Promocyjne szaleństwo czyli… – 40% w Rossmannie i SuperPharm – moje łupy

Witajcie

Drogerie totalnie powariowały i zafundowały Nam na koniec listopada promocję – 40% i w Rossmannie i w SuperPharm i w Hebe!

IMG_0038 Continue reading

Kosmetyczne HITY: Lipiec, Sierpień, Wrzesień 2013

Witajcie
Korzystając z przymusowego wolnego (paskudne przeziębienie) postanowiłam napisać dla Was notkę o moich ulubieńcach ostatnich miesięcy. Mimo, że mnie nie było na blogu w lipcu i sierpniu dużo kosmetyków przewinęło się przez moje ręce. Wybrałam te, z których korzystam na co dzień lub wracam za każdym razem gdy ich potrzebuję.
Zapraszam Was na przyjemną lekturę moich Kosmetycznych Hitów: Lipca, Sierpnia i Września 2013 roku. 😉
Zacznę od makijażu, bo jest tego znacznie mniej, ale za to treściwie. W ciągu tych kilku miesięcy miałam parę ważniejszych wyjść. Na takie okazje najlepiej sprawdzają się kosmetyki do zadań specjalnych, o przedłużonym działaniu, które sprawią, że makijaż będzie naprawdę trwały i wyjątkowy.
Mariza Selective Matująca Baza pod makijaż (15 ml / 28,80 zł)
Dobra baza pod makijaż to niezbędnik makijażu ślubnego czy wieczorowego, ale ta baza jest na tyle dobra i bezpieczna, że świetnie służy także na co dzień a to rzadkość. Baza ta daje jedwabiście matowe wykończenie. Skóra jest satynowa, ale matowa! Intensywnie wygładza powierzchnię skóry, zmniejszając widoczność rozszerzonych porów i innych niedoskonałości. Dodatek witaminy E nie dopuszcza do nadmiernego przesuszenia naskórka, a jednocześnie reguluje nadprodukcję sebum. Baza usprawnia aplikację każdego podkładu. Niezastąpiona w sytuacji, kiedy chcesz mieć perfekcyjny makijaż przez cały dzień, ale bez konsekwencji obciążania skóry czy zapychania porów. Bardzo wydajna, bo już niewielka ilość wystarczy na całą twarz. U mnie sprawdził się przy makijażu ślubnym gdzie musi przetrwać w idealnym stanie całą noc, ale też w makijażu dziennym gdzie nie mam obawy, że obciąży moją skórę czy podrażni! IDEALNA!
Rimmel Lasting Finish by Kate Lipstick (4 g / ok 18 zł)
Według mnie to NAJLEPSZA drogeryjna szminka. Są MEGA trwałe, genialnie nawilżają usta i mają mocne, kryjące kolory. Będąc na weselu złapałam się na tym, że po zjedzeniu obiadu pobiegłam do łazienki, bo byłam przekonana, że pół szminki na pewno zjadłam. Byłam mocno zszokowana patrząc się w lustro i widząc, że praktycznie szminka na ustach jest nienaruszona. Przez całą tą noc poprawiłam ją może razy czy dwa! Teraz już wiem, że idealna i trwała czerwień na ustach (i nie tylko) to wyłącznie szminka od Rimmel. Tylko w przypadku tej szminki mam 100% pewność, że moje usta będą wyglądać obłędnie przez wiele godzin.
 Ardell Natural Demi Wispies Black (para / ok 15 zł w internecie)
Niestety natura nie obdarzyła mnie bujnymi i pięknymi firankami rzęs. Sztuczne rzęsy dają naprawdę efekt wow szczególnie w makijażu wieczorowym, ale jednak są troszeczkę problemowe w aplikacji i jednak widoczne. Rzęsy Ardell to już zupełnie inna bajka! Niezwykle łatwo się zakładają, lekko i idealnie noszą, wyglądają niezwykle naturalnie jak na sztuczne rzęsy. Świetny, koci kształt. Mają bardzo cieniutką żyłkę dzięki czemu bardzo łatwo ją ukryć. Według mnie powinny być pierwszym wyborem dla początkujących z sztucznymi rzęsami, bo prawie same się nakładają. Do tego są bardzo trwałe, bo te, które widzicie na zdjęciu były już używane kilkakrotnie i nadal są w dobrym stanie. Można je nawet delikatnie czyścić w płynie do demakijażu i będą jak nowe. Szkoda, że moje własne, prawdziwe rzęsy nie są takie jak te Ardell… :/
Oriflame Neo Chic Nail Polish w kolorze Mint Pear (szt. / 20 zł)
Wreszcie znalazłam idealny odcień mięty! Przepiękny, pastelowy, kremowy kolor mięty. Nie za niebieski, nie za zielony. Wystarczą tylko dwie warstwy do pełnego krycia i trzyma się niezwykle długo na pazurach. Wygląda kobieco, świeżo i elegancko. Idealny na lato i nie tylko…
Przejdźmy teraz do pielęgnacji. Tym razem sprawdziły się u mnie kosmetyki dość tanie, łatwo dostępne, drogeryjne lub z katalogów. Tanie nie znaczy gorsze…
L’oreal Elseve Eliksir Upiększający dla włosów farbowanych (100 ml / ok 40 zł)
To jest mój HIT TEGO ROKU! Olejków wszelkiej maści bałam się jak diabeł święconej wody. Tłuste, obciążają włosy, można je stosować jako kuracja, ale na noc. Takie działanie nie przy mojej fryzurze. I oto objawienie! Kupiłam ten olejek przy okazji promocji w SuperPharmie. Po pierwszym użyciu zakochałam się i tak jesteśmy razem dzień w dzień już od pół roku. Bogata formuła o lekkiej, nietłustej konsystencji doskonale odpowiada na potrzeby włosów farbowanych, chroniąc je przed negatywnym działaniem promieni słonecznych oraz wypłukiwaniem się koloru. Podkreśla żywy i wyrazisty kolor, pielęgnując, dyscyplinując i dodając włosom blasku oraz miękkości bez obciążania fryzury! Powstał z unikalnego połączenia sześciu ekstraktów z olejków kwiatowych (lotos, rumianek, gardenia tahitańska, maruna, róża oraz len). Można ją stosować codziennie: na suche włosy chroniąc podczas stylizacji oraz aby je wygładzić, nadać blasku, na mokre włosy, aby ułatwić rozczesywanie, chronić przed gorącym powietrzem suszarki czy też jako codzienna odżywka bez spłukiwania lub jako wyrafinowane wykończenie fryzury dla nadania połysku i zdyscyplinowania włosów. We wszystkich tych trzech kombinacjach sprawdza się świetnie, ale w przypadku moich krótkich włosów najlepszy efekt jest gdy nakładam ten eliksir na mokre włosy. Na suche włosy efekt jest na tyle mocny (włosy bardzo miękkie, błyszczące, lekkie, sypkie), że utrudnia to mi układania mojego irokeza. Ale dla właścicielek długich włosów to będzie najlepsza metoda na ten olejek. Tak czy siak jak by go nie stosować jest GENIALNY! Do tego wszystkiego bardzo wydajny, bo obdarowałam nim parę osób, a nadal nie dotarłam nawet do połowy opakowania. Jedna lub dwie pompeczki jak dla mnie na co dzień wystarczą.
PharmaCF Venus Pianka do golenia z ekstraktem z żurawiny (200 ml / ok 5 zł)
Piankę Venus można dostać dosłownie wszędzie, nawet w hypermarketach. Tania i skuteczna. Wcześniej miałam wersje z melonem, ale dopiero ta z żurawiną tak naprawdę mnie zachwyciła. Pianka jest bardzo tania, wydajna, gęsta i świetnie trzyma się skóry przy depilacji. Wyciąg z żurawiny wzbogacony witaminą E ma silne działanie regenerujące i nawilżające jednocześnie. Składniki aktywne działają kojąco i łagodząco – skóra pozostaje optymalnie nawilżona, wygładzona i wyciszona. Zauważyłam nawet, że po goleniu z tą pianką odrastające włoski nie wrastają. Do tego ma świetny zapach owoców leśnych! Czego chcieć więcej?! 🙂
On Line Harmony Sól pieniąca do kąpieli Figa (600 g / ok 6,50 zł)
Dostałam ją do testów od Forte Sweden. Jak ją zobaczyłam to sobie pomyślałam: „Sól jak sól. Co może być bardziej odkrywczego w soli?”. Jednak po pierwszym użyciu miło mnie zaskoczyła. Sól bardzo ładnie rozpuszcza się w wodzie i lekko ją zabarwia na kolor różowy. Rzeczywiście się pieni choć jest to delikatna, miękka, mała pianka, która całkiem długo się utrzymuje. Głównie używam tej soli do moczenia nóg. Sól naprawdę odpręża i relaksuje. Bardzo dobrze zmiękcza skórę sprawiając, że jest bardzo delikatna w dotyku. Ekstrakt z figi znany jest ze swoich właściwości zmiękczających, dogłębnie nawilżających naskórek i nadających mu jedwabistą gładkość. Efekt naprawdę niesamowity – nogi mięciutkie, delikatne, jakby pokryte niewidzialną balsamową otoczką. W wersji do kąpieli zastąpi nam sól i płyn do kąpieli i balsam, bo to produkt prawie 3 w 1. Moja wersja z figą ma dość specyficzny, bardzo słodki, landrynkowy zapach, ale bardzo przyjemny i relaksujący. Następnym razem gdy będziecie kupować sól to sięgnijcie po tą! Wasz portfel będzie Wam wdzięczny, ciało przepięknie zadbane, a umysł zrelaksowany.
Bourjois Express Eye Makeup Remover (200 ml / ok 17 zł)
Moje poszukiwania idealnej dwufazówki do zmywania mojej wodoodpornej maskary nadal trwają i na razie zatrzymały się na kosmetyku od Bourjois. Idąc tropem mojej ukochanej wody micelarnej właśnie od Bourjois, która miesiąc w miesiąc jest na mojej łazienkowej półce (KLIK), pomyślałam, że sięgnę po jej dwufazowego brata. Okazało się, że i płyn dorównuje jakością wodzie micelarnej. To co najbardziej przypadło mi do gustu to to, że płyn nie jest tłusty i nie zostawia białej mgły na oczach jak większość dwufazówek. Twarz nie jest po nim ani lepka, ani tłusta, nie ma żadnego nieprzyjemnego filmu na skórze. Za taką samą cenę jak większość dwufazówek dostajemy dwa razy większą pojemność co jest na duży plus. Radzi sobie świetnie ze zmywaniem każdego rodzaju kosmetyków kolorowych, ale czy jest taki ekspresowy przy zmywaniu wodoodpornego makijażu?! Tu bym się jednak kłóciła. Wprawdzie daje sobie radę z produktami wodoodpornymi, ale trzeba dać mu trochę czasu żeby je rozpuścił i usunął, więc nie unikniemy pocierania wacikiem. Do zwykłego makijażu jest idealny, zmywa wszystko za jednym dotknięciem wacika. Także jest to bardzo dobra dwufazówka, która jest pozbawiona minusów przeciętnego płynu dwufazowego, ale ma drobne problemy z makijażem wodoodpornym…
Bourjois Fresh Cleansing Gel (150 ml / ok 13 zł)
Swoją rodzinkę burżujów powiększyłam o jeszcze jednego członka gdy poszłam do Rosska po coś do mycia buzi. Przeczytawszy opis na odwrocie tubki: „Odświeżająco – oczyszczający żel wzbogacony o ekstrakt z ogórka. Sprawia, że cera jest idealnie czysta a skóra nawilżona i odświeżona. Nie zawiera alkoholu. Dla wszystkich rodzajów cery” pomyślałam, że to brzmi całkiem ciekawie i dość prosto, a nie miliony obietnic co ma robić żel do mycia twarzy. Produkt jest w postaci żelu, a w kontakcie z wodą na twarzy zamienia się w emulsję więc się nie pieni a zamienia się w taki rodzaj mleczka myjącego. Ma bardzo świeży zapach (dobrze, że nie ogórkowy, bo osobiście go nie znoszę). Twarz po użyciu jest czysta, świeża, nie przesuszona. Bardzo przyjemny, prosty, zwykły, nieskomplikowany żel do mycia twarzy choć muszę przyznać, że parę razy przy mojej cerze mieszanej miałam taki trochę niedosyt i uczucie nie idealnej czystej skóry więc dla cery tłustej i trądzikowej może być zdecydowanie za słaby.
Oriflame Pure Skin Shine Control Cream (50 ml / 23 zł)
Wreszcie znalazłam mój idealny, matujący krem na dzień pod makijaż. Pewnie nigdy nie zwróciłabym na niego uwagi w katalogu więc całe szczęście, że dostałam go do testów. Właśnie tak odkrywa się perełki wśród kosmetyków. Efekt matowienia jest genialny. Bardzo łatwo go zauważyć gdy nałożymy go na błyszczącą się buzię. Nakładasz i buzia od razu jest matowa, sucha i gładka. Nie trzeba czekać aż się wchłonie i zadziała. Ten krem robi to za pstryknięciem palcami. Matuje, ale przy tym jest bardzo komfortowy w noszeniu. Skóra na twarzy nie jest ściągnięta czy przesuszona ani też nie reaguje nadmierną produkcją sebum. Efekt matu i nawilżenia na raz? Z tym kremem to możliwe! Świetnie współgra z różnymi podkładami: nie rolują się, nie zmieniają koloru czy konsystencji. Dla mnie osobiście idealny krem na dzień. Tego efektu właśnie oczekuję. Efekt utrzymuję się mniej więcej 8 – 10 godzin. Jeśli chodzi o inne jego właściwości jak zmniejszenie porów czy zapobieganie powstawaniu wyprysków to powiem szczerze, że minimalne efekty są, ale głównym jego atutem jest MAT, MAT i jeszcze raz MAT! Tubeczka jest dość mała i poręczna, ma 50 ml kosmetyku. Krem w swojej konsystencji jest dość tępy w nakładaniu, ale nie jest to jego wadą. Jedyne co mi osobiście przeszkadza to zapach. Dość dziwaczny zapach (mi się kojarzy Z zapachem palonego wosku na cmentarzu – sorry za skojarzenia), który naprawdę może przeszkadzać, ale to tylko jedyny jego mankament. Posiadaczki skóry mieszanej – powinnyście go spróbować! Będziecie zadowolone! 🙂
Avon Planet Spa Luksusowy żel wygładzająco – rewitalizujący na okolice oczu z ekstraktem z czarnego kawioru (15 ml / 25 zł)
Wypaczyłam go parę miesięcy temu na jakieś promocji za 5 zł nie wiedząc o nim nic. Czekał na swoją kolej. Wzięłam go ze sobą na wyjazdowy urlop. Mały, niepozorny, z dość długaśną nazwą, ale…. okazał się bardzo dobrym kosmetykiem. Jestem kobietą jeszcze przed 30-stką więc jeszcze nie mam potrzeby stosowania kosmetyków stricte liftingujących i wygładzającyh, ale przez to, że dużo się maluje parę zmarszczek wokół oczu mi przybyło.  Ten żel to taka lekka forma wygładzającego kremu pod oczy. Faktycznie jest skuteczny, zauważyłam lekkie spłycenie zmarszczek pod oczami choć to nie jest spektakularny efekt na który musimy sobie poczekać przynajmniej miesiąc. Nadaje się zarówno pod oczy jak i na powieki, nie podrażnia śluzówki oka nawet jak dostanie się przed przypadek. Szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu. Ma bardzo ciekawy wygląd, bo jest to przeźroczysty żel opalizujący na fioletowo i złoto i myślałam, że tak samo będzie świecić się skóra, ale na skórze jest kompletnie bezbarwny. Fajne zakończenie tubeczki ułatwia aplikację pod oczami (taka końcówka jak przy zwykłych błyszczykach w tubkach). Niby taki niepozorny, a jednak siłę ma! Polecam spróbować przy kolejnej promocji za 5 zł ;P
To na tyle moich hitów ostatnich miesięcy. Mam nadzieje, że Was nie zanudziłam i dzięki temu wpisowi znalazłyście coś ciekawego dla siebie 🙂
A co Was ostatnio miło zaskoczyło?! Myślałyście, że to nic takiego, a tu… niespodzianka. Podzielcie się tym ze mną w komentarzach. Chętnie poczytam….

Kosmetyczne HITY i KITY Luty 2013

Witajcie :o)

Ostatnio dużo kosmetyków używam i zużywam do końca (projekt denko trwa!), ale z braku czasu nie mam ich kiedy opisywać. Przez co mam dość duże czasowe obsuwy… mam nadzieje, że mi to wybaczycie. 

Dziś zaległy wpis o HITACH I KITACH lutego 2013!

HITY
Siquens MedExpert krem przeciwko niedoskonałościom skóry (30 ml / 30 zł)

Po rozczarowaniu Siquens Prevention Krem pod oczy bardzo sceptycznie i ostrożnie sięgnęłam znów po produkt tej marki. Co się okazało: ten krem JEST GENIALNY!
Dzięki zawartości NDGA, kwasu oleanolowego oraz ekstraktu roślinnego bogatego w protoberberyny, a także właściwościom osmotycznym i hamującym aktywność 5 – alfa – reduktazy, wszechstronnie walczy z niedoskonałościami skóry, likwidując przyczyny ich powstawania oraz redukując już istniejące.
Krem działa przeciwzapalnie i przeciwbakteryjnie, normalizuje wydzielanie sebum, zwęża pory, redukuje zaskórniki i krostki. Dzięki kompleksowi minerałów (Ca, Cu, Mg, Zn) poprawia wygląd skóry, zapewnia jej odpowiednie nawilżenie i przyspiesza regenerację. Nie podrażnia i nie wysusza.
Zawiera formułę DermoSekwencyjną ™ umożliwiającą stopniowe uwalnianie substancji czynnych i aktywne działanie kremu przez cały dzień lub noc.
 
Mnie osobiście najbardziej urzekła redukcją już istniejących niedoskonałości. Wystarczy, że nałożyłam go na noc, a już rano nie było śladu po mniejszych wypryskach, a te większe były widocznie mniej zaczerwienione i szybciej się goiły. To wszystko w jedną noc! Jest dość tępy i treściwy w swojej konsystencji, ale świetnie nawilża, a jednocześnie po aplikacji daje matowe wykończenie. Po miesiącu jego stosowania moja twarz była naprawdę w rewelacyjnej kondycji. Jedyne co mnie w nim drażniło to zapach – kojarzył mi się z zapachem pubu pełnego palaczy. Na szczęście zapach ten szybko się ulatniał

MARIZA Selective Matujący puder ryżowy (5 g / 17,90 zł)
Zakochałam się w nim od pierwszego użycia. Jest to transparenty puder w kolorze białym, bardzo, ale to bardzo drobno zmielony. Otula twarz niewidzialną mgiełką i matuje na bardzo długie godziny. W moim przypadku (cera mieszana) to ok. 10h matu bez poprawek w ciągu dnia. Dzięki temu, że jest tak drobno zmielony nie ma efektu „mąki” na twarzy, jest wręcz niewidoczny. Daje satynowy efekt matu na twarzy. Komponuje się i współgra z różnymi rodzajami podkładów. Tak bardzo go polubiłam, że mam w zapasie kolejne opakowanie. POLECAM! 🙂
Bourjois Healthy Mix Fond de Teint (30 ml / ok. 60 zł)

Słynny i zachwalany „Burżuj„. Ile to ja się już o nim naczytałam i nasłuchałam ochów i achów. Musiał wcześniej czy później znaleźć się w mojej kosmetyczce. Natrafiła się promocja w Rossie i dorwałam go za 35 zł. I…. muszę potwierdzić, że coś jest w tym podkładzie. Początkowo obawiałam się jego nazwy, bo jest to podkład nawilżający, który jest przeznaczony do wszystkich typów skóry. A wiecie jak to jest: „co jest do wszystkiego do jest do niczego”. Ten podkład mnie PRZEMIŁO ZASKOCZYŁ. Fajna kremowa, ale niezbyt ciężka konsystencja, pół-matowe wykończenie. Krycie od bardzo lekkiego po średnie. Mało widoczny na twarzy, nie tworzy maski. Przy mojej cerze mieszanej strefa T przy tym podkładzie zaczyna się świecić po ok. 6-7 godzinach także wydaje mi się, że to całkiem fajny wynik jak na podkład, który nie jest matujący, niektóre podkłady typowo matujące wytrzymują znacznie mniej. Podoba mi się także gama kolorystyczna: są to naturalne beże, nie za żółte, nie za różowe czy pomarańczowe. Plus na wygodną pompkę i to, że widać na jakim etapie zużycia jesteśmy. Teraz już rozumiem dlaczego był tak zachwalany, jednak większość na zawsze rację, POLECAM spróbować.
Eva Natura Herbal Garden Dwufazowy Płyn do demakijażu oczu (150 ml / 11,49 zł)
Seria Herbal Garden to nowość od Eva Natura. Większość „babskich” gazet się o tej serii pochlebnie rozpisywało. Kupiłam dwa produkty z tej serii. Płyn dwufazowy skutecznie zmywa makijaż oraz zanieczyszczenia wrażliwych okolic oczu. Nie jest zbyt tłusty jak to bywa przy dwufazówkach, nie tworzy mgły na oczach po użyciu. Ekstrakt z ziela swietlika dodatkowo pielęgnuje i odżywia naskórek dzięki czemu można naprawdę długo przecierać oczy wacikiem, nie martwiąc się  o podrażnienie czy zatarcie oczu. Niestety ma jedną wadę: radzi sobie świetnie ze zmywaniem prawie wszystkiego po za produktami wodoodpornymi. Z moją maskarą z Yves Rocher (recenzja KLIK) niestety nie radzi sobie prawie wcale. Tu nie chodzi o rozmazywanie czy tworzenie pandy na oczach, po prostu w ogóle nie rozpuszcza tej maskary. Także kończę to opakowanie i pewnie nie wrócę do tego płynu ponownie chyba, że nie będę używać produktów wodoodpornych w makijażu to w takim przypadku POLECAM.

Eva Natura Herbal Garden Krem pod oczy i na powieki (25 ml / 7,69 zł)
Zgarnęłam ten krem z półki sklepowej razem z płynem dwufazowym. Delikatny krem – żel bogaty w naturalne substancje aktywne, który skutecznie pielęgnuje skórę wokół oczu. Zawiera ekstrakt z ziela swietlika, algi, polisacharydy i masło Shea. Najbardziej podoba mi się w tym kremie to, że świetnie nawilża i wygładza powierzchnię powiek. Przy takiej ilości makijaży pielęgnacja powiek jest dla mnie bardzo ważna. Skóra pod oczami jest także nawilżona i odświeżona. Bardzo szybko się wchłania. Duży plus za dużą pojemność, bo aż 25 ml za prawdę nie wielkie pieniądze. Jeśli szukacie prostego i naturalnego kremu pod oczy to jest to krem idealny dla Was.


KITY

Dermedic NORMATIV Oczyszczający żel do mycia twarzy (100 g / 25 zł)
Żel ma za zadanie ograniczać wydzielanie sebum pozostawiając skórę dobrze nawilżoną i przygotowaną do aplikacji preparatów pielęgnacyjnych. Miał działać przeciwłojotokowo i kojąco. Niestety nie spełnił się ani jeden postulat postawiony przez firmę Dermedic. Najbardziej denerwował mnie chemiczny zapach, konsystencja praktycznie wody, żel przelewa się przez palce przez co tracimy niepotrzebnie produkt. Przy myciu twarzy kiepsko się pieni, kiepsko oczyszcza, a po jego zmyciu mam wrażenie, że moja twarzy jest tak samo brudna jak przed użyciem tego żelu. Bardzo nie wydajny – zużyłam go w 3 tygodnie! Bardzo, bardzo kiepski żel, a po tej marce spodziewałam się czegoś lepszego. Klapa! 
 

Kosmetyczne HITY i KITY Sierpień 2012

Witajcie :o)

Kosmetycznie sierpień minął mi bez zakupowo (noooo prawie ;o) ). A jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. A mianowicie czeka mnie duży, niekosmetyczny wydatek, którego najchętniej bym nie chciała. Niestety mus to mus… i dlatego w tym miesiącu ostro wzięłam się za wszystko co mam na łazienkowych półkach oraz za próbki z GlossyBoxów. Może to i dobrze?! Zmobilizowało mnie to do skończenia produktów, które gdzieś tam zalegały z różnych powodów. Parę pustych opakowań wylądowało wreszcie w koszu.

Mimo wzmożonego zużywania w tym miesiącu tylko parę produktów stało się moimi HITAMI:


Essence My Skin 4in1 Cleansing Cream / Krem do mycia twarzy 4w1 (150ml / 13 zł)

Produkty My Skin od Essence to był mój praktycznie jedyny, większy zakup w tym miesiącu. Nie mogąc się zdecydować, który produkt do mycia twarzy kupić, ze sklepowej półki wzięłam oba. Niestety tylko Krem do mycia twarzy 4w1 okazał się hitem. Ma bardzo zbitą, treściwą konsystencję. Ma lekko brzoskwiniowy kolor i zawiera w sobie niebieskie i czerwone drobinki peelingujące. Świetnie pachnie owocami – coś jak słodka brzoskwinia zmieszana z cytrusami. A działanie?! Świetne! Genialnie peelinguje twarz z martwego naskórka pozostawiając skórę gładką jak pupcia niemowlaka. Skórka po tym kremie jest lekko zaróżowiona a to dlatego, że drobinki są dość ostre. Ostrzeżenie dla tych z Was, które mają bardzo wrażliwą skórę – niestety ten peeling myjący nie będzie dla Was dobry, bo jest zdecydowanie za ostry, ale dla tych z Was, które lubią ostrzejsze, mocniejsze peelingi – będzie w sam raz. Dlatego, że jest dość mocny raczej lepiej stosować go co drugi, a nawet trzeci dzień. Zdecydowanie wystarczy. Super zmywa resztki makijażu oraz pozbywa się całodniowego sebum. Myje, oczyszcza pory lecz jak zapewnia producent nie matuje. Jako wariant maski na twarz też całkiem nie źle się sprawuje. Kosmetyk godny polecenia i wypróbowania na sobie. 

Avon Planet Spa White Tea Energising Face Mask /Energizująca maseczka z biała herbatą (75 ml / 27 zł)

Jestem wielką fanką maseczek z Avonu z serii Planet Spa. Są to jedne z tych produktów z Avonu, które są skuteczne i naprawdę działają. Mam wszystkie rodzaje tych maseczek, ale ta z białą herbatą mnie totalnie zaskoczyła! Jest to maseczka typu „peel off” czyli nakładamy, czekamy ok 30 min aż całkowicie wyschnie i ściągamy ją jednym płatem. To jak twarz po niej wygląda to jest wielkie WOW! Super nawilżona, gładka, czysta, pełna energii i… lekko zliftingowana. Powiedziałabym nawet, że lekko wyrównuje kolory skóry przez co nadaje skórze przyjemnego blasku. Ten efekt liftingu najbardziej mnie zaskoczył. To bardzo przyjemne naciągnięcie skóry daje ogromny efekt. Skóra jest pełna blasku i energii, a efekty tej maski utrzymują się jeszcze przez tydzień. MUSICIE JĄ MIEĆ!!! Tylko pamiętajcie kupicie ją jak będzie na jakieś promocji za 9,99 zł ;). 

Bourjois Micellar Cleansing Water / Woda micelarna do demakijażu twarzy i oczu (250 ml / 15 zł)


Jak zobaczycie wstecz na moje kity poprzednich miesięcy to praktycznie w każdym miesiącu był jakiś bubel do demakijażu. Chyba ostatnio przeszłam jakieś 5-6 produktów tego typu. Żaden nie był tak cudowny jak woda micelarna od Bourjois. To mój święty Grall wśród produktów do demakijażu. Wróciłam do tej wody jak syn marnotrawny. Dopiero jak się coś straci to się to docenia. Podświadomie wszystkie testowane kosmetyki do demakijażu porównuje z Bourjois. Trzeba powiedzieć to głośno: NIE OPUSZCZĘ CIĘ AŻ DO ŚMIERCI! Pewnie wiele z Was już zna to cudo, bo jest to Kosmetyk Wszech Czasów na Wizaż.pl. Moja recenzja jest do przeczytania TUTAJ






LancrOne Make Up Tapered Blending E327 / Pędzel do cieni (11,90 zł / szt.)

Od zakupu pojedynczych pędzli LancrOne z linii Professional będzie już mijać rok! (TUTAJ link do zakupów). Dzień w dzień ich używam i za każdym razem odkrywam ich zastosowania na nowo. Bohaterem sierpnia jest pędzel E327 czyli typowy „puchacz” do rozcierania cieni. Pędzel specjalnie zaprojektowany do mieszania i łączenia ze sobą cieni w załamaniu powieki i rozcierania granic między kolorami. Zaokrąglone i stożkowo ułożone naturalne włosie wiewiórki. Puszysty, miękki i delikatny. Ani jeden włosek z niego nie wypadł. Po każdym praniu jest wciąż tak samo puszysty i zachowuje swój kształt. Jak zobaczycie moje makijaże z sierpnia są one mocno porozcierane, kolory przechodzą jeden w drugi. To jest właśnie zasługa tego pędzla. Potrafi stworzyć przepiękną smugę koloru na powiece, nawet z cieni matowych, które są ciężkie do rozcierania. Gdy trzeba połączyć ze sobą kolory, aby uzyskać płynne przejście, jest NIEZASTĄPIONY!!! Nie jest pędzlem precyzyjnym więc nadaje się tylko do rozcierania, ale robi to fenomenalnie. Do kupienia TUTAJ.

Lierac Mesolift Creme / Rozświetlający krem redukujący zmęczenie skóry (50 ml / ponad 110 zł)

  

Moja 10 ml próbka pochodzi oczywiście z GlossyBoxa. Co mnie najbardziej zdziwiło w tym kremie to wydajność – próbka wystarczyła mi na MIESIĄC!!! Dokładnie ostatnią porcję wycisnęłam 31 sierpnia, a od razu zaznaczę, że nie oszczędzałam go jakoś specjalnie. Jest to produkt walczący z oznakami zmęczenia skóry. Rozświetla, wygładza i doskonale nawilża. Skóra wraca do formy: natychmiast odzyskuje blask, staje się gładka i bardziej elastyczna, jest idealnie nawilżona. Byłam zaskoczona, że krem, która tak naprawdę przeznaczony jest do wszystkich typów skóry, tak dobrze działa i na skórę mieszaną. Ma lekką konsystencję więc nie przetłuszczał mojej skóry, a jednocześnie tak bogaty, że idealnie nawilża. Świetny pod makijaż, nic nie spływa i się nie waży. Jedyny mankament to cena! Szkoda… nigdy więcej pewnie go nie kupię, ale cieszę się, że przynajmniej przez ten jeden miesiąc moja skóra miała tyle blasku!

Cien Volume HairSpray / Lakier do włosów z Lidla (400 ml / 5,50 zł)


Jeszcze miesiąc temu jeśli ktoś powiedział by mi, że kupię lakier do włosów z Lidla i jeszcze będę się nim zachwycać to popukałabym go w czoło. Oczywiście nic nie mam do Lidla… chodzi o to, że mam bardzo specyficzne wymagania co do lakieru do włosów wynikające oczywiście z mojej fryzury irokeza. Może Wam się wydawać, że lakier dla mnie musi być mocny i trwały jak skała. W pewnym sensie tak, ale niekoniecznie, bo inne jego właściwości też świadczą o tym, że będzie dobry. Te inne właściwości ma właśnie lakier z Cien. Mój ma 4 z pięciostopniowej skali trwałości. Ale to nie jest najważniejsze. To jest lakier nadający objętości więc automatycznie podnosi mi włosy jeszcze bardziej co jest ważne przy irokezie. Przy spryskaniu włosów nie jest suchy, a lekko mokry co pozwala mi stylizować fryzurę lakierem do włosów, a nie żelem, co ja osobiście zawsze robię, bo wtedy irokez ma fajną teksturę. Troszeczkę skleja włosy, ale u mnie jest to pożądane ponieważ mogę wyeksponować pojedyncze kosmyki włosów. No i oczywiście…. wielgaśna butla za 5 zł! Takie ilości lakieru co ja zużywam to to jest idealny rozmiar dla mnie. Coś mi się wydaje, że wybiorę się do Lidla po zapas?! 

Ale jak to w przyrodzie bywa, musi być równowaga we wszechświecie i w miesiącu sierpniu znalazły się też trzy niechlubne KITY:

 

Essence My Skin Soft Cleansing Gel / Żel do mycia twarzy (150 ml / 11 zł)


Niestety, ale ten żel nie poszedł w ślady za swoim bratem kremem do mycia twarzy. Oprócz fajnego, słodkiego, owocowego zapachu nie ma nic więcej do zaoferowania. Po pierwsze ma zbyt lejącą konsystencję jak na żel, przelewa się przez palce. Po drugie kiepsko myje. Myjąc nim twarz mam wrażenie jak by ślizgał się po warstwie sebum nie zmywając go. Tak jak by się nie imał sebum, nie rozpuszczał go. Resztki makijażu całkiem, całkiem dobrze domywa, ale bez szału. Po umyciu mam poczucie, że moja twarz nadal jest brudna i nie domyta. Ma podobno intensywnie nawilżać, ale uczucie nawilżenia, a uczucie tłustej i niedomytej twarzy to chyba jednak nie to samo. Nie polecam wydawać nawet 11 zł. 

Siquens Prevention Krem pod oczy (15 ml / 44 zł)

Swój egzemplarz mam z GlossyBoxa i całe szczęście, że sama sobie go nie kupiłam, bo to były by najgorzej wydaje 44 zł w moim życiu. Producent opisuje ten krem takimi słowami: „Zapobiega procesom starzenia się skóry. Nawilża, wygładza i chroni delikatną skórę wokół oczu, jednocześnie likwidując cienie i opuchliznę. Długotrwale nawilża skórę, Wygładza pierwsze zmarszczki wokół oczu, Redukuje oznaki zmęczenia, cienie i opuchliznę pod oczami, Opóźnia procesy starzenia się skóry, Nie podrażnia”. Chyba jeszcze zapomnieli dopisać… krawaty wiąże i przerywa ciąże (jak to mówi mój chłopak). Co jest do wszystkiego to jest do niczego! Ta stara maksyma sprawdza się w przypadku tego kremu. Nie nawilża mimo dość bogatej konsystencji. Jakimś dziwnym trafem zawsze właził mi do oczu podrażniając je, a nie mam zbyt wrażliwych oczu. O redukcji opuchlizny z rana czy cieni wieczorem można tylko pomarzyć! Niby naszpikowany cudami z laboratorium, a o niebo lepszy jest od niego zwykły żel ze świetlikiem z FlosLeku (Recenzja TUTAJ). A żeby tego było mało ma w sobie rozświetlające drobinki, które takim fajnymi drobinkami nie są, bo to świecący brokat jest. W sztucznym świetle Wasza skóra pod oczami będzie świeci się jak choinka na święta. Nie, dziękujemy…. 

Lierac GEL DOUCHE SENSORIEL / Zmysłowy żel pod prysznic (150 ml / 44 zł)


Moje 30 ml pochodzi z GlossyBoxa. Lierac tak piszę o swoim produkcie: „Zmysłowy żel pod prysznic. Jego formuła została oparta na kompleksie składników roślinnych o udowodnionym działaniu regeneracyjnym i ochronnym. Skóra po zastosowaniu jest wspaniale nawilżona, a subtelny zapach trzech kwiatów pozostaje na skórze przez cały dzień, dając uczucie świeżości”. Ten kosmetyk określiłabym jednoznacznie: żel jak żel. Myje całkiem dobrze, fajnie się pieni i cóż więcej. Szału nie ma. Robi dokładnie to samo co zwykły żel pod prysznic np. Nivea za 8 zł a nie 44 zł. A ten zapach trzech kwiatów to kojarzy mi się z ekskluzywnym klubem dla bogaczy gdzie krąży zapach drogich perfum zmieszanych z zapachem cygar. Nie wiem może to jest bardzo ekskluzywny zapach, ale jakoś wolę nie pachnieć dymem papierosowym :o/

I to już wszystkie HITY I KITY Sierpnia 2012. Nie zawsze droższe znaczy lepsze, a tańsze… czasami warto przetestować. 
 
Enjoy!!! ;o)

ULUBIEŃCY 2011 ROKU

Pożegnaliśmy już stary 2011 rok, a przywitaliśmy nowy roczek 2012. ;o) Czas więc na powspominanie co takiego dobrego było w tym minionym roku.

PIELĘGNACJA:
La Roche-Posay Effaclar K krem do twarzy + Żel do mycia twarzy Effaclar
Tak naprawdę to duo było rewolucją w pielęgnacji skóry mojej twarzy. Jakieś pół roku temu powiedziałam stanowcze NIE niedoskonałościom na twarzy. Ten stanowczy sprzeciw udało mi się osiągnąć właśnie dzięki Effaclar. Moja buzia jest widocznie bardziej gładka, mniej zaskórników, mniej wyprysków, mniejsza produkcja sebum. Stosowałam regularnie przez 3 miesiące. Efekt widoczny gołym okiem… teraz profilaktycznie stosuję Vichy Normaderm Tri-Activ, bo moja skóra zaczęła mniej reagować na Effaclar, ale na pewno za parę miesięcy znów do niego wrócę. Gorąco polecam każdemu z cerą mieszaną lub tłustą.
AA Help Cera Atopowa Krem – żel do mycia twarzy
Pewnego dnia perfidnie zdradziłam żel do mycia twarzy Effaclar. Dlaczego to zrobiłam? Wszystko przez pieniądze… hahaha! ;o) Kosztował jedyne 6 zł, ale wierzcie mi, że działa tak jak by kosztował przynajmniej 100 zł. Jest kompletnie przeznaczony do innego typu cery, a z moją mieszaną cerą, która uwielbia się przetłuszczać idealnie współgra. 0% alergenów, parabenów, barwników, zapachu… mówię Wam istne cudeńko za niewielkie pieniądze. Zmywa każdy makijaż, nawet wodoodporny przy czym nie podrażnia, nie ściąga oraz nie wysusza skóry. Ideał?! 😀
Flos – lek Żel do powiek i pod oczy Mam różne wersje tego żelu, ale najlepsza według mnie tej ta ze świetlikiem i aloesem. Super wygładza powieki, niweluje oznaki ciężkich i zmęczonych powiek, a rano świetnie budzi i otwiera zaspane oczy. Więcej nie zachwalam zapraszam do lektury mojej recenzji na temat tego żelu KLIK
Nivea Żel pod prysznic Lilia wodna  Na początku byłam nastawiona sceptycznie do tych zatopionych w żelu kuleczek z oliwką. Pomyślałam, że to pewnie taki chwyt marketingowy, coś co ma przykuwać uwagę. Ale nie! Te kuleczki naprawdę działają! Skóra na mojej twarzy jest raczej tłusta, ale skóra na reszcie ciała to totalne przeciwieństwo. Ale jestem leniem i nie chce mi się smarować balsamami żeby dobrze nawilżyć suchą skórę. Ale już nie muszę bo robi to za mnie właśnie ten żel z kuleczkami a do tego pięknie pachnie i zapach utrzymuje się dość długo na skórze. 
Bourjois Woda micelarna do demakijażu twarzy i oczu W tym roku zużyłam chyba z 5 czy 6 buteleczek. Zmyje wszystko – każdy nawet wodoodporny tusz do rzęs, eyeliner żelowy, ciężkie podkłady, każdy rodzaj cieni do powiek, szminek czy błyszczyków. Nie pozostawia nieprzyjemnego, tłustego filmu na skórze….. itd a co ja będę się tutaj rozpisywać – po prostu przeczytaj moją recenzję KLIK
Maseczki z serii Planet Spa Avon To jest jeden z tych kosmetyków z Avonu, które musisz mieć. Mam teraz wszystkie dostępne „smaki” tych maseczek i każda jest super! Działają cuda! Jednak moim bezpretensjonalnym faworytem jest wygładzająca maseczka do twarzy „peel off” Japońskie sake i ryż – pięknie pachnie, super wygładza a sposób jej ściągania z twarzy bardzo fajny i przyjemny.
AKCESORIA:
Moim odkryciem 2011 roku były pojedyncze pędzle z LancrOne (link do postu z zakupami KLIK). Ale jednak moim ulubieńcem z tej całej ferajny stał się Round Top Kabuki F54
Całkowicie zmienił, ułatwił i umilił mi nakładanie podkładu. Mogę zapomnieć o źle nałożonym i roztartym podkładzie, nawet tak topornym jak Revlon Colorstay. Wreszcie każdy podkład wygląda naturalnie.
STYLIZACJA WŁOSÓW:
Jestem perfekcjonistką jeśli chodzi o moją fryzurę i mam na tym punkcie niezłego bzika. Włosy układam praktycznie codziennie więc lakier do włosów czy żel idą jak woda dosłownie. Przy takim zużyciu nie mogę sobie pozwolić na coś droższego. Ale w sumie nie muszę! Moje dwa ukochane produkty do układania mojego irokeza:
Joanna Guma stylizująca – jest diametralnie inna niż jej odpowiedniki z innych firm. Tak naprawdę to połączenie tradycyjnego żelu do włosów z gumą. Nie lubię normalnych gum za to, że obciążają i przetłuszczają włosy. Dzięki tej z Joanna bardzo szybko i sprawie stawiam mojego irokeza. 
Taft Maxx Power Lakier do włosów – maksymalne utrwalenie przy zachowaniu naturalności fryzury. Nie skleja włosów, przy wyczesywaniu nie pozostawia białego nalotu, piękny zapach. 
KOLORÓWKA:
LAKIERY DO PAZNOKCI:
Moje dwa ukochane letnie kolory to: Colour Alike nr 151 Miętus oraz nr 4 Coral Red
Teraz gdy jest zimno moją bezgraniczną miłością jest Sensique Oriental Dream nr 259 Moss Temple
USTA:
Źle wręcz paskudnie wyglądają moje usta w korektorowatych nudach. Ale znalazłam idealny nude dla moich ust – L’oreal Color Riche Made for Me Naturals nr 235 Nude. Bardzo fajne połączenie pudrowego różu z odrobiną beżu. 
 Błyszczyk, który pasuje do każdego makijażu, do żadnej kreacji na wieczór i na co dzień do jeansów to 2True Plumptuous Lip Gloss nr 10. Dostałam go w prezencie do zamówienia w sklepie. Jak go pierwszy raz zobaczyłam to się przeraziłam bo w opakowaniu wygląda jak wściekły róż, ale na ustach na szczęście jest pół transparentny. Megaśnie powiększa usta bez szczypania czy mrowienia jak w innych błyszczykach powiększających. Utrzymuje się na ustach 3-4 godziny nawet przy jedzeniu.
BRWI:
Jest tylko jedna recepta na idealnie, ale naturalnie pokreślone brwi – Inglot cień do brwi nr 560 + Delia Korektor do brwi 3 w 1 w kolorze brązowym – to duo Was nigdy nie zawiedzie. Inglot cień do brwi nr 560 uwielbiam za kolor ponieważ jest to mieszanka zimnego brązu z odrobinką szarości dzięki czemu brwi wyglądają naturalnie a nie dziwacznie jak podkreślimy je ciepłym brązem. Sławny korektor z Deli chyba już każdy zna i uwielbia więc nie będę komentować 😛
RÓŻ:
Słodki jak cukiereczek i niewinny jak dziecko czyli e.l.f. Natural Radiance Blusher w kolorze Shy. Czysty, niewinny, nieśmiały, dziewczęcy, słodki, lekki róż. Nazwa adekwatna do efektu na twarzy.
MASKARA:
Yves RocherLash Plumping Mascara
Mam ją tak naprawdę najkrócej (jakieś 1,5 miesiąca), ale już jest moją maskarową miłością. Uwielbiam efekt sztucznych rzęs jaki dają maskary, ale często gęsto tusze do rzęs tego typu sklejają je. Ta maskara nie dość, że pięknie rozdziela rzęsy, nie skleja ich to jeszcze w dodatku lekko podkręca moje bardzo oporne rzęsy – szok! Jeden minus – cena :/
CIENIE DO POWIEK:
Cóż mogłabym tu napisać, to chyba oczywiste – INGLOT!!!! Hahahaha…..
Moje kochane małe cudeńka, na które mogę patrzyć się godzinami. Zakup nowiutkiego testera Inglota z 70 cieniami jakiś rok temu to był mój interes życia! To będzie chyba moja miłość do grobowej deski. Oczywiście konkretnego koloru nie przytoczę bo nie mogłabym wybrać swojego ulubionego z tak wielu, ale jeśli chodzi o rok 2011 to najbardziej upodobałam sobie i najczęściej używałam matów z Inglota.

Jeśli jeszcze nie widziałaś mojej kolekcji to zapraszam do lektury postów:
Kolekcja cieni Inglot część 1
Kolekcja cieni Inglot część 2
Kolekcja cieni Inglot część 3
Kolekcja cieni Inglot część 4
Kolekcja cieni Inglot część 5

A może poopowiadacie mi w komentarzach co Wam dobrego przydarzyło się w 2011 roku?! ;o)

Recenzja: Bourjois Woda micelarna do demakijażu twarzy i oczu

POD LUPĄ:  

Bourjois Eau Micellaire Demaquillante Micellar Cleansing Water – Woda micelarna do demakijażu twarzy i oczu

CENA: 
 ok. 15 zł

OPAKOWANIE:
 250 ml

OPAKOWANIE STARCZA NA:
 ok. 2 – 2,5 miesiąca

OBIECANKI PRODUCENTA:
Działa oczyszczająco i łagodząco na skórę. Hipoalergiczna, bezzapachowa i bezalkoholowa. Testowana na osobach o wrażliwej skórze i wrażliwych oczach.

W PRAKTYCE:

PLUSY:
  • praktyczne, przeźroczyste opakowanie więc wiemy kiedy kończy się nasza woda i do tego całkiem efektowne (ta słodka kuleczka, która jest bardzo pomocna przy otwieraniu)
  • dokładnie tak: bezzapachowa i bezalkoholowa – ani grama nie wyczujecie
  • mój sposób: weź 3 płatki kosmetyczne, nalej wody micelarnej z Bourjois, 2 z nich przyłóż do oczu i policz do pięciu – zetrzyj cały makijaż oczu, odwróć płatki na drugą stronę i zetrzyj czoło, brwi i pod oczami, a dopiero trzecim płatkiem zetrzyj resztę twarzy – obiecuję, że taka ilość idealnie zmyję całą Twoją twarz
  • zmywa wszystko – od cieni poprzez tusz do rzęs kończąc na linerze. Miałam zawsze problem z pokładem Revlon Colorstay oraz linerem żelowym z Essence – z tą wodą schodzą jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, nie trzeba zbytnio pocierać ani się męczyć
  • idealny produkt dla wrażliwców – nawet jak dostanie się do oka niepodrażania go w cale, neutralny jak woda
  • idealny produkt dla posiadaczek cery mieszanej lub tłustej – całodniowemu sebum możecie powiedzieć ewentualnie: do zobaczenia jutro!
  • oczyszcza, ale nie ściąga twarzy
  • idealny dla odświeżenia twarzy np przed położeniem maseczki
  • dowód na perfekcyjne zmycie makijażu – zrobiłam eksperyment – zmyłam pełny makijaż składający się z podkłady Revlon Colorstay, ciemnych cieni oraz linera z Essence, przetarłam twarz białą chusteczka – nic! wciąż biała i czysta
  • nie pozostawia ani tłustego filmu ani nie wysusza, ale wysycha w 5 sekund
  • oczywiście duży plus za dostępność (Rossman) oraz cenę
MINUSY:
  • może być zbyt mało nawilżający dla posiadaczek skóry suchej
CZY KUPIĘ PONOWNIE: 

jak dobrze liczę to już chyba 4 czy 5 opakowanie, zawsze do niej wracam

PODSUMOWANIE:

Pierwsze swoje opakowanie kupiłam z kobiecej ciekawości – nie czytając ani jednej recenzji. Nie zawiodłam się. Ale jak to bywa – skończyło mi się opakowanie, chęć testowania jest silniejsza i kupiłam coś innego. I w tym wypadku mój związek z tą wodą jest jak małżeństwo – zdradzisz z kimś innym, czujesz niesmak lub się zawodzisz więc wracasz do małżonka (do Bourjois) i wtedy czujesz co straciłeś. Zawsze jak kupię coś nowego i się na tym przejadę, wracam z podkulonym ogonem do Bourjois. Na razie mój KWC!!!!