Już jest najnowszy katalog MARIZA nr 5 Listopad – Grudzień 2013

Witajcie

Jako konsultantka spełniam swój obowiązek i spieszę Wam ogłosić, że już jesteś świeżutki, najnowszy katalog

MARIZA nr 5 Listopad – Grudzień 2013

okładka katalog mariza 052013

Continue reading

Kosmetyczne HITY: Lipiec, Sierpień, Wrzesień 2013

Witajcie
Korzystając z przymusowego wolnego (paskudne przeziębienie) postanowiłam napisać dla Was notkę o moich ulubieńcach ostatnich miesięcy. Mimo, że mnie nie było na blogu w lipcu i sierpniu dużo kosmetyków przewinęło się przez moje ręce. Wybrałam te, z których korzystam na co dzień lub wracam za każdym razem gdy ich potrzebuję.
Zapraszam Was na przyjemną lekturę moich Kosmetycznych Hitów: Lipca, Sierpnia i Września 2013 roku. 😉
Zacznę od makijażu, bo jest tego znacznie mniej, ale za to treściwie. W ciągu tych kilku miesięcy miałam parę ważniejszych wyjść. Na takie okazje najlepiej sprawdzają się kosmetyki do zadań specjalnych, o przedłużonym działaniu, które sprawią, że makijaż będzie naprawdę trwały i wyjątkowy.
Mariza Selective Matująca Baza pod makijaż (15 ml / 28,80 zł)
Dobra baza pod makijaż to niezbędnik makijażu ślubnego czy wieczorowego, ale ta baza jest na tyle dobra i bezpieczna, że świetnie służy także na co dzień a to rzadkość. Baza ta daje jedwabiście matowe wykończenie. Skóra jest satynowa, ale matowa! Intensywnie wygładza powierzchnię skóry, zmniejszając widoczność rozszerzonych porów i innych niedoskonałości. Dodatek witaminy E nie dopuszcza do nadmiernego przesuszenia naskórka, a jednocześnie reguluje nadprodukcję sebum. Baza usprawnia aplikację każdego podkładu. Niezastąpiona w sytuacji, kiedy chcesz mieć perfekcyjny makijaż przez cały dzień, ale bez konsekwencji obciążania skóry czy zapychania porów. Bardzo wydajna, bo już niewielka ilość wystarczy na całą twarz. U mnie sprawdził się przy makijażu ślubnym gdzie musi przetrwać w idealnym stanie całą noc, ale też w makijażu dziennym gdzie nie mam obawy, że obciąży moją skórę czy podrażni! IDEALNA!
Rimmel Lasting Finish by Kate Lipstick (4 g / ok 18 zł)
Według mnie to NAJLEPSZA drogeryjna szminka. Są MEGA trwałe, genialnie nawilżają usta i mają mocne, kryjące kolory. Będąc na weselu złapałam się na tym, że po zjedzeniu obiadu pobiegłam do łazienki, bo byłam przekonana, że pół szminki na pewno zjadłam. Byłam mocno zszokowana patrząc się w lustro i widząc, że praktycznie szminka na ustach jest nienaruszona. Przez całą tą noc poprawiłam ją może razy czy dwa! Teraz już wiem, że idealna i trwała czerwień na ustach (i nie tylko) to wyłącznie szminka od Rimmel. Tylko w przypadku tej szminki mam 100% pewność, że moje usta będą wyglądać obłędnie przez wiele godzin.
 Ardell Natural Demi Wispies Black (para / ok 15 zł w internecie)
Niestety natura nie obdarzyła mnie bujnymi i pięknymi firankami rzęs. Sztuczne rzęsy dają naprawdę efekt wow szczególnie w makijażu wieczorowym, ale jednak są troszeczkę problemowe w aplikacji i jednak widoczne. Rzęsy Ardell to już zupełnie inna bajka! Niezwykle łatwo się zakładają, lekko i idealnie noszą, wyglądają niezwykle naturalnie jak na sztuczne rzęsy. Świetny, koci kształt. Mają bardzo cieniutką żyłkę dzięki czemu bardzo łatwo ją ukryć. Według mnie powinny być pierwszym wyborem dla początkujących z sztucznymi rzęsami, bo prawie same się nakładają. Do tego są bardzo trwałe, bo te, które widzicie na zdjęciu były już używane kilkakrotnie i nadal są w dobrym stanie. Można je nawet delikatnie czyścić w płynie do demakijażu i będą jak nowe. Szkoda, że moje własne, prawdziwe rzęsy nie są takie jak te Ardell… :/
Oriflame Neo Chic Nail Polish w kolorze Mint Pear (szt. / 20 zł)
Wreszcie znalazłam idealny odcień mięty! Przepiękny, pastelowy, kremowy kolor mięty. Nie za niebieski, nie za zielony. Wystarczą tylko dwie warstwy do pełnego krycia i trzyma się niezwykle długo na pazurach. Wygląda kobieco, świeżo i elegancko. Idealny na lato i nie tylko…
Przejdźmy teraz do pielęgnacji. Tym razem sprawdziły się u mnie kosmetyki dość tanie, łatwo dostępne, drogeryjne lub z katalogów. Tanie nie znaczy gorsze…
L’oreal Elseve Eliksir Upiększający dla włosów farbowanych (100 ml / ok 40 zł)
To jest mój HIT TEGO ROKU! Olejków wszelkiej maści bałam się jak diabeł święconej wody. Tłuste, obciążają włosy, można je stosować jako kuracja, ale na noc. Takie działanie nie przy mojej fryzurze. I oto objawienie! Kupiłam ten olejek przy okazji promocji w SuperPharmie. Po pierwszym użyciu zakochałam się i tak jesteśmy razem dzień w dzień już od pół roku. Bogata formuła o lekkiej, nietłustej konsystencji doskonale odpowiada na potrzeby włosów farbowanych, chroniąc je przed negatywnym działaniem promieni słonecznych oraz wypłukiwaniem się koloru. Podkreśla żywy i wyrazisty kolor, pielęgnując, dyscyplinując i dodając włosom blasku oraz miękkości bez obciążania fryzury! Powstał z unikalnego połączenia sześciu ekstraktów z olejków kwiatowych (lotos, rumianek, gardenia tahitańska, maruna, róża oraz len). Można ją stosować codziennie: na suche włosy chroniąc podczas stylizacji oraz aby je wygładzić, nadać blasku, na mokre włosy, aby ułatwić rozczesywanie, chronić przed gorącym powietrzem suszarki czy też jako codzienna odżywka bez spłukiwania lub jako wyrafinowane wykończenie fryzury dla nadania połysku i zdyscyplinowania włosów. We wszystkich tych trzech kombinacjach sprawdza się świetnie, ale w przypadku moich krótkich włosów najlepszy efekt jest gdy nakładam ten eliksir na mokre włosy. Na suche włosy efekt jest na tyle mocny (włosy bardzo miękkie, błyszczące, lekkie, sypkie), że utrudnia to mi układania mojego irokeza. Ale dla właścicielek długich włosów to będzie najlepsza metoda na ten olejek. Tak czy siak jak by go nie stosować jest GENIALNY! Do tego wszystkiego bardzo wydajny, bo obdarowałam nim parę osób, a nadal nie dotarłam nawet do połowy opakowania. Jedna lub dwie pompeczki jak dla mnie na co dzień wystarczą.
PharmaCF Venus Pianka do golenia z ekstraktem z żurawiny (200 ml / ok 5 zł)
Piankę Venus można dostać dosłownie wszędzie, nawet w hypermarketach. Tania i skuteczna. Wcześniej miałam wersje z melonem, ale dopiero ta z żurawiną tak naprawdę mnie zachwyciła. Pianka jest bardzo tania, wydajna, gęsta i świetnie trzyma się skóry przy depilacji. Wyciąg z żurawiny wzbogacony witaminą E ma silne działanie regenerujące i nawilżające jednocześnie. Składniki aktywne działają kojąco i łagodząco – skóra pozostaje optymalnie nawilżona, wygładzona i wyciszona. Zauważyłam nawet, że po goleniu z tą pianką odrastające włoski nie wrastają. Do tego ma świetny zapach owoców leśnych! Czego chcieć więcej?! 🙂
On Line Harmony Sól pieniąca do kąpieli Figa (600 g / ok 6,50 zł)
Dostałam ją do testów od Forte Sweden. Jak ją zobaczyłam to sobie pomyślałam: „Sól jak sól. Co może być bardziej odkrywczego w soli?”. Jednak po pierwszym użyciu miło mnie zaskoczyła. Sól bardzo ładnie rozpuszcza się w wodzie i lekko ją zabarwia na kolor różowy. Rzeczywiście się pieni choć jest to delikatna, miękka, mała pianka, która całkiem długo się utrzymuje. Głównie używam tej soli do moczenia nóg. Sól naprawdę odpręża i relaksuje. Bardzo dobrze zmiękcza skórę sprawiając, że jest bardzo delikatna w dotyku. Ekstrakt z figi znany jest ze swoich właściwości zmiękczających, dogłębnie nawilżających naskórek i nadających mu jedwabistą gładkość. Efekt naprawdę niesamowity – nogi mięciutkie, delikatne, jakby pokryte niewidzialną balsamową otoczką. W wersji do kąpieli zastąpi nam sól i płyn do kąpieli i balsam, bo to produkt prawie 3 w 1. Moja wersja z figą ma dość specyficzny, bardzo słodki, landrynkowy zapach, ale bardzo przyjemny i relaksujący. Następnym razem gdy będziecie kupować sól to sięgnijcie po tą! Wasz portfel będzie Wam wdzięczny, ciało przepięknie zadbane, a umysł zrelaksowany.
Bourjois Express Eye Makeup Remover (200 ml / ok 17 zł)
Moje poszukiwania idealnej dwufazówki do zmywania mojej wodoodpornej maskary nadal trwają i na razie zatrzymały się na kosmetyku od Bourjois. Idąc tropem mojej ukochanej wody micelarnej właśnie od Bourjois, która miesiąc w miesiąc jest na mojej łazienkowej półce (KLIK), pomyślałam, że sięgnę po jej dwufazowego brata. Okazało się, że i płyn dorównuje jakością wodzie micelarnej. To co najbardziej przypadło mi do gustu to to, że płyn nie jest tłusty i nie zostawia białej mgły na oczach jak większość dwufazówek. Twarz nie jest po nim ani lepka, ani tłusta, nie ma żadnego nieprzyjemnego filmu na skórze. Za taką samą cenę jak większość dwufazówek dostajemy dwa razy większą pojemność co jest na duży plus. Radzi sobie świetnie ze zmywaniem każdego rodzaju kosmetyków kolorowych, ale czy jest taki ekspresowy przy zmywaniu wodoodpornego makijażu?! Tu bym się jednak kłóciła. Wprawdzie daje sobie radę z produktami wodoodpornymi, ale trzeba dać mu trochę czasu żeby je rozpuścił i usunął, więc nie unikniemy pocierania wacikiem. Do zwykłego makijażu jest idealny, zmywa wszystko za jednym dotknięciem wacika. Także jest to bardzo dobra dwufazówka, która jest pozbawiona minusów przeciętnego płynu dwufazowego, ale ma drobne problemy z makijażem wodoodpornym…
Bourjois Fresh Cleansing Gel (150 ml / ok 13 zł)
Swoją rodzinkę burżujów powiększyłam o jeszcze jednego członka gdy poszłam do Rosska po coś do mycia buzi. Przeczytawszy opis na odwrocie tubki: „Odświeżająco – oczyszczający żel wzbogacony o ekstrakt z ogórka. Sprawia, że cera jest idealnie czysta a skóra nawilżona i odświeżona. Nie zawiera alkoholu. Dla wszystkich rodzajów cery” pomyślałam, że to brzmi całkiem ciekawie i dość prosto, a nie miliony obietnic co ma robić żel do mycia twarzy. Produkt jest w postaci żelu, a w kontakcie z wodą na twarzy zamienia się w emulsję więc się nie pieni a zamienia się w taki rodzaj mleczka myjącego. Ma bardzo świeży zapach (dobrze, że nie ogórkowy, bo osobiście go nie znoszę). Twarz po użyciu jest czysta, świeża, nie przesuszona. Bardzo przyjemny, prosty, zwykły, nieskomplikowany żel do mycia twarzy choć muszę przyznać, że parę razy przy mojej cerze mieszanej miałam taki trochę niedosyt i uczucie nie idealnej czystej skóry więc dla cery tłustej i trądzikowej może być zdecydowanie za słaby.
Oriflame Pure Skin Shine Control Cream (50 ml / 23 zł)
Wreszcie znalazłam mój idealny, matujący krem na dzień pod makijaż. Pewnie nigdy nie zwróciłabym na niego uwagi w katalogu więc całe szczęście, że dostałam go do testów. Właśnie tak odkrywa się perełki wśród kosmetyków. Efekt matowienia jest genialny. Bardzo łatwo go zauważyć gdy nałożymy go na błyszczącą się buzię. Nakładasz i buzia od razu jest matowa, sucha i gładka. Nie trzeba czekać aż się wchłonie i zadziała. Ten krem robi to za pstryknięciem palcami. Matuje, ale przy tym jest bardzo komfortowy w noszeniu. Skóra na twarzy nie jest ściągnięta czy przesuszona ani też nie reaguje nadmierną produkcją sebum. Efekt matu i nawilżenia na raz? Z tym kremem to możliwe! Świetnie współgra z różnymi podkładami: nie rolują się, nie zmieniają koloru czy konsystencji. Dla mnie osobiście idealny krem na dzień. Tego efektu właśnie oczekuję. Efekt utrzymuję się mniej więcej 8 – 10 godzin. Jeśli chodzi o inne jego właściwości jak zmniejszenie porów czy zapobieganie powstawaniu wyprysków to powiem szczerze, że minimalne efekty są, ale głównym jego atutem jest MAT, MAT i jeszcze raz MAT! Tubeczka jest dość mała i poręczna, ma 50 ml kosmetyku. Krem w swojej konsystencji jest dość tępy w nakładaniu, ale nie jest to jego wadą. Jedyne co mi osobiście przeszkadza to zapach. Dość dziwaczny zapach (mi się kojarzy Z zapachem palonego wosku na cmentarzu – sorry za skojarzenia), który naprawdę może przeszkadzać, ale to tylko jedyny jego mankament. Posiadaczki skóry mieszanej – powinnyście go spróbować! Będziecie zadowolone! 🙂
Avon Planet Spa Luksusowy żel wygładzająco – rewitalizujący na okolice oczu z ekstraktem z czarnego kawioru (15 ml / 25 zł)
Wypaczyłam go parę miesięcy temu na jakieś promocji za 5 zł nie wiedząc o nim nic. Czekał na swoją kolej. Wzięłam go ze sobą na wyjazdowy urlop. Mały, niepozorny, z dość długaśną nazwą, ale…. okazał się bardzo dobrym kosmetykiem. Jestem kobietą jeszcze przed 30-stką więc jeszcze nie mam potrzeby stosowania kosmetyków stricte liftingujących i wygładzającyh, ale przez to, że dużo się maluje parę zmarszczek wokół oczu mi przybyło.  Ten żel to taka lekka forma wygładzającego kremu pod oczy. Faktycznie jest skuteczny, zauważyłam lekkie spłycenie zmarszczek pod oczami choć to nie jest spektakularny efekt na który musimy sobie poczekać przynajmniej miesiąc. Nadaje się zarówno pod oczy jak i na powieki, nie podrażnia śluzówki oka nawet jak dostanie się przed przypadek. Szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu. Ma bardzo ciekawy wygląd, bo jest to przeźroczysty żel opalizujący na fioletowo i złoto i myślałam, że tak samo będzie świecić się skóra, ale na skórze jest kompletnie bezbarwny. Fajne zakończenie tubeczki ułatwia aplikację pod oczami (taka końcówka jak przy zwykłych błyszczykach w tubkach). Niby taki niepozorny, a jednak siłę ma! Polecam spróbować przy kolejnej promocji za 5 zł ;P
To na tyle moich hitów ostatnich miesięcy. Mam nadzieje, że Was nie zanudziłam i dzięki temu wpisowi znalazłyście coś ciekawego dla siebie 🙂
A co Was ostatnio miło zaskoczyło?! Myślałyście, że to nic takiego, a tu… niespodzianka. Podzielcie się tym ze mną w komentarzach. Chętnie poczytam….

Makijaż: Bakłażany Dwa od Marizy

Witajcie :o)

Cienie Mariza Selective mam już od dłuższego czasu i nie wiem dlaczego jeszcze nie zrobiłam pełnej recenzji ze swatchami?! Trzeba będzie to nadrobić… jesteście zainteresowane?! A tym czasem zapraszam na makijażyk dzienny z użyciem dwóch bakłażanów – we wersji matowej i satynowej – od Marizy 😉



Makijaż oka zaczynam od podkreślenia załamania powieki bakłażanem we wersji satynowej (Mariza Selective Satynowy Cień do powiek #8 Bakłażan). Następnie na wewnętrzną część oka nakładam żółte złoto (Inglot 103 AMCS), na środek powieki stare złoto (Inglot 112 AMCS), a zewnętrzny kącik kończę bakłażanem we wersji matowej (Mariza Selective Matowy Cień do powiek #14 Bakłażan). Dolną powiekę dla kontrastu podkreślam niebieskawym fioletem (Inglot 439 P). 


Dość wyraziście konturuję twarz (W7 Honolulu Bronzer + MARIZA GLAMOUR LINE Rozświetlająca pryzma do makijażu nr 7108). Na ustach nudziak, który powstał z połączenia szminki (Celia Nude Pomadka – Błyszczyk #602) i błyszczyku (Manhattan Water Flash Lipgloss nr 59B). 

To co Dziewczynki szykować swatche cieni Mariza Selective do recenzji?!

Wszystko o: MARIZA Selective Matujący Puder Ryżowy

Witajcie :o)

Kosmetyk o genialnym działaniu, ale kiepskim składzie… czyli MARIZA Selective Matujący Puder Ryżowy. Czy skład naprawdę ma znaczenie?! :o/ Przekonajmy się! :o)


W cenie 17,90 zł dostajemy 5g produktu w bardzo poręcznym, zgrabnym i solidnie wykonanym opakowaniu wraz z gąbeczką i sitkiem w środku. Pojemność tego pudru jest mniej więcej o połowę mniejsza niż podobne produkty innych marek, ale jedno opakowanie wystarczy na ok. rok intensywnego (czytaj dzień w dzień) użytkowania.

MARIZA Selective Matujący Puder Ryżowy jest w formie sypkiej. Jest to transparenty puder w kolorze białym bardzo, ale to bardzo drobno zmielony. Mikroskopijne, lekko transparentne cząsteczki pudru nie posiadają właściwości kryjących, czyniąc produkt bardzo uniwersalnym tzn. sam nie daje koloru, nie bieli twarzy i dlatego dopasowuję się do odcienia każdej cery. Puder jest bezzapachowy.



Ryż ma bardzo duże zdolności absorpcyjne, dzięki czemu skutecznie pochłania sebum i matuje skórę na wiele godzin. Puder otula twarz niewidzialną mgiełką i matuje na bardzo długie godziny. W moim przypadku (cera mieszana) to ok. 10h matu bez poprawek w ciągu dnia. Nie jest to płaski, suchy mat, a satynowe, ładne wykończenie. Dzięki temu, że jest tak drobno zmielony nie ma efektu „mąki” na twarzy, jest wręcz niewidoczny. Daje satynowy efekt matu na twarzy. Nie wchodzi w zmarszczki czy załamania skóry, a do tego nie ma efektu przypudrowanej twarzy np. w słońcu. Wyjątkowo lekki i ultra delikatny puder sypki tworzy niewidzialną warstwę, która skutecznie matuje i utrwala, wcześniej nałożony podkład, świetnie fiksuje i utrwala makijaż twarzy. 



MARIZA Selective Matujący Puder Ryżowy jest naprawdę genialny i godny polecenia, robi dokładnie to co ma robić. Matuje, utrwala, pięknie wygląda. Ale ma jedno „ale”! SKŁAD! Wiele osób zauważyło, że w składzie ma dużo parabenów. Czy to faktycznie takie złe?!

Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Isobutylparaben, Propylparaben to „Substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni również kosmetyk przed nadkażeniem bakteryjnym, które możemy wprowadzić przy codziennym użytkowaniu produktu (np. nabierając krem palcem).” Wszystkie te składniki są „jednym z najlepiej przebadanych konserwantów stosowany zarówno w kosmetykach, żywności jaki i lekach. Najnowsze badania zatwierdzone przez Komisję Europejską wskazują na bezpieczeństwo stosowania tej substancji w kosmetykach”. (źródło: http://www.kosmopedia.org)

Powiem Wam z czystym sumieniem, że ten kosmetyk w żaden sposób mnie nie podrażnił, nie uczulił czy nie spowodował nadmiernego zapychania porów. Jest naprawdę bezpieczny i jego skład tak naprawdę go nie przekreśla. Dla mnie liczy się efekt! A ten puder jest wart swojej ceny! Reszta to robienie z igły widły. 

POLECAM GORĄCO :o)

Makijaż: Bakłażan ze starym złotem

Witajcie :o)

Uwielbiam to połączenie. Mogłyście oglądać już nie raz na moim blogu odsłony różnych makijaż w różnych kombinacjach tych kolorów. Wygląda bardzo elegancko i świetne podkreśla zieloną tęczówkę. 



Zaczynam od podkreślenia załamania powieki bakłażanowym matem (Mariza Selective Matowy cień do powiek nr 14 Bakłażan): większość koloru kumuluję w zewnętrznym kąciku. Górną granicę bakłażanowego cienia rozcieram połyskującym różem (Inglot 144 AMCS) nadając fajną poświatę koloru pomiędzy bakłażanem a naturalnym odcieniem skóry. Następnie na 2/3 powieki ruchomej nakładam odcień starego złota (Inglot 112 AMCS) a sam kącik zewnętrzny przyciemniam ciemną czekoladą (Inglot 435 P) i dodaje odrobinkę czerni (Inglot 391 M). Wewnętrzne kąciki rozjaśniam cielistą perłą (Inglot 395 P + Inglot 396 P). 



Policzki konturuje złotym bronzerem (W7 Honolulu Bronzer + MARIZA GLAMOUR LINE Rozświetlająca pryzma do makijażu nr 7108), a na ustach lekki różyk (Celia Nude Pomadka-Błyszczyk nr 602). 



Nowy katalog MARIZA nr 3 Maj – Lipiec 2013

Witajcie :o)

Przypominam, że z aktualnego katalogu 2/2013 zamówienia można składać do 9 maja.


Od 10 maja wchodzi w życie nowy katalog, który będzie obowiązywać aż do końca lipca, czyli nie jak zwykle 2 miesiące, a 3 miesiące.

Coś Wam wpadło w oko? Czegoś jesteście szczególnie ciekawe? Piszcie, komentujcie… 😉
Wszystkie namiary na mnie jako konsultantkę MARIZY w Szczecinie TUTAJ

Kosmetyczne HITY i KITY Luty 2013

Witajcie :o)

Ostatnio dużo kosmetyków używam i zużywam do końca (projekt denko trwa!), ale z braku czasu nie mam ich kiedy opisywać. Przez co mam dość duże czasowe obsuwy… mam nadzieje, że mi to wybaczycie. 

Dziś zaległy wpis o HITACH I KITACH lutego 2013!

HITY
Siquens MedExpert krem przeciwko niedoskonałościom skóry (30 ml / 30 zł)

Po rozczarowaniu Siquens Prevention Krem pod oczy bardzo sceptycznie i ostrożnie sięgnęłam znów po produkt tej marki. Co się okazało: ten krem JEST GENIALNY!
Dzięki zawartości NDGA, kwasu oleanolowego oraz ekstraktu roślinnego bogatego w protoberberyny, a także właściwościom osmotycznym i hamującym aktywność 5 – alfa – reduktazy, wszechstronnie walczy z niedoskonałościami skóry, likwidując przyczyny ich powstawania oraz redukując już istniejące.
Krem działa przeciwzapalnie i przeciwbakteryjnie, normalizuje wydzielanie sebum, zwęża pory, redukuje zaskórniki i krostki. Dzięki kompleksowi minerałów (Ca, Cu, Mg, Zn) poprawia wygląd skóry, zapewnia jej odpowiednie nawilżenie i przyspiesza regenerację. Nie podrażnia i nie wysusza.
Zawiera formułę DermoSekwencyjną ™ umożliwiającą stopniowe uwalnianie substancji czynnych i aktywne działanie kremu przez cały dzień lub noc.
 
Mnie osobiście najbardziej urzekła redukcją już istniejących niedoskonałości. Wystarczy, że nałożyłam go na noc, a już rano nie było śladu po mniejszych wypryskach, a te większe były widocznie mniej zaczerwienione i szybciej się goiły. To wszystko w jedną noc! Jest dość tępy i treściwy w swojej konsystencji, ale świetnie nawilża, a jednocześnie po aplikacji daje matowe wykończenie. Po miesiącu jego stosowania moja twarz była naprawdę w rewelacyjnej kondycji. Jedyne co mnie w nim drażniło to zapach – kojarzył mi się z zapachem pubu pełnego palaczy. Na szczęście zapach ten szybko się ulatniał

MARIZA Selective Matujący puder ryżowy (5 g / 17,90 zł)
Zakochałam się w nim od pierwszego użycia. Jest to transparenty puder w kolorze białym, bardzo, ale to bardzo drobno zmielony. Otula twarz niewidzialną mgiełką i matuje na bardzo długie godziny. W moim przypadku (cera mieszana) to ok. 10h matu bez poprawek w ciągu dnia. Dzięki temu, że jest tak drobno zmielony nie ma efektu „mąki” na twarzy, jest wręcz niewidoczny. Daje satynowy efekt matu na twarzy. Komponuje się i współgra z różnymi rodzajami podkładów. Tak bardzo go polubiłam, że mam w zapasie kolejne opakowanie. POLECAM! 🙂
Bourjois Healthy Mix Fond de Teint (30 ml / ok. 60 zł)

Słynny i zachwalany „Burżuj„. Ile to ja się już o nim naczytałam i nasłuchałam ochów i achów. Musiał wcześniej czy później znaleźć się w mojej kosmetyczce. Natrafiła się promocja w Rossie i dorwałam go za 35 zł. I…. muszę potwierdzić, że coś jest w tym podkładzie. Początkowo obawiałam się jego nazwy, bo jest to podkład nawilżający, który jest przeznaczony do wszystkich typów skóry. A wiecie jak to jest: „co jest do wszystkiego do jest do niczego”. Ten podkład mnie PRZEMIŁO ZASKOCZYŁ. Fajna kremowa, ale niezbyt ciężka konsystencja, pół-matowe wykończenie. Krycie od bardzo lekkiego po średnie. Mało widoczny na twarzy, nie tworzy maski. Przy mojej cerze mieszanej strefa T przy tym podkładzie zaczyna się świecić po ok. 6-7 godzinach także wydaje mi się, że to całkiem fajny wynik jak na podkład, który nie jest matujący, niektóre podkłady typowo matujące wytrzymują znacznie mniej. Podoba mi się także gama kolorystyczna: są to naturalne beże, nie za żółte, nie za różowe czy pomarańczowe. Plus na wygodną pompkę i to, że widać na jakim etapie zużycia jesteśmy. Teraz już rozumiem dlaczego był tak zachwalany, jednak większość na zawsze rację, POLECAM spróbować.
Eva Natura Herbal Garden Dwufazowy Płyn do demakijażu oczu (150 ml / 11,49 zł)
Seria Herbal Garden to nowość od Eva Natura. Większość „babskich” gazet się o tej serii pochlebnie rozpisywało. Kupiłam dwa produkty z tej serii. Płyn dwufazowy skutecznie zmywa makijaż oraz zanieczyszczenia wrażliwych okolic oczu. Nie jest zbyt tłusty jak to bywa przy dwufazówkach, nie tworzy mgły na oczach po użyciu. Ekstrakt z ziela swietlika dodatkowo pielęgnuje i odżywia naskórek dzięki czemu można naprawdę długo przecierać oczy wacikiem, nie martwiąc się  o podrażnienie czy zatarcie oczu. Niestety ma jedną wadę: radzi sobie świetnie ze zmywaniem prawie wszystkiego po za produktami wodoodpornymi. Z moją maskarą z Yves Rocher (recenzja KLIK) niestety nie radzi sobie prawie wcale. Tu nie chodzi o rozmazywanie czy tworzenie pandy na oczach, po prostu w ogóle nie rozpuszcza tej maskary. Także kończę to opakowanie i pewnie nie wrócę do tego płynu ponownie chyba, że nie będę używać produktów wodoodpornych w makijażu to w takim przypadku POLECAM.

Eva Natura Herbal Garden Krem pod oczy i na powieki (25 ml / 7,69 zł)
Zgarnęłam ten krem z półki sklepowej razem z płynem dwufazowym. Delikatny krem – żel bogaty w naturalne substancje aktywne, który skutecznie pielęgnuje skórę wokół oczu. Zawiera ekstrakt z ziela swietlika, algi, polisacharydy i masło Shea. Najbardziej podoba mi się w tym kremie to, że świetnie nawilża i wygładza powierzchnię powiek. Przy takiej ilości makijaży pielęgnacja powiek jest dla mnie bardzo ważna. Skóra pod oczami jest także nawilżona i odświeżona. Bardzo szybko się wchłania. Duży plus za dużą pojemność, bo aż 25 ml za prawdę nie wielkie pieniądze. Jeśli szukacie prostego i naturalnego kremu pod oczy to jest to krem idealny dla Was.


KITY

Dermedic NORMATIV Oczyszczający żel do mycia twarzy (100 g / 25 zł)
Żel ma za zadanie ograniczać wydzielanie sebum pozostawiając skórę dobrze nawilżoną i przygotowaną do aplikacji preparatów pielęgnacyjnych. Miał działać przeciwłojotokowo i kojąco. Niestety nie spełnił się ani jeden postulat postawiony przez firmę Dermedic. Najbardziej denerwował mnie chemiczny zapach, konsystencja praktycznie wody, żel przelewa się przez palce przez co tracimy niepotrzebnie produkt. Przy myciu twarzy kiepsko się pieni, kiepsko oczyszcza, a po jego zmyciu mam wrażenie, że moja twarzy jest tak samo brudna jak przed użyciem tego żelu. Bardzo nie wydajny – zużyłam go w 3 tygodnie! Bardzo, bardzo kiepski żel, a po tej marce spodziewałam się czegoś lepszego. Klapa! 
 

Makijaż: Ale śliwa!

Witajcie :o)

Może i matowa śliwka na oku to raczej ryzykowny odcień, bo można sobie zafundować na własne życzenie limo pod okiem, ale kto nie ryzykuje ten nie ma. Może wyjść z tego całkiem fajne Smokey Eyes. 

Na całką powiekę ruchomą nałożyłam jako bazę czarny cień w kremie (Maybelline Color Tattoo 24HR Cień do powiek w żelu 60 Timeless Black). Na bazę nałożyłam prawie matową śliwkę (Mariza Selective Satynowy cień do powiek nr 15 Śliwka). Następnie przy pomocy bladoróżowego cienia (Inglot 488 DS) rozcierałam śliwkę ponad załamanie powieki, aby uzyskać dymek. Dla ciekawszego efektu kąciki wewnętrzne są w złocie (Inglot 103 AMCS). Na linię wody nałożyłam kredkę w odcieniu oberżyny (Avon SuperShock Eyeliner Pencil Blackberry).
Twarzy dałam odrobinę konturu (MARIZA GLAMOUR LINE Rozświetlająca pryzma do makijażu nr 7108), a policzkom rumieńca (Inglot Róż do policzków nr 44). Na ustach słodki róż (Celia Nude Pomadka-Błyszczyk nr 601) i odrobina błyszczykowego błysku (MIYO Kiss Me Lipgloss 03 Bling).

Makijaż: Oliweczka na DZIEŃ DOBRY ;)

Witajcie :o)

Dzienniaczek to nie tylko brązy i beże… a może jakaś oliwka?! Co Wy na to moje Kochane?


Zaczynam od podkreślenia załamania powieki bardzo ciepłym brązem (Inglot 457 DS). Następnie 2/3 powieki ruchomej pokrywam oliwkowym matem (Mariza Selective Matowe cienie do powiek Rajska Oliwka). Pozostawiony zewnętrzny kącik przyciemniam miksem grafitu i khaki (Inglot 500 DS + Inglot 471 DS). Wewnętrzne kąciki mocno rozświetlam opalizującą zielenią (Kobo Pure Pearl Pigment 504 Mint Cream). 


Twarz konturuje bronzerem (W7 Honolulu Bronzer + MARIZA GLAMOUR LINE Rozświetlająca pryzma do makijażu nr 7108), na policzkach ląduje odrobina różu (Hean Satin Blush 10 Róż fantazja), a na ustach słodki róż (Essence Stay with Me Longlasting Lipgloss nr 01 Me & My IceCream). 



PS. Sezon na robienie fotek w świetle dziennym uważam za otwarty…

Makijaż: Oberżyna i bakłażan wieczorową porą

Witajcie :o)

Uwielbiam nietuzinkowe i ciekawe kolory cieni, które można zastosować w dwojaki sposób. Takimi ciekawostkami jest oberżynowy cień z bordowymi tonami, bakłażanowy, który na pierwszy rzut oka wygląda jak brąz, ale ma w sobie czerwone i różowe tony i do tego złoto opalizujące na różowo. Wszystko to w wersji mocnej, wieczorowej propozycji. 

Na całą powiekę nałożyłam bordowy brąz (Mariza Selective Satynowe cienie do powiek Bakłażan). Załamanie powieki podkreślam oberżyną (Inglot 452 P), którą rozcieram ku górze pudrowym różem (Inglot 352 M). Zewnętrzny kącik mocno przyciemniam mieszanką brązów i czerni (Inglot 378 M + Inglot 459 DS + Inglot 391 M). Wewnętrzny kącik rozświetlam złotem, które przy mocnym roztarciu zamienia się w róż (Inglot 142 AMCS). Na linię wodny nakładam czarną kredkę. 


Twarz konturuje bronzerem (W7 Honolulu Bronzer + (MARIZA GLAMOUR LINE Rozświetlająca pryzma do makijażu nr 7108). Na ustach lekki, różowy nude (Celia Nude Pomadka-Błyszczyk nr 602).