Testuję Kosmetyki ORIFLAME!

Witajcie

Po raz kolejny przychodzę do Was z garścią recenzji kosmetyków Oriflame. Tym razem trafiło się dużo zapachów! Jak wiadomo lepiej powąchać niż opisywać, ale postaram się najwierniej jak się tylko da przekazać Wam te doznania zapachowe….

IMG_0002

Continue reading

Promocyjne szaleństwo czyli… – 40% w Rossmannie i SuperPharm – moje łupy

Witajcie

Drogerie totalnie powariowały i zafundowały Nam na koniec listopada promocję – 40% i w Rossmannie i w SuperPharm i w Hebe!

IMG_0038 Continue reading

Kosmetyczne HITY i KITY Październik 2013

Witajcie

W tym wpisie przychodzę do Was moje Kochane lekko spóźniona z moim ulubieńcami kosmetycznymi w miesiącu październiku. Niestety mam też dla Was dwa kity, ale zacznijmy od tych ulubionych i ukochanych…

IMG_0006

Continue reading

Makijaż: Idealny brązowy cień dla zielonych oczu

Witajcie

Jak wiadomo idealnie kontrastującymi i wydobywającymi kolorami dla zielonej tęczówki są oczywiście brązy i fiolety. A jak by tak mieć brąz  i fiolet w jednym cieniu?! Toż to byłby ideał!

Idealny brązowy cień dla zielonych oczu Continue reading

Kosmetyczne HITY: Lipiec, Sierpień, Wrzesień 2013

Witajcie
Korzystając z przymusowego wolnego (paskudne przeziębienie) postanowiłam napisać dla Was notkę o moich ulubieńcach ostatnich miesięcy. Mimo, że mnie nie było na blogu w lipcu i sierpniu dużo kosmetyków przewinęło się przez moje ręce. Wybrałam te, z których korzystam na co dzień lub wracam za każdym razem gdy ich potrzebuję.
Zapraszam Was na przyjemną lekturę moich Kosmetycznych Hitów: Lipca, Sierpnia i Września 2013 roku. 😉
Zacznę od makijażu, bo jest tego znacznie mniej, ale za to treściwie. W ciągu tych kilku miesięcy miałam parę ważniejszych wyjść. Na takie okazje najlepiej sprawdzają się kosmetyki do zadań specjalnych, o przedłużonym działaniu, które sprawią, że makijaż będzie naprawdę trwały i wyjątkowy.
Mariza Selective Matująca Baza pod makijaż (15 ml / 28,80 zł)
Dobra baza pod makijaż to niezbędnik makijażu ślubnego czy wieczorowego, ale ta baza jest na tyle dobra i bezpieczna, że świetnie służy także na co dzień a to rzadkość. Baza ta daje jedwabiście matowe wykończenie. Skóra jest satynowa, ale matowa! Intensywnie wygładza powierzchnię skóry, zmniejszając widoczność rozszerzonych porów i innych niedoskonałości. Dodatek witaminy E nie dopuszcza do nadmiernego przesuszenia naskórka, a jednocześnie reguluje nadprodukcję sebum. Baza usprawnia aplikację każdego podkładu. Niezastąpiona w sytuacji, kiedy chcesz mieć perfekcyjny makijaż przez cały dzień, ale bez konsekwencji obciążania skóry czy zapychania porów. Bardzo wydajna, bo już niewielka ilość wystarczy na całą twarz. U mnie sprawdził się przy makijażu ślubnym gdzie musi przetrwać w idealnym stanie całą noc, ale też w makijażu dziennym gdzie nie mam obawy, że obciąży moją skórę czy podrażni! IDEALNA!
Rimmel Lasting Finish by Kate Lipstick (4 g / ok 18 zł)
Według mnie to NAJLEPSZA drogeryjna szminka. Są MEGA trwałe, genialnie nawilżają usta i mają mocne, kryjące kolory. Będąc na weselu złapałam się na tym, że po zjedzeniu obiadu pobiegłam do łazienki, bo byłam przekonana, że pół szminki na pewno zjadłam. Byłam mocno zszokowana patrząc się w lustro i widząc, że praktycznie szminka na ustach jest nienaruszona. Przez całą tą noc poprawiłam ją może razy czy dwa! Teraz już wiem, że idealna i trwała czerwień na ustach (i nie tylko) to wyłącznie szminka od Rimmel. Tylko w przypadku tej szminki mam 100% pewność, że moje usta będą wyglądać obłędnie przez wiele godzin.
 Ardell Natural Demi Wispies Black (para / ok 15 zł w internecie)
Niestety natura nie obdarzyła mnie bujnymi i pięknymi firankami rzęs. Sztuczne rzęsy dają naprawdę efekt wow szczególnie w makijażu wieczorowym, ale jednak są troszeczkę problemowe w aplikacji i jednak widoczne. Rzęsy Ardell to już zupełnie inna bajka! Niezwykle łatwo się zakładają, lekko i idealnie noszą, wyglądają niezwykle naturalnie jak na sztuczne rzęsy. Świetny, koci kształt. Mają bardzo cieniutką żyłkę dzięki czemu bardzo łatwo ją ukryć. Według mnie powinny być pierwszym wyborem dla początkujących z sztucznymi rzęsami, bo prawie same się nakładają. Do tego są bardzo trwałe, bo te, które widzicie na zdjęciu były już używane kilkakrotnie i nadal są w dobrym stanie. Można je nawet delikatnie czyścić w płynie do demakijażu i będą jak nowe. Szkoda, że moje własne, prawdziwe rzęsy nie są takie jak te Ardell… :/
Oriflame Neo Chic Nail Polish w kolorze Mint Pear (szt. / 20 zł)
Wreszcie znalazłam idealny odcień mięty! Przepiękny, pastelowy, kremowy kolor mięty. Nie za niebieski, nie za zielony. Wystarczą tylko dwie warstwy do pełnego krycia i trzyma się niezwykle długo na pazurach. Wygląda kobieco, świeżo i elegancko. Idealny na lato i nie tylko…
Przejdźmy teraz do pielęgnacji. Tym razem sprawdziły się u mnie kosmetyki dość tanie, łatwo dostępne, drogeryjne lub z katalogów. Tanie nie znaczy gorsze…
L’oreal Elseve Eliksir Upiększający dla włosów farbowanych (100 ml / ok 40 zł)
To jest mój HIT TEGO ROKU! Olejków wszelkiej maści bałam się jak diabeł święconej wody. Tłuste, obciążają włosy, można je stosować jako kuracja, ale na noc. Takie działanie nie przy mojej fryzurze. I oto objawienie! Kupiłam ten olejek przy okazji promocji w SuperPharmie. Po pierwszym użyciu zakochałam się i tak jesteśmy razem dzień w dzień już od pół roku. Bogata formuła o lekkiej, nietłustej konsystencji doskonale odpowiada na potrzeby włosów farbowanych, chroniąc je przed negatywnym działaniem promieni słonecznych oraz wypłukiwaniem się koloru. Podkreśla żywy i wyrazisty kolor, pielęgnując, dyscyplinując i dodając włosom blasku oraz miękkości bez obciążania fryzury! Powstał z unikalnego połączenia sześciu ekstraktów z olejków kwiatowych (lotos, rumianek, gardenia tahitańska, maruna, róża oraz len). Można ją stosować codziennie: na suche włosy chroniąc podczas stylizacji oraz aby je wygładzić, nadać blasku, na mokre włosy, aby ułatwić rozczesywanie, chronić przed gorącym powietrzem suszarki czy też jako codzienna odżywka bez spłukiwania lub jako wyrafinowane wykończenie fryzury dla nadania połysku i zdyscyplinowania włosów. We wszystkich tych trzech kombinacjach sprawdza się świetnie, ale w przypadku moich krótkich włosów najlepszy efekt jest gdy nakładam ten eliksir na mokre włosy. Na suche włosy efekt jest na tyle mocny (włosy bardzo miękkie, błyszczące, lekkie, sypkie), że utrudnia to mi układania mojego irokeza. Ale dla właścicielek długich włosów to będzie najlepsza metoda na ten olejek. Tak czy siak jak by go nie stosować jest GENIALNY! Do tego wszystkiego bardzo wydajny, bo obdarowałam nim parę osób, a nadal nie dotarłam nawet do połowy opakowania. Jedna lub dwie pompeczki jak dla mnie na co dzień wystarczą.
PharmaCF Venus Pianka do golenia z ekstraktem z żurawiny (200 ml / ok 5 zł)
Piankę Venus można dostać dosłownie wszędzie, nawet w hypermarketach. Tania i skuteczna. Wcześniej miałam wersje z melonem, ale dopiero ta z żurawiną tak naprawdę mnie zachwyciła. Pianka jest bardzo tania, wydajna, gęsta i świetnie trzyma się skóry przy depilacji. Wyciąg z żurawiny wzbogacony witaminą E ma silne działanie regenerujące i nawilżające jednocześnie. Składniki aktywne działają kojąco i łagodząco – skóra pozostaje optymalnie nawilżona, wygładzona i wyciszona. Zauważyłam nawet, że po goleniu z tą pianką odrastające włoski nie wrastają. Do tego ma świetny zapach owoców leśnych! Czego chcieć więcej?! 🙂
On Line Harmony Sól pieniąca do kąpieli Figa (600 g / ok 6,50 zł)
Dostałam ją do testów od Forte Sweden. Jak ją zobaczyłam to sobie pomyślałam: „Sól jak sól. Co może być bardziej odkrywczego w soli?”. Jednak po pierwszym użyciu miło mnie zaskoczyła. Sól bardzo ładnie rozpuszcza się w wodzie i lekko ją zabarwia na kolor różowy. Rzeczywiście się pieni choć jest to delikatna, miękka, mała pianka, która całkiem długo się utrzymuje. Głównie używam tej soli do moczenia nóg. Sól naprawdę odpręża i relaksuje. Bardzo dobrze zmiękcza skórę sprawiając, że jest bardzo delikatna w dotyku. Ekstrakt z figi znany jest ze swoich właściwości zmiękczających, dogłębnie nawilżających naskórek i nadających mu jedwabistą gładkość. Efekt naprawdę niesamowity – nogi mięciutkie, delikatne, jakby pokryte niewidzialną balsamową otoczką. W wersji do kąpieli zastąpi nam sól i płyn do kąpieli i balsam, bo to produkt prawie 3 w 1. Moja wersja z figą ma dość specyficzny, bardzo słodki, landrynkowy zapach, ale bardzo przyjemny i relaksujący. Następnym razem gdy będziecie kupować sól to sięgnijcie po tą! Wasz portfel będzie Wam wdzięczny, ciało przepięknie zadbane, a umysł zrelaksowany.
Bourjois Express Eye Makeup Remover (200 ml / ok 17 zł)
Moje poszukiwania idealnej dwufazówki do zmywania mojej wodoodpornej maskary nadal trwają i na razie zatrzymały się na kosmetyku od Bourjois. Idąc tropem mojej ukochanej wody micelarnej właśnie od Bourjois, która miesiąc w miesiąc jest na mojej łazienkowej półce (KLIK), pomyślałam, że sięgnę po jej dwufazowego brata. Okazało się, że i płyn dorównuje jakością wodzie micelarnej. To co najbardziej przypadło mi do gustu to to, że płyn nie jest tłusty i nie zostawia białej mgły na oczach jak większość dwufazówek. Twarz nie jest po nim ani lepka, ani tłusta, nie ma żadnego nieprzyjemnego filmu na skórze. Za taką samą cenę jak większość dwufazówek dostajemy dwa razy większą pojemność co jest na duży plus. Radzi sobie świetnie ze zmywaniem każdego rodzaju kosmetyków kolorowych, ale czy jest taki ekspresowy przy zmywaniu wodoodpornego makijażu?! Tu bym się jednak kłóciła. Wprawdzie daje sobie radę z produktami wodoodpornymi, ale trzeba dać mu trochę czasu żeby je rozpuścił i usunął, więc nie unikniemy pocierania wacikiem. Do zwykłego makijażu jest idealny, zmywa wszystko za jednym dotknięciem wacika. Także jest to bardzo dobra dwufazówka, która jest pozbawiona minusów przeciętnego płynu dwufazowego, ale ma drobne problemy z makijażem wodoodpornym…
Bourjois Fresh Cleansing Gel (150 ml / ok 13 zł)
Swoją rodzinkę burżujów powiększyłam o jeszcze jednego członka gdy poszłam do Rosska po coś do mycia buzi. Przeczytawszy opis na odwrocie tubki: „Odświeżająco – oczyszczający żel wzbogacony o ekstrakt z ogórka. Sprawia, że cera jest idealnie czysta a skóra nawilżona i odświeżona. Nie zawiera alkoholu. Dla wszystkich rodzajów cery” pomyślałam, że to brzmi całkiem ciekawie i dość prosto, a nie miliony obietnic co ma robić żel do mycia twarzy. Produkt jest w postaci żelu, a w kontakcie z wodą na twarzy zamienia się w emulsję więc się nie pieni a zamienia się w taki rodzaj mleczka myjącego. Ma bardzo świeży zapach (dobrze, że nie ogórkowy, bo osobiście go nie znoszę). Twarz po użyciu jest czysta, świeża, nie przesuszona. Bardzo przyjemny, prosty, zwykły, nieskomplikowany żel do mycia twarzy choć muszę przyznać, że parę razy przy mojej cerze mieszanej miałam taki trochę niedosyt i uczucie nie idealnej czystej skóry więc dla cery tłustej i trądzikowej może być zdecydowanie za słaby.
Oriflame Pure Skin Shine Control Cream (50 ml / 23 zł)
Wreszcie znalazłam mój idealny, matujący krem na dzień pod makijaż. Pewnie nigdy nie zwróciłabym na niego uwagi w katalogu więc całe szczęście, że dostałam go do testów. Właśnie tak odkrywa się perełki wśród kosmetyków. Efekt matowienia jest genialny. Bardzo łatwo go zauważyć gdy nałożymy go na błyszczącą się buzię. Nakładasz i buzia od razu jest matowa, sucha i gładka. Nie trzeba czekać aż się wchłonie i zadziała. Ten krem robi to za pstryknięciem palcami. Matuje, ale przy tym jest bardzo komfortowy w noszeniu. Skóra na twarzy nie jest ściągnięta czy przesuszona ani też nie reaguje nadmierną produkcją sebum. Efekt matu i nawilżenia na raz? Z tym kremem to możliwe! Świetnie współgra z różnymi podkładami: nie rolują się, nie zmieniają koloru czy konsystencji. Dla mnie osobiście idealny krem na dzień. Tego efektu właśnie oczekuję. Efekt utrzymuję się mniej więcej 8 – 10 godzin. Jeśli chodzi o inne jego właściwości jak zmniejszenie porów czy zapobieganie powstawaniu wyprysków to powiem szczerze, że minimalne efekty są, ale głównym jego atutem jest MAT, MAT i jeszcze raz MAT! Tubeczka jest dość mała i poręczna, ma 50 ml kosmetyku. Krem w swojej konsystencji jest dość tępy w nakładaniu, ale nie jest to jego wadą. Jedyne co mi osobiście przeszkadza to zapach. Dość dziwaczny zapach (mi się kojarzy Z zapachem palonego wosku na cmentarzu – sorry za skojarzenia), który naprawdę może przeszkadzać, ale to tylko jedyny jego mankament. Posiadaczki skóry mieszanej – powinnyście go spróbować! Będziecie zadowolone! 🙂
Avon Planet Spa Luksusowy żel wygładzająco – rewitalizujący na okolice oczu z ekstraktem z czarnego kawioru (15 ml / 25 zł)
Wypaczyłam go parę miesięcy temu na jakieś promocji za 5 zł nie wiedząc o nim nic. Czekał na swoją kolej. Wzięłam go ze sobą na wyjazdowy urlop. Mały, niepozorny, z dość długaśną nazwą, ale…. okazał się bardzo dobrym kosmetykiem. Jestem kobietą jeszcze przed 30-stką więc jeszcze nie mam potrzeby stosowania kosmetyków stricte liftingujących i wygładzającyh, ale przez to, że dużo się maluje parę zmarszczek wokół oczu mi przybyło.  Ten żel to taka lekka forma wygładzającego kremu pod oczy. Faktycznie jest skuteczny, zauważyłam lekkie spłycenie zmarszczek pod oczami choć to nie jest spektakularny efekt na który musimy sobie poczekać przynajmniej miesiąc. Nadaje się zarówno pod oczy jak i na powieki, nie podrażnia śluzówki oka nawet jak dostanie się przed przypadek. Szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu. Ma bardzo ciekawy wygląd, bo jest to przeźroczysty żel opalizujący na fioletowo i złoto i myślałam, że tak samo będzie świecić się skóra, ale na skórze jest kompletnie bezbarwny. Fajne zakończenie tubeczki ułatwia aplikację pod oczami (taka końcówka jak przy zwykłych błyszczykach w tubkach). Niby taki niepozorny, a jednak siłę ma! Polecam spróbować przy kolejnej promocji za 5 zł ;P
To na tyle moich hitów ostatnich miesięcy. Mam nadzieje, że Was nie zanudziłam i dzięki temu wpisowi znalazłyście coś ciekawego dla siebie 🙂
A co Was ostatnio miło zaskoczyło?! Myślałyście, że to nic takiego, a tu… niespodzianka. Podzielcie się tym ze mną w komentarzach. Chętnie poczytam….

Testuję Kosmetyki ORIFLAME: Amazonia Body Cream, HairX Advanced Growth Reviver Conditioner, Pure Skin Shine Control Cream, Oriflame Beauty Smoky Collection Smoky Green

Witajcie :o)

W tej notce zapraszam Was moje Kochane na recenzję już ostatnich kosmetyków Oriflame gigantycznej paczki, którą dostałam do testów (do zobaczenia TUTAJ). 

Produktów było aż 13! Dlatego też piszę notki 3 – 4 kosmetykach na raz, żeby notki nie były zbyt przydługie i monotonne. Jeśli chcecie poczytać moje opinie o wszystkich dotychczasowych kosmetykach Oriflame zapraszam do lektury:

Testuję Kosmetyki ORIFLAME: Oriflame Beauty Colour Pro Eye Shadow Trio, Optimals Matte Touch™ Face Blotting Tissues, Milk & Honey Gold Nourishing Hand & Body Cream, Very Me Nail Graffiti Top Coat

Testuję Kosmetyki ORIFLAME: Tender Care Chocolate Protecting Balm, Swedish Spa Purifying Face Mask, Very Me Double Trouble

Testuję Kosmetyki ORIFLAME: Oriflame Beauty Crystal Base & Top Coat, Feet Up Soothing Foot Cream, Oriflame Beauty Wonder Lash Waterproof Mascara, Oriflame Beauty Studio Artist Concealer

Testuję Kosmetyki ORIFLAME: Optimals Skin Energy Eye Cream, Eternal Gloss, Pure Nature Organic Aloe Vera & Arnica Lip Balm, Cocktails & the City Fashion Addict Body Lotion, Optifresh Fluoride Toothpaste Cavity Protection

Makijaż: Potrójne cienie do powiek Oriflame Beauty Smoky Collection Smoky Green


W tej notce będzie o:
  • Pure Skin Shine Control Cream Krem matujący Pure Skin Shine Control
  • HairX Advanced Growth Reviver Conditioner Wzmacniająca odżywka do słabych włosów HairX
  • Amazonia Body Cream Krem do ciała Amazonia 
  • Oriflame Beauty Smoky Collection Eye Shadow Trio Potrójne cienie do powiek Oriflame Beauty Smoky Collection w kolorze Smoky Green 
Zacznę od kremu, w którym się zakochałam. Mam tutaj na myśli Pure Skin Shine Control Cream. Już dawno czegoś takiego szukałam. Kremów matujących na rynku jest chyba setki… każda marka ma jakiś. Testowała już kilka i każdy z nich albo tak strasznie matowił twarz, że niemiłosiernie ściągał całą twarz, efekt matowienia polegał na wysuszaniu skóry, a nie na nawilżaniu, wszystkie dość wolno się wchłaniały i nie zawsze współpracowały z nałożonym na nie podkładem. Pure Skin Shine Control Cream jest pozbawiony wszystkich tych WAD! 

Efekt matowienia jest genialny. Bardzo łatwo go zauważyć gdy nałożymy go na błyszczącą się buzię. Nakładasz i buzia od razu jest matowa, sucha i gładka. Nie trzeba czekać aż się wchłonie i zadziała. Ten krem robi to za pstryknięciem palcami. Matuje, ale przy tym jest bardzo komfortowy w noszeniu. Skóra na twarzy nie jest ściągnięta czy przesuszona ani też nie reaguje nadmierną produkcją sebum. Efekt matu i nawilżenia na raz? Z tym kremem to możliwe! Świetnie współgra z różnymi podkładami: nie rolują się, nie zmieniają koloru czy konsystencji. Dla mnie osobiście idealny krem na dzień. Tego efektu właśnie oczekuję. Efekt utrzymuję się mniej więcej 8 – 10 godzin. Jeśli chodzi o inne jego właściwości jak zmniejszenie porów czy zapobieganie powstawaniu wyprysków to powiem szczerze, że minimalne efekty są, ale głównym jego atutem jest MAT, MAT i jeszcze raz MAT!
Tubeczka jest dość mała i poręczna, ma 50 ml kosmetyku. Krem w swojej konsystencji jest dość tępy w nakładaniu, ale nie jest to jego wadą. Jedyne co mi osobiście przeszkadza to zapach. Dość dziwaczny zapach (mi się kojarzy Z zapachem palonego wosku na cmentarzu – sorry za skojarzenia), który naprawdę może przeszkadzać, ale to tylko jedyny jego mankament. Posiadaczki skóry mieszanej – powinnyście go spróbować!


Niestety kolejne produkty to totalne niewypały. Zacznę od najgorszego: Wzmacniająca odżywka do słabych włosów HairX. To jest mały, piankowy koszmarek. Jest to odżywka, która ma pomagać odbudować witalność i siłę włosów. Dzięki niej włosy mają wyglądać na grubsze i mocniejsze, dodawać objętości i połysku bez zbędnego obciążania włosów. Wierzcie mi większego badziewia dawno nie używałam. 
Po nałożeniu odżywki na mokre włosy, jak zaleca producent, na głowie robią się stronki, wszystko jest klejące, oklapnięte, matowe i włosy wyglądają jak tydzień nie myte, sztywne. Coś okropnego! Co z tego, że może i efekt wzmocnienia jest, ale włosy wyglądają tragicznie po użyciu. Równie dobrze mogłabym rozbić sobie jajko na głowie i próbować wysuszyć włosy – efekt ten sam.  Naprawdę przestrzegam przed nią!!!
Amazonia Body Cream sam w sobie może nie jest taki zły. Ot taki kremik do wszystkiego. Bardzo lekka, budyniowa konsystencja dzięki, której szybko się wchłania.  Duża pojemność 200 ml. Całkiem fajnie nawilża i już. Nie jest czymś złym, ale też nie zachwycił mnie, bo takich kremów na rynku jest na pęczki. Najbardziej nie podoba mi się zapach, który podobno ma „pobudzać i zachwycać zmysły”. Tak naprawdę mnie odrzuca. Jest to mieszanka roślinnych zapachów (jak świeżo skoszona trwa), ogórka i wody. Nie jestem pewna czy tak pachnie Amazonia?! :/

Na sam koniec Potrójne cienie do powiek Oriflame Beauty Smoky Collection Smoky Green. Tak naprawdę już je zrecenzowałam, bo zamalowała nimi makijaż więc jeśli chcecie zobaczyć je w akcji i przeczytać moją opinię o nich to zapraszam TUTAJ.

Mam do Was pytanie: czy podoba Wam się cała idea takich notek z recenzjami kosmetyków Oriflame? Czy są dla Was przydatne? Proszę o szczerą opinię w komentarzach 🙂

W razie jakichkolwiek pytań o Oriflame lub zapisania się do szeregów Ori w grupie iGO zapraszam na stronę Agi (KLIK).

Makijaż: Potrójne cienie do powiek Oriflame Beauty Smoky Collection Smoky Green

Witajcie :o)

W paczce do testów z Oriflame (KLIK) znalazła się maleńka, potrójna paletka cieni: Oriflame Beauty Smoky Collection Eye Shadow. Jednym, najlepszym testem dla cieni jest oczywiście…. MAKIJAŻ! Po prostu coś zmalujmy, a wszystko będzie jasne! 😉



W cenie 30 zł dostajemy maleńką paletkę z trzema odcieniami o gramaturze 3 g. Moja trafiła się w kolorze Smoky Green (jest jeszcze wersja czarna i brązowa). W sumie ucieszyłam się, że nie są to standardowe kolory… 



Oriflame opisuje, że paletka jest „specjalnie” stworzona do wykreowania tzw. DYMKA! Cienie są o wykończeniu satynowym z lekkim, złotym błyskiem – szczególnie kolor środkowy. Cień pierwszy z palety to rozbielony cielaczek, drugi to średnia zieleń zaś trzeci to mieszanka brązu z khaki. 

Cienie w swojej konsystencji są bardzo „napakowane” powietrzem więc niemiłosiernie się osypują i pylą! To jest pierwsza ich dość duża wada. Jeśli chcecie coś zmalować tą paletką zacznijcie od oczu, a później nakładajcie podkład. 

Niestety same w sobie mają średnią pigmentację (patrz fotka ze swatchami na ręku – tam nie ma bazy). Przy rozcieraniu na ich nieszczęście jeszcze odrobinę tracą na intensywności. 



Aby je wydobyć nałożyłam na powiekę czarną bazę (Maybelline Color Tattoo 24H #60 Timeless Black). Cały makijaż zmalowałam wszystkim trzema kolorami. Kolor zielony nałożyłam na całą powiekę – ten kolor spisał się najlepiej. Zewnętrzny kącik i załamanie powieki podkreśliłam najciemniejszym cieniem – niestety tu najbardziej się zawiodłam. Cienie całkiem fajnie się rozdymiają choć trzeba namachać się pędzelkiem, ale nie można uzyskać fajnego, mocnego, ciemnego efektu. Miałam ochotę sięgnąć po czerń… niestety dokładanie kolejnych warstw ciemnego cienia nic nie daje, nie intensyfikuje go. Najjaśniejszy cień jest dość pudrowy i zbiera się nieestetycznie w zmarszczkach. Kolory nie łączą się ze sobą zbyt płynnie i łatwo. Pędzelek do blendowania to niezbędnik do tej paletki. Zapomnijcie o jakimkolwiek efekcie dymka tym „czymś” dołączonym do paletki zwanym pacynką.



Osobiście jestem rozczarowana! Nie polecam… to grozi wyłącznie pozbyciem się 30 zł z portfela. 

Osypywanie się, średnia pigmentacja i brak efektu „wow” na oku dla mnie dyskwalifikuję tą paletkę od razu. W tej cenie można mieć coś znacznie lepszego. Może mam zbyt wygórowane oczekiwania, ale same oceńcie…. 


W razie jakichkolwiek pytań o Oriflame lub zapisania się do szeregów Ori w grupie iGO zapraszam na stronę Agi (KLIK).

Testuję Kosmetyki ORIFLAME: Optimals Skin Energy Eye Cream, Eternal Gloss, Pure Nature Organic Aloe Vera & Arnica Lip Balm, Cocktails & the City Fashion Addict Body Lotion, Optifresh Fluoride Toothpaste Cavity Protection

Witam Was Kochane Moje w kolejnej notce pt. „Testuję Kosmetyki ORIFLAME”.


Tym razem pod lupę wzięłam:
  •  Optimals Skin Energy Eye Cream Krem pod oczy Optimals Skin Energy
  • Eternal Gloss Błyszczyk do ust Eternal w kolorze Eternal Pink
  • Pure Nature Organic Aloe Vera & Arnica Lip Balm Kojący balsam do ust z organicznymi ekstraktami z aloesu i arniki
  • Cocktails & the City Fashion Addict Body Lotion Balsam do ciała Cocktails & the City Fashion Addict 
  • Optifresh Fluoride Toothpaste Cavity Protection Pasta do zębów Optifresh przeciw próchnicy 

Zacznę od produktu, który jest tak oczywistym kosmetykiem w naszej łazience… czyli Pasta do zębów Optifresh przeciw próchnicy. Jej akurat nie dostałam do testów, a sama ją sobie kupiłam. Pomyślałam sobie: „Pasta jak pasta, wielka tuba 125 ml będzie w sam raz!”. Jakież było moje zdziwienie, że zwykła  pasta może okazać się ZŁA! Męczyłam się z nią chyba ze 3 miesiące, tubka nie miała końca… Zaraz po umyciu zębów tą pastą miałam ochotę umyć je jeszcze raz i jeszcze raz, wydawały mi się niedomyte. Kiepsko zmywa osad ze zębów, a miętowy smak i zapach w ustach zostaje nam dosłownie na 5 minut. Normalnie kosztuje 19 zł za tubkę! SZOK!!! Okropna pasta, przestrzegam!!!

Spokojnie to jedyny bubel w tej recenzji. Teraz przejdziemy to tych przyjemnych kosmetyków. O błyszczyku do ust Eternal muszę wspomnieć, bo jestem nim osobiście oczarowana! 


Mój trafił się w kolorze Eternal Pink. Jest to dość naturalny odcień różu w zimnej tonacji. W sumie kolorów jest 5 odcieni. Oriflame określa go jako „Nasz najtrwalszy błyszczyk”. Coś w tym jest… ja bym go określiła jako połączenie błyszczyku i szminki w jednym. Ma prostotę nakładania i lekki błysk błyszczyka, ale za to trwałość i właściwości pielęgnacyjne szminki. Ma dość gęstą konsystencję, ale dzięki bardzo miękkiej gąbeczce w kształcie serca niezwykle łatwo się go nakłada, nawet bez lusterka. Ma bardzo słodki, landrynkowy zapach. Błysk jaki daje jest dość subtelny, powiedziałabym taki „szminkowy” aniżeli „błyszczykowy”. Na ustach daje wykończenie szminki, bez zbędnego brokatu czy drobinek. Nosi się go niezwykle komfortowo ponieważ mam poczucie, że świetnie nawilża usta i można jeść i pić, a on nadal jest na ustach. Odrobinkę się klei, ale jeśli ma być trwały to niestety taki musi być. Kosmetyk, który z czystym sumieniem poleciłabym każdej z Was! 🙂


Teraz coś z pielęgnacji choć nie do końca wrzuciłabym ten kosmetyk do tej kategorii. Mówię tutaj o Balsamie do ciała Cocktails & the City Fashion Addict. Jest to typowy Body Lotion o bardzo lekkiej konsystencji, który wchłania się w 5 sekund. Ale co jest w nim takiego wyjątkowego?! To są perfumy w postaci balsamu! Balsam ten został wzbogacony wyrazistym aromatem malin, kakao i piżma. Zapach jest wyjątkowo seksowny! To jest taki balsam na wyjście na imprezę: smarujemy się, wchłania się w kilka sekund więc możemy od razu się ubrać i uwodzić długotrwałym zapachem całą noc! Kiedy po kremowałam się tym balsamem mój facet nie mógł się ode mnie oderwać. Zapach OBŁĘDNY, ale dość słodki! Balsam do uwodzenia Dziewczyny! ;P


Zostajemy w temacie pielęgnacji. Mała rzecz, a robi wszystko… Pure Nature Organic Aloe Vera & Arnica Lip Balm. Fajny sztyfcik pielęgnacyjny na cały rok. Łagodzi, bardzo dobrze nawilża i nadaje miękkość ustom, wydajny, pięknie pachnie, dość intensywnie także smakuje. Wbrew temu co napisało Oriflame w opisie tego balsamu nie nadaje ustom połysku, bo wchłania się jak krem. Lecz od razu poprawia stan ust i cały czas pachnie. Niezastąpiony w zimowe dni!

Na koniec także pielęgnacja. Z Kremem pod oczy Optimals Skin Energy wiąże się mała anegdotka. Moja przyszła szwagierka (Pozdrawiam ;P) jak zobaczyła u mnie na blogu, że dostałam ten krem do testów to zapytała się czy go jej nie odsprzedam, bo akurat nie był dostępny w sprzedaży w danym katalogu, a jest to jeden z ulubionych kremów jej mamy i bardzo chciała go jej sprezentować. Zgodziłam się! 🙂 Więc tak naprawdę nie ja go testowałam. Specjalna formuła kremu pod oczy z nawilżająco – ochronną witaminą C, cząsteczkami odbijającymi światło, które dodają blasku i minerałami zapewniającymi cerze zdrowy wygląd. Przywraca naturalny, promienny wygląd skórze okolic oczu. Otwiera oko, unosi powiekę, dodaje energii, niweluje oznaki zmęczenia. Ten krem daje pewien efekt liftingu. Czego chcieć więcej…
Zapraszam Was serdecznie do przeglądnięcia katalogu 13 (KLIK), który ważny jest do 22.09.2013r. 


W razie jakichkolwiek pytań o Oriflame lub zapisania się do szeregów Ori w grupie iGO zapraszam na stronę Agi (KLIK).

mała WIELKA Pielęgnacja cery mieszanej według TOŁPY Dermo face, strefa t. / hydrativ.

Witajcie :o)



„kiedy mówimy ‚mała wielka pielęgnacja’ mamy na myśli codzienne, drobne, ale przemyślane czynności, bo uważamy, że to suma małych rzeczy daje duży efekt…” /Tołpa/

Takie motto możecie znaleźć na każdym kartoniku Dermokosmetyków TOŁPY. Zapraszam Was na recenzję małej WIELKIEJ Pielęgnacji cery mieszanej według Tołpy czyli:
  • Tołpa: Dermo face, strefa t. matujący żel do mycia twarzy
  • Tołpa: Dermo face, strefa t. matujący krem nawilżający lekki
  • Tołpa: Dermo face, hydrativ. nawilżający krem odprężający lekki, dzień
Zanim jednak przejdę do opinii o samych kosmetykach na uwagę zasługują ich opakowania. Pierwszy raz spotykam się, aby na samym tylko kartoniku od kosmetyku było tak dużo ciekawych i ważnych informacji o pielęgnacji, zachowaniu się skóry, ich rodzajach… itd. To są chyba jedyne opakowania, które warto sobie zostawić (tak jak ja to zrobiłam), bo jest tam mnóstwo ważnych informacji przekazanych w bardzo przyjemny, humorystyczny i przystępny sposób.

Na przykład: „strefę T odnaleźć można również na plecach i dekolcie i nazwana jest „rynną łojotokową” (tylną i przednią). Z całym szacunkiem do naukowców, ale kto wymyśla te nazwy?”.

lub

„wiemy, że strefa T nie jest nazwą strefy geograficznej ani ekonomicznej, tylko dotyczy pielęgnacji skóry mieszanej. Literę T tworzą razem czoło, noc i broda. To partie, które najbardziej się świecą i produkują dużą ilość sebum. W przeciwieństwie do suchych policzków, dających uczucie ściągnięcia”. 


Takie informacje możecie znaleźć na zewnątrz kartoniku, wewnątrz zaś macie rozpisany cały plan pielęgnacji na dzień i na noc, który proponuje Wam Tołpa oraz jeszcze więcej ciekawostek i ważnych informacji o Waszym typie skóry. Dla mnie osobiście fantastyczny pomysł! 😉


Przejdźmy już do samych kosmetyków. Według planu Tołpy to właśnie poniższe dermokosmetyki tworzą optymalną pielęgnację cery mieszanej każdego dnia i nocy. 


Tołpa: Dermo face, strefa t. matujący żel do mycia twarzy 


„Usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum. Przywraca równowagę miedzy przetłuszczającymi i przesuszonymi partiami twarzy. Oczyszcza pory i reguluje wydzielanie sebum. Zapobiega błyszczeniu skóry, łagodzi podrażnienia i nawilża. Pozostawia skórę odświeżoną i matową.
małe wielkie składniki:
torf tołpa.®, ekstrakt z tymianku, nawilżający kompleks Lactil, d-pantenol, triclosan” źródło: KLIK
Jest to pierwszy etap małej wielkiej pielęgnacji Tołpy dla skóry wrażliwej, mieszanej i tłustej z nadmiarem sebum czyli oczyszczanie. Żel jest półprzeźroczysty, o lekkim, żółtawym zabarwieniu, dość świeżym zapachu (takim naturalnym, błotno – kwiatowym). Opakowanie to 150 ml w cenie 25,99 zł.  Kosmetyk o dość lejącej konsystencji przez co przelewa się trochę przez palce co powoduje marnowanie produktu, trzeba szybko nakładać na twarz. Wystarczy średnio na 2 miesiące stosowania rano i wieczorem.
Po połączeniu z wodą raczej średnio się pieni, minimalnie bym powiedziała. Całkiem dobrze radzi sobie z usuwaniem resztek makijażu (nawet tego wodoodpornego) i ogólnym oczyszczaniem całej buzi. Po zmyciu i osuszeniu skóry twarzy nie ma nieprzyjemnego ściągnięcia, twarz jest nawilżona, nie zauważyłam efektu matowienia, po prostu zwyczajnie oczyszczona skóra twarzy. Żel sam w sobie nie jest zły, ale po każdym użyciu miałam wrażenie, że moja buzia nie jest 100% czysta. Miałam wrażenie, że czegoś jeszcze jej brakuje. Niby czysta, ale… no właśnie :o/ jest ten mały zgrzyt. 
Może to kwestia tego nawilżającego kompleksu Lactil w składzie, który powoduje pozostawienie minimalnej, nawilżającej warstewki na skórze. A może po prostu przez to, że skład dermokosmetyków Tołpa jest zredukowany do niezbędnego minimum powoduje, że ten żel jest słabszy i przeciętnie radzi sobie z oczyszczaniem cery mieszanej z nadmiarem sebum?! Tak czy siak jest to przyzwoity żel, nie jest zły, ale też szału nie robi.


Tołpa: Dermo face, strefa t. matujący krem nawilżający lekki

 „przywraca równowagę miedzy przetłuszczającymi i przesuszonymi partiami twarzy. Normalizuje wydzielanie sebum i zapobiega błyszczeniu skóry. Ogranicza powstawanie zaskórników i zwęża rozszerzone pory. Łagodzi podrażnienia i nawilża. Wygładza i długotrwale matuje.
małe wielkie składniki:
torf tołpa.®, ekstrakt z łopianu, ekstrakt z kory cynamonowca, fucogel, alantoina, d-pantenol” źródło: KLIK



Kosmetyk ten to propozycja Tołpy jako krem do pielęgnacji na DZIEŃ dla skóry wrażliwej, mieszanej i tłustej z nadmiarem sebum. Krem jest umieszczony w fajnej, minimalistycznej, aluminiowej tubie, która ma za zadanie nie zasysać powietrza i bakterii, dzięki czemu nasz krem ma być bezpieczny na dłużej. Krem ma świeży zapach, szaro – żółtawe zabarwienie. Ma konsystencję nietłustego, szybko wchłaniającego się żelu. Tuba zawiera 40 ml kremu w cenie 29,99 zł. Przy stosowaniu raz dziennie czyli rano wystarczy na jakieś 4 – 5 miesięcy. 


Matujący krem nawilżający to marzenie każdej posiadaczki cery mieszanej. Z jednej strony musimy matowić naszą strefę T, a z drugiej walczyć z przesuszającymi się wiecznie policzkami. To jest trochę jak igranie wody z ogniem. Albo ogień albo woda – nigdy jedno i drugie naraz :o/ i tak też jest w przypadku tego kremu. Nałożony na całą twarz błyskawicznie się wchłania pozostawiając skórę gładką, nawilżoną, ale nietłustą. Nadaje się jako krem pod makijaż. Cera faktycznie zaraz po aplikacji wygląda świeżo, pięknie… różnica jest dopiero po 2 godzinach jak odrębne parte skóry na ten krem reagują. Strefa T jest zmatowiona na jakieś 4 – 5 godzin, później zaczyna lekko się świecić, ale nie reaguje zbyt gwałtownie nadmiernym wydzielaniem sebum po tym kremie. Niestety o wiele gorzej miewają się policzki. Stają się zaczerwienione, gorące, trochę mrowią i swędzą. Są zbytnio przesuszone. Niestety połączenie właściwości matujących i nawilżających w jednym kosmetyku się nie udało! Do świecących się partii skóry jak najbardziej się nadaje, ale niestety do przesuszonych policzków cery mieszanej odpada. Efekt matu jest dość dobry więc na pewno poleciłabym ten krem osobom o cerze tłustej na całą twarz. Właścicielkom cery mieszanej poradziłabym nakładać go wyłącznie na strefę T. Jako krem na dzień ma jeszcze jeden minus – nie posiada żadnego filtra przeciwsłonecznego. Krem zapowiadał się bardzo dobrze, ale niestety to co się działo na moich policzkach nie było przyjemnym działaniem i zraziło mnie do dalszego używania tego kremu. Będę go stosować wyłącznie jako krem matujący na strefę T w ciepłe dni w roku i dokładnie omijając policzki.


Tołpa: Dermo face, hydrativ. nawilżający krem odprężający lekki 
 „dermokosmetyk uzupełnia poziom nawilżenia skóry i działa odprężająco. Intensywnie nawilża i uelastycznia. Łagodzi podrażnienia i przywraca komfort. Relaksuje skórę i eliminuje oznaki stresu. Wspomaga regenerację mikrouszkodzeń i odbudowę bariery ochronnej. Zabezpiecza przed negatywnym wpływem środowiska i wolnych rodników.
małe wielkie składnik:
torf tołpa, kompleks kiełków pszenicy, drożdży i hialuronianu sodu, nawilżający kompleks naturalnych węglowodanów, fucogel, pochodna mocznika, ekstrakt z szałwii muszkatołowej, witamina E” źródło: KLIK

Ten dermokosmetyk jest już z innej linii czyli hydrativ. Jest to propozycja Tołpy jako krem do pielęgnacji na NOC dla skóry wrażliwej, normalnej i mieszanej, odwodnionej i podrażnionej. Krem jest umieszczony w fajnej, minimalistycznej, aluminiowej tubie, która ma za zadanie nie zasysać powietrza i bakterii, dzięki czemu nasz krem ma być bezpieczny na dłużej. Krem jest biały o świeżym zapachu, ale trochę innym niż matujący krem nawilżający. Konsystencja to lekki krem trochę bogatszy niż żelowa konsystencja. Tuba zawiera 40 ml kremu w cenie 36,99 zł. Przy stosowaniu raz dziennie czyli na noc wystarczy na jakieś 4 – 5 miesięcy. Posiada SPF 15.
W tym kremie zakochałam się od pierwszego użycia. Wbrew powszechnej opinii skóra odwodniona to nie to samo, co skóra sucha. Najkrócej mówiąc: odwodnionej brakuje nawilżenia, a suchej natłuszczenia i nawilżenia. W takim razie każda typ cery może być odwodniony także cera mieszana, a szczególnie przesuszone policzki. 

Działanie tego kremu najlepiej widać zaraz po wykonaniu peelingu. Jak wiadomo wtedy skóra jest lekko podrażniona, zaczerwieniona. Ten krem szybko ją koi, maksymalnie nawilża, aż czuć, że skóra wręcz wypija ten krem. Twarz po tym kremie jest gładka, rozjaśniona, promienna, piękna taka wręcz radosna i zdrowa. Efekt działania wyczuwalny jest nawet po paru godzinach – skóra jest miękka w dotyku, genialnie nawilżona. Krem posiada SPF 15 więc można by go stosować jako krem na dzień, ale ma o wiele bogatszą konsystencję więc potrzebuje czasu żeby się wchłonąć, a do tego twarz po tym kremie się świeci więc odpada jako krem na dzień pod makijaż. Działanie tego kremu jest naprawdę fantastyczne!


PODSUMOWUJĄC całą małą WIELKĄ pielęgnację od Tołpy: 

Działanie tych trzech dermokosmetyków jako całość pielęgnacji oceniam bardzo dobrze. Stan mojej skóry się poprawił. Mniej niechcianych wyprysków, optymalne zwężenie porów i w pewnym stopniu zmniejszenie wydzielania sebum. Na pewno największym plusem tego całego planu pielęgnacji, który widocznie dla mnie miał najlepsze efekty jest Tołpa: Dermo face, hydrativ. nawilżający krem odprężający lekki i poleciłabym go z czystym sumieniem, bo działa fantastycznie. Tołpa: Dermo face, strefa t. matujący żel do mycia twarzy nie jest zły, spełnia swojej zadanie, ale mógłby działać lepiej / mocniej. Najgorzej sprawdził się Tołpa: Dermo face, strefa t. matujący krem nawilżający lekki, który niestety mnie rozczarował. Efekt matu jest dość dobry więc na pewno poleciłabym ten krem osobom o cerze tłustej na całą twarz. Właścicielkom cery mieszanej poradziłabym nakładać go wyłącznie na strefę T. 


Dajcie znać co sądzicie o tej recenzji i czy miałyście styczność z tymi produktami, a jeśli tak to jakie są Wasze doświadczenia?! 🙂

Wszystko o: MARIZA Selective Matujący Puder Ryżowy

Witajcie :o)

Kosmetyk o genialnym działaniu, ale kiepskim składzie… czyli MARIZA Selective Matujący Puder Ryżowy. Czy skład naprawdę ma znaczenie?! :o/ Przekonajmy się! :o)


W cenie 17,90 zł dostajemy 5g produktu w bardzo poręcznym, zgrabnym i solidnie wykonanym opakowaniu wraz z gąbeczką i sitkiem w środku. Pojemność tego pudru jest mniej więcej o połowę mniejsza niż podobne produkty innych marek, ale jedno opakowanie wystarczy na ok. rok intensywnego (czytaj dzień w dzień) użytkowania.

MARIZA Selective Matujący Puder Ryżowy jest w formie sypkiej. Jest to transparenty puder w kolorze białym bardzo, ale to bardzo drobno zmielony. Mikroskopijne, lekko transparentne cząsteczki pudru nie posiadają właściwości kryjących, czyniąc produkt bardzo uniwersalnym tzn. sam nie daje koloru, nie bieli twarzy i dlatego dopasowuję się do odcienia każdej cery. Puder jest bezzapachowy.



Ryż ma bardzo duże zdolności absorpcyjne, dzięki czemu skutecznie pochłania sebum i matuje skórę na wiele godzin. Puder otula twarz niewidzialną mgiełką i matuje na bardzo długie godziny. W moim przypadku (cera mieszana) to ok. 10h matu bez poprawek w ciągu dnia. Nie jest to płaski, suchy mat, a satynowe, ładne wykończenie. Dzięki temu, że jest tak drobno zmielony nie ma efektu „mąki” na twarzy, jest wręcz niewidoczny. Daje satynowy efekt matu na twarzy. Nie wchodzi w zmarszczki czy załamania skóry, a do tego nie ma efektu przypudrowanej twarzy np. w słońcu. Wyjątkowo lekki i ultra delikatny puder sypki tworzy niewidzialną warstwę, która skutecznie matuje i utrwala, wcześniej nałożony podkład, świetnie fiksuje i utrwala makijaż twarzy. 



MARIZA Selective Matujący Puder Ryżowy jest naprawdę genialny i godny polecenia, robi dokładnie to co ma robić. Matuje, utrwala, pięknie wygląda. Ale ma jedno „ale”! SKŁAD! Wiele osób zauważyło, że w składzie ma dużo parabenów. Czy to faktycznie takie złe?!

Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Isobutylparaben, Propylparaben to „Substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni również kosmetyk przed nadkażeniem bakteryjnym, które możemy wprowadzić przy codziennym użytkowaniu produktu (np. nabierając krem palcem).” Wszystkie te składniki są „jednym z najlepiej przebadanych konserwantów stosowany zarówno w kosmetykach, żywności jaki i lekach. Najnowsze badania zatwierdzone przez Komisję Europejską wskazują na bezpieczeństwo stosowania tej substancji w kosmetykach”. (źródło: http://www.kosmopedia.org)

Powiem Wam z czystym sumieniem, że ten kosmetyk w żaden sposób mnie nie podrażnił, nie uczulił czy nie spowodował nadmiernego zapychania porów. Jest naprawdę bezpieczny i jego skład tak naprawdę go nie przekreśla. Dla mnie liczy się efekt! A ten puder jest wart swojej ceny! Reszta to robienie z igły widły. 

POLECAM GORĄCO :o)