Makijaż: Electric Blue

Kolejny już raz wykorzystuję trend tego sezonu czyli wszelakie odcienie błękitu oraz granatu. 

Na całej ruchowej powiece znalazła się niebieska perła (Inglot 424 Pearl), zewnętrzny kącik przyciemniłam matowym granatem (Inglot 389 Matte), zaś wewnętrzny kącik rozjaśniły błękitne iskierki (Inglot 123 AMC Shine).

 




Reszta użytych kosmetyków:  podkład: SKIN 79 BB Cream Super Plus Triple Funtions, róż i bronzer : e.l.f. Contouring Blush & Bronzing Powder, brwi: korektor do brwi Delia, maskara: Maybelline One by One. Enjoy!!!

Zakupy, zakupy i jeszcze raz zakupy!

Na początku każdego miesiąca po przelewie od mojego pracodawcy zawsze sobie powtarzam, że wszystko już mam i nie kupię w tym miesiącu niczego! Ale zawsze kończy się to jednak zupełnie inaczej – ZAKUPAMI!!!! Chociaż odnoszę wrażenie, że tym razem raczej „słabo” zaszalałam i kupiłam kilka „drobiazgów”.

U nas w pracy zawsze krąży gdzieś katalog Avonu czy Oriflamu. Ciekawsze rzeczy okazały się tym razem w Avonie. Zakochałam się w nowym zapachu „Słodka śliwka i wanilia” i skusiłam się na zestaw: balsam 200 ml, żel pod prysznic 200 ml i mgiełka do ciała 125 ml właśnie w tym zapachu (ok. 29 zł). BOSKI!!! Polecam wszystkim, którzy uwielbiają bardzo słodkie zapachy. Zapach mgiełki całkiem długo się utrzymuje, a balsam okazał się lepszy do rąk niż do ciała.

Ubóstwiam maseczki z serii Planet Spa. Ale zawsze jakoś nie mogę zużyć tej 75 ml tubki do końca a chciałabym mieć wszystkie rodzaje tych masek bo są genialne więc idealnym rozwiązaniem okazał się zestaw 12 x 5 ml „trójkącików” z trzema rodzajami masek: śródziemnomorska nawilżająca maseczka z oliwką, wygładzająca maseczka Japońskie Sake i ryż, maseczka błotna z minerałami z Morza Martwego (cena zestawu 20 zł).

Już od dawna chorowałam na duplikat cienia MAC „Club” (bo z oczywistych przyczyn nie kupię oryginału, bo mimo, że jestem frikiem cieniowym to nie stać mnie na taki luksus). A mowa oczywiście o cieniu z Catrice nr 410 C’MON CHAMELEON! Specjalnie po niego pojechałam do Natury (nie mam nigdzie w okolicy więc przejechałam pół miasta) i co się okazało? Mogłam sobie zmacać wyłącznie tester, bo ani jednej sztuki cienia na sprzedaż już nie było. Ale spokojnie przecież z pustymi rękoma nie wyjdę! ;o)
I co się później okazało wyszłam z 4 lakierami i cieniem.


Pierwsze w oko wpadły mi lakiery z Sensique Oriental Dream. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Kto by się spodziewał, że zakocham się w metalikach, mocno świecących lakierach. Nr 259 Moss Temple (cena: 5,99) to zniewalająca zieleń, która opalizuje na brązowo. Jestem zachwycona tym kolorem, mam już go jakiś tydzień na paznokciach i nie mogę się napatrzeć.

Zaś nr 265 Sky Over Silk Road (cena: 5,99) to zielono – granatowa perła opalizująca na różo-fiolet. Bardzo ciekawe połączenie. 

Następny w moich dłoniach znalazł się lakier z Catrice nr 490 Iron Mermaiden – taka „benzynka”. Ale, że kosztował 10 zł stwierdziłam, że aż tak bardzo go nie chce. I już miałam wychodzić, ale przeszłam obok szały Essence i moim oczom ukazała się dokładnie taka sama „benzynka” z serii Colour&Go nr 43 Where Is The Party? za 5,49 zł. Po prostu istny kameleon – opalizuje na zielono, niebiesko, różowo i fioletowo z odrobiną złota.
Zaraz zanim do koszyka wpadł jeszcze lakier Nail Art Magnetics nr 02 Hex Hex! (cena: 8,99zł) – chciałam spróbować tego magnetycznego efektu na moim paznokciach.

Jeszcze tylko wróciłam się po cień z Sensique Velvet Touch nr 129. Już od jakiegoś czasu chodziła za mną taka zgniła zieleń. Cień na razie wydaję się bardzo tępy w nakładaniu, ale mam nadzieje, że jakoś sobie z nim poradzę.


I tak wyglądały moje zakupy „pocieszające” w Naturze. Co się później okazało zachorowałam za zgniłą zieleń bo tak naprawdę wszystko co kupiłam było w takiej tonacji.

Na początku listopada miałam tylko w głowie jeden zakup a mianowicie – krem Vichy NORMADERM TRI-ACTIV. Kończę właśnie moją drugą tubkę La Roche Posay Effaclar K – przez pierwsze 2 miesiące działa na mnie super, ale kolejne dwa miesiące z każdym dniem działa coraz słabiej. Więc postanowiłam zmienić krem na inny i wybór padł na Vichy. Będąc w SuperPharm trafiłam na fajną okazję – zestaw z Vichy za 47 zł. W skład zestawu wchodzi – pełnowymiarowy 50 ml krem NORMADERM TRI-ACTIV, 50 ml woda termalna (idealna do torebki) oraz 30 ml płynu micelarnego NORMADERM (taka próbeczka na przetestowanie). Uwielbiam takie promocje.
Przyrzekam (tylko komu?!), że w tym miesiącu już nic więcej nie kupię. ;oD

PS. Pisząc tego posta do moich drzwi zawitała przesyłka z SKIN79 BB Cream Miniature Set – Zestaw startowy kremów BB, ale o tym już napiszę Wam w następnym poście…. ;o)

Enjoy!!! ;o)

Recenzja: Bourjois Woda micelarna do demakijażu twarzy i oczu

POD LUPĄ:  

Bourjois Eau Micellaire Demaquillante Micellar Cleansing Water – Woda micelarna do demakijażu twarzy i oczu

CENA: 
 ok. 15 zł

OPAKOWANIE:
 250 ml

OPAKOWANIE STARCZA NA:
 ok. 2 – 2,5 miesiąca

OBIECANKI PRODUCENTA:
Działa oczyszczająco i łagodząco na skórę. Hipoalergiczna, bezzapachowa i bezalkoholowa. Testowana na osobach o wrażliwej skórze i wrażliwych oczach.

W PRAKTYCE:

PLUSY:
  • praktyczne, przeźroczyste opakowanie więc wiemy kiedy kończy się nasza woda i do tego całkiem efektowne (ta słodka kuleczka, która jest bardzo pomocna przy otwieraniu)
  • dokładnie tak: bezzapachowa i bezalkoholowa – ani grama nie wyczujecie
  • mój sposób: weź 3 płatki kosmetyczne, nalej wody micelarnej z Bourjois, 2 z nich przyłóż do oczu i policz do pięciu – zetrzyj cały makijaż oczu, odwróć płatki na drugą stronę i zetrzyj czoło, brwi i pod oczami, a dopiero trzecim płatkiem zetrzyj resztę twarzy – obiecuję, że taka ilość idealnie zmyję całą Twoją twarz
  • zmywa wszystko – od cieni poprzez tusz do rzęs kończąc na linerze. Miałam zawsze problem z pokładem Revlon Colorstay oraz linerem żelowym z Essence – z tą wodą schodzą jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, nie trzeba zbytnio pocierać ani się męczyć
  • idealny produkt dla wrażliwców – nawet jak dostanie się do oka niepodrażania go w cale, neutralny jak woda
  • idealny produkt dla posiadaczek cery mieszanej lub tłustej – całodniowemu sebum możecie powiedzieć ewentualnie: do zobaczenia jutro!
  • oczyszcza, ale nie ściąga twarzy
  • idealny dla odświeżenia twarzy np przed położeniem maseczki
  • dowód na perfekcyjne zmycie makijażu – zrobiłam eksperyment – zmyłam pełny makijaż składający się z podkłady Revlon Colorstay, ciemnych cieni oraz linera z Essence, przetarłam twarz białą chusteczka – nic! wciąż biała i czysta
  • nie pozostawia ani tłustego filmu ani nie wysusza, ale wysycha w 5 sekund
  • oczywiście duży plus za dostępność (Rossman) oraz cenę
MINUSY:
  • może być zbyt mało nawilżający dla posiadaczek skóry suchej
CZY KUPIĘ PONOWNIE: 

jak dobrze liczę to już chyba 4 czy 5 opakowanie, zawsze do niej wracam

PODSUMOWANIE:

Pierwsze swoje opakowanie kupiłam z kobiecej ciekawości – nie czytając ani jednej recenzji. Nie zawiodłam się. Ale jak to bywa – skończyło mi się opakowanie, chęć testowania jest silniejsza i kupiłam coś innego. I w tym wypadku mój związek z tą wodą jest jak małżeństwo – zdradzisz z kimś innym, czujesz niesmak lub się zawodzisz więc wracasz do małżonka (do Bourjois) i wtedy czujesz co straciłeś. Zawsze jak kupię coś nowego i się na tym przejadę, wracam z podkulonym ogonem do Bourjois. Na razie mój KWC!!!!

Recenzja: VICHY PURETE THERMALE Preparat do demakijażu twarzy i oczu 3 w 1

POD LUPĄ:  

VICHY PURETE THERMALE Preparat do demakijażu twarzy i oczu 3 w 1


CENA: 
 ok. 30 – 40 zł

OPAKOWANIE:
 200 ml

OPAKOWANIE STARCZA NA:
 nie wiem bo posiadam wersję próbkową 30 ml

OBIECANKI PRODUCENTA:
Testowany na skórze i oczach wrażliwych. Nie zatyka porów. 
Działanie: Łączy właściwości mleczka, toniku i płynu do demakijażu oczu. 
Rezultat: Dokładnie usuwa wszelkie ślady makijażu zarówno z twarzy, jak i oczu, a zarazem tonizuje skórę. Czysta, świeża i wyraźnie delikatniejsza skóra.


W PRAKTYCE:

PLUSY:
  • przepiękny zapach, bardzo miły dla nosa kremowy zapach
  • płynna, kremowa, nietłusta konsystencja, bardzo lekka i przyjemna
  • po rozsmarowaniu nawet szybko się wchłania
  • co do efektu tonizowania – hmm… troszeczkę go czuć!


MINUSY:
  • według mnie jest tak bardzo przystosowany do skóry i oczu wrażliwych, że aż za słaby żeby wszystko dokładnie zmyć, tusz do rzęs czy liner rozmazuje się a nie schodzi od razu, troszeczkę trzeba go długo masować na twarzy żeby pozbyć się kosmetyków kolorowych
  • mimo, że konsystencja jest lekka to jednak jest to postać kremu więc po użyciu czuć delikatny, tłusty film na buzi, który nie do końca sprawdza się przy skórze mieszanej lub tłustej
  • po użyciu tego preparatu nie miałam uczucia super czystej skóry, raczej potrzebę umycia jej jeszcze jakimś żelem do mycia twarzy
  • odnoszę wrażenie, że lekko podrażnia oczy, ale z naciskiem na słowo lekko
CZY KUPIĘ PONOWNIE: 

Nie wiem czy kupię pełnowymiarowe opakowanie, mam mieszane uczucia

PODSUMOWANIE:

Właśnie po to stworzono próbki i chwała za to pomysłodawcy. Dostałam 30 ml próbkę do zakupów w SuperPharm za darmo. I w sumie dobrze się stało, że nie kupiłam pełnowymiarowego produktu, bo mam mieszane uczucia co do tego preparatu. Niby wiem i mam poczucie, że pielęgnuję moją twarz, ale produkt do zmywania makijażu ma po pierwsze dokładnie zmywać makijaż a później pielęgnować. Muszę mieć pewność, że każdy kosmetyk kolorowy zejdzie po dwóch machnięciach płatkiem, a w przypadku tego produktu nie mamy takiej gwarancji. Może faktycznie dla wrażliwców oraz do skóry suchej będzie idealny, ale dla mnie chyba jednak nie będzie miłością. Zostawiam Wam lekko otwartą furtkę…

Recenzja: SVR Provegol Woda Micelarna do demakijażu

POD LUPĄ:  

SVR PROVEGOL WODA MICELARNA DO DEMAKIJAŻU



CENA: 
 ok. 50 zł

OPAKOWANIE:
 250 ml

OPAKOWANIE STARCZA NA:
 ok. 2 miesiące

OBIECANKI PRODUCENTA:
Wskazania: Skóra sucha i wrażliwa.
Działanie: Doskonale oczyszcza skórę z zanieczyszczeń oraz usuwa makijaż. Zachowuje płaszcz hydrolipidowy skóry. Wyciąg z nagietka lekarskiego i alantoina łagodzą podrażnienia. 
Stosowanie: Do oczyszczania skóry twarzy oraz oczu i ust. Usuwa w łagodny sposób wszystkie rodzaje tuszów do rzęs, również wodoodporne. 
Skład: wyciąg z nagietka lekarskiego, alantoina, gliceryna, pH fizjologiczne, delikatny zapach, bez alkoholu, bez mydła, bez konserwantów – parabenów.


W PRAKTYCE:

PLUSY:

Wyłącznie ładny, klasyczny wygląd przeźroczystej buteleczki z takim samym płynem w środku, jeśli chodzi o skuteczność to plusów BRAK!!!


MINUSY:
  • NIE ZMYWA MAKIJAŻU tylko go rozmazuje! Czarne oczy od tuszu czy linera gwarantowane z tym płynem, cienie czy szminkę zmywa, ale tylko to. Z podkładem też mu ciężko idzie, więc jeśli nie radzi sobie z zwykłymi kosmetykami to co dopiero ma być z kosmetykami wodoodpornymi? Miałam przedsmak jak chciałam zmyć liner żelowy z Essence – paprałam się (bo inaczej tego nie nazwę) chyba z 10 minut żeby wreszcie go zmyć!
  • zapach i uczcie na twarzy – lubicie AMOL?! Jeśli tak to ten płyn jest dla Was, zapach identyczny jak Amol a uczucie jak by parował z naszej twarzy alkohol
  • to jest produkt do wrażliwej skóry?! Ha ha ha… dobry żart. Ja mam bardzo odporne oczy na różne specyfiki, ale kropla tego płynu w moim oku a nie widziałam na nie dobrą minutę! Oczy pieką i są zaczerwienione
  • po zmyciu makijażu nie ma uczucia fajnie oczyszczonej skóry, tak naprawdę nie ma żadnego uczucia…. :o/
CZY KUPIĘ PONOWNIE: 

Już nigdy w życiu. Nie, dziękuję!

PODSUMOWANIE:

Całe szczęście, że kupiłam ten płyn nie w normalnej cienie (50 zł) tylko na promocji w SuperPharm za 19 zł. Cena koszmarna co do jakości i skuteczności. A podobno droższe to znaczy lepsze. W przypadku tego płynu to powiedzenie nie ma znaczenia. Zużyłam tylko 1/3 opakowania bo moje oczy tego nie wytrzymują. Tylko do czego go zużyć? Może lepiej posłuży jako „AMOL”?! HA HA HA… ;o)

Recenzja: Delia Dermo System Micelarny płyn do demakijażu twarzy i oczu

POD LUPĄ: 
Delia Dermo System Micelarny płyn do demakijażu twarzy i oczu 

CENA: 
 ok. 8-9 zł

OPAKOWANIE:
 210 ml
OPAKOWANIE STARCZA NA:
 ok. 1 – 2 miesiące

OBIECANKI PRODUCENTA:
Działanie
Bezzapachowy kosmetyk o nowoczesnej formule do łagodnego i dokładnego demakijażu oraz codziennej pielęgnacji oczu, twarzy i dekoltu. Oparty na łagodnych środkach powierzchniowoczynnych wiążących nadmiar sebum, przywraca równowagę wodno-tłuszczową skóry.

Składniki aktywne
• ekstrakt z ryżu, pantenol i alantoina, dynamicznie wspomagają proces odnowy komórkowej, działają kojąco i łagodzą podrażnienia
• naturalna betaina, dzięki niezwykłym właściwościom wiązania wody, zapewnia optymalny poziom nawilżenia skóry, wpływając na poprawę jej elastyczności i jędrności. Niweluje efekt ściągnięcia skóry
W PRAKTYCE:
PLUSY:
BRAK!!!
MINUSY:
  • Płyn strasznie się pieni, wystarczy lekko wstrząsnąć buteleczką, ale to jeszcze nic! Ten sam efekt jest na naszej twarzy, szczególnie przy kontakcie z włosami (np brwi czy rzęsy) – zaczynają się pienić jak byśmy myły twarz szamponem do włosów
  • po użyciu na skórze zostaje takie dziwne uczucie – jak by była mokra albo został na niej tłusty film, który oczywiście lekko się pieni, nic przyjemnego!
  • a podstawowe zdanie czyli zmywanie makijażu? – totalna KLAPA!!! Z cieniami czy szminką daje sobie radę, ale za to z tuszem albo żelowym eyelinerem to już totalna porażka. Wszystko rozmazuje tworząc czarne plamy w stylu misia pandy. Trzeba długo trzeć żeby się tego pozbyć. Już nie mówiąc o zmyciu podkładu z twarzy… przeciwnik nie do pokonania dla niego
  • po jego użyciu nie mam uczucia czystej skóry, wręcz odwrotnie! Wydaje mi się, że moja buzia jest jeszcze bardziej brudna niż była z makijażem, nie wiąże sebum itp.
  • nie jest łagodny dla oczu więc trzeba uważać żeby się tam nie dostał
  • NIE JEST bezzapachowy, ale też nie jest to straszny zapach, taki lekko pudrowo-chemiczny
  • nie koi ani nie łagodzi skóry ponieważ z tym płynem musicie dokładnie trzeć wacikiem żeby pozbyć się makijażu, więc podrażnienia gwarantowane
CZY KUPIĘ PONOWNIE: 
Już nigdy w życiu. Nie, dziękuję!
PODSUMOWANIE:
 Próbowałam dać mu szansę, zużyłam ok. 50%, ale więcej nie dałam rady. Koszmar!!! Służy mi teraz wyłącznie do zmywania swatchy jakie robię na bloga! :o/ Nie próbujcie, wystarczy, że ja to zrobiłam.

Makijaż: Lolita

W tym sezonie wraca do łask soczysta czerwień na ustach oraz na paznokciach. O ile na paznokciach uwielbiam czerwień tak na ustach mam troszeczkę obawy – w końcu to naprawdę odważny kolor. Wykorzystałam czerwień na ustach w innych sposób, po swojemu…. ale zacznijmy najpierw od oczu!


Oczy oczywiście w przypadku mocniejszy ust utrzymałam raczej w neutralnych odcieniach. Użyłam trzech matowych odcieni brązu: w zewnętrznym kąciku najciemniejszy (Inglot 378 Matte), w załamaniu powieki średni brąz (Inglot 363 Matte) a nad załamaniem najjaśniejszy (Inglot 358 Matte). Resztę powieki uzupełniłam matowym, cielistym cieniem (Inglot 353 Matte). Zaś na środek powieki nałożyłam troszeczkę blasku, który był widoczny tylko w słońcu (Inglot 142 AMC Shine). Dodatkowo dla wzmocnienia efektu, zewnętrzny kącik przyciemniłam czarnym matem (Inglot 391 Matte). 


„Problem” czerwonych ust rozwiązałam, nakładając czerwony błyszczyk z Palety NYX „Nude on Nude” pędzelkiem w mniejszej ilości tak aby otrzymać lekko zaczerwienione usta.

Reszta użytych kosmetyków:
podkład: Revlon Colorstay (Oily/Combination Skin) w kolorze 180 Sand Beige
róż: e.l.f. Natural Radiance Blusher w kolorze Glow
– czerwony błyszczyk z palety NYX „Nude on Nude”
maskara: Maybelline One by One
  
Enjoy!!! ;o)

Makijaż z paletki Sleek: Powtórka z rozrywki

Dokładnie tak – powtórka z rozrywki czyli w sumie wczorajszy make up (KLIK) tylko, że w innych kolorach. Tym razem posłużyła mi do tego paletka Sleek „The Original”.

Przyjemny i optymistyczny makijaż na jesienne smuty czyli radosna zieleń z fiolecikiem na dolnej powiece.

Reszta użytych kosmetyków:
podkład: Essence Soft Touch Mousse Make-up nr 07 Matt Nude 
brwi: korektor do brwi Delia
– maskara: L`Oreal Volume Million Lashes
 
Enjoy!!! ;o)

Makijaż z paletki Sleek: Brąz z zielenią

Kolejny look wyczarowany z pełnej możliwości paletki Sleek. Tym razem na moim oczach zagościły kolory z paletki „Storm”.

Tak naprawdę w dzisiejszych porannych planach miałam zamiar zmalować coś całkiem prostego, w zwykłych brązach. Ale oczywiście jak zawsze a może jeszcze dodam troszeczkę tego a może tego i tutaj jeszcze tego itd.
Więc stanęło na tym, że na całą powiekę nałożyłam miedziano-brązowy cień, dobrze go roztarłam. Aby uzyskać trochę trójwymiarowości dodałam w zewnętrznym kąciku troszeczkę czerni a w wewnętrznym oczywiście złotą, mocną, sleekową perłę. Aby nie było tak monotonnie dolną powiekę pokreśliłam zielenią. Od tak i gotowe! ;o)

Reszta użytych kosmetyków:
podkład: Essence Soft Touch Mousse Make-up nr 07 Matt Nude
brwi: korektor do brwi Delia
maskara: Maybelline One by One
 
Enjoy!!! ;o)

Makijaż: Imperial Blue

Błękit, niebieski – jeden z najbardziej niebezpiecznych kolorów, bo nieumiejętnie użyty wychodzi bardzo kiczowato. Ale mimo to najnowsza kolekcja od Sephory „Imperial Blue” opiera się wyłącznie na błękitach. 


Zapraszam Was dziś na moją wersję tego makijażu.


Tym razem użyłam cieni o trzech wykończeniach: matowego, z drobinkami oraz perły. 
W wewnętrznym kąciku znalazła się oczywiście błękitna perła (Inglot 429 Pearl). Zewnętrzny kącik oraz dolną powiekę pokreśliłam matowym granatem (Inglot 389 Matte). Na sam środek powieki nałożyłam przepiękny błękit z mnóstwem srebrnych drobinek (Inglot 484 Double Sparkle). 

Reszta użytych kosmetyków:
– podkład: Essence Soft Touch Mousse Make-up nr 07 Matt Nude
– brwi: cień do brwi Inglot nr 560 + korektor do brwi Delia
– błyszczyk: Manhattan Water Flash Lipgloss nr 59B
– maskara: Maybelline One by One
I jak myślicie – udało mi się ujarzmić błękity?!
Enjoy!!! ;o)