Titanium Foxes Hidden Peace Błękit

Witajcie

Nowa marka indie to nowe doznania… Titanium Foxes!

Zawsze jak mam okazję przetestować nową markę indie czuję ten dreszczyk emocji gdy pierwszy raz zamówiłam coś marki niezależnej (ten romans z indie brand trwa nieprzerwanie już od 2024 roku 😉 ).

Titanium Foxes to taka prawdziwie malutka marka z Francji. Już tam gdzieś przelotnie mi mignęła. Jednak dopiero gdy pojawiła się w sprzedaży na Monolith dałam się skusić. Pierwotnie była to paleta Hidden Peace, ale bezpośrednio od samej marki dokupiłam jeszcze Dying Day oraz Jay’s Joy.

Nie będę ukrywać… po pierwszym zmalowaniu… przepadłam! To jest TA formuła, to jest TO czego szukam w cieniach. Maty z konkretnym, mocnym pigmentem, ale blendują się dosłownie same. Wystarczy spojrzeć na ten błękit w wewnętrznym kąciku… WOW! Pigment w punkt! Błyski pięknie migoczące, nie przesadnie emolientowe, więc idealnie suną po powiece przy aplikacji, ale nie mają tendencji do zbierania się w załamaniu. Taki balans to ja szanuję. Są tu multichromy, ale nic aż tak odkrywczego kolorystycznie. Jednak formulacyjnie PEWNIAK, że będzie piękne a zarazem trwałe co nie zawsze idzie w parze.

Kolorystycznie jest fajnie, kolorowo, lekko przytłumione barwy a zarazem jednak użytkowo. Umówmy się! To nie są oczywiście żadne odkrycia kolorystyczne, ale wszystko jako całość się ze sobą super zgrywa jako kompozycja. Moim zdaniem najlepiej wypadają tutaj turkusy, jeansowe błękity i zielenie – są bardziej nietypowe. Brązy, róże i fiolety są ok, ale nie odkrywają czegoś nowego.

Paleta Hidden Peace przemawia do mnie takim jesiennym vibem. Może przez te wszystkie rudości, musztardę czy złote zielenie. Jednak ten „lazurowy” zakątek w prawej części palety … mmm… cudo!

Uwielbiam połączenie błękitu z brązem od dawna… TUTAJ czy TUTAJ więc mnie mogłam sobie go odmówić:

  1. Zaczynam od zewnętrznego kącika chłodnym brązem TRUNK;
  2. Rozblendowuję go w zewnętrznej części przybrudzonym różem DESERT;
  3. W wewnętrzny część oka aplikują błękit WANDERING THOUGHTS;
  4. Całość wieńczę błyskiem DESERT DEW na środku powieki;
  5. Jak kropkę nad „i” przyciemniam linię rzęs tym samy brązem rysując subtelną kreskę.

Dosłownie cztery kolory, a efekt przykuwa wzrok! Muszę przyznać, że palety Titanium Foxes już zajęły wysokie miejsce w mojej kolekcji. Ideał?! Formulacyjnie… bardzo blisko! Kolorystycznie?! Chcę więcej, czegoś mniej oczywistego.

POZDRAWIAM

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *