Makijaż: Czy to jeszcze pomarańcz czy już róż?!

Witajcie :o)

Dziś zrobiłam małe czary mary… a mianowicie dodałam trochę różowych tonów pomarańczy. A to za sprawą magicznego pigmentu z Kobo….


Na 2/3 powieki ruchomej nakładam mocny pomarańcz (Inglot 469 Double Sparkle). Dla kontrastu zewnętrzny kącik maluje w granatach: najpierw nakładam matowe (Inglot 389 Matte + Inglot 483 Double Sparkle) a następnie dodaje perłowego blasku (Inglot 428 Pearl). Załamanie powieki podkreślam błękitem (Inglot 424 Pearl). Czas na zamianę pomarańczy w róż: na nałożony wcześniej pomarańcz nakładam pigment, który opalizuje na różowo (Kobo Pure Pearl Pigment 501 Violet Blush). Nie zapominam też o wewnętrznym kąciku oka. 


Na ustach lekka morelowa szminka (Celia Nude Pomadka-Błyszczyk nr 606) a na polikach złoto-brzoskwiniowy róż (e.l.f. Natural Radiance Blusher w kolorze Glow).



Kosmetyczne HITY i KITY Wrzesień 2012

Witajcie :o)

Wrzesień był kolejnym miesiącem oszczędzania więc mania zużywania trwa. Jest tylko parę produktów z GlossyBoxów oczywiście oraz starzy znajomi, który odkryłam na nowo. 

Zaczynamy od HITÓW:



Yoskine Mikrodermabrazja Szafirowy Peeling Przeciwzmarszczkowy Cera normalna i mieszana (75 ml/ok. 30-40 zł)


Ccccuuuudddoooowwwnnnyyyy!!! peeling. To kosmetyk na szóstkę. W sumie nie ma wad (chyba, że cena mogłaby być odrobinkę niższa). Kosmetyk ze sproszkowanym Szafirem, który posiada rewelacyjne właściwości polerowania skóry poprzez powierzchniowe ścieranie martwych komórek naskórka. Dzięki temu znakomicie oczyszcza i zmniejsza rozszerzone pory, a także widocznie wygładza strukturę naskórka. Zawiera Duo-Kwas hialuronowy HMW+LMW, który wygładza zmarszczki, ujędrnia skórę i intensywnie nawilża. Sebumatrix redukuje wydzielanie serum i zwęża pory, a lipidy zbożowe zabezpieczają skórę przed wysuszaniem, ściąganiem i szorstkością. Idealnie nadaje się do mikrodermabrazji skóry. Pobudza samo regenerację komórek, co sprawia, że skóra zyskuje zdrowy koloryt i świeży, młodzieńczy wygląd. Większość peelignów to baza, w której zatopione są drobinki peelingujące. Tutaj cały peeling to drobinki, które są mniejsze od ziarnka piasku. Tak dokładnie wypeelingowanej twarzy jeszcze nie miałam! Naskórek jest złuszczony, ale nie podrażniony. Po zmyciu nie ma uczucia dyskomfortu ściągnięcia czy pieczenia. Bardzo wydajny produkt także tubka 75 ml wystarczy na dobre kilka miesięcy ponieważ trzeba go stosować raz w tygodniu. Efekty naprawdę utrzymują się przez cały tydzień. Cera jest promienna, pełna blasku i młodzieńczego wigoru. 

Yves Rocher Cure Solutions Anti-Fatigue, Kuracja usuwająca oznaki zmęczenia Krem rewitalizujący 24H (50 ml/115 zł)

Swoją próbkę 15 ml dostałam kiedyś jako gratis do zamówienia. Jak ją zobaczyłam i przeczytałam do czego jest, podeszłam do tego kremu bardzo sceptycznie i odłożyłam na półkę. BŁĄD!!! To nie jest zwykły krem. TO KURACJA!!! To cudo coś w sobie ma. A mianowicie zawiera wyciąg z liści winorośli czerwonej, bogatych w polifenole. Roślina korzystnie wpływa na system naczyniowy, wzmacnia ścianki naczynek krwionośnych, poprawia mikro-krążenie skórne. Wskazania do stosowania tego kremu to  skóra zmęczona, w okresie stresu, przy zamianach pór roku, zmianach rytmu życia; blada, poszarzała cera, bez wigoru. Producent obiecuję, że w ciągu miesiąca: łagodzi rysy twarzy, rewitalizuje  skórę, wygładza zmarszczki. Powiem Wam, że moja skóra tego wszystkiego doświadczyła. Po każdym użyciu skóra twarzy miała więcej blasku, zdrowego kolorytu, młodzieńczego wigoru, delikatności… jest jakaś magia w tej kuracji! To ma być kuracja miesięczna więc zastanawiam się dlaczego Yves Rocher zdecydowało się na tak wielką pojemność 50 ml. Moja próbka 15 ml wystarczyła mi dokładnie na miesiąc. Więc jeśli będziecie mieć propozycję gratisu do zamówienia to wybierzcie sobie ten krem. Ma bardzo ciekawą konsystencję – jest bardzo twardy, zbity, zachowuję się na twarzy jak ciężka maść. Myślałam, że przez to będzie przetłuszczać twarz, ale wręcz było odwrotnie. Wchłania się w kilka sekund pozostawiając skórę nawilżoną, ale nie tłustą, świecącą, daje taki efekt „matowienia” skóry, bardzo dziwne odczucie. Dość tempo się rozsmarowuje więc warto przed użyciem spryskać twarz wodą termalną albo tonikiem. Nie wierzyłam w coś takiego aż do tego kremu. Efekty są…. naprawdę!

e.l.f. Contouring Blush & Bronzing Powder (szt./ok. 20 zł na allegro)

Swojej sztuki akurat nie kupiłam, a posiadam z wymianki (jeszcze dawno dawno temu). We wrześniu coś mnie naszło na konturowanie twarzy. Każdy makijaż okraszałam bronzerem. Moja twarz jest wyjątkowo okrągła więc aby nadać jej lepszego, smuklejszego kształtu powinnam używać bronzera. W makijażu wieczorowym czy np w telewizji nie razi wyraźna linia pod kością policzkową, ale w dziennym looku potrzeba czegoś bardziej subtelniejszego. I chwała za to bronzerowi z e.l.f., że można go stopniować. Jeśli chce lekko zaznaczyć kości policzkowe nakładam nie wielką ilość i dobrze rozcieram dużym pędzlem. Jeśli chce uzyskać mocne wykonturowanie nakładam większą ilość i tylko odrobinę rozcieram. Daje naprawdę fajny, „naturalny” efekt. Pomimo, że posiada w sobie złote drobinki to i tak nie widać ich na twarzy. Daje satynowe wykończenie z lekkim błyskiem. Kolor nie jest idealne naturalny, ma w sobie odrobinę pomarańczowych tonów, ale na mojej lekko żółtej cerze się sprawdza taki odcień. Bronzer z tego duo jest na TAK, ale niestety róż/rozświetlacz to bubel. Na róż ma za małą pigmentację, a jako rozświetlacz się nie sprawdza, bo nie tworzy przyjemnej „tafii wody” na kości policzkowej. Może to nie jest idealne duo do konturowania, ale warte swojej ceny ze względu na bronzer. 
Moje ulubione trio do układania włosów:


Taft Looks Designer Look Modelling Spray Gel czyli żel w sprayu (200 ml/ok. 10 zł)

Sam w sobie jest słabym żelem i nie daje się do układania fryzury, ale znalazłam dla niego inne, lepsze zastosowanie. Przy układaniu fryzur mocno stylizowanych tj. irokez włosy nie mogą być sypkie i puszyste. Oczywiście takie są po dokładnym umyciu szamponem. Żeby się tego pozbyć mokre włosy spryskuję właśnie żelem Taft i suszę. Dzięki temu nadaję włosom tekstury i same zaczynają się układać już pod czas suszenia. Ale ten żel nie będzie tylko pomocnych dla osób, które mocno stylizują swoje fryzury. Jeśli macie problem z odstającymi kosmykami włosów lub chcecie wygładzić włosy ten żel świetnie to robi. Nie skleja włosów, bardzo łatwy w rozczesaniu i bardzo przyjemna aplikacja dzięki atomizerowi, nie trzeba bawić się w brudzenie rąk.

Taft Looks Stand Up Look Żel Extreme (150 ml/15 zł)

Po wysuszeniu włosów czas na ich ułożenie. Aby nadać kształtu fryzurze używam albo pasty/wosku albo właśnie żelu. Żel z Taft świetnie się do tego nadaje. Ten Stand Up ma moc 5 w skali na 7. Nie pozostawia resztek na włosach. Bez sklejania włosów. Łatwy do usunięcia. 

Joico Joimist Firm Finishing Spray Lakier do włosów (300 ml/15 zł na allegro)

Kupiłam go przypadkowo. Zamawiając parę rzeczy od jednego sprzedawcy w jego aukcjach ujrzałam ten lakier. Skuszona dobrą ceną i dobrymi opiniami w necie dorzuciłam do koszyka. Nie żałuję. To jest NAJMOCNIEJSZY lakier jaki kiedykolwiek miałam. Postawi i utrwali naprawdę wszystko. Ma poziom utrwalenia 4 z 5, więc nie chce wiedzieć jaka musi być 5 jak ten jest ekstremalnie mocny. Mimo, że jest tak mocny da się z nim pracować. Ja osobiście układam i nadaje ostatecznego kształtu fryzurze właśnie lakierem do włosów. Dlatego też lakier musi mieć pewne specyficzne właściwości. Musi być odpowiednio lepki, aby układać włosy, ale nie zbyt klejący, aby nie skleić włosów w stronki. Nie zasychać zbyt szybko na włosach, żebym mogła zdążyć je ułożyć zanim lakier zastygnie. Mieć mokrą strukturę (broń może suchą), bo takim lakierem włosy układa się jak żelem, jest to bardzo wygodne. Właśnie takie właściwości posiada lakier Joico. Jednym jego minusem jest zapach – okropnie śmierdzi (a potrafię dużo wytrzymać). 

Niestety były też dwa duże rozczarowania tego miesiąca:


Clinique All About Eyes Krem pod oczy (15ml/165 zł)

Byłam bardzo podekscytowana jak zobaczyłam 5 ml próbkę w GlossyBoxie. Wypróbować tak drogi i ekskluzywny kosmetyk to rarytas. Niestety ten krem to moje największe ROZCZAROWANIE miesiąca. Mam bardzo mieszane odczucia. Walczyłam z tym kremem cały miesiąc, naprawdę chciałam dać mu szansę, ale niestety nic z tego. Zużyłam pół opakowania i na tym koniec! Krem ma konsystencję kremu/żelu bardzo lekkiego, ale po rozprowadzeniu na skórze czuję się taką jak by „silikonową” powłokę co niby ma sprawiać, że makijaż oczu dłużej się utrzymuje. Pozornie wydaje się, że skóra pod oczami i na powiekach jest nawilżona, ale to złudne wrażenie. Ale nie to jest najgorsze. Bardzo podrażnił mi oczy. Nie mam wrażliwych oczu a dzięki Clinique już mam. Niestety teraz jeszcze przez kilka tygodniu będę „leczyć się” z tego kremu. Pieczenie i mgła na oczach była niedoniesienia. Wycofałam go ze swojej pielęgnacji i okazało się, że to on był winowajcom moich problemów z oczami. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest to niebezpieczny kosmetyk. Uważałabym na niego…
Schwarzkopf Professional Szampon BC Oil Miracle (200 ml/55 zł)

Chyba nie mam ostatnio szczęścia do szamponów. Ten z Schwarzkopf nie jest wyjątkiem. Jest to luksusowy szampon na bazie cennego olejku arganowego – Berberys Gold stworzony w oparciu o przełomową technologię mikro-emulsyjną. Emulsja umożliwia wprowadzenie do wewnętrznych warstw włosa dużej ilości dobroczynnego olejku podczas mycia szamponem. Sprawia, że na zewnętrznej warstwie włosa pozostaje jedynie niezbędna ilość olejku, co gwarantuje spektakularny efekt pielęgnacyjny bez obciążania. Lepsze odżywienie gwarantuje również luksusowa, krystaliczna konsystencja szamponu. Wszystko to brzmi bardzo górnolotnie, ale szampon nie spełnia podstawowego zadania – mycie włosów. Kiepsko się pieni, trzeba umyć włosy przynajmniej 2-3 razy żeby mieć pewność, że włosy są czyste. Szamponu trzeba użyć dość sporo przez co nie jest wydajny. Mam krótkie włosy, a tego szamponu zużyłam tyle jak bym miała je bardzo długie. W swojej konsystencji jest bardzo toporny, ciężki do rozprowadzenia i rozpuszczenia w wodzie. Może dlatego, że zawiera olejek. Dla mnie osobiście jest na NIE! Może dla osób, które mają mało do zmycia z włosów albo mają duże problemy z włosami się sprawdzi. Do zmywania lakieru i żelu z włosów to totalny bubel. Może lepiej sprawdzi się jak potraktuje się go jako odżywkę do włosów?!

I tak właśnie zleciał mi kosmetycznie wrzesień. A jak tam u Was było?!

Makijaż: Witaj, Złotko!!!

Witajcie :o)

Hitem tej jesieni jest ZŁOTO! Może być dosłownie wszędzie: na powiekach, ustach, policzkach… można, a nawet trzeba ozłocić się od powiek po usta. To moja pierwsza wersja ze złotem w roli głównej.

A z czym najbardziej lubi się złoto?! Oczywiście z CZERNIĄ…


W pierwszej kolejności obrysowałam dookoła całe oko czarną, miękką kredką (Avon SuperShock Black). Następnie roztarłam kredkę tak, aby otrzymać czarną bazę. Załamanie powieki pokreśliłam grafitowym cieniem (Inglot 498 Double Sparkle). Na tak przygotowaną powiekę wklepałam złoty pyłek (Kobo Pure Pearl Pigment 507 Gold Dust). Złoto tak nakładałam, aby zmieszało się odrobinę z czernią, nadało błysk matowemu grafitowi. Jeszcze czarna kredka na linię wodną…
 
Jak już ozłocić się to na całego: na ustach pomadka ze złotym błyskiem (L’Oreal Color Riche Made For Me Naturals nr 253 Blush in Nude) oraz złoty bronzer (e.l.f. Healthy Glow Bronzing Powder Warm Tan). 


Enjoy!!! ;o)

ULUBIEŃCY 2011 ROKU

Pożegnaliśmy już stary 2011 rok, a przywitaliśmy nowy roczek 2012. ;o) Czas więc na powspominanie co takiego dobrego było w tym minionym roku.

PIELĘGNACJA:
La Roche-Posay Effaclar K krem do twarzy + Żel do mycia twarzy Effaclar
Tak naprawdę to duo było rewolucją w pielęgnacji skóry mojej twarzy. Jakieś pół roku temu powiedziałam stanowcze NIE niedoskonałościom na twarzy. Ten stanowczy sprzeciw udało mi się osiągnąć właśnie dzięki Effaclar. Moja buzia jest widocznie bardziej gładka, mniej zaskórników, mniej wyprysków, mniejsza produkcja sebum. Stosowałam regularnie przez 3 miesiące. Efekt widoczny gołym okiem… teraz profilaktycznie stosuję Vichy Normaderm Tri-Activ, bo moja skóra zaczęła mniej reagować na Effaclar, ale na pewno za parę miesięcy znów do niego wrócę. Gorąco polecam każdemu z cerą mieszaną lub tłustą.
AA Help Cera Atopowa Krem – żel do mycia twarzy
Pewnego dnia perfidnie zdradziłam żel do mycia twarzy Effaclar. Dlaczego to zrobiłam? Wszystko przez pieniądze… hahaha! ;o) Kosztował jedyne 6 zł, ale wierzcie mi, że działa tak jak by kosztował przynajmniej 100 zł. Jest kompletnie przeznaczony do innego typu cery, a z moją mieszaną cerą, która uwielbia się przetłuszczać idealnie współgra. 0% alergenów, parabenów, barwników, zapachu… mówię Wam istne cudeńko za niewielkie pieniądze. Zmywa każdy makijaż, nawet wodoodporny przy czym nie podrażnia, nie ściąga oraz nie wysusza skóry. Ideał?! 😀
Flos – lek Żel do powiek i pod oczy Mam różne wersje tego żelu, ale najlepsza według mnie tej ta ze świetlikiem i aloesem. Super wygładza powieki, niweluje oznaki ciężkich i zmęczonych powiek, a rano świetnie budzi i otwiera zaspane oczy. Więcej nie zachwalam zapraszam do lektury mojej recenzji na temat tego żelu KLIK
Nivea Żel pod prysznic Lilia wodna  Na początku byłam nastawiona sceptycznie do tych zatopionych w żelu kuleczek z oliwką. Pomyślałam, że to pewnie taki chwyt marketingowy, coś co ma przykuwać uwagę. Ale nie! Te kuleczki naprawdę działają! Skóra na mojej twarzy jest raczej tłusta, ale skóra na reszcie ciała to totalne przeciwieństwo. Ale jestem leniem i nie chce mi się smarować balsamami żeby dobrze nawilżyć suchą skórę. Ale już nie muszę bo robi to za mnie właśnie ten żel z kuleczkami a do tego pięknie pachnie i zapach utrzymuje się dość długo na skórze. 
Bourjois Woda micelarna do demakijażu twarzy i oczu W tym roku zużyłam chyba z 5 czy 6 buteleczek. Zmyje wszystko – każdy nawet wodoodporny tusz do rzęs, eyeliner żelowy, ciężkie podkłady, każdy rodzaj cieni do powiek, szminek czy błyszczyków. Nie pozostawia nieprzyjemnego, tłustego filmu na skórze….. itd a co ja będę się tutaj rozpisywać – po prostu przeczytaj moją recenzję KLIK
Maseczki z serii Planet Spa Avon To jest jeden z tych kosmetyków z Avonu, które musisz mieć. Mam teraz wszystkie dostępne „smaki” tych maseczek i każda jest super! Działają cuda! Jednak moim bezpretensjonalnym faworytem jest wygładzająca maseczka do twarzy „peel off” Japońskie sake i ryż – pięknie pachnie, super wygładza a sposób jej ściągania z twarzy bardzo fajny i przyjemny.
AKCESORIA:
Moim odkryciem 2011 roku były pojedyncze pędzle z LancrOne (link do postu z zakupami KLIK). Ale jednak moim ulubieńcem z tej całej ferajny stał się Round Top Kabuki F54
Całkowicie zmienił, ułatwił i umilił mi nakładanie podkładu. Mogę zapomnieć o źle nałożonym i roztartym podkładzie, nawet tak topornym jak Revlon Colorstay. Wreszcie każdy podkład wygląda naturalnie.
STYLIZACJA WŁOSÓW:
Jestem perfekcjonistką jeśli chodzi o moją fryzurę i mam na tym punkcie niezłego bzika. Włosy układam praktycznie codziennie więc lakier do włosów czy żel idą jak woda dosłownie. Przy takim zużyciu nie mogę sobie pozwolić na coś droższego. Ale w sumie nie muszę! Moje dwa ukochane produkty do układania mojego irokeza:
Joanna Guma stylizująca – jest diametralnie inna niż jej odpowiedniki z innych firm. Tak naprawdę to połączenie tradycyjnego żelu do włosów z gumą. Nie lubię normalnych gum za to, że obciążają i przetłuszczają włosy. Dzięki tej z Joanna bardzo szybko i sprawie stawiam mojego irokeza. 
Taft Maxx Power Lakier do włosów – maksymalne utrwalenie przy zachowaniu naturalności fryzury. Nie skleja włosów, przy wyczesywaniu nie pozostawia białego nalotu, piękny zapach. 
KOLORÓWKA:
LAKIERY DO PAZNOKCI:
Moje dwa ukochane letnie kolory to: Colour Alike nr 151 Miętus oraz nr 4 Coral Red
Teraz gdy jest zimno moją bezgraniczną miłością jest Sensique Oriental Dream nr 259 Moss Temple
USTA:
Źle wręcz paskudnie wyglądają moje usta w korektorowatych nudach. Ale znalazłam idealny nude dla moich ust – L’oreal Color Riche Made for Me Naturals nr 235 Nude. Bardzo fajne połączenie pudrowego różu z odrobiną beżu. 
 Błyszczyk, który pasuje do każdego makijażu, do żadnej kreacji na wieczór i na co dzień do jeansów to 2True Plumptuous Lip Gloss nr 10. Dostałam go w prezencie do zamówienia w sklepie. Jak go pierwszy raz zobaczyłam to się przeraziłam bo w opakowaniu wygląda jak wściekły róż, ale na ustach na szczęście jest pół transparentny. Megaśnie powiększa usta bez szczypania czy mrowienia jak w innych błyszczykach powiększających. Utrzymuje się na ustach 3-4 godziny nawet przy jedzeniu.
BRWI:
Jest tylko jedna recepta na idealnie, ale naturalnie pokreślone brwi – Inglot cień do brwi nr 560 + Delia Korektor do brwi 3 w 1 w kolorze brązowym – to duo Was nigdy nie zawiedzie. Inglot cień do brwi nr 560 uwielbiam za kolor ponieważ jest to mieszanka zimnego brązu z odrobinką szarości dzięki czemu brwi wyglądają naturalnie a nie dziwacznie jak podkreślimy je ciepłym brązem. Sławny korektor z Deli chyba już każdy zna i uwielbia więc nie będę komentować 😛
RÓŻ:
Słodki jak cukiereczek i niewinny jak dziecko czyli e.l.f. Natural Radiance Blusher w kolorze Shy. Czysty, niewinny, nieśmiały, dziewczęcy, słodki, lekki róż. Nazwa adekwatna do efektu na twarzy.
MASKARA:
Yves RocherLash Plumping Mascara
Mam ją tak naprawdę najkrócej (jakieś 1,5 miesiąca), ale już jest moją maskarową miłością. Uwielbiam efekt sztucznych rzęs jaki dają maskary, ale często gęsto tusze do rzęs tego typu sklejają je. Ta maskara nie dość, że pięknie rozdziela rzęsy, nie skleja ich to jeszcze w dodatku lekko podkręca moje bardzo oporne rzęsy – szok! Jeden minus – cena :/
CIENIE DO POWIEK:
Cóż mogłabym tu napisać, to chyba oczywiste – INGLOT!!!! Hahahaha…..
Moje kochane małe cudeńka, na które mogę patrzyć się godzinami. Zakup nowiutkiego testera Inglota z 70 cieniami jakiś rok temu to był mój interes życia! To będzie chyba moja miłość do grobowej deski. Oczywiście konkretnego koloru nie przytoczę bo nie mogłabym wybrać swojego ulubionego z tak wielu, ale jeśli chodzi o rok 2011 to najbardziej upodobałam sobie i najczęściej używałam matów z Inglota.

Jeśli jeszcze nie widziałaś mojej kolekcji to zapraszam do lektury postów:
Kolekcja cieni Inglot część 1
Kolekcja cieni Inglot część 2
Kolekcja cieni Inglot część 3
Kolekcja cieni Inglot część 4
Kolekcja cieni Inglot część 5

A może poopowiadacie mi w komentarzach co Wam dobrego przydarzyło się w 2011 roku?! ;o)

Makijaż: Wieczorowo – Konferencyjny

Dziś miałam okazję być na konferencji naukowej. Jest to dość specyficzne towarzystwo więc postanowiłam stworzyć dość mocny makijaż wieczorowy, ale jednak utrzymany w klasycznej konwencji. Zdecydowałam się na srebrzyste szarości na oku oraz pudrowy róż na ustach. 

Użyłam trzech odcieni szarości: ponad załamaniem znalazł się srebrzysty cień z paletki Sleek „Acid”, w zewnętrznym kąciku najciemniejszy srebrny cień (Inglot 451 Pearl), na powiece ruchomej oraz w wewnętrznym kąciku najjaśniejszy cień (Inglot 448 Pearl). Dla zintensyfikowania zewnętrznego kącika dodałam niezastąpionej sleekowej czerni.
Enjoy!!! ;o)
 Reszta użytych kosmetyków:
podkład: Revlon Colorstay (Oily/Combination Skin) w kolorze 180 Sand Beige
róż: e.l.f. Natural Radiance Blusher w kolorze Shy
– usta: NYX Round Lipstick w kolorze Tea Rose (LSS 628) + 2True Plumptuous Lip Gloss nr 10
maskara: Maybelline One by One

– brwi: korektor do brwi Delia  

Makijaż: Krecha Avon

Rzadko maluję kreskę czarną kredką, a to z powodu moich stosunkowo małych oczu oraz opadającej powieki. Dla niektórych z Was pewnie ten makijaż nie będzie wielkim „wow”. Ale dziś zaryzykowałam… chyba się udało?!
Główny prym w tym makijażu wiedzie oczywiście kreska. Obrysowałam prawie cały kontur oka czarną, żelową kredką Avon SuperShock – roztarłam, aby uzyskać bardziej „miękki” efekt. Całą górną powiekę pomalowałam perłą w chłodnym odcieniu brązu (Inglot 434 Pearl) a całą przestrzeń pod łukiem brwiowym aż po załamanie wypełniłam bardzo jasnym, ciepłym, perłowym brązem (Inglot 408 Pearl) i wtopiłam w brąz na ruchomej powiece.
Reszta użytych kosmetyków:
– podkład: SKIN 79 BB Cream Diamond Collection The Prestige
brwi: korektor do brwi Delia
róż: e.l.f. Natural Radiance Blusher w kolorze Glow
maskara: Maybelline One by One
  
Enjoy!!! ;o)

Makijaż: Electric Blue

Kolejny już raz wykorzystuję trend tego sezonu czyli wszelakie odcienie błękitu oraz granatu. 

Na całej ruchowej powiece znalazła się niebieska perła (Inglot 424 Pearl), zewnętrzny kącik przyciemniłam matowym granatem (Inglot 389 Matte), zaś wewnętrzny kącik rozjaśniły błękitne iskierki (Inglot 123 AMC Shine).

 




Reszta użytych kosmetyków:  podkład: SKIN 79 BB Cream Super Plus Triple Funtions, róż i bronzer : e.l.f. Contouring Blush & Bronzing Powder, brwi: korektor do brwi Delia, maskara: Maybelline One by One. Enjoy!!!

Makijaż: Lolita

W tym sezonie wraca do łask soczysta czerwień na ustach oraz na paznokciach. O ile na paznokciach uwielbiam czerwień tak na ustach mam troszeczkę obawy – w końcu to naprawdę odważny kolor. Wykorzystałam czerwień na ustach w innych sposób, po swojemu…. ale zacznijmy najpierw od oczu!


Oczy oczywiście w przypadku mocniejszy ust utrzymałam raczej w neutralnych odcieniach. Użyłam trzech matowych odcieni brązu: w zewnętrznym kąciku najciemniejszy (Inglot 378 Matte), w załamaniu powieki średni brąz (Inglot 363 Matte) a nad załamaniem najjaśniejszy (Inglot 358 Matte). Resztę powieki uzupełniłam matowym, cielistym cieniem (Inglot 353 Matte). Zaś na środek powieki nałożyłam troszeczkę blasku, który był widoczny tylko w słońcu (Inglot 142 AMC Shine). Dodatkowo dla wzmocnienia efektu, zewnętrzny kącik przyciemniłam czarnym matem (Inglot 391 Matte). 


„Problem” czerwonych ust rozwiązałam, nakładając czerwony błyszczyk z Palety NYX „Nude on Nude” pędzelkiem w mniejszej ilości tak aby otrzymać lekko zaczerwienione usta.

Reszta użytych kosmetyków:
podkład: Revlon Colorstay (Oily/Combination Skin) w kolorze 180 Sand Beige
róż: e.l.f. Natural Radiance Blusher w kolorze Glow
– czerwony błyszczyk z palety NYX „Nude on Nude”
maskara: Maybelline One by One
  
Enjoy!!! ;o)

MINI ROZDANIE LAKIERÓW E.L.F. – ZAMKNIĘTE!!!

Wreszcie przyszedł ten dzień! JUPI!!! :o) Postanowiłam zorganizować rozdanie – na razie takie mini, ale już powoli planuję coś większego. 



Zapraszam serdecznie na rozdanie lakierów e.l.f. w dwóch chyba najbardziej popularnych odcieniach: Innocent oraz Nude. Lakiery mają po 10 ml. 
Zasady są bardzo proste: wystarczy, że zgłosisz się w komentarzu pod tym postem.
A w komentarzu napisz:
– pod jakim nickiem obserwujesz mojego bloga publicznie
– który kolor wybierasz (będą 2 losowania osobno każdego koloru więc jeśli zgłosisz się np do koloru Nude to będziesz losowany tylko o ten kolor)
– swój mail abym mogła się z Tobą skontaktować w przypadku wygranej
– dodatkowo: jeśli zamieściłaś posta o moim rozdaniu na swoim blogu to poproszę link do tego posta, a jeśli dodałaś mnie do swojego blogrolla to poproszę także o link do Twojego bloga.

Zasady:
1. Musisz być publicznym obserwatorem bloga „Kobieta zmienną jest…” (1 los – obowiązkowo)
2. Dodać mojego bloga do swojego blogrolla (1 los – opcjonalnie)
3. Napisać notkę na swoim blogu o moim mini rozdaniu z pełną nazwą mojego bloga czyli „Kobieta zmienną jest… rozdaje lakiery e.l.f.” oraz link do posta z rozdaniem (1 los – opcjonalnie) (można zamieścić zdjęcie z tego postu)

ROZDANIE TRWA DO: 13. 11. 2011r. do godziny 23:59

Enjoy!!! ;o)

Makijaż: Nie wszystko złoto co się świeci

Dziś mam dla Was propozycję makijażu inspirowanego kolorystyką jesienną. Dziś rano te kolory same wpadły mi pod pędzelek, chyba udzielił mi się podświadomie jesienny klimat. Dwa odcienie złota oraz czerwony brąz w wykończeniu perłowym. Zapraszam! :o)
W wewnętrznym kąciku znalazło się białe złoto (Inglot 103 AMC Shine). Na środku powieki nałożyłam bardziej musztardowy odcień złota (Inglot 430 Pearl). W zewnętrznym kąciku oraz w załamaniu zagościł czerwony odcień brązu, coś pomiędzy bordowym a brązowym cieniem (Inglot 452 Pearl).  Czerwony brąz „przybrudziłam” troszeczkę matową czernią (Inglot 391 Matte).
Po prostu piękne kolory liści jak się patrzy! Wszystko oczywiście cudownie mieniło się w ostatnich promieniach słońca, ale niestety zdjęcia tego nie oddają, bo już o godzinie 17, kiedy robiłam fotki, słoneczko nas opuściło. :o/  Ale mam nadzieję, że mimo to make up Wam się spodoba.

Reszta użytych kosmetyków:
  •  podkład: Revlon Colorstay (Oily/Combination Skin) w kolorze 180 Sand Beige
  • bronzer : e.l.f. Contouring Blush & Bronzing Powder
  • brwi: cień do brwi Inglot nr 560 + korektor do brwi Delia
  • szminka:  L’Oreal Color Riche Made For Me Naturals nr 235 Nude 
  • maskara: Maybelline One by One
Enjoy!!! ;o)