Ulubione Duo… czyli pędzel plus kosmetyk

Witajcie :o)

Tego typu post chodził mi już po głowie parę dobrych tygodni. Widocznie wreszcie przyszedł czas na jego realizację. A mianowicie mojego ulubione duo do makijażu każdego dnia czyli idealna symbioza pędzla z kosmetykiem.

LancrOne Round Top Kabuki F54 + podkład
Ten pędzel zrewolucjonizował nakładanie jakiegokolwiek podkładu. Rozwiązał moje wszystkie problemy, które były w przypadku innych pędzli. 
Jest syntetyczny dzięki czemu prawie w ogóle nie pochłania podkładu.
Ma bardzo dużo włosia, bardzo zbity, super miękki, odpowiednio jędrny żeby uginać się podczas nakładania podkładu.
Idealna długość włosia, owalny kształt oraz średnica pozwala dotrzeć do miejsc tj. skrzydełka nosa czy lina włosów czy też pod oczami.
Przepięknie rozprowadza podkład o różnych formułach: musy, żele, płynne, mineralne czy w kompakcie. Żadnych smug czy zacieków. Jest pędzlem do naprawdę trudnych pokładów takich jak Revlon ColorStay. Każda posiadaczka tego pokładu wie jak trudno później domyć pędzel. W przypadku tego pędzla wystarczy płyn do naczyń i Revlon ColorStay jest już wspomnieniem. 
Mam go już pół roku, jest prany codziennie i nie zgubił ani jednego włoska. Super cena: 29 zł. (Zapraszam na zakupy z LancrOne).
Moja pędzelkowa miłość! Nie oddam go nikomu i muszę kupić jego brata bliźniaka na zmianę. 


Hakuro H51 + puder
Kupiłam i stosowałam go z myślą o pokładzie, ale niestety ten egzemplarz był ze starej serii z wadliwym klejem i po ok. 4-5 miesiącach się rozpadł. Skleiłam go, ale okazało się, że włosie wpada na potęgę. Ściąganie codziennie kilku włosów z twarzy było bardzo irytujące.Trafił do szuflady i został zapomniany aż do czasu. Kupiłam puder matujący sypki z HEAN (Zapraszam na recenzję). Zwykłym, dużym, puchatym pędzlem do pudru troszeczkę nie wygodnie nakładało się puder w takiej formie. Wpadłam na pomysł wciskania pudru w twarz, ale do tego potrzebowałam Flat Topa. Wtedy przypomniało mi się o Hakuro H51. Dałam mu kolejną szansę i ją wykorzystał. Stemplując twarz tym pędzlem, puder idealnie się nakłada i co najważniejsze skuteczne matowienie przedłużyło się o 2-3 godziny w stosunku do omiatania twarzy zwykłym pędzlem do pudru. Mat utrzymuje się teraz do 8 godzin spokojnie. Inny pędzel i technika nakładania a efekty są powalające. 
LancrOne F58 + bronzer
Może to troszeczkę dziwnie zabrzmi, ale ten pędzel jest tak skrojony na miarę, że sam odnajduje zagłębienie gdzie ma być nałożony bronzer do konturowania twarzy. Już nie trzeba robić „dzióbka” żeby zobaczyć te linię. Mam bardzo okrągłą buzię i nie mam mocno zarysowanych rysów więc był to dla mnie problem gdzie dokładnie nałożyć bronzer. 
Pędzel jest jędrny, nie za miękki, ale też nie za twardy. Wystarczy nałożyć swój ulubiony bronzer, przyłożyć pędzel mniej więcej przy uchu i pociągnąć linię do kącika ust. Później rozetrzeć brzegi linii aby wtopić kosmetyk w twarz. Otrzymacie bardzo naturalny kontur twarzy. Pędzel ten sprawdzi się też super przy linii włosów aby lekko „opalić” twarz. Mój numer jeden w konturowaniu! 
Na koniec mam dla Was moje nierozłączne Trio:
Inglot 31T + cień do brwi Inglot nr 560 + korektor do brwi z Delii
Najbardziej naturalne i piękne brwi na świecie! Lepszego efektu nie osiągnięcie niczym. 
Jak wiadomo brwi są ramą całej twarzy więc są ważne, ale nie mogą przyćmiewać całego makijażu. Pokreślone zbyt mocno wyglądają komicznie a niepokreślone nikną gdzieś na twarzy, brakuje nam wtedy rysów. 
To Trio tworzy idealną symbiozę. Każdy człon jest ważny. Pędzelek Inglot 31T jest idealne cieniutki i przycięty żeby nadać kształt naszym brwiom. To właśnie nim narysujesz piękny szpic na końcu brwi. Cień do brwi Inglot nr 560 zaś nada pięknego, naturalnego koloru. Jest to mieszanka brązu i szarości więc nie ma mowy o komicznym efekcie nienaturalnego koloru brwi. Pigmentacja tego cienia jest znacznie mniejsza niż cienia do powiek przez co możemy sobie dawkować moc pokreślenia. Korektor z Delii nada ostatecznego szlifu, błysku i koloru brwiom. Zwichrowane włoski wreszcie zostają ujarzmione aż do samego demakijażu. Z tego zestawu nie zrezygnuje już chyba do końca życia! 

To są moje miłości, z których prawdopodobnie długo nie zrezygnuję lub wcale ich nie zmienię na lepszy model. Są ze mną codziennie pod czas mojego porannego makijażu. Są jak najlepsi przyjaciele. :o)

A Wy macie takich dobrych pomocników w swojej kosmetyczce?
 
Enjoy!!! ;o)

Makijaż: Wieczorowo – Konferencyjny

Dziś miałam okazję być na konferencji naukowej. Jest to dość specyficzne towarzystwo więc postanowiłam stworzyć dość mocny makijaż wieczorowy, ale jednak utrzymany w klasycznej konwencji. Zdecydowałam się na srebrzyste szarości na oku oraz pudrowy róż na ustach. 

Użyłam trzech odcieni szarości: ponad załamaniem znalazł się srebrzysty cień z paletki Sleek „Acid”, w zewnętrznym kąciku najciemniejszy srebrny cień (Inglot 451 Pearl), na powiece ruchomej oraz w wewnętrznym kąciku najjaśniejszy cień (Inglot 448 Pearl). Dla zintensyfikowania zewnętrznego kącika dodałam niezastąpionej sleekowej czerni.
Enjoy!!! ;o)
 Reszta użytych kosmetyków:
podkład: Revlon Colorstay (Oily/Combination Skin) w kolorze 180 Sand Beige
róż: e.l.f. Natural Radiance Blusher w kolorze Shy
– usta: NYX Round Lipstick w kolorze Tea Rose (LSS 628) + 2True Plumptuous Lip Gloss nr 10
maskara: Maybelline One by One

– brwi: korektor do brwi Delia  

Makijaż: Nie wszystko złoto co się świeci

Dziś mam dla Was propozycję makijażu inspirowanego kolorystyką jesienną. Dziś rano te kolory same wpadły mi pod pędzelek, chyba udzielił mi się podświadomie jesienny klimat. Dwa odcienie złota oraz czerwony brąz w wykończeniu perłowym. Zapraszam! :o)
W wewnętrznym kąciku znalazło się białe złoto (Inglot 103 AMC Shine). Na środku powieki nałożyłam bardziej musztardowy odcień złota (Inglot 430 Pearl). W zewnętrznym kąciku oraz w załamaniu zagościł czerwony odcień brązu, coś pomiędzy bordowym a brązowym cieniem (Inglot 452 Pearl).  Czerwony brąz „przybrudziłam” troszeczkę matową czernią (Inglot 391 Matte).
Po prostu piękne kolory liści jak się patrzy! Wszystko oczywiście cudownie mieniło się w ostatnich promieniach słońca, ale niestety zdjęcia tego nie oddają, bo już o godzinie 17, kiedy robiłam fotki, słoneczko nas opuściło. :o/  Ale mam nadzieję, że mimo to make up Wam się spodoba.

Reszta użytych kosmetyków:
  •  podkład: Revlon Colorstay (Oily/Combination Skin) w kolorze 180 Sand Beige
  • bronzer : e.l.f. Contouring Blush & Bronzing Powder
  • brwi: cień do brwi Inglot nr 560 + korektor do brwi Delia
  • szminka:  L’Oreal Color Riche Made For Me Naturals nr 235 Nude 
  • maskara: Maybelline One by One
Enjoy!!! ;o)

Makijaż: Śliwkowy Brąz

Dziś mam dla Was propozycje makijażu w kolorze śliwkowego brązu, coś w rodzaju przydymionego oka Cavalli, ale w wersji bardziej lajtowej, dziennej. 


Wersja Cavalli to mocne, przydymione oko w odcieniach miedzianych i śliwkowych brązów, podbitych czernią. 

Moja wersja jest bardziej stonowana, nadająca się bardziej na co dzień. Nie miałam w zamiarze dokładnego kopiowania Cavalli, to była raczej inspiracją.
Brąz wpadający lekko w śliwkę to Inglot 423 Pearl. Górną i dolną linię rzęs zaznaczyłam matową czernią (Inglot 391 Matte). Kreskę roztarłam delikatnie, a w zewnętrznym kąciku dodałam jeszcze trochę matowej czerni, żeby wszytko nabrało przydymionego efektu. Kącik wewnętrzny rozświetliłam oczywiście perłą w kolorze cielistym (Inglot 395 Peral).
Co Wy na to? ;o)

Reszta użytych kosmetyków:
  • podkład – Revlon Colorstay (Oily/Combination Skin) w kolorze 180 Sand Beige
  • cień do brwi Inglot nr 560
  • jako róż i bronzer – e.l.f. Contouring Blush & Bronzing Powder
  • Maskara – Maybelline One by One