paletki High Definition, pojedyncze cienie Zodiac Matowe oraz Perłowe. Do zamówienia dostałam próbki podkładów, pudru matującego, błyszczyków, bazy pod makijaż oraz cienia sypkiego.

Ze względu na to, że troszeczkę tego jest pomyślałam, że rozbiję to na parę postów – będzie bardziej tematycznie i przejrzyście. 


W tym poście zapraszam Was na prezentację Cieni do powiek Zodiac perłowych jak i matowych.

Receptura cieni Zodiac sprawia, że łatwo i równomiernie rozprowadzają się na powiekach, a ich nowoczesne składniki gwarantują jakość i trwałość makijażu.

Ciekawym akcentem są wytłoczenia na powierzchni cieni w postaci symboli poszczególnych znaków zodiaku. Nadają one kosmetykowi charakter oryginalnego gadżetu.

 Cena: 3,99 zł
Z perły skusiłam się na 4 kolory:
165 – ciemna fuksja, 170 – intensywna, jaskrawa zieleń opalizująca na złoto, 171 – ciemna, leśna zieleń, 172 – ciemny grafit.
Zaś z matu na 6 kolorów:
59 – pudrowa zieleń, 60 – brudna zieleń, 61 – intensywna, butelkowa zieleń, 67 – średni fiolet, 69 – średnia fuksja, 71 – granat.
Pierwsze spostrzeżenia:
Plusy:
– ciekawe, niespotykane kolory
– duża pojemność cienia bo aż 3,6g
– pigmentacja cieni perłowych bardzo dobra
– cena: 3,99 zł za cień
– ładny wygląd dzięki wytłoczeniom na cieniu
Minusy:
– zbyt pudrowa konsystencja cieni matowych, bardzo się pylą i kruszą
– pigmentacja cieni matowych słaba lub średnia
– odwzorowanie koloru z opakowania na powiekę raczej średnie
– mimo, że cienie są matowe niektóre kolory zawierają drobinki (np. nr 71 czy nr 67)
Na razie nic więcej Wam o tych cieniach nie mogę powiedzieć ponieważ muszę je dłużej potestować na oku i wtedy na pewno pospieszę Wam z recenzją. Kolorystycznie jestem na tak, ale jakościowo mam mieszane uczucia. Czas pokaże….
A jak Wam się kolorki podobają? Coś przypadło Wam do gustu?
Enjoy!!! ;o)

Zakupy z Hean: Paletki High Definition

Jakieś 2 tygodnie temu poczyniłam dość duże zakupy na stronie Hean (Sklep HEAN). Kupiłam: paletki High Definition, pojedyncze cienie Zodiac Matowe oraz Perłowe. Do zamówienia dostałam próbki podkładów, pudru matującego, błyszczyków, bazy pod makijaż oraz cienia sypkiego.

Ze względu na to, że troszeczkę tego jest pomyślałam, że rozbiję to na parę postów – będzie bardziej tematycznie i przejrzyście. 

Zacznę od głównego winowajcy tego całego zamówienia czyli Paletek High Definition

Cienie do powiek High Definition to intensywnie napigmentowane trwałe cienie do powiek. Wysokie nasycenie cieni pigmentem gwarantuje optymalne odwzorowanie koloru na powiece. Aksamitnie miękkie i trwałe, dobrze przylegają do powieki. Cena: 11,99 zł.
Są dostępne w 8 wersja kolorystycznych:
401 Plum Explosion
402 Green Garden
403 Orchidea Flowers
404 Blue Jeans
405 Hot Chocolate 
406 Smokey Eye
407 Violet Chic 
408 Coffee Twist 
 
Skusiłam się na 6 paletek. Niestety zdjęcia na stronie Hean są wygenerowane komputerowo oraz bardzo małe więc rzeczywiste kolory cieni różnią się diametralnie od tych na stronie.  Ale zaryzykowałam i …… JESTEM NIMI ZACHWYCONA!!!!

Najpier porozmawiajmy o kolorach:
401 Plum Explosion – Cień bazowy rozjaśniający: matowa biel, Cień dzienny: lawendowa perła, Cień wieczorowy: perłowa śliwka, Cień tonujący efekt Smoky Eyes: matowa śliwka.





402 Green Garden – Cień bazowy rozjaśniający: perłowa biel, Cień dzienny: seledynowy mat, Cień wieczorowy: perłowa jasna zieleń ze złotymi drobinkami, Cień tonujący efekt Smoky Eyes: leśna, matowa zieleń.
403 Orchidea Flowers – Cień bazowy rozjaśniający: matowy, pudrowy róż, Cień dzienny: matowa, jasna fuksja, Cień wieczorowy: matowa, brudna śliwka, Cień tonujący efekt Smoky Eyes: matowa oberżyna.
405 Hot Chocolate – Cień bazowy rozjaśniający: matowy beż, Cień dzienny: matowa brzoskwinia, Cień wieczorowy: perłowy, ciepły brąz, Cień tonujący efekt Smoky Eyes: matowy, czekoladowy brąz.
406 Smokey Eye – Cień bazowy rozjaśniający: matowy, mysi kolor, Cień dzienny: matowy grafit, Cień wieczorowy: perłowa szarość opalizująca na złoto, Cień tonujący efekt Smoky Eyes: matowa czerń.
407 Violet Chic – Cień bazowy rozjaśniający: pudrowy, perłowy róż, Cień dzienny: lawendowa perła, Cień wieczorowy: jasny, perłowy fiolet, Cień tonujący efekt Smoky Eyes: perłowy opalizujący fiolet.
Moje spostrzeżenia:
Plusy:
– świetne kolory dla każdej z nas zarówno do codziennego makijażu jak i wieczorowego, będą pasować do każdego typu urody
– bardzo dobra pigmentacja, dobre odwzorowanie kolorów z opakowania na powiece
– perły nie są tandetne jak np. w paletkach Sleek, jest to bardzo subtelny, piękny połysk
– bardzo dużym plusem jest to, że w paletkach są zarówno perły jak i maty jednocześnie – daje to większe możliwości stworzenia makijażu o różnych fakturach
– pigmentacja czerni po prostu powala na kolana!
– perły są bardzo przyjemnie kremowe w swojej konsystencji, ale to nie oznacza, że są tłuste, raczej aksamitne i miękkie
– miałam je już na oku po 12 h i z bazą trzymają się świetnie, nie rolują się, nie bledną
– cienie bardzo dobrze się rozcierają i łączą ze sobą
– cienie są duże i bardzo wydajne – paletka ma 6g czyli pojedynczy cień to 1,5g.
– cena – jeden cień wynosi nas jedyne 2,99 zł
– paletki są solidne – z grubego plastiku – dobrze chronią cienie

Minusy:
– jasne maty w tych paletkach są słabo lub średnio napigmentowane choć to nie znaczy, że ich nie widać na oku choć mogły by być lepsze
–  maty troszeczkę za bardzo się pylą, są zbyt suche choć przy cieniach Inglota też zauważyłam ten efekt
– dostępność – bardzo trudno gdziekolwiek te cienie kupić, trzeba by było szukać w mały drogeriach osiedlowych lub na bazarkach

Jestem zachwycona tymi paletkami!!! Polecam każdej z Was – zaczynającym swoją przygodę z makijażem jak i do użytku dla profesjonalistów.
A jak Wy to widzicie? Miałyście do czynienia z którąś z paletek?

Enjoy!!! ;o)