Makijaż: W stylu Beyonce Midnight Heat

Witajcie :o)

Mam pamięć fotograficzną co oznacza, że jak raz coś zobaczę i mi się spodoba to cały czas gdzieś tam krąży w mej pamięci. Tak też było z plakatem promującym nowy zapach Beyonce „Midnight Heat”. Bardzo mi się spodobał jej fioletowy makijaż. Także zaopatrzcie się w dobry pędzel do rozcierania i milion odcieni fioletu…
Oczywiście identycznych kolorów jak ma Beyonce nie mam więc pomieszałam to i owo i powiedzmy, że jest kolor podobny. Zaczynam od pokreślenia załamania powieki ciepłym, średnim brązem (Inglot 457 Double Sparkle). Następnie na 2/3 powieki ruchomej nakładam zgaszony, mglisty fiolet (Inglot 128 AMC Shine). Zewnętrzny kącik przyciemniam matową śliwką (Inglot 377 Matte), następnie mixem śliwki i czerni (Inglot 377 Matte + Inglot 391 Matte), a na końcu nakładam jeszcze inny odcień śliwki (Inglot Vertigo nr 50) i wszystko rozcieram tak aby połączyło się w jedną całość ze sobą nawzajem jak też z brązem w załamaniu. Kącik wewnętrzny rozświetlam lawendowym cieniem (Inglot 440 Pearl). Dodatkowo, aby zmienić troszeczkę kolor, na mglisty fiolet nakładam odrobinę żywszego odcienia fioletu (Inglot 439 Pearl). Na linię wody nakładam czarną kredkę. 


Twarz konturuje złocistym bronzerem (e.l.f. Healthy Glow Bronzing Powder w kolorze Warm Tan). Na ustach ląduje nudziak, ale w lekko morelowym odcieniu (Celia Nude Pomadka-Błyszczyk nr 605). 


Do Beyonce mi daleko, ale makijaż mi się udał. Jaki myślicie?!



Haul: Inglot cienie Rainbow

Zwiedzając nowo otwartą Galerię w mieście moim oczom ukazał się sklep Inglota! Sklep, nie kiepsko wyposażona wyspa! Uwielbiam takie sklepy! :oD mam fioła na punkcie cieni do powiek, a takie miejsca to dla mnie istny raj. Aż mi się oczy świecą.

Jak dobrze wiecie (albo nie wiecie) mam już sporą kolekcję cieni Inglota (ok. 100!) i jestem dozgonną fanką tej marki. To już jest choroba, ale i tym razem wyszłam ze sklepu z cieniami. 

Tylko, że tym razem moją uwagę przyciągnęła nowość w Inglocie a mianowicie cienie Rainbow, które są wkładami do paletki Freedom System. W każdym takim wkładzie sprasowane są ze sobą 3 kolory. Cena: 15 zł za jeden wkład czyli mam 3 kolory cieni za 5 zł każdy :o)
Wszystkie cienie z tej serii mają wykończenie matowe. Jest 20 kombinacji kolorystycznych czyli używając wyższej matematyki ;oP 20 x 3 = 60 – tyle właśnie kolorów możecie posiadać mając tylko 20 wkładów. 

Mój zakup był bardzo szybki, bo w sumie po 5 minutach namysłu wybrałam 2 zestawy fioletów.
Kolorek nr 114R – czyli zestaw fioletów w tonacji wrzosowej od najjaśniejszego do najciemniejszego.
Kolorek nr 115R – czyli zestaw fioletów, ale w tonacji winno-purpurowej, ciemniejsze niż 114R. 
 Wstępne spostrzeżenia na temat tych cieni:
– cienie Rainbow są typowymi dla marki Inglot matami czyli bardzo miękkie i pudrowe (na zdjęciach na palcach jest tylko jedno maźnięcie!)
– napigmentowanie też jest całkiem dobre choć odnoszę wrażenie, że troszeczkę jak by gorsze niż pigmentacja ich pojedynczych odpowiedników
– bardzo łatwo i przyjemnie się rozcierają
– jak się będą nosić zobaczymy, bo jeszcze nie miałam okazji ich testować na oku
Z okazji tego, że kupiłam te 2 cienie mogłam sobie wybrać jeden cień z serii Vertigo za 8 zł (normalna cena 16 zł). 
W ten dzień chyba miałam jakiś fioletowy zawrót głowy, bo cień Vertigo też wybrałam fioletowy (nr 50 – brudny fiolet, lekko przełamany granatem ze srebrnymi drobinkami). ;o)
Enjoy!!! ;o)