Kosmetyczne HITY i KITY Grudzień 2012

Witajcie 🙂

Z roku 2012 został mi jeszcze jeden miesiąc do opisania a mianowicie Grudzień. Później szykuje jeszcze tylko ulubieńców całego 2012 roku jako podsumowanie i takim sposobem wreszcie będzie porządek na blogu i zaległości nadrobione.



La Roche – Posay Toleriane TEINT FLUID (30 ml / ok. 80 zł)


 W tym podkładzie zakochałam się na dobre! Pisałam o nim już w Hitach Listopad 2012 (KLIK). Jestem uzależniona od jego właściwości pielęgnacyjnych oraz krycia. Twarz w tym podkładzie wygląda jak z Photoshopa. Grudzień oczywiście jest miesiącem świątecznym i każda z nas chce wyglądać perfekcyjnie i obłędnie. Dzięki temu podkładowi moja cera wyglądała pięknie! Jednak jest to dość ciężki podkład więc pewnie w letnie dni się nie sprawdzi, ale w zimowe, gdy temperatury są naprawdę niskie mam poczucie, że pielęgnuje moją twarz jak krem nawilżający i chroni przed mrozem. To może wydawać się dziwne, ale moja skóra naprawdę to czuje. 

W7 HONONULU Bronzer (6 g / 14,50 zł)

Dzięki temu bronzerowi polubiłam konturowanie. Teraz to takie proste! Kiedyś bałam się bronzerów, bo nie wyglądały na twarzy naturalnie. Jednak zawsze tą „linię” było widać. Honolulu rozprowadza się gładko i miękko, bardzo łatwo zatrzeć granice, a makijaż staje się tak naturalny, że prawie niewidoczny, a efekt konturowania pozostaje. Mój kosmetyk ROKU 2012 i pewnie jeszcze dłużej. Pełna recenzja tutaj. 

  Balneokosmetyki Biosiarczkowy Żel głeboko oczyszczający do mycia twarzy Cera mieszana i tłusta (200 ml / 28 zł)

W tym roku miałam już mnóstwo żeli i pianek do mycia twarzy. Każdy produkt w jakimś stopniu spełnił swoją role, czasami lepiej a czasami gorzej. Teraz gdy używam Biosiarczkowego żelu z Balneokosmetyki wszystkie inne żele wydają mi się przy nim beznadziejne. Teraz znam ten najlepszy, produkt na szóstkę. Strasznie się cieszę, że znalazł się w GlossyBoxie, bo możliwe, że nigdy nie wpadłby mi w ręce. Wszystko co pisze producent to prawda, a mianowicie: „Głęboko oczyszczający żel do mycia twarzy polecany jest do codziennej pielęgnacji cery z problemami. Dzięki wyjątkowo delikatnym substancjom myjącym żel dokładnie oczyszcza skórę z wszelkich zanieczyszczeń, nie podrażniając jej i nie powodując wysuszenia, a także odblokowuje pory, chroniąc przed powstawaniem zaskórników i wągrów. Specjalnie opracowana formuła, bogata w wodę siarczkową, borowinę i ekstrakt z kory wierzby pomaga usunąć nadmiar tłuszczu z powierzchni skóry i reguluje pracę gruczołów łojowych, zmniejszając wydzielanie sebum odpowiedzialnego za świecenie się skóry. Skutecznie zwalcza pryszcze i zapobiega powstawaniu nowych zmian trądzikowych. Dodatkowo drobinki jojoba głęboko oczyszczają i pielęgnują, zapewniając optymalne wygładzenie i nawilżenie skóry. Regularne stosowanie żelu poprawia kondycję i wygląd skóry, pozwala na skuteczną walkę z objawami trądziku i nadmiernym błyszczeniem się skóry. Sprawia, że pory stają się mniej widoczne, skóra jest lepiej oczyszczona i wygląda zdrowo.
 
Substancje aktywne: najsilniejsza na świecie woda siarczkowa – bardzo silnie zmineralizowana woda lecznicza o wyjątkowo wysokiej zawartości bioaktywnej siarki oraz innych mikro i makroelementów takich jaki: sód, wapń, magnez, potas, chlor, brom, jod, ekstrakt z kory wierzby – zawiera kwas salicylowy, który złuszcza, przyspiesza odnowę naskórka i działa antybakteryjnie, termoaktywna borowina – biologicznie czynny rodzaj torfu. Zawarte w niej kwasy organiczne i sole nadają jej właściwości przeciwzapalne, ściągające, rozgrzewające i bakteriobójcze, jojoba – zawarte w żelu drobinki jojoba głęboko oczyszczają i pielęgnują, zapewniając optymalne wygładzenie i nawilżenie skóry. Działa hamująco na naturalne wydzielanie sebum.

Jeśli macie problemy z Waszą mieszaną i tłustą cerą wypróbujcie ten żel. Polecam Wam go z całego serca, bo naprawdę działa! Nie zawiedziecie się! Ja osobiście na pewno kupię kolejne opakowanie. 

Dax Cosmetics Cashmere Eyeshadow Base (7 g / 27 zł)

Miałam już wiele różnych baz, każda była dobra, ale i każda miała jakieś wady. Dax Cosmetics spisał się na 6+. CASHMERE Eyeshadow Base jest bez wad i ma wszystko to czego od zawsze szukałam w bazach. Jest to baza pod cienie do powiek, o neutralnym, cielistym kolorze i delikatnej, kremowej konsystencji. Baza wygładza skórę powiek i wyrównuje jej koloryt, ułatwia rozprowadzanie cieni i kredek, zapobiega ich osypywaniu się, a także intensyfikuje ich kolor. Dzięki zastosowaniu bazy cienie nie ścierają się ani nie rolują w załamaniach powiek, a makijaż oka utrzymuje się aż do 15 godzin. Musicie ją mieć jeśli zależy Wam na perfekcyjnym makijażu oczu. Oczywiście ogromne opakowanie 7 g starczy mi pewnie na parę lat, ale jak sięgnę dna to na pewno kupię następne. Cudowna baza! 🙂
  
Chloé Woda perfumowana (30 ml / 230 zł; 50 ml / 320 zł; 75 ml / 395 zł)

Mój zapach grudnia! Zakochałam się w tym zapachu. Zapach Chloé to współczesna interpretacja róży o francuskim uroku – klasyczna róża została w sposób absolutnie genialny zinterpretowana poprzez współczesny zapach, który jest lekki i jednocześnie ciepły, elegancki i zarazem bardzo uwodzicielski. Porywająca esencja powstała z połączenia nut roślinno-pudrowych z energicznymi akcentami piwonii, liczi oraz wiosennej świeżości frezji. Zwiewne, kokieteryjne nuty wysokie stanowią podstawę jedynego w swoim rodzaju zmysłowego zapachu róży, który wydobywa się z aksamitnego środka kwiatu. Pojawiają się także oszałamiające nuty magnolii i konwalii, a całości dopełnia ciepłe tchnienie ambry i eleganckiego drewna cedrowego. Pewnie niektórym z Was nie przypadnie do gustu ponieważ jest to bardzo słodki zapach, ciężki a jednocześnie lekki i kobiecy! Idealnie opisuje mnie samą. Warto psiknąć się w drogerii i ponosić przez parę godzin, bo dopiero wtedy rozkwita jak róża. Tylko ta cena :/

L’oreal cień Color Infaillible nr 14 Eternal Black (3,5 g / 36 zł)

Powiem Wam, że jako maniaczka cieni do powieki próbowałam już wszystkiego i nie myślałam, że może mnie coś jeszcze w tej kwestii zaskoczyć. Ale człowiek uczy się całe życie… L’oreal zaskoczył mnie swoją innowacyjnością. Cienie do powiek Color Infaillible zawierają 4 razy więcej substancji wiążącej niż klasyczne cienie w kamieniu czy pigmenty. To nadaje im konsystencję pośrednią między pudrem a kremem i sprawia, że cienie są delikatne i aksamitne a ich aplikacja niezwykle prosta. Dzięki czemu nie osypują się. W przypadku cienia w kolorze czarnym w dodatku z brokatem to wręcz niemożliwe, a jednak! Kolor jest intensywny, a brokat pozostaje na powiekach całą noc i dzień! Cienie Color Infaillible utrzymują się na powiece przynajmniej przez 15h (bo nigdy nie miałam dłużej cienia na powiekach), niczym druga skóra. Są odporne na ścieranie i wodę, lecz przy tym łatwe w demakijażu. Nie obsypują się, nie gromadzą się w załamaniu powieki. Moje świąteczne Smokey Eye tym cieniem wyglądało obłędnie! Genialny wynalazek tylko dlaczego musi tyle kosztować?! :/


CLARENA Stem Cells Cream Krem z roślinnymi komórkami macierzystymi (50 ml / 142 zł)

Marka Clarena to profesjonalne produkty do pielęgnacji skóry dobierane do klientek indywidualnie. To nie jest marka, której produkty znajdziecie w drogerii czy galerii. To marka profesjonalna więc oczekiwania jakie są stawiane jej produktom są postawione bardzo wysoko. Krem z roślinnymi komórkami macierzystymi… hmmm jak to górnolotnie brzmi! A tak naprawdę to krem, który dzięki komórkom macierzystym stymuluje odnowę naskórka oraz syntezę kolagenu i elastyny. Anti-leukina 6 ma za zadanie hamować powstawanie stanu zapalnego i zmniejszyć ryzyko podrażnień skóry. Naturalna betaina, skwalen i witamina E mają nawilżać, odżywiać i chronić przed degradacyjnym wpływem wolnych rodników. Dla zwykłej śmiertelniczki brzmi to wszystko kosmicznie prawda?! Niestety za słowami nie idą efekty. Jak by ten krem zrobił mi jakąś „krzywdę” mogłabym go chociaż objechać, a tak nie robi NIC! Wielkie NIC! Tak szybko się wchłania, że po 2-3 minutach nie ma śladu, że nakładałyśmy krem. Nie nawilża, nie zmniejsza stanu zapalnego, nie ma żadnego odczuwalnego efektu zaraz po nałożeniu kremu, ani po jego dłuższym stosowaniu, a używałam go 1,5 miesiąca (zużyłam całe 30 ml próbki). Także nie zrobi Wam krzywdy, ale za porażającą kwotę 142 zł nie robić nic to grzech!

GlySkinCare Hydrating Eye Cream Krem pod oczy (EyePro™ 3X Complex) (15 ml / 40 zł)


Bardzo lubię jak w GlossyBoxach są kremy po oczy i do tego marek, których nie znam. Mam okazję przetestować coś nowego, świeżego. Jak zobaczyłam nazwę GlySkinCare nic mi to nie mówiło. Firma ta ma w swojej ofercie program odnowy skóry, w którego skład wchodzą kosmetyki. Cały program podzielony jest na etapy. Krem Hydrating Eye Cream zawiera się w etapie 3 czyli HydroStep. Nawilżanie. Krem ten dzięki zawartości EyePro™ 3X Complex ma poprawiać mikrocyrkulację, przez co zmniejsza opuchliznę oraz redukuje cienie pod oczami. Krem ma powstrzymywać procesy starzenia, poprawiając sprężystość i nawilżenie delikatnej skóry wokół oczu. Zadanie tego kremu to poprawić nawilżenie skóry wokół oczu, poprawić sprężystości skóry wokół oczu, redukcja cieni i opuchlizny pod oczami. Pierwsze co rzuciło mi się w oczu to konsystencja tego kosmetyku – bardzo rzadki, lejący się krem, prawie jak woda. Nakładając go pod oczy dosłownie w 1-2 sekundy się wchłania pozostawiając skórę taką suchą i napiętą. Po kilku minutach po zastosowaniu tego kremu miałam uczucie piasku w oczach i pieczenie. Oba efekty czyli napięta skóra i piasek w oczach, dają nieprzyjemny rezultat, który jest dyskomfortem dla oczu i skóry wokół nich. Stosowanie go na dłuższą metę było męczarnią dla oczu. Chciałam dać mu szansę, ale niestety to nie jest dobry kosmetyk. Lepiej w niego nie inwestować, nie warto. 

Essence Maskara Multi Action Blackest Black (szt. / 10 zł)


Czyli kultowa maskara Multi Action od Essence w wersji najczarniejszej z możliwych. Kupiłam ją tylko dlatego, że gdzie nie wejdę na jakiegokolwiek bloga Multi Action jest wychwala. Multi Action jest wielofunkcyjną maskarą, aby uzyskać efekt nadzwyczajnego pogrubienia, podkręcenia i wydłużenia rzęs czyli 3w1. I teraz rodzi się pytanie: czy wersja podstawowa (czyli ta z różowym wzorem) też jest taka sama jak ta czy tylko wersja z głęboką czernią jest taka do kitu?! Nie wiem i chyba już nie sprawdzę. Wiem tylko, że Blackest Black jest kiepska! Jakoś specjalnie czarniejsza nie jest (ma taki szarawy odcień), okropnie skleja rzęsy, bardzo szybko wysycha od pierwszego otwarcia tak, że po miesiącu miałam w niej już gluty, po paru godzinach osypuje się na policzki. Jakoś może ją zmęczę, ale na pewno do niej już więcej nie wrócę.

L’oreal FALSE LASH Telescopic (9 ml / ok. 55 zł)
Tak jak obiecałam odłożyłam ją na pewien czas i wróciłam ponownie z nadzieją, że będzie lepiej. Niestety nadal jestem na NIE! To co pisałam o niej poprzednim razem (Kosmetyczne HITY i KITY Listopad 2012) potwierdziło się. Zbyt wodnista, nie ma spektakularnego efektu tylko naturalny. Dla wielbicielek takiego looku pewnie będzie dobrym rozwiązaniem, ale dla dziewczyn, które (tak jak ja) naprawdę chcą, aby ich rzęsy były widoczne, bo same z siebie nie są czymś wybitnie urodziwym, będą bardzo niezadowolone. To będzie źle wydane 55 zł.

Kosmetyczne HITY i KITY Listopad 2012

Witajcie :o)

Pewnie wiele z Was jak zobaczyło w tytule postu LISTOPAD 2012 to złapało się za głowę, przecież to już było prawie trzy miesiące temu. Wszystko się zgadza, ale trochę „zaniedbałam” cykl KOSMETYCZNE HITY I KITY i teraz postawiłam nadrobić zaległości, aby na blogu był porządek i ciągłość notek. Także zapraszam Was w świat kosmetyków jeszcze w 2012 roku ;P



Tym razem nie będą dwie kategorie czyli HITY i KITY, lecz będzie jeszcze trzecia, którą nazwałam roboczo: „nie wiem czy HIT czy KIT?!”. Zacznijmy jednak od tych dobrych HITÓW:



La Roche – Posay Toleriane TEINT FLUID (30 ml / ok. 80 zł).
Mój ukochany podkład Pharmaceris F Fluid matujący z laktoflawiną SPF 20 powoli dotyka dna więc postanowiłam zaopatrzyć się w coś nowego. Przekonałam się, że warto zaufać jednak podkładom aptecznym. Zawsze chciałam przetestować Toleriane z La Roche – Posay. Nadarzyła się okazja, żeby kupić go w promocji. Początkowo byłam nim troszeczku zaskoczona, bo jest to naprawdę mocno kryjący podkład. Trzeba nauczyć się go dozować. Jest aż tak mocny, że nawet nie trzeba używać korektora pod oczy i na niedoskonałości. Podkład jest dedykowany do poprawiania wyglądu wszystkich niedoskonałości i ujednolica cerę dzięki dobrym właściwościom kryjącym. Wzbogacony o nowy, opatentowany środek nadający strukturę, ultra-łatwą w nakładaniu formułę można dostosować do swoich potrzeb, możemy ją też bez wysiłku rozprowadzić na skórze o niskiej tolerancji na kosmetyki, aby uzyskać rezultat naturalnego makijażu bez śladów i dać skórze długotrwały komfort. Dobrze tolerowany. Nie zatyka porów. Ochrona przed promieniowaniem UV SPF 25. 
Podkład ten spodoba się wszystkim tym z Was, które mają dużo do ukrycia (plamy po słoneczne czy mocne ślady po trądziku). Toleriane je zakryje, ale nie tworzy maski na twarzy. Składniki w nim zawarte ukoją Waszą skórę i zniwelują stan zapalny. Jest idealnym podkładem dla wrażliwców, jest jak kojący i treściwy krem, nie zatyka porów, ochrona SPF 25 uchroni waszą skórę przed szkodliwymi promieniami słonecznymi. Nie podkreśla suchych skórek czy wyprysków. Nie jest to podkład matujący więc należy go mocno przypudrować, ale wtedy bez świecenia wytrzymuje jakieś 6-7 godzin. Oczywiście trzeba używać go z umiarem, bo można z nim przesadzić i uzyskać efekt maski, ale z drugiej strony wystarczy naprawdę nie wielka ilość, żeby zakryć duże, rozległe niedoskonałości. Na razie jestem nim oczarowana i troszeczkę uzależniłam się od jego mocnego krycia. Mój Toleriane jest w odcieniu 11 czyli Clear Beige (Jasny Beż). Jest to odcień z dużą domieszką żółci i odrobiną różu. Ocieni jest 4 czyli 10, 11, 13 i 15. Odcień najjaśniejszy 10 spokojnie nada się dla bladolicych, bo nie jest pomarańczowy tylko czysto beżowy, bardzo jasny. 
W7 HONONULU Bronzer (6 g / 14,50 zł)
Zakochałam się w tym bronzerze! To jeden z najlepszych kosmetyków tego typu jakie miałam. Konturowanie twarzy tym kosmetykiem to czysta przyjemność. Kolor jest idealny, bo jest to mieszanka zimnego i ciepłego brązu co pozwoliło uniknąć uzyskania paskudnego pomarańczowego koloru. Bronzer jest matowy, bez drobinek, ale daje na skórze efekt satynowy. Nie można zrobić sobie nim krzywdy ponieważ pięknie i z łatwością się rozciera. Nie daje takiej wyraźniej kreski w miejscu nałożenia, a miękką plamę, która stapia się z naszą skórą. Pigmentacja też jest idealna – wystarczająco lekka do konturowania twarzy na co dzień dla uzyskania naturalnego efektu, ale na tyle mocna, aby stworzyć mocny efekt wieczorowy. GENIALNY BRONZER! Wszystko jest w nim idealne, nawet cena! POLECAM. 
Avon SuperShock Kredka żelowa do oczu (szt. / 25 zł)
Nie lubię eyelinerów w płynie ani w żelu ani w pisaku, nie umiem malować kresek i właściwie moje oko źle wygląda w graficznej kresce. Sprawa wygląda zupełnie inaczej jak sięgam po którąś z moim żelowych kredek z Avonu. Są stworzone dla moich powiek. Jeśli chcę uzyskać mocny efekt kreski, rozmytą kreskę, lekko pokreślić linię rzęs, trwałą kreskę na linii wodnej czy też otrzymać kolorową, wodoodporną bazę pod cienie – to wszystko zapewniają mi kredki SuperShock! Są wielofunkcyjne. Bardzo szybko zastygają na powiece stając się wodoodpornymi, a jednocześnie są tak miękkie, że lekko suną po powiece pod czas aplikacji. Kolory są świetne: Black – najczarniejsza z czerni jaką znam, Blackberry – fajne połączenie brązu/fioletu/burgundu, zaskoczycie niezwykłym kolorem, pięknie podkreśla zieloną i brązową tęczówkę, Golden Fawn – piękny, szampański odcień beżu na linię wody dla efektu powiększenia oka, Silver – mocno napigmentowane srebrno, idealne do rozświetlania wewnętrznych kącików lub zrobienia karnawałowej kreski. Jest jeszcze kobaltowy odcień, limitowany mam nadzieje, że kiedyś go dorwę. Na wiosnę wchodzą dwa nowe kolory, które muszą być moje. 
Yves Rocher Pogrubiający tusz do rzęs Sexy Pulp (szt. / 49 zł)

Swoją próbkę mam z jednego z GlossyBoxów. Kiedy zaczęłam go używać przypomniało mi się dlaczego lubię tak tusze do rzęs z Yves Rocher. Wszystko przez ich szczoteczki. Mają setki jak nie tysiące włosków, które perfekcyjnie rozczesują rzęsy. Bez żadnych grudek czy sklejania rzęs. Czerń tej maskary jest naprawdę czarna. Efekt tej maskary to oczywiście maksymalne pogrubienie rzęs i faktycznie taki efekt otrzymujemy. Jest tylko jeden minus tej maskary – niestety szczoteczka jest tak gigantyczna, że nie nadaje się do małych oczu, nie jest precyzyjna i trzeba nauczyć się ją obsługiwać. Mimo tej wady maskary z Yves Rocher są warte swojej ceny. Muszę wrócić do mojej ulubionej czyli Yves RocherLash Plumping Mascara.

Teraz niestety przejdżmy do tych, których nie polubiłam czyli KITY:


FlosLek LABORATORIUM Żel ze świetlikiem i aloesem do powiek i pod oczy (10 g / ok. 6 zł)

Mój największy zawód kosmetyczny tego roku! Sprawa jest naprawdę dziwna i zrobiłam nawet małe dochodzenie w tej sprawie. Ten żel był kiedyś moim ulubieńcem, kochałam go (recenzja KLIK). Kiedy poszłam do drogerii na półce były dwie wersje tego kosmetyku: w tubce 15 ml i w słoiczku 10 g. W słoiczku kosztował 6 zł, w tubce 7 zł więc sobie myślałam, że to to samo więc wzięłam w słoiczku. Jakież było moje zdziwienie, że TO NIE JEST TO SAMO! Przeszperałam stronę Flosleku i co się okazało? Ten w tubce (w którym się zakochałam) jest z serii FlosLek PHARMA, a ten w słoiczku FlosLek LABORATORIUM. To jeszcze nic! Opis i skład na opakowaniach mają DOKŁADNIE takie same – składnik w składnik (same zobaczcie: FlosLek PHARMA / FlosLek LABORATORIUM). Co najdziwniejsze mają ZUPEŁNIE INNE DZIAŁANIE. FlosLek PHARMA jest genialny: Przynosi ulgę, przyjemne uczucie delikatnego chłodzenia, powoduje ustąpienie uczucia tzw. „ciężkich powiek”. Łagodzi podrażnienia, zaczerwienienie, pieczenie spowodowane zabiegami kosmetycznymi takimi jak demakijaż, makijaż permanentny, henna. Likwiduje nadmierne złuszczanie się naskórka wokół rzęs. Ukojenie podrażnionych okolic oczu. Gładka, uspokojona skóra okolic oczu. I dlatego go uwielbiam. Niestety ten FlosLek LABORATORIUM to jego przeciwieństwo. Po nałożeniu tego żelu oczy pieką, łzawią, jest uczucie niesamowitego gorąca jak by ktoś przypalał nasze oczy zapalniczką. Oczy stają się jeszcze bardziej czerwone niż były. Dla mnie to SZOK! Ten sam skład, a tak różne efekty tylko dlatego, że inaczej się nazywają i są w innych opakowaniach?! Czy to w ogóle możliwe?! JEDNAK TAK! UWAŻAJCIE I CZYTAJCIE NAPISY!

Figs & Rouge Peppermint & Tea Tree Balm – Organiczny balsam z miętą (8 ml / ok. 20 zł)
Dostałam go w GlossyBoxie i pewnie sama bym sobie go nie kupiła ponieważ jeśli chodzi o zwykłe ochronne balsamy do ust uważam, że takie za 5 zł są najlepsze. Nie warto wydawać więcej na takie kosmetyki. Otóż miałam rację. To byłoby najgorzej wydaje 20 zł. Producent opisuje ten produkt słowami: „Organiczne składniki antybakteryjne i kojący wyciąg z mięty balsamu z miętowo-herbacianego sprawiają, że warto go mieć w nagłych potrzebach. To balsam o właściwościach ochronnych i leczniczych do użycia na podrażnione i spierzchnięte usta i skórę. Przydatny również w przypadku drobnych skaleczeń, obtarć i wyprysków – punktowe zastosowanie wspomaga proces regeneracji małych problemów skórnych.”. Niestety ten balsam jest dość niebezpieczny a to dlatego, że nałożony na usta podrażnia je. Na granicy czerwieni wargowej pojawiają się czerwone plamy, które swędzą i pieką. Nie wyobrażam sobie nałożenie go np na skaleczenie. Wydaje mi się, że to wszystko przez zawartą w tym kosmetyku mięte. Jest zbyt agresywna do tak delikatnej część ciała jak usta.  Może na wyschnięte skórki albo suche łokcie może i tak, ale broń boże na usta. UWAŻAJCIE!
L’oreal FALSE LASH Telescopic (9 ml / ok. 55 zł)
Miałam nadzieje, że tą maskarą wreszcie wygram z moim rzęsami. Z racji tego, że mam dość krótkie i proste rzęsy postawiałam postawić na maskarę stricte wydłużającą. False Lash Telescopic ma za zadanie wydłużyć nasze rzęsy dzięki unikalnej technologii elastycznych włókien, które przedłużają rzęsy do maksimum. Ergonomiczna szczoteczka ma chwytać i wydłużać nawet krótkie rzęsy. Szczoteczka bardzo mi się, bo faktycznie jej kształt i wielkość idealnie pasuje do krótkich rzęs i małych oczu. Można dotrzeć do każdej, nawet najmniejszej rzęsy. Niestety technologia elastycznych włókien chyba zawiodła. L’oreal reklamuje tą maskarę jako tą dająca efekt sztucznych rzęs. Ja bym raczej zaliczyła ją do tych dający naprawdę naturalny efekt. Lekko wydłuża i podkreśla rzęsy. Do tego maskara sama w sobie jest zbyt wodnista, wydaje mi się, że muszę ją odłożyć na jakiś czas żeby stężała wtedy wydaje mi się, że będzie lepsza. Do tego od razu po pomalowaniu nie można mrugać, bo odbija się na powiece. Potrzebuje czasu żeby wyschnąć. Czuje niedosyt w stosunku do tej maskary. Brakuje mi spektakularnego efektu. Za tą cenę nie warta zachodu.
A na koniec mam dla Was dwa kosmetyki o których sama nie wiem czy myśleć źle czy dobrze?! 
  
Nuxe Crème Fraîche de Beauté Light (50 ml / 109 zł)
Jest to lekka emulsja, która ma za danie nawilżać i koić naszą skórę przez 24 godziny. Jest to krem specjalnie dedykowany dla skóry mieszanej. Lekka konsystencja przeznaczona do pielęgnacji skóry mieszanej faktycznie sprawdza się idealnie. Skóra staje się świeża i gładka także dzięki odświeżającemu zapachowi. Niestety efekt nawilżenia nie utrzymuje się na pewno 24 godziny. Co więcej producent zapewnia, że dzięki tej emulsji nasza cera pozostanie matowa przez cały dzień. I tu rodzi się mój dylemat, bo efektu matowienia raczej nie zauważyłam. Powiedziałabym tak: jest to świetny krem nawilżający na co dzień pod makijaż, może nie będzie to nawilżenie na miarę 24 godzin, a raczej ok. 6 – 12 godzin, ale brakuje mi efektu matowienia, który obiecuje producent. Wtedy kosmetyk był by bardziej wartościowy i wart swojej ceny. Za zwykły krem nawilżający nie dałabym takiej sumy. Dobry krem, ale do ideału mu czegoś brakuje. Nie zachwycił mnie aż tak bardzo. 
Essence My Skin Krem matujący dla skóry normalnej i mieszanej (50 ml / 12 zł)
Jest to krem o lekkiej, budyniowej konsystencji. Bardzo szybko się wchłania więc idealnie nadaje się pod makijaż. Na opakowaniu powinno być ostrzeżenie: „Uwaga! Mocno matuje”. Producent obiecuje 12 godzin matu i tak też jest. Jest bardzo silny w tym matowieniu aż do tego stopnia, że ma się uczucie ściągnięcia na twarzy. Niestety przy efekcie tak silnego matu nie idzie w parze z nawilżeniem. Skóra jest napięta, gładka, sucha… z jednej strony efekt, który my posiadaczki świecącej się cery chcemy uzyskać, ale z drugiej strony to uczucie ściągnięcia powoduje dyskomfort w noszeniu tego kremu. Z racji używania tego kremu w okresie jesienno – zimowym powiedziałabym mu „nie”, bo nie nawilża, ale zostawię go sobie na letnie dni, gdy potrzebuje pomocy w matowieniu mojej twarzy. Dodatkowo krem posiada filtry UVA i UVB! Z jednej strony go nienawidzę, z drugiej kocham…. trudny związek!
I to było by na tyle w miesiącu listopadzie jeśli chodzi o mają kosmetyczkę. Dajcie znać co myślicie o tych kosmetykach. Może macie innej zdanie albo takie samo?!

Makijaż: Szybka piłka… a raczej śliwka ;P

Witajcie :o)
 
Jak tam Dziewczynki po świętach i sylwestrowej nocy?! Bo u mnie świąteczny urlop nadal trwa i jeszcze będę się byczyć do poniedziałku! Także luz, blues i w niebie same dziury 😉

Oczywiście kosmetycznie i makijażowo nie osiadłam na zaurach w te świątecznie dni. Niestety w tym świątecznym szale nie zdążyłam „uwiecznić” na fotkach moich makijaż. Wiecie jak to jest, jestem w domu rodzinnym raz na pół roku więc nie miałam czasu na blogowanie.
 
Obiecuję, że jak wrócę do Szczecina (do swojego lapa, do swojego aparatu) to będą kosmetycznie hity 2012 roku, zaległe recezenzje i oczywiście makijaże.
 
Ale żebym nie była taka gołosłowna mam dla Was szybki makijażyk w kolorze śliweczki do wykonania dosłownie w 10 min.

Na powieki nakładam bazę od cienie. Następnie na górną jak i dolną powiekę nakładam śliwkowo – oberżynowy fiolet (Inglot 446 Pearl). Aby makijaż nie był zbyt „płaski”, górną granicę fioletu w załamaniu powieki rozcieram opalizującym różem (Inglot 144 AMC Shine). Pod łuk brwiowy tylko matowy cielaczek (Inglot 353 Matte), a wewnętrzne kąciki rozświetlam perłową lawendą (Inglot 440 Pearl).

 

 


 

Na twarz nakładam oczywiście podkład (La Roche-Posay Toleriane Teint nr 11 Clear Beige) i lekko matuje w strefie T (Hean Perfect Finish Mat Losse Powder nr 462 Naturalny). Twarz konturuje bronzerem (W7 Honolulu Bronzer) a usta muskam odrobiną różowej szminki (Celia Nude Pomadka-Błyszczyk nr 603). I jestem gotowa w 10 min! 😀

Makijaż: Jeremy Scott S/S 2013 Make Up

Witajcie :o)

Wczoraj błądziłam po internecie w poszukiwaniu inspiracji na dzisiejszy makijaż. Miałam totalną pustkę w głowie i miałam już zrezygnować z porannych malowideł aż tu zobaczyłam makijaż z New York Fashion Week Jeremy’ego Scott’a S/S 2013. 

Powiem Wam, że to było zrządzenie losu, że jednak zdecydowałam się na makijaż, bo dzisiaj do mnie do pracy niespodziewanie przyjechała telewizja. Zostałam wypchnięta przed kamerę… Nie zła ze mnie gwiazda a co :oP

A wracając do makijażu. W pierwszej kolejności nałożyłam czarną kredkę (Avon Supershock Black) w zewnętrznym i wewnętrznym kąciku oka oraz na dolną linię rzęs, pozostawiając środek powieki wolny. Palcem roztarłam kredkę i tak otrzymałam świetną bazę. Nakładanie cieni rozpoczęłam od załamania powieki. Mieszanką matowych brązów w odcieniu mlecznej czekolady (Inglot 360 Matte) oraz gorzkiej czekolady (Inglot 378 Matte) podkreśliłam załamanie uzyskując efekt różnych tonów i odcieni. Na wcześniej nałożoną czarną kredkę ruchem wklepującym nałożyłam mieszankę gorzkiej czekolady (Inglot 378 Matte) z grafitowym brązem (Inglot 376 Matte) aby uzyskać odcień o wiele ciemniejszy od ciepłego, brązowego załamania, ale jednocześnie nie zbyt ciemnego, aby nie była to czerń. Na pozostawioną wolną przestrzeń na górnej powiece nałożyłam średni, błyszczący błękit (Inglot 424 Pearl) i roztarłam go łącząc z brązami. Wewnętrzny kącik oka rozświetliłam mocnym złotem (Kobo Pure Pearl Pigment 507 Gold Dust). Jeszcze czarna kredka na linię wodną a pod łuk brwiowy cielisty mat (Inglot 353 Matte) i gotowe!

 

Przy mocnych oczach reszta twarzy musi być perfekcyjna. Dlatego też użyłam mocno kryjącego podkładu (La Roche Posay Toleriane Teint nr 11), policzki wykonturowałam bronzerem (e.l.f. Contouring Blush & Bronzing Powder), a na ustach beżowy nude z nutką różu (L’Oreal Color Riche Made For Me Naturals nr 235 Nude). 



 

ULUBIEŃCY 2011 ROKU

Pożegnaliśmy już stary 2011 rok, a przywitaliśmy nowy roczek 2012. ;o) Czas więc na powspominanie co takiego dobrego było w tym minionym roku.

PIELĘGNACJA:
La Roche-Posay Effaclar K krem do twarzy + Żel do mycia twarzy Effaclar
Tak naprawdę to duo było rewolucją w pielęgnacji skóry mojej twarzy. Jakieś pół roku temu powiedziałam stanowcze NIE niedoskonałościom na twarzy. Ten stanowczy sprzeciw udało mi się osiągnąć właśnie dzięki Effaclar. Moja buzia jest widocznie bardziej gładka, mniej zaskórników, mniej wyprysków, mniejsza produkcja sebum. Stosowałam regularnie przez 3 miesiące. Efekt widoczny gołym okiem… teraz profilaktycznie stosuję Vichy Normaderm Tri-Activ, bo moja skóra zaczęła mniej reagować na Effaclar, ale na pewno za parę miesięcy znów do niego wrócę. Gorąco polecam każdemu z cerą mieszaną lub tłustą.
AA Help Cera Atopowa Krem – żel do mycia twarzy
Pewnego dnia perfidnie zdradziłam żel do mycia twarzy Effaclar. Dlaczego to zrobiłam? Wszystko przez pieniądze… hahaha! ;o) Kosztował jedyne 6 zł, ale wierzcie mi, że działa tak jak by kosztował przynajmniej 100 zł. Jest kompletnie przeznaczony do innego typu cery, a z moją mieszaną cerą, która uwielbia się przetłuszczać idealnie współgra. 0% alergenów, parabenów, barwników, zapachu… mówię Wam istne cudeńko za niewielkie pieniądze. Zmywa każdy makijaż, nawet wodoodporny przy czym nie podrażnia, nie ściąga oraz nie wysusza skóry. Ideał?! 😀
Flos – lek Żel do powiek i pod oczy Mam różne wersje tego żelu, ale najlepsza według mnie tej ta ze świetlikiem i aloesem. Super wygładza powieki, niweluje oznaki ciężkich i zmęczonych powiek, a rano świetnie budzi i otwiera zaspane oczy. Więcej nie zachwalam zapraszam do lektury mojej recenzji na temat tego żelu KLIK
Nivea Żel pod prysznic Lilia wodna  Na początku byłam nastawiona sceptycznie do tych zatopionych w żelu kuleczek z oliwką. Pomyślałam, że to pewnie taki chwyt marketingowy, coś co ma przykuwać uwagę. Ale nie! Te kuleczki naprawdę działają! Skóra na mojej twarzy jest raczej tłusta, ale skóra na reszcie ciała to totalne przeciwieństwo. Ale jestem leniem i nie chce mi się smarować balsamami żeby dobrze nawilżyć suchą skórę. Ale już nie muszę bo robi to za mnie właśnie ten żel z kuleczkami a do tego pięknie pachnie i zapach utrzymuje się dość długo na skórze. 
Bourjois Woda micelarna do demakijażu twarzy i oczu W tym roku zużyłam chyba z 5 czy 6 buteleczek. Zmyje wszystko – każdy nawet wodoodporny tusz do rzęs, eyeliner żelowy, ciężkie podkłady, każdy rodzaj cieni do powiek, szminek czy błyszczyków. Nie pozostawia nieprzyjemnego, tłustego filmu na skórze….. itd a co ja będę się tutaj rozpisywać – po prostu przeczytaj moją recenzję KLIK
Maseczki z serii Planet Spa Avon To jest jeden z tych kosmetyków z Avonu, które musisz mieć. Mam teraz wszystkie dostępne „smaki” tych maseczek i każda jest super! Działają cuda! Jednak moim bezpretensjonalnym faworytem jest wygładzająca maseczka do twarzy „peel off” Japońskie sake i ryż – pięknie pachnie, super wygładza a sposób jej ściągania z twarzy bardzo fajny i przyjemny.
AKCESORIA:
Moim odkryciem 2011 roku były pojedyncze pędzle z LancrOne (link do postu z zakupami KLIK). Ale jednak moim ulubieńcem z tej całej ferajny stał się Round Top Kabuki F54
Całkowicie zmienił, ułatwił i umilił mi nakładanie podkładu. Mogę zapomnieć o źle nałożonym i roztartym podkładzie, nawet tak topornym jak Revlon Colorstay. Wreszcie każdy podkład wygląda naturalnie.
STYLIZACJA WŁOSÓW:
Jestem perfekcjonistką jeśli chodzi o moją fryzurę i mam na tym punkcie niezłego bzika. Włosy układam praktycznie codziennie więc lakier do włosów czy żel idą jak woda dosłownie. Przy takim zużyciu nie mogę sobie pozwolić na coś droższego. Ale w sumie nie muszę! Moje dwa ukochane produkty do układania mojego irokeza:
Joanna Guma stylizująca – jest diametralnie inna niż jej odpowiedniki z innych firm. Tak naprawdę to połączenie tradycyjnego żelu do włosów z gumą. Nie lubię normalnych gum za to, że obciążają i przetłuszczają włosy. Dzięki tej z Joanna bardzo szybko i sprawie stawiam mojego irokeza. 
Taft Maxx Power Lakier do włosów – maksymalne utrwalenie przy zachowaniu naturalności fryzury. Nie skleja włosów, przy wyczesywaniu nie pozostawia białego nalotu, piękny zapach. 
KOLORÓWKA:
LAKIERY DO PAZNOKCI:
Moje dwa ukochane letnie kolory to: Colour Alike nr 151 Miętus oraz nr 4 Coral Red
Teraz gdy jest zimno moją bezgraniczną miłością jest Sensique Oriental Dream nr 259 Moss Temple
USTA:
Źle wręcz paskudnie wyglądają moje usta w korektorowatych nudach. Ale znalazłam idealny nude dla moich ust – L’oreal Color Riche Made for Me Naturals nr 235 Nude. Bardzo fajne połączenie pudrowego różu z odrobiną beżu. 
 Błyszczyk, który pasuje do każdego makijażu, do żadnej kreacji na wieczór i na co dzień do jeansów to 2True Plumptuous Lip Gloss nr 10. Dostałam go w prezencie do zamówienia w sklepie. Jak go pierwszy raz zobaczyłam to się przeraziłam bo w opakowaniu wygląda jak wściekły róż, ale na ustach na szczęście jest pół transparentny. Megaśnie powiększa usta bez szczypania czy mrowienia jak w innych błyszczykach powiększających. Utrzymuje się na ustach 3-4 godziny nawet przy jedzeniu.
BRWI:
Jest tylko jedna recepta na idealnie, ale naturalnie pokreślone brwi – Inglot cień do brwi nr 560 + Delia Korektor do brwi 3 w 1 w kolorze brązowym – to duo Was nigdy nie zawiedzie. Inglot cień do brwi nr 560 uwielbiam za kolor ponieważ jest to mieszanka zimnego brązu z odrobinką szarości dzięki czemu brwi wyglądają naturalnie a nie dziwacznie jak podkreślimy je ciepłym brązem. Sławny korektor z Deli chyba już każdy zna i uwielbia więc nie będę komentować 😛
RÓŻ:
Słodki jak cukiereczek i niewinny jak dziecko czyli e.l.f. Natural Radiance Blusher w kolorze Shy. Czysty, niewinny, nieśmiały, dziewczęcy, słodki, lekki róż. Nazwa adekwatna do efektu na twarzy.
MASKARA:
Yves RocherLash Plumping Mascara
Mam ją tak naprawdę najkrócej (jakieś 1,5 miesiąca), ale już jest moją maskarową miłością. Uwielbiam efekt sztucznych rzęs jaki dają maskary, ale często gęsto tusze do rzęs tego typu sklejają je. Ta maskara nie dość, że pięknie rozdziela rzęsy, nie skleja ich to jeszcze w dodatku lekko podkręca moje bardzo oporne rzęsy – szok! Jeden minus – cena :/
CIENIE DO POWIEK:
Cóż mogłabym tu napisać, to chyba oczywiste – INGLOT!!!! Hahahaha…..
Moje kochane małe cudeńka, na które mogę patrzyć się godzinami. Zakup nowiutkiego testera Inglota z 70 cieniami jakiś rok temu to był mój interes życia! To będzie chyba moja miłość do grobowej deski. Oczywiście konkretnego koloru nie przytoczę bo nie mogłabym wybrać swojego ulubionego z tak wielu, ale jeśli chodzi o rok 2011 to najbardziej upodobałam sobie i najczęściej używałam matów z Inglota.

Jeśli jeszcze nie widziałaś mojej kolekcji to zapraszam do lektury postów:
Kolekcja cieni Inglot część 1
Kolekcja cieni Inglot część 2
Kolekcja cieni Inglot część 3
Kolekcja cieni Inglot część 4
Kolekcja cieni Inglot część 5

A może poopowiadacie mi w komentarzach co Wam dobrego przydarzyło się w 2011 roku?! ;o)

Haul: Natura, Biedronka, Apteka

Wiem, wiem, wiem…. znowu zakupy!!! Ale tym razem produkty, które sobie zaplanowałam na ten miesiąc a nie jakieś zachcianki.

A oto co upolowałam z mojego małego „rajdu” po sklepach:
Biedronka:

  • 2 x farba Garnier Color Naturals z lusterkiem gratis za 16,99 zł – moja ukochana farba, już straciłam nadzieje, że znajdę swój kolor a tu jakby czekało na mnie ostatnie opakowanie ;oP
  • zmywacz biedronkowy za 3,39 zł – zakochałam się i nie chce innego
Natura:
  • Podkład w musie Essence Soft Touch Mousse w kolorze 07 Matt Nude za 15,99 zł – uważajcie na kolory, bo 01 w skali Essence nie oznacza najjaśniejszego odcienia, według Essence 04 i 01 to są kolory Light, a następne to Medium i ku mojego zdziwieniu mój okazał się kolor 07, który już jest kolorem Medium; szukam podkładu dla siebie na co dzień nic ciężkiego, ale średnio kryjącego i dlatego chce przetestować różne formuły podkładów – tym razem mus.
  • jest promocja na lakiery Essence Multi Dimension za 6,99 zł – ja wybrałam nr 76 Cool and the gang; uwielbiam lakiery z tej serii ponieważ mają super krycie już przy jednej warstwie nawet przy jasnych kolorach
  • od zawsze chciałam sobie kupić te diamenciki w lakierze (nie wiem dlaczego tego wcześniej nie zrobiłam :oD) – Essence Nail Art Twins Glitter Topper nr 02 Julia za 7,99 zł
Apteka (Milenium):
  • już miałam wychodzić z CH a patrze na wystawie apteki zestaw z La Roche-Posay Effaclar K z żelem do mycia twarzy, może już nie w takie super promocji jak było kiedyś, ale tym razem zapłaciłam za niego 53 zł więc chyba nie jest tak źle, to już moje drugie opakowanie, bo kuracja Effaclarem jest dla mnie idealna. Recenzja już wkrótce.

  • Maść Nagietkowa za 3,85 zł – muszę zacząć ratować moje popękane pięty bo to naprawdę nieestetycznie to wygląda, a mam z tym ogromne problemy, krem z Scholl na popękane pięty raczej sobie średnio radzi ;o/
Enjoy!!! ;o)

Haul z SuperPharm

Po testowaniu żelu i kremu Effaclar z La Roche Posay z próbek i widząc rezultaty już po tygodniu stosowania postanowiłam kupić pełnowymiarowe opakowania. A że jako już tradycyjnie zbieram zamówienia od koleżanek z pracy na zakupy w SuperPharm wybrałam się właśnie do tej drogerii aby kupić produkty La Roche Posay. 
Kupiłam zestaw Effaclar K 30 ml (pełnowymiarowy krem) + Żel do mycia twarzy bez mydła 125 ml (gratis nie pełnowymiarowe opakowanie) za 48,99 zł. Do tego była promocja, że jeśli kupi się drugi produkt z tego firmy to jako gratis dostaje się jeszcze wodę termalną. Dlatego też dokupiłam 200 ml (pełnowymiarowe opakowanie) żelu do mycia twarzy za 30,99 zł. Woda termalna jest w granicach 50 zł.


Do tego skorzystałam z rabatów z Karty LifeStyle i kupiłam maskarę Maybelline One by one, żel pod oczy z Flosleku i co najbardziej mnie rozbawiło to zmywacz do paznokci jako gratis z Maybelline (a wydałam na całe zakupy ponad 300 zł bo robiłam zakupy nie tylko dla siebie). Śmiech na sali 😀