Testuję Kosmetyki ORIFLAME!

Witajcie

Po raz kolejny przychodzę do Was z garścią recenzji kosmetyków Oriflame. Tym razem trafiło się dużo zapachów! Jak wiadomo lepiej powąchać niż opisywać, ale postaram się najwierniej jak się tylko da przekazać Wam te doznania zapachowe….

IMG_0002

Continue reading

Kosmetyczne HITY: Lipiec, Sierpień, Wrzesień 2013

Witajcie
Korzystając z przymusowego wolnego (paskudne przeziębienie) postanowiłam napisać dla Was notkę o moich ulubieńcach ostatnich miesięcy. Mimo, że mnie nie było na blogu w lipcu i sierpniu dużo kosmetyków przewinęło się przez moje ręce. Wybrałam te, z których korzystam na co dzień lub wracam za każdym razem gdy ich potrzebuję.
Zapraszam Was na przyjemną lekturę moich Kosmetycznych Hitów: Lipca, Sierpnia i Września 2013 roku. 😉
Zacznę od makijażu, bo jest tego znacznie mniej, ale za to treściwie. W ciągu tych kilku miesięcy miałam parę ważniejszych wyjść. Na takie okazje najlepiej sprawdzają się kosmetyki do zadań specjalnych, o przedłużonym działaniu, które sprawią, że makijaż będzie naprawdę trwały i wyjątkowy.
Mariza Selective Matująca Baza pod makijaż (15 ml / 28,80 zł)
Dobra baza pod makijaż to niezbędnik makijażu ślubnego czy wieczorowego, ale ta baza jest na tyle dobra i bezpieczna, że świetnie służy także na co dzień a to rzadkość. Baza ta daje jedwabiście matowe wykończenie. Skóra jest satynowa, ale matowa! Intensywnie wygładza powierzchnię skóry, zmniejszając widoczność rozszerzonych porów i innych niedoskonałości. Dodatek witaminy E nie dopuszcza do nadmiernego przesuszenia naskórka, a jednocześnie reguluje nadprodukcję sebum. Baza usprawnia aplikację każdego podkładu. Niezastąpiona w sytuacji, kiedy chcesz mieć perfekcyjny makijaż przez cały dzień, ale bez konsekwencji obciążania skóry czy zapychania porów. Bardzo wydajna, bo już niewielka ilość wystarczy na całą twarz. U mnie sprawdził się przy makijażu ślubnym gdzie musi przetrwać w idealnym stanie całą noc, ale też w makijażu dziennym gdzie nie mam obawy, że obciąży moją skórę czy podrażni! IDEALNA!
Rimmel Lasting Finish by Kate Lipstick (4 g / ok 18 zł)
Według mnie to NAJLEPSZA drogeryjna szminka. Są MEGA trwałe, genialnie nawilżają usta i mają mocne, kryjące kolory. Będąc na weselu złapałam się na tym, że po zjedzeniu obiadu pobiegłam do łazienki, bo byłam przekonana, że pół szminki na pewno zjadłam. Byłam mocno zszokowana patrząc się w lustro i widząc, że praktycznie szminka na ustach jest nienaruszona. Przez całą tą noc poprawiłam ją może razy czy dwa! Teraz już wiem, że idealna i trwała czerwień na ustach (i nie tylko) to wyłącznie szminka od Rimmel. Tylko w przypadku tej szminki mam 100% pewność, że moje usta będą wyglądać obłędnie przez wiele godzin.
 Ardell Natural Demi Wispies Black (para / ok 15 zł w internecie)
Niestety natura nie obdarzyła mnie bujnymi i pięknymi firankami rzęs. Sztuczne rzęsy dają naprawdę efekt wow szczególnie w makijażu wieczorowym, ale jednak są troszeczkę problemowe w aplikacji i jednak widoczne. Rzęsy Ardell to już zupełnie inna bajka! Niezwykle łatwo się zakładają, lekko i idealnie noszą, wyglądają niezwykle naturalnie jak na sztuczne rzęsy. Świetny, koci kształt. Mają bardzo cieniutką żyłkę dzięki czemu bardzo łatwo ją ukryć. Według mnie powinny być pierwszym wyborem dla początkujących z sztucznymi rzęsami, bo prawie same się nakładają. Do tego są bardzo trwałe, bo te, które widzicie na zdjęciu były już używane kilkakrotnie i nadal są w dobrym stanie. Można je nawet delikatnie czyścić w płynie do demakijażu i będą jak nowe. Szkoda, że moje własne, prawdziwe rzęsy nie są takie jak te Ardell… :/
Oriflame Neo Chic Nail Polish w kolorze Mint Pear (szt. / 20 zł)
Wreszcie znalazłam idealny odcień mięty! Przepiękny, pastelowy, kremowy kolor mięty. Nie za niebieski, nie za zielony. Wystarczą tylko dwie warstwy do pełnego krycia i trzyma się niezwykle długo na pazurach. Wygląda kobieco, świeżo i elegancko. Idealny na lato i nie tylko…
Przejdźmy teraz do pielęgnacji. Tym razem sprawdziły się u mnie kosmetyki dość tanie, łatwo dostępne, drogeryjne lub z katalogów. Tanie nie znaczy gorsze…
L’oreal Elseve Eliksir Upiększający dla włosów farbowanych (100 ml / ok 40 zł)
To jest mój HIT TEGO ROKU! Olejków wszelkiej maści bałam się jak diabeł święconej wody. Tłuste, obciążają włosy, można je stosować jako kuracja, ale na noc. Takie działanie nie przy mojej fryzurze. I oto objawienie! Kupiłam ten olejek przy okazji promocji w SuperPharmie. Po pierwszym użyciu zakochałam się i tak jesteśmy razem dzień w dzień już od pół roku. Bogata formuła o lekkiej, nietłustej konsystencji doskonale odpowiada na potrzeby włosów farbowanych, chroniąc je przed negatywnym działaniem promieni słonecznych oraz wypłukiwaniem się koloru. Podkreśla żywy i wyrazisty kolor, pielęgnując, dyscyplinując i dodając włosom blasku oraz miękkości bez obciążania fryzury! Powstał z unikalnego połączenia sześciu ekstraktów z olejków kwiatowych (lotos, rumianek, gardenia tahitańska, maruna, róża oraz len). Można ją stosować codziennie: na suche włosy chroniąc podczas stylizacji oraz aby je wygładzić, nadać blasku, na mokre włosy, aby ułatwić rozczesywanie, chronić przed gorącym powietrzem suszarki czy też jako codzienna odżywka bez spłukiwania lub jako wyrafinowane wykończenie fryzury dla nadania połysku i zdyscyplinowania włosów. We wszystkich tych trzech kombinacjach sprawdza się świetnie, ale w przypadku moich krótkich włosów najlepszy efekt jest gdy nakładam ten eliksir na mokre włosy. Na suche włosy efekt jest na tyle mocny (włosy bardzo miękkie, błyszczące, lekkie, sypkie), że utrudnia to mi układania mojego irokeza. Ale dla właścicielek długich włosów to będzie najlepsza metoda na ten olejek. Tak czy siak jak by go nie stosować jest GENIALNY! Do tego wszystkiego bardzo wydajny, bo obdarowałam nim parę osób, a nadal nie dotarłam nawet do połowy opakowania. Jedna lub dwie pompeczki jak dla mnie na co dzień wystarczą.
PharmaCF Venus Pianka do golenia z ekstraktem z żurawiny (200 ml / ok 5 zł)
Piankę Venus można dostać dosłownie wszędzie, nawet w hypermarketach. Tania i skuteczna. Wcześniej miałam wersje z melonem, ale dopiero ta z żurawiną tak naprawdę mnie zachwyciła. Pianka jest bardzo tania, wydajna, gęsta i świetnie trzyma się skóry przy depilacji. Wyciąg z żurawiny wzbogacony witaminą E ma silne działanie regenerujące i nawilżające jednocześnie. Składniki aktywne działają kojąco i łagodząco – skóra pozostaje optymalnie nawilżona, wygładzona i wyciszona. Zauważyłam nawet, że po goleniu z tą pianką odrastające włoski nie wrastają. Do tego ma świetny zapach owoców leśnych! Czego chcieć więcej?! 🙂
On Line Harmony Sól pieniąca do kąpieli Figa (600 g / ok 6,50 zł)
Dostałam ją do testów od Forte Sweden. Jak ją zobaczyłam to sobie pomyślałam: „Sól jak sól. Co może być bardziej odkrywczego w soli?”. Jednak po pierwszym użyciu miło mnie zaskoczyła. Sól bardzo ładnie rozpuszcza się w wodzie i lekko ją zabarwia na kolor różowy. Rzeczywiście się pieni choć jest to delikatna, miękka, mała pianka, która całkiem długo się utrzymuje. Głównie używam tej soli do moczenia nóg. Sól naprawdę odpręża i relaksuje. Bardzo dobrze zmiękcza skórę sprawiając, że jest bardzo delikatna w dotyku. Ekstrakt z figi znany jest ze swoich właściwości zmiękczających, dogłębnie nawilżających naskórek i nadających mu jedwabistą gładkość. Efekt naprawdę niesamowity – nogi mięciutkie, delikatne, jakby pokryte niewidzialną balsamową otoczką. W wersji do kąpieli zastąpi nam sól i płyn do kąpieli i balsam, bo to produkt prawie 3 w 1. Moja wersja z figą ma dość specyficzny, bardzo słodki, landrynkowy zapach, ale bardzo przyjemny i relaksujący. Następnym razem gdy będziecie kupować sól to sięgnijcie po tą! Wasz portfel będzie Wam wdzięczny, ciało przepięknie zadbane, a umysł zrelaksowany.
Bourjois Express Eye Makeup Remover (200 ml / ok 17 zł)
Moje poszukiwania idealnej dwufazówki do zmywania mojej wodoodpornej maskary nadal trwają i na razie zatrzymały się na kosmetyku od Bourjois. Idąc tropem mojej ukochanej wody micelarnej właśnie od Bourjois, która miesiąc w miesiąc jest na mojej łazienkowej półce (KLIK), pomyślałam, że sięgnę po jej dwufazowego brata. Okazało się, że i płyn dorównuje jakością wodzie micelarnej. To co najbardziej przypadło mi do gustu to to, że płyn nie jest tłusty i nie zostawia białej mgły na oczach jak większość dwufazówek. Twarz nie jest po nim ani lepka, ani tłusta, nie ma żadnego nieprzyjemnego filmu na skórze. Za taką samą cenę jak większość dwufazówek dostajemy dwa razy większą pojemność co jest na duży plus. Radzi sobie świetnie ze zmywaniem każdego rodzaju kosmetyków kolorowych, ale czy jest taki ekspresowy przy zmywaniu wodoodpornego makijażu?! Tu bym się jednak kłóciła. Wprawdzie daje sobie radę z produktami wodoodpornymi, ale trzeba dać mu trochę czasu żeby je rozpuścił i usunął, więc nie unikniemy pocierania wacikiem. Do zwykłego makijażu jest idealny, zmywa wszystko za jednym dotknięciem wacika. Także jest to bardzo dobra dwufazówka, która jest pozbawiona minusów przeciętnego płynu dwufazowego, ale ma drobne problemy z makijażem wodoodpornym…
Bourjois Fresh Cleansing Gel (150 ml / ok 13 zł)
Swoją rodzinkę burżujów powiększyłam o jeszcze jednego członka gdy poszłam do Rosska po coś do mycia buzi. Przeczytawszy opis na odwrocie tubki: „Odświeżająco – oczyszczający żel wzbogacony o ekstrakt z ogórka. Sprawia, że cera jest idealnie czysta a skóra nawilżona i odświeżona. Nie zawiera alkoholu. Dla wszystkich rodzajów cery” pomyślałam, że to brzmi całkiem ciekawie i dość prosto, a nie miliony obietnic co ma robić żel do mycia twarzy. Produkt jest w postaci żelu, a w kontakcie z wodą na twarzy zamienia się w emulsję więc się nie pieni a zamienia się w taki rodzaj mleczka myjącego. Ma bardzo świeży zapach (dobrze, że nie ogórkowy, bo osobiście go nie znoszę). Twarz po użyciu jest czysta, świeża, nie przesuszona. Bardzo przyjemny, prosty, zwykły, nieskomplikowany żel do mycia twarzy choć muszę przyznać, że parę razy przy mojej cerze mieszanej miałam taki trochę niedosyt i uczucie nie idealnej czystej skóry więc dla cery tłustej i trądzikowej może być zdecydowanie za słaby.
Oriflame Pure Skin Shine Control Cream (50 ml / 23 zł)
Wreszcie znalazłam mój idealny, matujący krem na dzień pod makijaż. Pewnie nigdy nie zwróciłabym na niego uwagi w katalogu więc całe szczęście, że dostałam go do testów. Właśnie tak odkrywa się perełki wśród kosmetyków. Efekt matowienia jest genialny. Bardzo łatwo go zauważyć gdy nałożymy go na błyszczącą się buzię. Nakładasz i buzia od razu jest matowa, sucha i gładka. Nie trzeba czekać aż się wchłonie i zadziała. Ten krem robi to za pstryknięciem palcami. Matuje, ale przy tym jest bardzo komfortowy w noszeniu. Skóra na twarzy nie jest ściągnięta czy przesuszona ani też nie reaguje nadmierną produkcją sebum. Efekt matu i nawilżenia na raz? Z tym kremem to możliwe! Świetnie współgra z różnymi podkładami: nie rolują się, nie zmieniają koloru czy konsystencji. Dla mnie osobiście idealny krem na dzień. Tego efektu właśnie oczekuję. Efekt utrzymuję się mniej więcej 8 – 10 godzin. Jeśli chodzi o inne jego właściwości jak zmniejszenie porów czy zapobieganie powstawaniu wyprysków to powiem szczerze, że minimalne efekty są, ale głównym jego atutem jest MAT, MAT i jeszcze raz MAT! Tubeczka jest dość mała i poręczna, ma 50 ml kosmetyku. Krem w swojej konsystencji jest dość tępy w nakładaniu, ale nie jest to jego wadą. Jedyne co mi osobiście przeszkadza to zapach. Dość dziwaczny zapach (mi się kojarzy Z zapachem palonego wosku na cmentarzu – sorry za skojarzenia), który naprawdę może przeszkadzać, ale to tylko jedyny jego mankament. Posiadaczki skóry mieszanej – powinnyście go spróbować! Będziecie zadowolone! 🙂
Avon Planet Spa Luksusowy żel wygładzająco – rewitalizujący na okolice oczu z ekstraktem z czarnego kawioru (15 ml / 25 zł)
Wypaczyłam go parę miesięcy temu na jakieś promocji za 5 zł nie wiedząc o nim nic. Czekał na swoją kolej. Wzięłam go ze sobą na wyjazdowy urlop. Mały, niepozorny, z dość długaśną nazwą, ale…. okazał się bardzo dobrym kosmetykiem. Jestem kobietą jeszcze przed 30-stką więc jeszcze nie mam potrzeby stosowania kosmetyków stricte liftingujących i wygładzającyh, ale przez to, że dużo się maluje parę zmarszczek wokół oczu mi przybyło.  Ten żel to taka lekka forma wygładzającego kremu pod oczy. Faktycznie jest skuteczny, zauważyłam lekkie spłycenie zmarszczek pod oczami choć to nie jest spektakularny efekt na który musimy sobie poczekać przynajmniej miesiąc. Nadaje się zarówno pod oczy jak i na powieki, nie podrażnia śluzówki oka nawet jak dostanie się przed przypadek. Szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu. Ma bardzo ciekawy wygląd, bo jest to przeźroczysty żel opalizujący na fioletowo i złoto i myślałam, że tak samo będzie świecić się skóra, ale na skórze jest kompletnie bezbarwny. Fajne zakończenie tubeczki ułatwia aplikację pod oczami (taka końcówka jak przy zwykłych błyszczykach w tubkach). Niby taki niepozorny, a jednak siłę ma! Polecam spróbować przy kolejnej promocji za 5 zł ;P
To na tyle moich hitów ostatnich miesięcy. Mam nadzieje, że Was nie zanudziłam i dzięki temu wpisowi znalazłyście coś ciekawego dla siebie 🙂
A co Was ostatnio miło zaskoczyło?! Myślałyście, że to nic takiego, a tu… niespodzianka. Podzielcie się tym ze mną w komentarzach. Chętnie poczytam….

Testuję Kosmetyki ORIFLAME: Amazonia Body Cream, HairX Advanced Growth Reviver Conditioner, Pure Skin Shine Control Cream, Oriflame Beauty Smoky Collection Smoky Green

Witajcie :o)

W tej notce zapraszam Was moje Kochane na recenzję już ostatnich kosmetyków Oriflame gigantycznej paczki, którą dostałam do testów (do zobaczenia TUTAJ). 

Produktów było aż 13! Dlatego też piszę notki 3 – 4 kosmetykach na raz, żeby notki nie były zbyt przydługie i monotonne. Jeśli chcecie poczytać moje opinie o wszystkich dotychczasowych kosmetykach Oriflame zapraszam do lektury:

Testuję Kosmetyki ORIFLAME: Oriflame Beauty Colour Pro Eye Shadow Trio, Optimals Matte Touch™ Face Blotting Tissues, Milk & Honey Gold Nourishing Hand & Body Cream, Very Me Nail Graffiti Top Coat

Testuję Kosmetyki ORIFLAME: Tender Care Chocolate Protecting Balm, Swedish Spa Purifying Face Mask, Very Me Double Trouble

Testuję Kosmetyki ORIFLAME: Oriflame Beauty Crystal Base & Top Coat, Feet Up Soothing Foot Cream, Oriflame Beauty Wonder Lash Waterproof Mascara, Oriflame Beauty Studio Artist Concealer

Testuję Kosmetyki ORIFLAME: Optimals Skin Energy Eye Cream, Eternal Gloss, Pure Nature Organic Aloe Vera & Arnica Lip Balm, Cocktails & the City Fashion Addict Body Lotion, Optifresh Fluoride Toothpaste Cavity Protection

Makijaż: Potrójne cienie do powiek Oriflame Beauty Smoky Collection Smoky Green


W tej notce będzie o:
  • Pure Skin Shine Control Cream Krem matujący Pure Skin Shine Control
  • HairX Advanced Growth Reviver Conditioner Wzmacniająca odżywka do słabych włosów HairX
  • Amazonia Body Cream Krem do ciała Amazonia 
  • Oriflame Beauty Smoky Collection Eye Shadow Trio Potrójne cienie do powiek Oriflame Beauty Smoky Collection w kolorze Smoky Green 
Zacznę od kremu, w którym się zakochałam. Mam tutaj na myśli Pure Skin Shine Control Cream. Już dawno czegoś takiego szukałam. Kremów matujących na rynku jest chyba setki… każda marka ma jakiś. Testowała już kilka i każdy z nich albo tak strasznie matowił twarz, że niemiłosiernie ściągał całą twarz, efekt matowienia polegał na wysuszaniu skóry, a nie na nawilżaniu, wszystkie dość wolno się wchłaniały i nie zawsze współpracowały z nałożonym na nie podkładem. Pure Skin Shine Control Cream jest pozbawiony wszystkich tych WAD! 

Efekt matowienia jest genialny. Bardzo łatwo go zauważyć gdy nałożymy go na błyszczącą się buzię. Nakładasz i buzia od razu jest matowa, sucha i gładka. Nie trzeba czekać aż się wchłonie i zadziała. Ten krem robi to za pstryknięciem palcami. Matuje, ale przy tym jest bardzo komfortowy w noszeniu. Skóra na twarzy nie jest ściągnięta czy przesuszona ani też nie reaguje nadmierną produkcją sebum. Efekt matu i nawilżenia na raz? Z tym kremem to możliwe! Świetnie współgra z różnymi podkładami: nie rolują się, nie zmieniają koloru czy konsystencji. Dla mnie osobiście idealny krem na dzień. Tego efektu właśnie oczekuję. Efekt utrzymuję się mniej więcej 8 – 10 godzin. Jeśli chodzi o inne jego właściwości jak zmniejszenie porów czy zapobieganie powstawaniu wyprysków to powiem szczerze, że minimalne efekty są, ale głównym jego atutem jest MAT, MAT i jeszcze raz MAT!
Tubeczka jest dość mała i poręczna, ma 50 ml kosmetyku. Krem w swojej konsystencji jest dość tępy w nakładaniu, ale nie jest to jego wadą. Jedyne co mi osobiście przeszkadza to zapach. Dość dziwaczny zapach (mi się kojarzy Z zapachem palonego wosku na cmentarzu – sorry za skojarzenia), który naprawdę może przeszkadzać, ale to tylko jedyny jego mankament. Posiadaczki skóry mieszanej – powinnyście go spróbować!


Niestety kolejne produkty to totalne niewypały. Zacznę od najgorszego: Wzmacniająca odżywka do słabych włosów HairX. To jest mały, piankowy koszmarek. Jest to odżywka, która ma pomagać odbudować witalność i siłę włosów. Dzięki niej włosy mają wyglądać na grubsze i mocniejsze, dodawać objętości i połysku bez zbędnego obciążania włosów. Wierzcie mi większego badziewia dawno nie używałam. 
Po nałożeniu odżywki na mokre włosy, jak zaleca producent, na głowie robią się stronki, wszystko jest klejące, oklapnięte, matowe i włosy wyglądają jak tydzień nie myte, sztywne. Coś okropnego! Co z tego, że może i efekt wzmocnienia jest, ale włosy wyglądają tragicznie po użyciu. Równie dobrze mogłabym rozbić sobie jajko na głowie i próbować wysuszyć włosy – efekt ten sam.  Naprawdę przestrzegam przed nią!!!
Amazonia Body Cream sam w sobie może nie jest taki zły. Ot taki kremik do wszystkiego. Bardzo lekka, budyniowa konsystencja dzięki, której szybko się wchłania.  Duża pojemność 200 ml. Całkiem fajnie nawilża i już. Nie jest czymś złym, ale też nie zachwycił mnie, bo takich kremów na rynku jest na pęczki. Najbardziej nie podoba mi się zapach, który podobno ma „pobudzać i zachwycać zmysły”. Tak naprawdę mnie odrzuca. Jest to mieszanka roślinnych zapachów (jak świeżo skoszona trwa), ogórka i wody. Nie jestem pewna czy tak pachnie Amazonia?! :/

Na sam koniec Potrójne cienie do powiek Oriflame Beauty Smoky Collection Smoky Green. Tak naprawdę już je zrecenzowałam, bo zamalowała nimi makijaż więc jeśli chcecie zobaczyć je w akcji i przeczytać moją opinię o nich to zapraszam TUTAJ.

Mam do Was pytanie: czy podoba Wam się cała idea takich notek z recenzjami kosmetyków Oriflame? Czy są dla Was przydatne? Proszę o szczerą opinię w komentarzach 🙂

W razie jakichkolwiek pytań o Oriflame lub zapisania się do szeregów Ori w grupie iGO zapraszam na stronę Agi (KLIK).

Makijaż: Potrójne cienie do powiek Oriflame Beauty Smoky Collection Smoky Green

Witajcie :o)

W paczce do testów z Oriflame (KLIK) znalazła się maleńka, potrójna paletka cieni: Oriflame Beauty Smoky Collection Eye Shadow. Jednym, najlepszym testem dla cieni jest oczywiście…. MAKIJAŻ! Po prostu coś zmalujmy, a wszystko będzie jasne! 😉



W cenie 30 zł dostajemy maleńką paletkę z trzema odcieniami o gramaturze 3 g. Moja trafiła się w kolorze Smoky Green (jest jeszcze wersja czarna i brązowa). W sumie ucieszyłam się, że nie są to standardowe kolory… 



Oriflame opisuje, że paletka jest „specjalnie” stworzona do wykreowania tzw. DYMKA! Cienie są o wykończeniu satynowym z lekkim, złotym błyskiem – szczególnie kolor środkowy. Cień pierwszy z palety to rozbielony cielaczek, drugi to średnia zieleń zaś trzeci to mieszanka brązu z khaki. 

Cienie w swojej konsystencji są bardzo „napakowane” powietrzem więc niemiłosiernie się osypują i pylą! To jest pierwsza ich dość duża wada. Jeśli chcecie coś zmalować tą paletką zacznijcie od oczu, a później nakładajcie podkład. 

Niestety same w sobie mają średnią pigmentację (patrz fotka ze swatchami na ręku – tam nie ma bazy). Przy rozcieraniu na ich nieszczęście jeszcze odrobinę tracą na intensywności. 



Aby je wydobyć nałożyłam na powiekę czarną bazę (Maybelline Color Tattoo 24H #60 Timeless Black). Cały makijaż zmalowałam wszystkim trzema kolorami. Kolor zielony nałożyłam na całą powiekę – ten kolor spisał się najlepiej. Zewnętrzny kącik i załamanie powieki podkreśliłam najciemniejszym cieniem – niestety tu najbardziej się zawiodłam. Cienie całkiem fajnie się rozdymiają choć trzeba namachać się pędzelkiem, ale nie można uzyskać fajnego, mocnego, ciemnego efektu. Miałam ochotę sięgnąć po czerń… niestety dokładanie kolejnych warstw ciemnego cienia nic nie daje, nie intensyfikuje go. Najjaśniejszy cień jest dość pudrowy i zbiera się nieestetycznie w zmarszczkach. Kolory nie łączą się ze sobą zbyt płynnie i łatwo. Pędzelek do blendowania to niezbędnik do tej paletki. Zapomnijcie o jakimkolwiek efekcie dymka tym „czymś” dołączonym do paletki zwanym pacynką.



Osobiście jestem rozczarowana! Nie polecam… to grozi wyłącznie pozbyciem się 30 zł z portfela. 

Osypywanie się, średnia pigmentacja i brak efektu „wow” na oku dla mnie dyskwalifikuję tą paletkę od razu. W tej cenie można mieć coś znacznie lepszego. Może mam zbyt wygórowane oczekiwania, ale same oceńcie…. 


W razie jakichkolwiek pytań o Oriflame lub zapisania się do szeregów Ori w grupie iGO zapraszam na stronę Agi (KLIK).

Testuję Kosmetyki ORIFLAME: Optimals Skin Energy Eye Cream, Eternal Gloss, Pure Nature Organic Aloe Vera & Arnica Lip Balm, Cocktails & the City Fashion Addict Body Lotion, Optifresh Fluoride Toothpaste Cavity Protection

Witam Was Kochane Moje w kolejnej notce pt. „Testuję Kosmetyki ORIFLAME”.


Tym razem pod lupę wzięłam:
  •  Optimals Skin Energy Eye Cream Krem pod oczy Optimals Skin Energy
  • Eternal Gloss Błyszczyk do ust Eternal w kolorze Eternal Pink
  • Pure Nature Organic Aloe Vera & Arnica Lip Balm Kojący balsam do ust z organicznymi ekstraktami z aloesu i arniki
  • Cocktails & the City Fashion Addict Body Lotion Balsam do ciała Cocktails & the City Fashion Addict 
  • Optifresh Fluoride Toothpaste Cavity Protection Pasta do zębów Optifresh przeciw próchnicy 

Zacznę od produktu, który jest tak oczywistym kosmetykiem w naszej łazience… czyli Pasta do zębów Optifresh przeciw próchnicy. Jej akurat nie dostałam do testów, a sama ją sobie kupiłam. Pomyślałam sobie: „Pasta jak pasta, wielka tuba 125 ml będzie w sam raz!”. Jakież było moje zdziwienie, że zwykła  pasta może okazać się ZŁA! Męczyłam się z nią chyba ze 3 miesiące, tubka nie miała końca… Zaraz po umyciu zębów tą pastą miałam ochotę umyć je jeszcze raz i jeszcze raz, wydawały mi się niedomyte. Kiepsko zmywa osad ze zębów, a miętowy smak i zapach w ustach zostaje nam dosłownie na 5 minut. Normalnie kosztuje 19 zł za tubkę! SZOK!!! Okropna pasta, przestrzegam!!!

Spokojnie to jedyny bubel w tej recenzji. Teraz przejdziemy to tych przyjemnych kosmetyków. O błyszczyku do ust Eternal muszę wspomnieć, bo jestem nim osobiście oczarowana! 


Mój trafił się w kolorze Eternal Pink. Jest to dość naturalny odcień różu w zimnej tonacji. W sumie kolorów jest 5 odcieni. Oriflame określa go jako „Nasz najtrwalszy błyszczyk”. Coś w tym jest… ja bym go określiła jako połączenie błyszczyku i szminki w jednym. Ma prostotę nakładania i lekki błysk błyszczyka, ale za to trwałość i właściwości pielęgnacyjne szminki. Ma dość gęstą konsystencję, ale dzięki bardzo miękkiej gąbeczce w kształcie serca niezwykle łatwo się go nakłada, nawet bez lusterka. Ma bardzo słodki, landrynkowy zapach. Błysk jaki daje jest dość subtelny, powiedziałabym taki „szminkowy” aniżeli „błyszczykowy”. Na ustach daje wykończenie szminki, bez zbędnego brokatu czy drobinek. Nosi się go niezwykle komfortowo ponieważ mam poczucie, że świetnie nawilża usta i można jeść i pić, a on nadal jest na ustach. Odrobinkę się klei, ale jeśli ma być trwały to niestety taki musi być. Kosmetyk, który z czystym sumieniem poleciłabym każdej z Was! 🙂


Teraz coś z pielęgnacji choć nie do końca wrzuciłabym ten kosmetyk do tej kategorii. Mówię tutaj o Balsamie do ciała Cocktails & the City Fashion Addict. Jest to typowy Body Lotion o bardzo lekkiej konsystencji, który wchłania się w 5 sekund. Ale co jest w nim takiego wyjątkowego?! To są perfumy w postaci balsamu! Balsam ten został wzbogacony wyrazistym aromatem malin, kakao i piżma. Zapach jest wyjątkowo seksowny! To jest taki balsam na wyjście na imprezę: smarujemy się, wchłania się w kilka sekund więc możemy od razu się ubrać i uwodzić długotrwałym zapachem całą noc! Kiedy po kremowałam się tym balsamem mój facet nie mógł się ode mnie oderwać. Zapach OBŁĘDNY, ale dość słodki! Balsam do uwodzenia Dziewczyny! ;P


Zostajemy w temacie pielęgnacji. Mała rzecz, a robi wszystko… Pure Nature Organic Aloe Vera & Arnica Lip Balm. Fajny sztyfcik pielęgnacyjny na cały rok. Łagodzi, bardzo dobrze nawilża i nadaje miękkość ustom, wydajny, pięknie pachnie, dość intensywnie także smakuje. Wbrew temu co napisało Oriflame w opisie tego balsamu nie nadaje ustom połysku, bo wchłania się jak krem. Lecz od razu poprawia stan ust i cały czas pachnie. Niezastąpiony w zimowe dni!

Na koniec także pielęgnacja. Z Kremem pod oczy Optimals Skin Energy wiąże się mała anegdotka. Moja przyszła szwagierka (Pozdrawiam ;P) jak zobaczyła u mnie na blogu, że dostałam ten krem do testów to zapytała się czy go jej nie odsprzedam, bo akurat nie był dostępny w sprzedaży w danym katalogu, a jest to jeden z ulubionych kremów jej mamy i bardzo chciała go jej sprezentować. Zgodziłam się! 🙂 Więc tak naprawdę nie ja go testowałam. Specjalna formuła kremu pod oczy z nawilżająco – ochronną witaminą C, cząsteczkami odbijającymi światło, które dodają blasku i minerałami zapewniającymi cerze zdrowy wygląd. Przywraca naturalny, promienny wygląd skórze okolic oczu. Otwiera oko, unosi powiekę, dodaje energii, niweluje oznaki zmęczenia. Ten krem daje pewien efekt liftingu. Czego chcieć więcej…
Zapraszam Was serdecznie do przeglądnięcia katalogu 13 (KLIK), który ważny jest do 22.09.2013r. 


W razie jakichkolwiek pytań o Oriflame lub zapisania się do szeregów Ori w grupie iGO zapraszam na stronę Agi (KLIK).

Testuję Kosmetyki ORIFLAME: Oriflame Beauty Crystal Base & Top Coat, Feet Up Soothing Foot Cream, Oriflame Beauty Wonder Lash Waterproof Mascara, Oriflame Beauty Studio Artist Concealer

Witam Was Kochane Moje w kolejnej notce pt. „Testuję Kosmetyki ORIFLAME”. 




Tym razem na tapecie są:

  • Oriflame Beauty Crystal Base & Top Coat czyli Emalia 2 w 1 Oriflame Beauty
  • Feet Up Soothing Foot Cream czyli Kojący krem do stóp Feet Up
  • Oriflame Beauty Wonder Lash Waterproof Mascara czyli Wodoodporny tusz do rzęs Oriflame Beauty Wonder
  • Oriflame Beauty Studio Artist Concealer czyli Korektor Oriflame Beauty Studio Artist

 
Kiedy pierwszy raz sięgnęłam po emalię Oriflame Beauty Crystal Base & Top Coat pomyślałam sobie: „Pewnie kolejny lakier bezbarwny, który ma zdziałać cuda, jasne!? :/”. Ale powiem Wam… polubiliśmy się od pierwszej aplikacji na pazurki. Ten lakier może pełnić dwie funkcje: bazy pod lakier kolorowy oraz jako top coat czyli lakier nawierzchniowy. Jako baza sprawdza się genialnie! Świetny, silikonowy pędzelek nakłada odpowiednią ilość lakieru, nie jest przesiąknięty produktem dzięki czemu nakłada równą, zgrabną warstwę lakieru. Kiedy skończycie nakładać go jako bazę na ostatni paznokieć, pierwszy już jest suchy. Wysycha na pół – matowo. Dzięki tej emalii lakier kolorowy gładko się nakłada, idealnie rozkłada na płytce paznokcia i trzyma się na nim o 2 – 3 dni dłużej. Co mnie zaskoczyło najbardziej to to, że świetnie chroni płytkę paznokcia przed przebarwieniami od mocnych kolorów takich jak żółć, zieleń czy czerń. Po zmyciu płytka jest idealnie gładka, zadbana, jasna i nie łuszczy się jak by była dodatkowo nawilżona
Jako top coat sprawdza się dobrze. Nie jest to może niezniszczalny Seche Vite dzięki któremu po 5 minutach od nałożenia możemy zmywać gary, ale też radzi sobie całkiem całkiem choć musimy poczekać do jego wyschnięcia jakieś dobre 10-15 minut :/. Przedłuża trwałość lakieru ok. 2 – 3 dni czyli nasz lakier kolorowy ma szansę przeżyć na naszych pazurach ok. 5 – 7 dni. Nie daje też takiego super błysku jak Seche Vite, ale odpowiednio nabłyszcza i zabezpiecza lakier kolorowy. 
Oriflame Beauty Crystal Base & Top Coat zawiera w sobie proszek diamentowy o właściwościach utwardzających, wzmacniających i nabłyszczających za jednym razem więc właśnie w tym proszku jest zaklęta cała skuteczność tego produktu. 
Najbardziej zakochałam się w jego skuteczności jako baza, jest o niebo lepszy od zwykłych odżywek! Polecam GORĄCO! Dla mnie to HIT!


Kolejnym kosmetykiem, do którego podeszłam z dużą dozą ostrożności i niedowierzania jest Feet Up Soothing Foot Cream. Mam bardzo duży problem z maksymalnie suchymi i pękającymi piętami więc u mnie zwykłych, prosty kremik do stóp się nie sprawdza. Także ten krem miał okazję zadziałać w mega trudnych warunkach. I co, zadziałał?! Powiem Wam… chylę czoła nad tym produktem. Niby niepozorny kremik o dość tępej, niezbyt tłustej konsystencji, ale ma bogate wnętrze. Został wzbogacony łagodzącym wyciągiem z kwiatu pomarańczy i olejkiem z kiełków pszenicy o działaniu nawilżającym. Odżywia, zmiękcza i koi suchą i szorstką skórę stóp. Przez ten dość bogaty skład nie wchłania się zbyt szybko, raczej polecam go jako krem na noc, nałożony grubą warstwa i na to skarpetki. Rano stopy jak marzenie! Sucha skóra pięknie nawilżona, a pęknięcia spłycone i powoli się goją. Nie wiem dlaczego nawali go kojącym kremem do stóp, bo nie ma efektu chłodzenia, ale zapach jest dość rześki (mieszanka pomarańczy, mięty i nut zmielonego zboża). Doczytałam się także, że w składzie ma też mocznik i to nawet na 4 pozycji więc tym bardziej wiem skąd tak SKUTECZNE działanie tego kremu. Jeśli macie tak duże problemy ze skórą stóp to KONIECZNIE go spróbujcie! 🙂

Kolej na konfrontację z bestsellerem Ori czyli sławna maskara Wonder Lash, ale w wersji wodoodpornej – Oriflame Beauty Wonder Lash Waterproof Mascara. Kupuję maskary wodoodporne, ale nie dla ich właściwości ochronnych przed wodą, a dla trwałego efektu podkręcenia rzęs. Maskary wodoodporne po nałożeniu bardzo szybko zasychają i „zamrażają” podkręcenie rzęs po zalotce co dla mnie osobiście jest bardzo ważne. Ale zanim przejdę do efektu samej maskary należy wspomnieć o jej ciekawej szczoteczce. Silikonowa, dość cienka, która ma z jednej strony długie włoski (coś na kształt grzebyczka), a z drugiej bardzo króciutkie co ma ułatwiać aplikację. Jestem posiadaczką bardzo krótkich i sztywnych rzęs więc powiem Wam szczerze, że nie do końca ta szczoteczka ułatwia aplikację. Włoski są faktycznie fajne skonstruowane, ale bardzo rzadko rozłożone na szczoteczce. Tusz sam w sobie jest dość mokry i wodnisty w swojej konsystencji. Tusz podkreśla rzęsy w sposób bardzo naturalny, odrobinę wydłuża, całkiem ładnie i dokładnie rozdziela rzęsy, nie rozmazuje się ani nie kruszy. 

Ale NIESTETY dla mnie nie ma efektu: „WOW Pięknie rzęsy”. Ani nie pogrubia, ani nie zwiększa objętości ani nie sprawi magicznie z naszych rzęs przysłowiowych firanek. Dodatkowo jest mega wodoodporny więc bardzo ciężko go zmyć nawet produktami do demakijażu wodoodpornego. Efekt tej maskary macie na zdjęciu, same oceńcie. Jak dla mnie kiepski! :o/ Czuję się rozczarowana…


Na koniec zostawiłam kosmetyk, który swoją nazwą wprowadza nas w duży błąd co do swojego działania. A mowa tu o Oriflame Beauty Studio Artist Concealer. Pierwsze co przychodzi nam na myśl pod hasłem „korektor” to dobre krycie, maskowanie niedoskonałości i niwelowanie przebarwień. Idąc takim torem myślenia totalnie się rozczarujecie! Ten kosmetyk nazwałabym „niewidzialnym czarodziejem”. Już wyjaśniam dlaczego… Zawarty w tym korektorze kompleks Illuma-Flair rozprasza światło i widocznie minimalizuje zmarszczki oraz niedoskonałości cery – przebarwienia i popękane naczynka, które znikają pod cienką warstwą korektora. Ten korektor nie na ani minimum krycia, a jednak dzięki grze światła niedoskonałości znikają. Uzyskany efekt to idealna skóra, która wygląda całkowicie naturalnie. Składniki nawilżające zapewniają lekkość i komfort noszenia. Oczywiście jeśli macie duże zasinienia pod oczami i chcecie je ukryć ten korektor tego nie zrobi, bo nie ma takiego krycia, ale nałożony na inny, mocniej kryjący korektor niweluje jego efekt pudrowości, zbierania się w zmarszczkach, ciężkości. Efekt jaki daje to pięknie rozświetlona, promienna cera, bardzo naturalna bez grama rozświetlających drobinek czy brokatu, nie widoczny i niewyczuwalny na twarzy, ultralekki. Po prostu MAGIA!!! Nałożony w strategicznych partiach twarzy tzn. czoło, grzbiet nosa, broda, okolica pod oczami czy skronie pięknie wydobywa i rozjaśnia! Kolor Light jest świetnym, bardzo jasnym odcieniem beżu z maleńką, rozświetlającą nutą różu. Nie myślcie o nim jak o korektorze, a raczej jak o rozświetlaczu bez drobinek. Magia, mówię Wam magia…
Zapraszam Was serdecznie do przeglądnięcia katalogu 8 (KLIK), który ważny jest do 09.06.2013r. 
W razie jakichkolwiek pytań o Oriflame lub zapisania się do szeregów Ori w grupie iGO zapraszam na stronę Agi (KLIK).


Testuję Kosmetyki ORIFLAME: Tender Care Chocolate Protecting Balm, Swedish Spa Purifying Face Mask, Very Me Double Trouble

Witajcie :o)

Podobno od przybytku głowa nie boli, ale co za dużo to nie zdrowo! 😉 Po otrzymaniu dość pokaźnej paczki od Oriflame do testów (KLIK) postanowiłam, że powoli, kosmetyk po kosmetyku będę sobie je próbować i testować, aby przekonać się czy kosmetyki z katalogów są czegoś warte. 
Na pierwszy ogień poszły 3 kosmetyki:

  • Tender Care Chocolate Protecting Balm Czekoladowy krem uniwersalny Tender Care
  • Swedish Spa Purifying Face Mask Oczyszczająca maseczka do twarzy Swedish Spa 
  • Very Me Double Trouble Kredka do powiek Very Me Double Trouble w kolorze Electric Purple 












Aż wstyd się przyznać, że jeszcze nigdy nie miałam w swojej kosmetyczce bestselleru Oriflame jakim jest Tender Care Chocolate Protecting Balm Czekoladowy krem uniwersalny Tender Care. Teraz już wiem dlaczego to bestseller! To 15 ml maleństwo doskonale nawilża, odżywia i koi suchą, spierzchnięta skórę, natychmiast przywraca jej uczucie miękkości. Niezwykłe połączenie wosku pszczelego, witaminy E i substancji zmiękczających. Kremik uniwersalny i wielozadaniowy: na spierzchnięte usta, na suche skórki przy paznokciach, na łokcie, na kolana, wszędzie tam gdzie potrzebujesz mocnego i szybkiego nawilżenia. Ma bardzo bogatą i tłustą konsystencję i nieziemski zapach! Mój jest w wersji czekoladowej – pachnie jak czekoladki z bombonierki, ale macie do wyboru także o zapachu waniliowym, kokosowym, wiśniowym, migdałowym, karmelowym, a dla nie lubiących jakichkolwiek zapachów jest też wersja klasyczna (różowe opakowanie) bez zapachu! Dla każdego coś dobrego… Moje czekoladowe maleństwo ląduje w mojej torebce, żeby zawsze mieć je pod ręką. Kocham to! 😉
Miałam już okazję testować maseczkę z Oriflame, ale była ona z linii Pure Nature (KLIK Pure Nature Organic Jasmine Extract Exfoliating Peel-off Mask: Złuszczająca maseczka Pure Nature z organicznym ekstraktem z jaśminu), na której strasznie się zawiodłam. Więc do kolejnej maseczki podeszłam trochę jak pies do jeża. A o czym mowa? Tym razem jest to maseczka z linii Swedish Spa Purifying Face Mask Oczyszczająca maseczka do twarzy Swedish Spa.

 

50 ml tubka zawiera naprawdę genialny kosmetyk, a mianowicie maseczkę o kremowej, bogatej konsystencji, ale nie tępej w aplikacji. Zostawiamy ją na 10 minut na twarzy i spłukujemy wodą. Maseczka ma bardzo świeży, energetyzujący zapach i sympatyczny, miętowy kolor. Przez pierwsze 3-4 minuty po aplikacji czuje się jej działanie na twarzy (lekkie szczypanie, pieczenie) i  lekki efekt chłodzenia. Później maseczka całkowicie wysycha na naszej twarzy i można ją spłukać. Maseczka ma za zadanie uwolnić naszą skórę od szkodliwych toksyn. Maseczka doskonale przygotowuje cerę na przyjęcie składników odżywczych tj. krem czy serum. Zawiera kompleks Hydracare+, oczyszczający malachit i glinkę białą bogatą w cenne mikroelementy i minerały. Efekt: genialnie oczyszczona, lekko ściągnięta, matowa cera. Świetny produkt do cery tłustej i mieszanej. Super oczyszcza, odświeża i matuje skórę, a dodatkowo widocznie zwęża pory! co w sumie nie ma w pierwotnym założeniu, więc robi nawet więcej niż musi. Pamiętajcie tylko, że nie warto trzymać jej dłużej na buzi dlatego, że może przesuszyć. Wydaje mi się także, że właścicielski cery suchej mogą być rozczarowane, bo jednak ta maseczka ma efekt matowienia i ściągnięcia skóry także polecałabym tylko posiadaczką cery normalnej, mieszanej oraz tłustej. Warto na nią zwrócić uwagę przy przeglądaniu kolejnego katalogu, bo ma naprawdę genialne działanie!
Na koniec zostawiłam sobie BUBEL! Mowa tutaj o Very Me Double Trouble Kredka do powiek Very Me Double Trouble w kolorze Electric Purple. Dwa odcienie w jednej kredce to super pomysł na efektowny makijaż niestety tu efektu NIE BĘDZIE! Kredka jest ekstremalnie twarda, tępa, sucha, przy rysowaniu kreski dziwacznie się roluje (co widać na zdjęciu) a do tego ma kiepską pigmentację. Połączenie kolorów bardzo fajne, ale nie ma szans, aby narysować jakąkolwiek kreskę na powiece bez zrobienia sobie krzywdy na oku. Omijajcie ją szerokim łukiem, bo jej użycie może być bolesne. Nazwa tego kosmetyku mówi sama za siebieDOUBLE TROUBLE!


Do zobaczenia w kolejnych odsłonach TESTUJĘ KOSMETYKI ORIFLAME 😉

W razie jakichkolwiek pytań o Oriflame lub zapisania się do szeregów Ori w grupie iGO zapraszam na stronę Agi (KLIK)

Testuję Kosmetyki z Oriflame: Moje spostrzeżenia i Faworyci

Witajcie :o)

Z początkiem miesiąca (KLIK) dostałam 5 kosmetyków z Oriflame do przetestowania od Agi z  http://www.aga.oristart.pl/aktualnosci/
Wszystko przetestowałam, zmacałam, ponosiłam i mam swoich faworytów. W takim razie zapraszam Was na recenzję kosmetyków Oriflame. Kolejność kosmetyków nie jest przypadkowa ponieważ zacznę od najlepszych moim zdaniem, a skończę na tych, które nie zbyt podbiły moje serce.

Bezkonkurencyjnym faworytem jest Oriflame Beauty Colour Pro Eye Shadow Trio: Cienie do powiek Oriflame Beauty Colour Pro w kolorze Smoky Brown (cena: 37 zł/2,7 g).

Dobrze wiecie, że jestem cieniomaniaczką i o cieniach wiem prawie wszystko. Nie wiele może mnie w tej kwestii zaskoczyć, a jednak zaskoczyło i to POZYTYWNIE!! 😉 Paletka wielkości dwóch złotówek, mieszcząca w sobie idealnie zgrane trio cieni w świetnych kolorach. Rozświetlający cień jest o wykończeniu satynowym, a dwa pozostałe maty (szary brąz i mysia szarość) są aksamitne w swojej strukturze. 

Cienie z wielką łatwością się nakładają, rozcierają i łączą ze sobą nawzajem. Ich formuła jest bardzo aksamitna i jedwabista. Nie osypują się i nie robią prześwitów. Paletka jest tak uniwersalna, że można zmalować nią jednocześnie dzienny, lekki makijaż aż po mocne, wieczorowe Smokey Eye. Do tego środkowy, szary brąz jest idealny do podkreślania brwi. Paletkę tą nazwałabym ideałem dla podróżujących: w niewielkich rozmiarach mieszczą się wszystkie cienie do kompletnego makijażu oczu i brwi. Z resztą same zobaczcie efekt Smokey Eye przy użyciu wyłącznie tej paletki (dodałam tylko czarną kredkę). 




Jako drugie moje serce podbiły Optimals Matte Touch™ Face Blotting Tissues: Bibułki matujące do twarzy Optimals (cena: 20 zł/1 op=50 sztuk).

Już dawno nosiłam się z zakupem bibułek matujących. Teraz gdy używam tych z Oriflame nie wiem jak wcześniej mogłam się bez nich obejść. 



W maleńkim, poręcznym opakowaniu mieści się z 50 sztuk. Zmieszczą się do każdej, nawet najmniejszej, damskiej torebki dlatego zawsze mogą być z Tobą gdy tylko ich potrzebujesz. Opakowanie ma bardzo fajny system wyjmowania pojedynczej bibułki: przy otwieraniu bibułka przykleja się do naklejki na opakowaniu dzięki czemu jednym ruchem wyjmujemy bibułkę. 


Sama bibułka jest ultra cienka, ale jednocześnie mega chłonna! Praktycznie jedną bibułką usuniemy sebum z całej twarzy. Bibułka nie narusza ani podkładu czy też pudru więc nasz make up po użyciu tej bibułki znów jest idealny i odświeżony bez uszczerbku. 
Kolejny ulubieniec to Milk & Honey Gold Nourishing Hand & Body Cream: Odżywczy krem do rąk i całego ciała Milk & Honey Gold (cena: 37 zł/250 ml).
Kosmetyk bardzo uniwersalny i dla każdego. Pokusiłabym się o stwierdzenie: DLA CAŁEJ RODZINNY, DO WSZYSTKIEGO! Bardzo lekki krem o konsystencji budyniu o słodkim zapachu miodu zamknięty w fantazyjnej kuli jako opakowanie. 



Ten krem jest dla takich „leniuchów” i „niecierpliwców” jak ja. Smarujemy np. dłonie, odczekujemy 5 sekund i możemy wracać do swoich zajęć. Nie ma tłustego filmu, nic się nie lepi, a dłonie są świetnie nawilżone i słodko pachną. Krem do szybkich akcji – kremujemy się i jesteśmy gotowe do wyjścia. Dla każdego typu skóry i dla każdego – nawet mojemu facetowi się spodobał, a nie lubi żadnych „babskich” kremików ;P

Dobry, aczkolwiek nie idealny okazał się Very Me Nail Graffiti Top Coat Lakier pękający Very Me Nail Graffiti w kolorze Blue (cena: 18 zł/8 ml).

Szał na tzw. „pękacze” już jakiś czas temu przeszedł, ale nadal uważam, że to całkiem fajnym sposób na urozmaicenie swojego manicure.



Lakier ten ma bardzo fajny, mały, dość precyzyjny pędzelek, którym bardzo szybko i łatwo nakłada się lakier. Lakier bardzo ładnie i szybko pęka tworząc równe wzory. Niestety jest dość wodnisty i przez to jest mało kryjący. Pęknięcia są bladego koloru i tworzą prześwity. Oczywiście jak każdy pękacz jest matowy zaraz po aplikacji i trzeba gu utrwalić top coat’em ponieważ sam w sobie nie jest trwały. Jego plusem na pewno jest świetny kolor blue. 

Niestety najbardziej rozczarowała mnie Pure Nature Organic Jasmine Extract Exfoliating Peel-off Mask: Złuszczająca maseczka Pure Nature z organicznym ekstraktem z jaśminu (cena: 20 zł/50 ml).



Jest to maseczka typu peel – off z organicznym ekstraktem z jaśminu do cery normalnej i mieszanej, która ma za zadanie usuwać martwy naskórek i rozjaśniać cerę. Maska jest całkowicie przeźroczysta o dość słodkim i mdlącym zapachu. Faktycznie wystarczy jej 20 minut, aby całkowicie zastygnąć i zejść jednym płatem z całej twarzy. Niestety efekty są dość mierne. Skóra po tej maseczce jest… hmmm… no właśnie?! Praktycznie efektów brak! Skóra jest tylko troszeczkę milsza w dotyku, ale nie ma pięknego kolorytu, kiepsko oczyszczona, a efekt utrzymuje się dosłownie raptem 1-2 dni. Nic szczególnego.


PODSUMOWUJĄC: Paletka Beauty Colour Pro Eye Shadow Trio zostaje ze mną, bo strasznie spodobała mi się do podkreślania brwi, Bibułki matujące do twarzy Optimals już na zawsze zagoszczą w mojej torebce, Odżywczy krem do rąk i całego ciała Milk & Honey Gold ląduje w jakimś strategicznym miejscu mojego domu, żebym mogła w każdej chwili sięgnąć po dobry krem do rąk. Lakier pękający Very Me Nail Graffiti nie jest idealny, ale zawsze się przyda to urozmaicenia mojego manicure. Niestety Złuszczająca maseczka Pure Nature z organicznym ekstraktem z jaśminu się nie sprawdziła, a szkoda. 



Testuj Kosmetyki z Oriflame

Witajcie :o)


Parę dni temu dostałam propozycję zostania testerką kosmetyków Oriflame od Pani Agnieszki z http://www.aga.oristart.pl/korzysci-i-nagrody/



Pewnie większość z Was zna doskonale katalogową markę Oriflame. Powiem Wam szczerze, że jakbyście mnie obudziły w nocy o północy i zapytały co jest dobrego w Oriflame odpowiedziałabym pewnie: „Nie wiem”. Nie wiedzieć dlaczego nigdy nie ciągnęło mnie do ich kosmetyków. Nie dlatego, że uważam je za złe tylko bardzo mało miałam z nimi styczność. 

Dzięki Pani Agnieszce będę miała okazję diametralnie zmienić swoje zdanie o kosmetykach Oriflame. A co dostałam do testów:
Milk & Honey Gold Nourishing Hand & Body Cream: Odżywczy krem do rąk i całego ciała Milk & Honey Gold

Pure Nature Organic Jasmine Extract Exfoliating Peel-off Mask: Złuszczająca maseczka Pure Nature z organicznym ekstraktem z jaśminu

Oriflame Beauty Colour Pro Eye Shadow Trio: Cienie do powiek Oriflame Beauty Colour Pro w kolorze Smoky Brown



Optimals Matte Touch™ Face Blotting Tissues: Bibułki matujące do twarzy Optimals

Very Me Nail Graffiti Top Coat Lakier pękający Very Me Nail Graffiti w kolorze Blue




Zestaw do testów wybrała mi sama Pani Agnieszka bez konsultacji ze mną przeczytawszy tylko mojego bloga i powiem Wam, że sama bym lepiej tej paczki dla siebie nie skomponowała. Podoba mi się, że jest i pielęgnacja i kolorówka. Idealnie wyważone. Taką paczkę będę z przyjemnością testować!!! 😀

A jakie jest Wasze zdanie o kosmetykach Oriflame?! Lepsze od innych katalogówek? Co miałyście i co polecacie osobiście?