Testuję Kosmetyki ORIFLAME!

Witajcie

Po raz kolejny przychodzę do Was z garścią recenzji kosmetyków Oriflame. Tym razem trafiło się dużo zapachów! Jak wiadomo lepiej powąchać niż opisywać, ale postaram się najwierniej jak się tylko da przekazać Wam te doznania zapachowe….

IMG_0002

Continue reading

Testuję Kosmetyki ORIFLAME: Amazonia Body Cream, HairX Advanced Growth Reviver Conditioner, Pure Skin Shine Control Cream, Oriflame Beauty Smoky Collection Smoky Green

Witajcie :o)

W tej notce zapraszam Was moje Kochane na recenzję już ostatnich kosmetyków Oriflame gigantycznej paczki, którą dostałam do testów (do zobaczenia TUTAJ). 

Produktów było aż 13! Dlatego też piszę notki 3 – 4 kosmetykach na raz, żeby notki nie były zbyt przydługie i monotonne. Jeśli chcecie poczytać moje opinie o wszystkich dotychczasowych kosmetykach Oriflame zapraszam do lektury:

Testuję Kosmetyki ORIFLAME: Oriflame Beauty Colour Pro Eye Shadow Trio, Optimals Matte Touch™ Face Blotting Tissues, Milk & Honey Gold Nourishing Hand & Body Cream, Very Me Nail Graffiti Top Coat

Testuję Kosmetyki ORIFLAME: Tender Care Chocolate Protecting Balm, Swedish Spa Purifying Face Mask, Very Me Double Trouble

Testuję Kosmetyki ORIFLAME: Oriflame Beauty Crystal Base & Top Coat, Feet Up Soothing Foot Cream, Oriflame Beauty Wonder Lash Waterproof Mascara, Oriflame Beauty Studio Artist Concealer

Testuję Kosmetyki ORIFLAME: Optimals Skin Energy Eye Cream, Eternal Gloss, Pure Nature Organic Aloe Vera & Arnica Lip Balm, Cocktails & the City Fashion Addict Body Lotion, Optifresh Fluoride Toothpaste Cavity Protection

Makijaż: Potrójne cienie do powiek Oriflame Beauty Smoky Collection Smoky Green


W tej notce będzie o:
  • Pure Skin Shine Control Cream Krem matujący Pure Skin Shine Control
  • HairX Advanced Growth Reviver Conditioner Wzmacniająca odżywka do słabych włosów HairX
  • Amazonia Body Cream Krem do ciała Amazonia 
  • Oriflame Beauty Smoky Collection Eye Shadow Trio Potrójne cienie do powiek Oriflame Beauty Smoky Collection w kolorze Smoky Green 
Zacznę od kremu, w którym się zakochałam. Mam tutaj na myśli Pure Skin Shine Control Cream. Już dawno czegoś takiego szukałam. Kremów matujących na rynku jest chyba setki… każda marka ma jakiś. Testowała już kilka i każdy z nich albo tak strasznie matowił twarz, że niemiłosiernie ściągał całą twarz, efekt matowienia polegał na wysuszaniu skóry, a nie na nawilżaniu, wszystkie dość wolno się wchłaniały i nie zawsze współpracowały z nałożonym na nie podkładem. Pure Skin Shine Control Cream jest pozbawiony wszystkich tych WAD! 

Efekt matowienia jest genialny. Bardzo łatwo go zauważyć gdy nałożymy go na błyszczącą się buzię. Nakładasz i buzia od razu jest matowa, sucha i gładka. Nie trzeba czekać aż się wchłonie i zadziała. Ten krem robi to za pstryknięciem palcami. Matuje, ale przy tym jest bardzo komfortowy w noszeniu. Skóra na twarzy nie jest ściągnięta czy przesuszona ani też nie reaguje nadmierną produkcją sebum. Efekt matu i nawilżenia na raz? Z tym kremem to możliwe! Świetnie współgra z różnymi podkładami: nie rolują się, nie zmieniają koloru czy konsystencji. Dla mnie osobiście idealny krem na dzień. Tego efektu właśnie oczekuję. Efekt utrzymuję się mniej więcej 8 – 10 godzin. Jeśli chodzi o inne jego właściwości jak zmniejszenie porów czy zapobieganie powstawaniu wyprysków to powiem szczerze, że minimalne efekty są, ale głównym jego atutem jest MAT, MAT i jeszcze raz MAT!
Tubeczka jest dość mała i poręczna, ma 50 ml kosmetyku. Krem w swojej konsystencji jest dość tępy w nakładaniu, ale nie jest to jego wadą. Jedyne co mi osobiście przeszkadza to zapach. Dość dziwaczny zapach (mi się kojarzy Z zapachem palonego wosku na cmentarzu – sorry za skojarzenia), który naprawdę może przeszkadzać, ale to tylko jedyny jego mankament. Posiadaczki skóry mieszanej – powinnyście go spróbować!


Niestety kolejne produkty to totalne niewypały. Zacznę od najgorszego: Wzmacniająca odżywka do słabych włosów HairX. To jest mały, piankowy koszmarek. Jest to odżywka, która ma pomagać odbudować witalność i siłę włosów. Dzięki niej włosy mają wyglądać na grubsze i mocniejsze, dodawać objętości i połysku bez zbędnego obciążania włosów. Wierzcie mi większego badziewia dawno nie używałam. 
Po nałożeniu odżywki na mokre włosy, jak zaleca producent, na głowie robią się stronki, wszystko jest klejące, oklapnięte, matowe i włosy wyglądają jak tydzień nie myte, sztywne. Coś okropnego! Co z tego, że może i efekt wzmocnienia jest, ale włosy wyglądają tragicznie po użyciu. Równie dobrze mogłabym rozbić sobie jajko na głowie i próbować wysuszyć włosy – efekt ten sam.  Naprawdę przestrzegam przed nią!!!
Amazonia Body Cream sam w sobie może nie jest taki zły. Ot taki kremik do wszystkiego. Bardzo lekka, budyniowa konsystencja dzięki, której szybko się wchłania.  Duża pojemność 200 ml. Całkiem fajnie nawilża i już. Nie jest czymś złym, ale też nie zachwycił mnie, bo takich kremów na rynku jest na pęczki. Najbardziej nie podoba mi się zapach, który podobno ma „pobudzać i zachwycać zmysły”. Tak naprawdę mnie odrzuca. Jest to mieszanka roślinnych zapachów (jak świeżo skoszona trwa), ogórka i wody. Nie jestem pewna czy tak pachnie Amazonia?! :/

Na sam koniec Potrójne cienie do powiek Oriflame Beauty Smoky Collection Smoky Green. Tak naprawdę już je zrecenzowałam, bo zamalowała nimi makijaż więc jeśli chcecie zobaczyć je w akcji i przeczytać moją opinię o nich to zapraszam TUTAJ.

Mam do Was pytanie: czy podoba Wam się cała idea takich notek z recenzjami kosmetyków Oriflame? Czy są dla Was przydatne? Proszę o szczerą opinię w komentarzach 🙂

W razie jakichkolwiek pytań o Oriflame lub zapisania się do szeregów Ori w grupie iGO zapraszam na stronę Agi (KLIK).

Przesyłka wprost z Hong Kongu…

Witajcie :o)

Parę tygodni temu dostałam maila od KKCenterHK z pytaniem czy nie miałabym ochoty spróbować któryś sztucznych rzęs z oferty ich sklepu. Czemu nie… 😉


Mogłam sobie wybrać model, który mnie interesuje więc zdecydowałam się na dość naturalne połówki. 

Oba modele ES-A503 (KLIK) i ES-A506 (KLIK) są za cieniutkiej żyłce i podobno są wykonane ręcznie. 

Dotarły do mnie w sumie w samą porę, bo czeka mnie w najbliższym czasie parę większych wyjść więc będę miała okazję je wypróbować. Zapowiadają się ciekawie… jak myślcie?! 🙂

Testuję Kosmetyki ORIFLAME: Oriflame Beauty Crystal Base & Top Coat, Feet Up Soothing Foot Cream, Oriflame Beauty Wonder Lash Waterproof Mascara, Oriflame Beauty Studio Artist Concealer

Witam Was Kochane Moje w kolejnej notce pt. „Testuję Kosmetyki ORIFLAME”. 




Tym razem na tapecie są:

  • Oriflame Beauty Crystal Base & Top Coat czyli Emalia 2 w 1 Oriflame Beauty
  • Feet Up Soothing Foot Cream czyli Kojący krem do stóp Feet Up
  • Oriflame Beauty Wonder Lash Waterproof Mascara czyli Wodoodporny tusz do rzęs Oriflame Beauty Wonder
  • Oriflame Beauty Studio Artist Concealer czyli Korektor Oriflame Beauty Studio Artist

 
Kiedy pierwszy raz sięgnęłam po emalię Oriflame Beauty Crystal Base & Top Coat pomyślałam sobie: „Pewnie kolejny lakier bezbarwny, który ma zdziałać cuda, jasne!? :/”. Ale powiem Wam… polubiliśmy się od pierwszej aplikacji na pazurki. Ten lakier może pełnić dwie funkcje: bazy pod lakier kolorowy oraz jako top coat czyli lakier nawierzchniowy. Jako baza sprawdza się genialnie! Świetny, silikonowy pędzelek nakłada odpowiednią ilość lakieru, nie jest przesiąknięty produktem dzięki czemu nakłada równą, zgrabną warstwę lakieru. Kiedy skończycie nakładać go jako bazę na ostatni paznokieć, pierwszy już jest suchy. Wysycha na pół – matowo. Dzięki tej emalii lakier kolorowy gładko się nakłada, idealnie rozkłada na płytce paznokcia i trzyma się na nim o 2 – 3 dni dłużej. Co mnie zaskoczyło najbardziej to to, że świetnie chroni płytkę paznokcia przed przebarwieniami od mocnych kolorów takich jak żółć, zieleń czy czerń. Po zmyciu płytka jest idealnie gładka, zadbana, jasna i nie łuszczy się jak by była dodatkowo nawilżona
Jako top coat sprawdza się dobrze. Nie jest to może niezniszczalny Seche Vite dzięki któremu po 5 minutach od nałożenia możemy zmywać gary, ale też radzi sobie całkiem całkiem choć musimy poczekać do jego wyschnięcia jakieś dobre 10-15 minut :/. Przedłuża trwałość lakieru ok. 2 – 3 dni czyli nasz lakier kolorowy ma szansę przeżyć na naszych pazurach ok. 5 – 7 dni. Nie daje też takiego super błysku jak Seche Vite, ale odpowiednio nabłyszcza i zabezpiecza lakier kolorowy. 
Oriflame Beauty Crystal Base & Top Coat zawiera w sobie proszek diamentowy o właściwościach utwardzających, wzmacniających i nabłyszczających za jednym razem więc właśnie w tym proszku jest zaklęta cała skuteczność tego produktu. 
Najbardziej zakochałam się w jego skuteczności jako baza, jest o niebo lepszy od zwykłych odżywek! Polecam GORĄCO! Dla mnie to HIT!


Kolejnym kosmetykiem, do którego podeszłam z dużą dozą ostrożności i niedowierzania jest Feet Up Soothing Foot Cream. Mam bardzo duży problem z maksymalnie suchymi i pękającymi piętami więc u mnie zwykłych, prosty kremik do stóp się nie sprawdza. Także ten krem miał okazję zadziałać w mega trudnych warunkach. I co, zadziałał?! Powiem Wam… chylę czoła nad tym produktem. Niby niepozorny kremik o dość tępej, niezbyt tłustej konsystencji, ale ma bogate wnętrze. Został wzbogacony łagodzącym wyciągiem z kwiatu pomarańczy i olejkiem z kiełków pszenicy o działaniu nawilżającym. Odżywia, zmiękcza i koi suchą i szorstką skórę stóp. Przez ten dość bogaty skład nie wchłania się zbyt szybko, raczej polecam go jako krem na noc, nałożony grubą warstwa i na to skarpetki. Rano stopy jak marzenie! Sucha skóra pięknie nawilżona, a pęknięcia spłycone i powoli się goją. Nie wiem dlaczego nawali go kojącym kremem do stóp, bo nie ma efektu chłodzenia, ale zapach jest dość rześki (mieszanka pomarańczy, mięty i nut zmielonego zboża). Doczytałam się także, że w składzie ma też mocznik i to nawet na 4 pozycji więc tym bardziej wiem skąd tak SKUTECZNE działanie tego kremu. Jeśli macie tak duże problemy ze skórą stóp to KONIECZNIE go spróbujcie! 🙂

Kolej na konfrontację z bestsellerem Ori czyli sławna maskara Wonder Lash, ale w wersji wodoodpornej – Oriflame Beauty Wonder Lash Waterproof Mascara. Kupuję maskary wodoodporne, ale nie dla ich właściwości ochronnych przed wodą, a dla trwałego efektu podkręcenia rzęs. Maskary wodoodporne po nałożeniu bardzo szybko zasychają i „zamrażają” podkręcenie rzęs po zalotce co dla mnie osobiście jest bardzo ważne. Ale zanim przejdę do efektu samej maskary należy wspomnieć o jej ciekawej szczoteczce. Silikonowa, dość cienka, która ma z jednej strony długie włoski (coś na kształt grzebyczka), a z drugiej bardzo króciutkie co ma ułatwiać aplikację. Jestem posiadaczką bardzo krótkich i sztywnych rzęs więc powiem Wam szczerze, że nie do końca ta szczoteczka ułatwia aplikację. Włoski są faktycznie fajne skonstruowane, ale bardzo rzadko rozłożone na szczoteczce. Tusz sam w sobie jest dość mokry i wodnisty w swojej konsystencji. Tusz podkreśla rzęsy w sposób bardzo naturalny, odrobinę wydłuża, całkiem ładnie i dokładnie rozdziela rzęsy, nie rozmazuje się ani nie kruszy. 

Ale NIESTETY dla mnie nie ma efektu: „WOW Pięknie rzęsy”. Ani nie pogrubia, ani nie zwiększa objętości ani nie sprawi magicznie z naszych rzęs przysłowiowych firanek. Dodatkowo jest mega wodoodporny więc bardzo ciężko go zmyć nawet produktami do demakijażu wodoodpornego. Efekt tej maskary macie na zdjęciu, same oceńcie. Jak dla mnie kiepski! :o/ Czuję się rozczarowana…


Na koniec zostawiłam kosmetyk, który swoją nazwą wprowadza nas w duży błąd co do swojego działania. A mowa tu o Oriflame Beauty Studio Artist Concealer. Pierwsze co przychodzi nam na myśl pod hasłem „korektor” to dobre krycie, maskowanie niedoskonałości i niwelowanie przebarwień. Idąc takim torem myślenia totalnie się rozczarujecie! Ten kosmetyk nazwałabym „niewidzialnym czarodziejem”. Już wyjaśniam dlaczego… Zawarty w tym korektorze kompleks Illuma-Flair rozprasza światło i widocznie minimalizuje zmarszczki oraz niedoskonałości cery – przebarwienia i popękane naczynka, które znikają pod cienką warstwą korektora. Ten korektor nie na ani minimum krycia, a jednak dzięki grze światła niedoskonałości znikają. Uzyskany efekt to idealna skóra, która wygląda całkowicie naturalnie. Składniki nawilżające zapewniają lekkość i komfort noszenia. Oczywiście jeśli macie duże zasinienia pod oczami i chcecie je ukryć ten korektor tego nie zrobi, bo nie ma takiego krycia, ale nałożony na inny, mocniej kryjący korektor niweluje jego efekt pudrowości, zbierania się w zmarszczkach, ciężkości. Efekt jaki daje to pięknie rozświetlona, promienna cera, bardzo naturalna bez grama rozświetlających drobinek czy brokatu, nie widoczny i niewyczuwalny na twarzy, ultralekki. Po prostu MAGIA!!! Nałożony w strategicznych partiach twarzy tzn. czoło, grzbiet nosa, broda, okolica pod oczami czy skronie pięknie wydobywa i rozjaśnia! Kolor Light jest świetnym, bardzo jasnym odcieniem beżu z maleńką, rozświetlającą nutą różu. Nie myślcie o nim jak o korektorze, a raczej jak o rozświetlaczu bez drobinek. Magia, mówię Wam magia…
Zapraszam Was serdecznie do przeglądnięcia katalogu 8 (KLIK), który ważny jest do 09.06.2013r. 
W razie jakichkolwiek pytań o Oriflame lub zapisania się do szeregów Ori w grupie iGO zapraszam na stronę Agi (KLIK).


Testuję Kosmetyki ORIFLAME: Tender Care Chocolate Protecting Balm, Swedish Spa Purifying Face Mask, Very Me Double Trouble

Witajcie :o)

Podobno od przybytku głowa nie boli, ale co za dużo to nie zdrowo! 😉 Po otrzymaniu dość pokaźnej paczki od Oriflame do testów (KLIK) postanowiłam, że powoli, kosmetyk po kosmetyku będę sobie je próbować i testować, aby przekonać się czy kosmetyki z katalogów są czegoś warte. 
Na pierwszy ogień poszły 3 kosmetyki:

  • Tender Care Chocolate Protecting Balm Czekoladowy krem uniwersalny Tender Care
  • Swedish Spa Purifying Face Mask Oczyszczająca maseczka do twarzy Swedish Spa 
  • Very Me Double Trouble Kredka do powiek Very Me Double Trouble w kolorze Electric Purple 












Aż wstyd się przyznać, że jeszcze nigdy nie miałam w swojej kosmetyczce bestselleru Oriflame jakim jest Tender Care Chocolate Protecting Balm Czekoladowy krem uniwersalny Tender Care. Teraz już wiem dlaczego to bestseller! To 15 ml maleństwo doskonale nawilża, odżywia i koi suchą, spierzchnięta skórę, natychmiast przywraca jej uczucie miękkości. Niezwykłe połączenie wosku pszczelego, witaminy E i substancji zmiękczających. Kremik uniwersalny i wielozadaniowy: na spierzchnięte usta, na suche skórki przy paznokciach, na łokcie, na kolana, wszędzie tam gdzie potrzebujesz mocnego i szybkiego nawilżenia. Ma bardzo bogatą i tłustą konsystencję i nieziemski zapach! Mój jest w wersji czekoladowej – pachnie jak czekoladki z bombonierki, ale macie do wyboru także o zapachu waniliowym, kokosowym, wiśniowym, migdałowym, karmelowym, a dla nie lubiących jakichkolwiek zapachów jest też wersja klasyczna (różowe opakowanie) bez zapachu! Dla każdego coś dobrego… Moje czekoladowe maleństwo ląduje w mojej torebce, żeby zawsze mieć je pod ręką. Kocham to! 😉
Miałam już okazję testować maseczkę z Oriflame, ale była ona z linii Pure Nature (KLIK Pure Nature Organic Jasmine Extract Exfoliating Peel-off Mask: Złuszczająca maseczka Pure Nature z organicznym ekstraktem z jaśminu), na której strasznie się zawiodłam. Więc do kolejnej maseczki podeszłam trochę jak pies do jeża. A o czym mowa? Tym razem jest to maseczka z linii Swedish Spa Purifying Face Mask Oczyszczająca maseczka do twarzy Swedish Spa.

 

50 ml tubka zawiera naprawdę genialny kosmetyk, a mianowicie maseczkę o kremowej, bogatej konsystencji, ale nie tępej w aplikacji. Zostawiamy ją na 10 minut na twarzy i spłukujemy wodą. Maseczka ma bardzo świeży, energetyzujący zapach i sympatyczny, miętowy kolor. Przez pierwsze 3-4 minuty po aplikacji czuje się jej działanie na twarzy (lekkie szczypanie, pieczenie) i  lekki efekt chłodzenia. Później maseczka całkowicie wysycha na naszej twarzy i można ją spłukać. Maseczka ma za zadanie uwolnić naszą skórę od szkodliwych toksyn. Maseczka doskonale przygotowuje cerę na przyjęcie składników odżywczych tj. krem czy serum. Zawiera kompleks Hydracare+, oczyszczający malachit i glinkę białą bogatą w cenne mikroelementy i minerały. Efekt: genialnie oczyszczona, lekko ściągnięta, matowa cera. Świetny produkt do cery tłustej i mieszanej. Super oczyszcza, odświeża i matuje skórę, a dodatkowo widocznie zwęża pory! co w sumie nie ma w pierwotnym założeniu, więc robi nawet więcej niż musi. Pamiętajcie tylko, że nie warto trzymać jej dłużej na buzi dlatego, że może przesuszyć. Wydaje mi się także, że właścicielski cery suchej mogą być rozczarowane, bo jednak ta maseczka ma efekt matowienia i ściągnięcia skóry także polecałabym tylko posiadaczką cery normalnej, mieszanej oraz tłustej. Warto na nią zwrócić uwagę przy przeglądaniu kolejnego katalogu, bo ma naprawdę genialne działanie!
Na koniec zostawiłam sobie BUBEL! Mowa tutaj o Very Me Double Trouble Kredka do powiek Very Me Double Trouble w kolorze Electric Purple. Dwa odcienie w jednej kredce to super pomysł na efektowny makijaż niestety tu efektu NIE BĘDZIE! Kredka jest ekstremalnie twarda, tępa, sucha, przy rysowaniu kreski dziwacznie się roluje (co widać na zdjęciu) a do tego ma kiepską pigmentację. Połączenie kolorów bardzo fajne, ale nie ma szans, aby narysować jakąkolwiek kreskę na powiece bez zrobienia sobie krzywdy na oku. Omijajcie ją szerokim łukiem, bo jej użycie może być bolesne. Nazwa tego kosmetyku mówi sama za siebieDOUBLE TROUBLE!


Do zobaczenia w kolejnych odsłonach TESTUJĘ KOSMETYKI ORIFLAME 😉

W razie jakichkolwiek pytań o Oriflame lub zapisania się do szeregów Ori w grupie iGO zapraszam na stronę Agi (KLIK)

Kosmetyczne NOWOŚCI 2013 od FORTE SWEDEN

Witajcie 🙂

Kolejna firma kosmetyczna obdarzyła mnie i mojego bloga zaufaniem zapraszając do współpracy. Tym razem jest to FORTE SWEDEN, która ma pod swoimi skrzydłami takie marki jak ON LINE, Mrs. Potter’s, Romantic i Corine de Farme.

Pewnie bardzo dobrze te marki kojarzycie, bo nie raz widziałyście je na sklepowych pułkach Rossmana, Tesco, Carrefoura, Auchana, Intermarche czy Leclerca. Są stosunkowo tanie i na kieszeń przeciętnego polaka. Jak dobrze wiecie TANIE nie znaczy ZŁE! 😉


Firma FORTE SWEDEN przysłała mi do testów swoje NOWOŚCI 2013.

 Głównie są to kosmetyki marki ON LINE, a mianowicie:

  • Mydła w płynie HipoAlergiczne – do twarzy i rąk, 0% parabenów i 0% sztucznych barwników (do zobaczenia TUTAJ)
  • Żele pod prysznic 3 w 1 MEN&CARE – pewność i świeżość dla aktywnych mężczyzn (do zobaczenia TUTAJ)
  • Linia HARMONY: Żele pod prysznic i do kąpieli oraz Sole pieniące do kąpieli (do zobaczenia TUTAJ)

 

Dodatkowo w paczce znalazła się także Mrs. Potter’s Maska do włosów ginkgo biloba i keratyna do włosów farbowanych oraz mnóstwo próbek kremów Corine de Farme: rozświetlający oraz przeciwzmarszczkowy.  




Powiem Wam, że paczka jest genialna, bo nie będę testować jej sama. Mój facet już się ucieszył, że z tej paczki i dla niego coś „skapnie”, bo już biedak skarżył się, że tylko ja coś dostaje a on nic. Krem przeciwzmarszczkowy na pewno dostanie ktoś ode mnie z pracy. A co do mydła, żelu pod prysznic i soli – akurat wszystko mi się pokończyło więc jak znalazł ;P


Co myślicie o tych kosmetykach? Używałyście, polecacie? Jakie jest Wasze zdanie o takich współpracach?

Testuję Kosmetyki ORIFLAME

Witajcie :o)

W marcu dostałam swoją pierwszą paczkę z kosmetykami ORIFLAME do testowania (do zobaczenia TUTAJ). Po napisaniu pierwszego postu Aga z http://www.aga.oristart.pl/aktualnosci/ zaproponowała mi stałą współpracę i tak zostałam firmową testerką kosmetyków Oriflame. 

Teraz raz na katalog (co 3 tygodnie) będę otrzymywała gwarantowany zestaw kosmetyków do testowania. O to pierwsza paczka:


A co się w niej znalazło?

Swedish Spa Purifying Face Mask Oczyszczająca maseczka do twarzy Swedish Spa 
Feet Up Soothing Foot Cream Kojący krem do stóp Feet Up
Pure Skin Shine Control Cream Krem matujący Pure Skin Shine Control
Tender Care Chocolate Protecting Balm Czekoladowy krem uniwersalny Tender Care
 Optimals Skin Energy Eye Cream Krem pod oczy Optimals Skin Energy
 Oriflame Beauty Smoky Collection Eye Shadow Trio Potrójne cienie do powiek Oriflame Beauty Smoky Collection w kolorze Smoky Green 
Very Me Double Trouble Kredka do powiek Very Me Double Trouble w kolorze Electric Purple
Eternal Gloss Błyszczyk do ust Eternal w kolorze Eternal Pink

 Pure Nature Organic Aloe Vera & Arnica Lip Balm Kojący balsam do ust z organicznymi ekstraktami z aloesu i arniki
Cocktails & the City Fashion Addict Body Lotion Balsam do ciała Cocktails & the City Fashion Addict
 HairX Advanced Growth Reviver Conditioner Wzmacniająca odżywka do słabych włosów HairX
Oriflame Beauty Crystal Base & Top Coat Emalia 2 w 1 Oriflame Beauty
 Amazonia Body Cream Krem do ciała Amazonia
Teraz mam do Was pytanie: od czego zacząć testowanie? O czym chciałybyście poczytać w pierwszej kolejności? Co Was najbardziej zainteresowało? Wybierzcie 3 kosmetyki…. piszcie w komentarzach 😉
Jeśli chciałybyście zostać konsultantką Oriflame to zapraszam do Naszej grupy iGO czyli Internetowej Grupy Oriflame

Sama zostałam konsultantką i wiem, że w tej grupie jest mnóstwo wspaniałych i życzliwych osób więc jeśli myślisz o tym żebym przystąpić do Oriflame to tylko do tej grupy. POLECAM! 🙂
Warto także przeglądnąć najnowszy KATALOG 7 ( http://pl.oriflame.com/products/catalogue-viewer.jhtml?per=201307), który ważny jest do 19 maja.


Testuję Kosmetyki z Oriflame: Moje spostrzeżenia i Faworyci

Witajcie :o)

Z początkiem miesiąca (KLIK) dostałam 5 kosmetyków z Oriflame do przetestowania od Agi z  http://www.aga.oristart.pl/aktualnosci/
Wszystko przetestowałam, zmacałam, ponosiłam i mam swoich faworytów. W takim razie zapraszam Was na recenzję kosmetyków Oriflame. Kolejność kosmetyków nie jest przypadkowa ponieważ zacznę od najlepszych moim zdaniem, a skończę na tych, które nie zbyt podbiły moje serce.

Bezkonkurencyjnym faworytem jest Oriflame Beauty Colour Pro Eye Shadow Trio: Cienie do powiek Oriflame Beauty Colour Pro w kolorze Smoky Brown (cena: 37 zł/2,7 g).

Dobrze wiecie, że jestem cieniomaniaczką i o cieniach wiem prawie wszystko. Nie wiele może mnie w tej kwestii zaskoczyć, a jednak zaskoczyło i to POZYTYWNIE!! 😉 Paletka wielkości dwóch złotówek, mieszcząca w sobie idealnie zgrane trio cieni w świetnych kolorach. Rozświetlający cień jest o wykończeniu satynowym, a dwa pozostałe maty (szary brąz i mysia szarość) są aksamitne w swojej strukturze. 

Cienie z wielką łatwością się nakładają, rozcierają i łączą ze sobą nawzajem. Ich formuła jest bardzo aksamitna i jedwabista. Nie osypują się i nie robią prześwitów. Paletka jest tak uniwersalna, że można zmalować nią jednocześnie dzienny, lekki makijaż aż po mocne, wieczorowe Smokey Eye. Do tego środkowy, szary brąz jest idealny do podkreślania brwi. Paletkę tą nazwałabym ideałem dla podróżujących: w niewielkich rozmiarach mieszczą się wszystkie cienie do kompletnego makijażu oczu i brwi. Z resztą same zobaczcie efekt Smokey Eye przy użyciu wyłącznie tej paletki (dodałam tylko czarną kredkę). 




Jako drugie moje serce podbiły Optimals Matte Touch™ Face Blotting Tissues: Bibułki matujące do twarzy Optimals (cena: 20 zł/1 op=50 sztuk).

Już dawno nosiłam się z zakupem bibułek matujących. Teraz gdy używam tych z Oriflame nie wiem jak wcześniej mogłam się bez nich obejść. 



W maleńkim, poręcznym opakowaniu mieści się z 50 sztuk. Zmieszczą się do każdej, nawet najmniejszej, damskiej torebki dlatego zawsze mogą być z Tobą gdy tylko ich potrzebujesz. Opakowanie ma bardzo fajny system wyjmowania pojedynczej bibułki: przy otwieraniu bibułka przykleja się do naklejki na opakowaniu dzięki czemu jednym ruchem wyjmujemy bibułkę. 


Sama bibułka jest ultra cienka, ale jednocześnie mega chłonna! Praktycznie jedną bibułką usuniemy sebum z całej twarzy. Bibułka nie narusza ani podkładu czy też pudru więc nasz make up po użyciu tej bibułki znów jest idealny i odświeżony bez uszczerbku. 
Kolejny ulubieniec to Milk & Honey Gold Nourishing Hand & Body Cream: Odżywczy krem do rąk i całego ciała Milk & Honey Gold (cena: 37 zł/250 ml).
Kosmetyk bardzo uniwersalny i dla każdego. Pokusiłabym się o stwierdzenie: DLA CAŁEJ RODZINNY, DO WSZYSTKIEGO! Bardzo lekki krem o konsystencji budyniu o słodkim zapachu miodu zamknięty w fantazyjnej kuli jako opakowanie. 



Ten krem jest dla takich „leniuchów” i „niecierpliwców” jak ja. Smarujemy np. dłonie, odczekujemy 5 sekund i możemy wracać do swoich zajęć. Nie ma tłustego filmu, nic się nie lepi, a dłonie są świetnie nawilżone i słodko pachną. Krem do szybkich akcji – kremujemy się i jesteśmy gotowe do wyjścia. Dla każdego typu skóry i dla każdego – nawet mojemu facetowi się spodobał, a nie lubi żadnych „babskich” kremików ;P

Dobry, aczkolwiek nie idealny okazał się Very Me Nail Graffiti Top Coat Lakier pękający Very Me Nail Graffiti w kolorze Blue (cena: 18 zł/8 ml).

Szał na tzw. „pękacze” już jakiś czas temu przeszedł, ale nadal uważam, że to całkiem fajnym sposób na urozmaicenie swojego manicure.



Lakier ten ma bardzo fajny, mały, dość precyzyjny pędzelek, którym bardzo szybko i łatwo nakłada się lakier. Lakier bardzo ładnie i szybko pęka tworząc równe wzory. Niestety jest dość wodnisty i przez to jest mało kryjący. Pęknięcia są bladego koloru i tworzą prześwity. Oczywiście jak każdy pękacz jest matowy zaraz po aplikacji i trzeba gu utrwalić top coat’em ponieważ sam w sobie nie jest trwały. Jego plusem na pewno jest świetny kolor blue. 

Niestety najbardziej rozczarowała mnie Pure Nature Organic Jasmine Extract Exfoliating Peel-off Mask: Złuszczająca maseczka Pure Nature z organicznym ekstraktem z jaśminu (cena: 20 zł/50 ml).



Jest to maseczka typu peel – off z organicznym ekstraktem z jaśminu do cery normalnej i mieszanej, która ma za zadanie usuwać martwy naskórek i rozjaśniać cerę. Maska jest całkowicie przeźroczysta o dość słodkim i mdlącym zapachu. Faktycznie wystarczy jej 20 minut, aby całkowicie zastygnąć i zejść jednym płatem z całej twarzy. Niestety efekty są dość mierne. Skóra po tej maseczce jest… hmmm… no właśnie?! Praktycznie efektów brak! Skóra jest tylko troszeczkę milsza w dotyku, ale nie ma pięknego kolorytu, kiepsko oczyszczona, a efekt utrzymuje się dosłownie raptem 1-2 dni. Nic szczególnego.


PODSUMOWUJĄC: Paletka Beauty Colour Pro Eye Shadow Trio zostaje ze mną, bo strasznie spodobała mi się do podkreślania brwi, Bibułki matujące do twarzy Optimals już na zawsze zagoszczą w mojej torebce, Odżywczy krem do rąk i całego ciała Milk & Honey Gold ląduje w jakimś strategicznym miejscu mojego domu, żebym mogła w każdej chwili sięgnąć po dobry krem do rąk. Lakier pękający Very Me Nail Graffiti nie jest idealny, ale zawsze się przyda to urozmaicenia mojego manicure. Niestety Złuszczająca maseczka Pure Nature z organicznym ekstraktem z jaśminu się nie sprawdziła, a szkoda. 



Testuj Kosmetyki z Oriflame

Witajcie :o)


Parę dni temu dostałam propozycję zostania testerką kosmetyków Oriflame od Pani Agnieszki z http://www.aga.oristart.pl/korzysci-i-nagrody/



Pewnie większość z Was zna doskonale katalogową markę Oriflame. Powiem Wam szczerze, że jakbyście mnie obudziły w nocy o północy i zapytały co jest dobrego w Oriflame odpowiedziałabym pewnie: „Nie wiem”. Nie wiedzieć dlaczego nigdy nie ciągnęło mnie do ich kosmetyków. Nie dlatego, że uważam je za złe tylko bardzo mało miałam z nimi styczność. 

Dzięki Pani Agnieszce będę miała okazję diametralnie zmienić swoje zdanie o kosmetykach Oriflame. A co dostałam do testów:
Milk & Honey Gold Nourishing Hand & Body Cream: Odżywczy krem do rąk i całego ciała Milk & Honey Gold

Pure Nature Organic Jasmine Extract Exfoliating Peel-off Mask: Złuszczająca maseczka Pure Nature z organicznym ekstraktem z jaśminu

Oriflame Beauty Colour Pro Eye Shadow Trio: Cienie do powiek Oriflame Beauty Colour Pro w kolorze Smoky Brown



Optimals Matte Touch™ Face Blotting Tissues: Bibułki matujące do twarzy Optimals

Very Me Nail Graffiti Top Coat Lakier pękający Very Me Nail Graffiti w kolorze Blue




Zestaw do testów wybrała mi sama Pani Agnieszka bez konsultacji ze mną przeczytawszy tylko mojego bloga i powiem Wam, że sama bym lepiej tej paczki dla siebie nie skomponowała. Podoba mi się, że jest i pielęgnacja i kolorówka. Idealnie wyważone. Taką paczkę będę z przyjemnością testować!!! 😀

A jakie jest Wasze zdanie o kosmetykach Oriflame?! Lepsze od innych katalogówek? Co miałyście i co polecacie osobiście?

Recenzja: Eko-kosmetyki Eubiona Hair od GREENHOUSE

Witajcie :o)

Przychodzę do Was dziś z obiecaną recenzją Eko-kosmetyków Eubiona Hair od GREENHOUSE (EKO-współpraca z GREENHOUSE). 

Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu w ofercie Greenhouse znalazłam lakier do włosów i żel do włosów! Tak się napaliłam na kosmetyki do włosów, że poprosiłam Panią Wiolettę o przysłanie właśnie ich do testów. Wydaje mi się, że kremy pielęgnacyjne były by oczywistym wyborem, a takie perełki są wyzwaniem!
Przetestowanie produktów do włosów poszło mi na prawdę szybko, bo nie mogę się bez nich obejść. Zacznę od najgorszego produktu z całej trójcy, a później będzie już tylko lepiej. 


Od producenta: Z ekstraktem z limonki i kofeiną – wodoodporny, idealny dla naturalnego utrwalenia fryzury. Żel do stylizacji to dwa w jednym: pielęgnacja włosów oraz stylizacja! Ekstrakt z limonki dostarcza nawilżenia suchym końcówkom włosów. Zawarta w żelu kofeina dodaje włosom sprężystości i działa rewitalizująco na cebulki włosów. Cena: 29,50 zł.

Moja opinia: Niestety jest to najgorszy żel jaki w życiu miałam. Równie dobrze mogłabym użyć wody i miałabym dokładnie taki sam efekt. Włosy są wyłącznie mokre, oklapnięte, nieprzyjemnie klejące. Nie ma mowy o żadnej stylizacji tym żelem. To jest niemożliwe! A co najdziwiniejsze przy rozcieraniu go w rękach żel po prostu się PIENI! Szok! Jestem zdecydowanie na nie! 



Na szczęście inny produkt do stylizacji ratuje tą beznadziejną sytuacje, a mianowicie EUBIONA HYDRO LAKIER DO WŁOSÓW 200ml 

Od producenta: Z wodą z kwiatu pomarańczy i ekstraktem z orzecha włoskiego. Pielęgnujący spray do stylizacji włosów. Woda z kwiatu pomarańczy reguluje pracę skóry głowy. Wyciąg z orzecha włoskiego dodaje włosom elastyczności i poprawia ich strukturę. Cena: 39,80 zł.



Moja opinia: Bardzo fajny i przyjemny lakier do włosów. Oczywiście nie jest to mocno utrwalający lakier, ale idealny do tego, aby nadać fryzurze odpowiedni kształt, łatwo się nim stylizuje – osobiście lubię taką właściwość w lakierze. Przepięknie pachnie pomarańczą, a taki zapach w lakierze to rzadkość. Tym lakierem ujarzmicie niesforne, wystające kosmyki włosów czy też ułożycie perfekcyjnie grzywkę. Na pewno przypadnie do gustu tym z Was, które lubią naturalny look na swoich włosach np utrwalić własne loki czy też wyprostowane włosy. Naprawdę zawarta w tym sprayu woda z kwiatu pomarańczy reguluje pracę skóry głowy. Zero łupieżu itd. 
Kosmetyk ma tylko jedną wadę: opakowanie. Niestety spray rodem z produktów do czyszczenia monitorów się nie sprawdza. Bardzo ciężko chodzi przez co ręka bardzo szybko się męczy i używanie go nie jest przyjemnością. Nie można także uzyskać stałego strumienia kosmetyku przy jednym przyciśnięciu tylko trzeba wciąż i wciąż go naciskać. :/ Mimo opakowania kosmetyk naprawdę godny polecenia. 

Od producenta: Z korzeniem łopianu i olejkiem arganowym – dla osłabionych i farbowanych włosów. Osłabione i farbowane włosy potrzebują intensywnej pielęgnacji i odżywienia. Wyciąg z korzenia łopianu wzmacnia matowe i łamliwe włosy, które stają się wygładzone i lśniące. Olejek arganowy ma zbawienne działanie na skórę głowy i wspiera efekt doskonałej naprawy. Delikatna formuła dla wrażliwej skóry. Cena: 21,50 zł.


Moja opinia: Po moich ostatnich, nieudanych próbach z szamponami naturalnymi podchodziłam do tego produktu jak pies do jeża. Wiecie jak to jest z tymi organicznymi szamponami: kiepsko się pienią, żeby coś zmyć z głowy trzeba użyć ich przynajmniej 2-3 razy jak nie 4. A tutaj nagłe ZASKOCZENIE! Pięknie się pieni, żeby zmyć z głowy moją tonę lakieru do włosów wystarczy umyć głowę 2 razy. Włosy są fajne, sypkie, ale jednocześnie czuć pod palcami, że mocno oczyszczone więc mogą się troszeczkę plątać, ale to normalne w przypadku takich szamponów. Produkt sam w sobie bardzo gęsty i treściwy o charakterystycznym zapachu. Olejek arganowy naprawdę działa zbawiennie na skórę głowy. Skóra świetnie się oczyszcza i regeneruje. Jeśli chodzi o właściwości chronienia koloru niestety takich nie zauważyłam, ale też nie przyspiesza wypłukiwania koloru. Ten szampon przywrócił mi wiarę i sens szamponów organicznych. Odczarował mi złe myślenie o takich produktach. Wart wypróbowania. 

Na trzy produkty tylko jeden się nie sprawdził więc jak dla mnie to świetny wynik. Powiem Wam szczerze, że po tym testach mam jeszcze ochotę na coś z pielęgnacji twarzy. Może jakiś kremik hmmm..?! 😉

Informację o wszystkich produktach znajdziecie na stronie GREENHOUSE:

A wszystkich zakupów dokonacie w sklepie GREENHOUSE: