Makijaż + Pazur Dnia: Niebieski Fiolet

Witajcie 🙂

Jak to w życiu bywa czasami nie wiadomo co było pierwsze: czy jako czy kura! W tym przypadku nie wiem czy najpierw wpadłam na pomysł makijażu i podświadomie wybrałam lakier czy też najpierw był lakier, który mnie zainspirował do makijażu. 



Lakier to Sensique Oriental Dream #264 Jewel of the orient czyli przepiękny, metaliczny odcień niebieskiego fioletu z różowym pobłyskiem. Ten sam efekt odtworzyłam na oczach. Wyszło jaskrawe, mocne, wieczorowe smokey. 



Makijaż zaczęłam od bazy. Tym razem bazą był cień dla następnego cienia a mianowicie matowy granat (Inglot 389 M) – nałożyłam go na górną powiekę oraz na 1/2 dolnej. Następnie sięgnęłam po zapomnianą przeze mnie paletkę TECHNIC Electric Beauty Ultra Violet (KLIK). Na granat nałożyłam metaliczny, niebieski fiolet, a w załamaniu roztarłam cień w kolorze fuksji. Wewnętrzny kącik rozjaśniłam lawendą z tej samej paletki. Na linię wody nałożyłam czarną kredkę. 



Twarz ocieplam bronzerem (W7 Honolulu Bronzer), na policzkach słodki, ale delikatny róż (e.l.f. Natural Radiance Blusher #Shy). Na ustach też lekki róż (Celia Nude Pomadka-Błyszczy nr 601) i odrobina błyszczyku z niebieskimi refleksami (MIYO Kiss Me Lipgloss 03 Bling).

Makijaż: Gold Olive

Witajcie :o)

Jak myślę nad makijażem potrzebuje czasami małej inspiracji. Czasami jest to okazja, czasami miejsce, a czasami jakaś rzecz. Wczoraj właśnie nie miałam jakiegoś konkretnego makijażu na myśli. Nic nie przychodziło mi do głowy… i można powiedzieć, że zainspirowała mnie Hania z „Mistrzyni Makijażu” na TLC, bo akurat oglądałam powtórkę któregoś z odcinków. Użyła na jednej z dziewczyn oliwkowego cienia. Mówisz oliwkowy cień?! Masz cały makijaż ;o)



Zaczynam od wymodelowania załamania powieki: w pierwszej kolejność nakładam jasny brąz (Inglot 390 Matte), a następnie parę odcieni ciemniejszy (Inglot 363 Matte). Na całą ruchomą część powieki nakładam złocisty odcień oliwki (Sensique Velvet Touch nr 129). Dolną powiekę też podkreślam oliwką, ale jaśniejszym odcieniem (Inglot 419 Pearl). Kącik wewnętrzny rozświetlam mocno żółtym złotem (Inglot 132 Shine). Na górnej powiece rysuje czarną kreskę kredką i delikatnie rozcieram czarnym cieniem ze złotymi drobinkami (Inglot 64 AMC). 



Twarz konturuje bronzerem (W7 Honolulu Bronzer), a na usta nakładam mocno różowy błyszczyk (Yves Rocher Couleurs Nature Intense Color Gloss nr 01 Rose Granit).



Wydaje mi się, że oliwka w tej odsłonie wyszła bardzo elegancko?! Jak myślicie?



Paznokcie: Zieleń z brązem

Moja praca w laboratorium nie pozwala mi na długie paznokcie bo rękawiczki bardzo je niszczą. Lakiery też się szybciej przez to ścierają więc mogę sobie chociaż pozwolić na kolor, który często zmieniam. Tym razem moja zimowa miłość czyli Sensique Oriental Dream nr 259 Moss Temple w duecie z Essence Multi Dimension nr 39 Spicy. Zwariowała ostatnio na połączeniu zieleni z brązem…
Enjoy!!! ;o)

Makijaż: Baczność!!!

Dziś mam dla Was makijaż w kolorach dosłownie zaczerpniętych z wojskowego munduru czyli brąz, khaki oraz czerń. Główną „gwiazdą” tego make up jest perła w kolorze zgniłej zieleni – Sensique Velvet Touch nr 129.

Od czego musisz zacząć?
– w złamaniu powieki oraz odrobinę nad nim rozetrzyj smugę średniego, ciepłego brązu (Inglot 378 Matte)
– górną granicę brązu rozetrzyj dokładnie najpierw matowym cieniem w kolorze kawy z mlekiem (Inglot 390 Matte) a później już pod sam łuk brwiowy nałóż cień w kolorze skóry (Inglot 353 Matte) dzięki temu zabiegowi otrzymasz fajny gradient brązów aż pod samym łuk brwiowy
– teraz na całą ruchomą powiekę nałóż zielono zgniłą perłę (Sensique Velvet Touch nr 129) i odrobinę najedź nią także na brąz dzięki temu wtopi się w go
– na dolną powiekę także nałóż zieleń, a w kąciku wewnętrznym zaś cielistą perłę (Inglot 395 Pearl)
– teraz już na koniec tylko w złamaniu nałóż smugę z czarnego matu (Inglot 391 Matte) dzięki temu uzyskasz piękne przejście od zieleni przez czerń po brązy od najciemniejszego do najjaśniejszego



Żeby rozjaśnić dość ciemne oczy do całości dodałam różowe akcenty – róż na policzkach oraz błyszczyk na ustach.

Reszta użytych kosmetyków:
podkład: Rimmel Lasting Finish 16h Foundation w kolorze 103 True Ivory
Hean Puder Sypki Matujący Mat Loose Powder nr 1 Alabaster
róż: e.l.f. Natural Radiance Blusher w kolorze Shy
brwi: cień do brwi Inglot nr 560 + korektor do brwi Delia
błyszczyk: Yves Rocher Couleurs Nature Intense Color Gloss nr 01 Rose Granit
maskara: Yves Rocher Lash Plumping Mascara
A na koniec jeszcze fotka w świetle lampy błyskowej żebyście mogły zobaczyć jak pięknie błyszczał w sztucznym świetle.



ULUBIEŃCY 2011 ROKU

Pożegnaliśmy już stary 2011 rok, a przywitaliśmy nowy roczek 2012. ;o) Czas więc na powspominanie co takiego dobrego było w tym minionym roku.

PIELĘGNACJA:
La Roche-Posay Effaclar K krem do twarzy + Żel do mycia twarzy Effaclar
Tak naprawdę to duo było rewolucją w pielęgnacji skóry mojej twarzy. Jakieś pół roku temu powiedziałam stanowcze NIE niedoskonałościom na twarzy. Ten stanowczy sprzeciw udało mi się osiągnąć właśnie dzięki Effaclar. Moja buzia jest widocznie bardziej gładka, mniej zaskórników, mniej wyprysków, mniejsza produkcja sebum. Stosowałam regularnie przez 3 miesiące. Efekt widoczny gołym okiem… teraz profilaktycznie stosuję Vichy Normaderm Tri-Activ, bo moja skóra zaczęła mniej reagować na Effaclar, ale na pewno za parę miesięcy znów do niego wrócę. Gorąco polecam każdemu z cerą mieszaną lub tłustą.
AA Help Cera Atopowa Krem – żel do mycia twarzy
Pewnego dnia perfidnie zdradziłam żel do mycia twarzy Effaclar. Dlaczego to zrobiłam? Wszystko przez pieniądze… hahaha! ;o) Kosztował jedyne 6 zł, ale wierzcie mi, że działa tak jak by kosztował przynajmniej 100 zł. Jest kompletnie przeznaczony do innego typu cery, a z moją mieszaną cerą, która uwielbia się przetłuszczać idealnie współgra. 0% alergenów, parabenów, barwników, zapachu… mówię Wam istne cudeńko za niewielkie pieniądze. Zmywa każdy makijaż, nawet wodoodporny przy czym nie podrażnia, nie ściąga oraz nie wysusza skóry. Ideał?! 😀
Flos – lek Żel do powiek i pod oczy Mam różne wersje tego żelu, ale najlepsza według mnie tej ta ze świetlikiem i aloesem. Super wygładza powieki, niweluje oznaki ciężkich i zmęczonych powiek, a rano świetnie budzi i otwiera zaspane oczy. Więcej nie zachwalam zapraszam do lektury mojej recenzji na temat tego żelu KLIK
Nivea Żel pod prysznic Lilia wodna  Na początku byłam nastawiona sceptycznie do tych zatopionych w żelu kuleczek z oliwką. Pomyślałam, że to pewnie taki chwyt marketingowy, coś co ma przykuwać uwagę. Ale nie! Te kuleczki naprawdę działają! Skóra na mojej twarzy jest raczej tłusta, ale skóra na reszcie ciała to totalne przeciwieństwo. Ale jestem leniem i nie chce mi się smarować balsamami żeby dobrze nawilżyć suchą skórę. Ale już nie muszę bo robi to za mnie właśnie ten żel z kuleczkami a do tego pięknie pachnie i zapach utrzymuje się dość długo na skórze. 
Bourjois Woda micelarna do demakijażu twarzy i oczu W tym roku zużyłam chyba z 5 czy 6 buteleczek. Zmyje wszystko – każdy nawet wodoodporny tusz do rzęs, eyeliner żelowy, ciężkie podkłady, każdy rodzaj cieni do powiek, szminek czy błyszczyków. Nie pozostawia nieprzyjemnego, tłustego filmu na skórze….. itd a co ja będę się tutaj rozpisywać – po prostu przeczytaj moją recenzję KLIK
Maseczki z serii Planet Spa Avon To jest jeden z tych kosmetyków z Avonu, które musisz mieć. Mam teraz wszystkie dostępne „smaki” tych maseczek i każda jest super! Działają cuda! Jednak moim bezpretensjonalnym faworytem jest wygładzająca maseczka do twarzy „peel off” Japońskie sake i ryż – pięknie pachnie, super wygładza a sposób jej ściągania z twarzy bardzo fajny i przyjemny.
AKCESORIA:
Moim odkryciem 2011 roku były pojedyncze pędzle z LancrOne (link do postu z zakupami KLIK). Ale jednak moim ulubieńcem z tej całej ferajny stał się Round Top Kabuki F54
Całkowicie zmienił, ułatwił i umilił mi nakładanie podkładu. Mogę zapomnieć o źle nałożonym i roztartym podkładzie, nawet tak topornym jak Revlon Colorstay. Wreszcie każdy podkład wygląda naturalnie.
STYLIZACJA WŁOSÓW:
Jestem perfekcjonistką jeśli chodzi o moją fryzurę i mam na tym punkcie niezłego bzika. Włosy układam praktycznie codziennie więc lakier do włosów czy żel idą jak woda dosłownie. Przy takim zużyciu nie mogę sobie pozwolić na coś droższego. Ale w sumie nie muszę! Moje dwa ukochane produkty do układania mojego irokeza:
Joanna Guma stylizująca – jest diametralnie inna niż jej odpowiedniki z innych firm. Tak naprawdę to połączenie tradycyjnego żelu do włosów z gumą. Nie lubię normalnych gum za to, że obciążają i przetłuszczają włosy. Dzięki tej z Joanna bardzo szybko i sprawie stawiam mojego irokeza. 
Taft Maxx Power Lakier do włosów – maksymalne utrwalenie przy zachowaniu naturalności fryzury. Nie skleja włosów, przy wyczesywaniu nie pozostawia białego nalotu, piękny zapach. 
KOLORÓWKA:
LAKIERY DO PAZNOKCI:
Moje dwa ukochane letnie kolory to: Colour Alike nr 151 Miętus oraz nr 4 Coral Red
Teraz gdy jest zimno moją bezgraniczną miłością jest Sensique Oriental Dream nr 259 Moss Temple
USTA:
Źle wręcz paskudnie wyglądają moje usta w korektorowatych nudach. Ale znalazłam idealny nude dla moich ust – L’oreal Color Riche Made for Me Naturals nr 235 Nude. Bardzo fajne połączenie pudrowego różu z odrobiną beżu. 
 Błyszczyk, który pasuje do każdego makijażu, do żadnej kreacji na wieczór i na co dzień do jeansów to 2True Plumptuous Lip Gloss nr 10. Dostałam go w prezencie do zamówienia w sklepie. Jak go pierwszy raz zobaczyłam to się przeraziłam bo w opakowaniu wygląda jak wściekły róż, ale na ustach na szczęście jest pół transparentny. Megaśnie powiększa usta bez szczypania czy mrowienia jak w innych błyszczykach powiększających. Utrzymuje się na ustach 3-4 godziny nawet przy jedzeniu.
BRWI:
Jest tylko jedna recepta na idealnie, ale naturalnie pokreślone brwi – Inglot cień do brwi nr 560 + Delia Korektor do brwi 3 w 1 w kolorze brązowym – to duo Was nigdy nie zawiedzie. Inglot cień do brwi nr 560 uwielbiam za kolor ponieważ jest to mieszanka zimnego brązu z odrobinką szarości dzięki czemu brwi wyglądają naturalnie a nie dziwacznie jak podkreślimy je ciepłym brązem. Sławny korektor z Deli chyba już każdy zna i uwielbia więc nie będę komentować 😛
RÓŻ:
Słodki jak cukiereczek i niewinny jak dziecko czyli e.l.f. Natural Radiance Blusher w kolorze Shy. Czysty, niewinny, nieśmiały, dziewczęcy, słodki, lekki róż. Nazwa adekwatna do efektu na twarzy.
MASKARA:
Yves RocherLash Plumping Mascara
Mam ją tak naprawdę najkrócej (jakieś 1,5 miesiąca), ale już jest moją maskarową miłością. Uwielbiam efekt sztucznych rzęs jaki dają maskary, ale często gęsto tusze do rzęs tego typu sklejają je. Ta maskara nie dość, że pięknie rozdziela rzęsy, nie skleja ich to jeszcze w dodatku lekko podkręca moje bardzo oporne rzęsy – szok! Jeden minus – cena :/
CIENIE DO POWIEK:
Cóż mogłabym tu napisać, to chyba oczywiste – INGLOT!!!! Hahahaha…..
Moje kochane małe cudeńka, na które mogę patrzyć się godzinami. Zakup nowiutkiego testera Inglota z 70 cieniami jakiś rok temu to był mój interes życia! To będzie chyba moja miłość do grobowej deski. Oczywiście konkretnego koloru nie przytoczę bo nie mogłabym wybrać swojego ulubionego z tak wielu, ale jeśli chodzi o rok 2011 to najbardziej upodobałam sobie i najczęściej używałam matów z Inglota.

Jeśli jeszcze nie widziałaś mojej kolekcji to zapraszam do lektury postów:
Kolekcja cieni Inglot część 1
Kolekcja cieni Inglot część 2
Kolekcja cieni Inglot część 3
Kolekcja cieni Inglot część 4
Kolekcja cieni Inglot część 5

A może poopowiadacie mi w komentarzach co Wam dobrego przydarzyło się w 2011 roku?! ;o)

Zakupy, zakupy i jeszcze raz zakupy!

Na początku każdego miesiąca po przelewie od mojego pracodawcy zawsze sobie powtarzam, że wszystko już mam i nie kupię w tym miesiącu niczego! Ale zawsze kończy się to jednak zupełnie inaczej – ZAKUPAMI!!!! Chociaż odnoszę wrażenie, że tym razem raczej „słabo” zaszalałam i kupiłam kilka „drobiazgów”.

U nas w pracy zawsze krąży gdzieś katalog Avonu czy Oriflamu. Ciekawsze rzeczy okazały się tym razem w Avonie. Zakochałam się w nowym zapachu „Słodka śliwka i wanilia” i skusiłam się na zestaw: balsam 200 ml, żel pod prysznic 200 ml i mgiełka do ciała 125 ml właśnie w tym zapachu (ok. 29 zł). BOSKI!!! Polecam wszystkim, którzy uwielbiają bardzo słodkie zapachy. Zapach mgiełki całkiem długo się utrzymuje, a balsam okazał się lepszy do rąk niż do ciała.

Ubóstwiam maseczki z serii Planet Spa. Ale zawsze jakoś nie mogę zużyć tej 75 ml tubki do końca a chciałabym mieć wszystkie rodzaje tych masek bo są genialne więc idealnym rozwiązaniem okazał się zestaw 12 x 5 ml „trójkącików” z trzema rodzajami masek: śródziemnomorska nawilżająca maseczka z oliwką, wygładzająca maseczka Japońskie Sake i ryż, maseczka błotna z minerałami z Morza Martwego (cena zestawu 20 zł).

Już od dawna chorowałam na duplikat cienia MAC „Club” (bo z oczywistych przyczyn nie kupię oryginału, bo mimo, że jestem frikiem cieniowym to nie stać mnie na taki luksus). A mowa oczywiście o cieniu z Catrice nr 410 C’MON CHAMELEON! Specjalnie po niego pojechałam do Natury (nie mam nigdzie w okolicy więc przejechałam pół miasta) i co się okazało? Mogłam sobie zmacać wyłącznie tester, bo ani jednej sztuki cienia na sprzedaż już nie było. Ale spokojnie przecież z pustymi rękoma nie wyjdę! ;o)
I co się później okazało wyszłam z 4 lakierami i cieniem.


Pierwsze w oko wpadły mi lakiery z Sensique Oriental Dream. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Kto by się spodziewał, że zakocham się w metalikach, mocno świecących lakierach. Nr 259 Moss Temple (cena: 5,99) to zniewalająca zieleń, która opalizuje na brązowo. Jestem zachwycona tym kolorem, mam już go jakiś tydzień na paznokciach i nie mogę się napatrzeć.

Zaś nr 265 Sky Over Silk Road (cena: 5,99) to zielono – granatowa perła opalizująca na różo-fiolet. Bardzo ciekawe połączenie. 

Następny w moich dłoniach znalazł się lakier z Catrice nr 490 Iron Mermaiden – taka „benzynka”. Ale, że kosztował 10 zł stwierdziłam, że aż tak bardzo go nie chce. I już miałam wychodzić, ale przeszłam obok szały Essence i moim oczom ukazała się dokładnie taka sama „benzynka” z serii Colour&Go nr 43 Where Is The Party? za 5,49 zł. Po prostu istny kameleon – opalizuje na zielono, niebiesko, różowo i fioletowo z odrobiną złota.
Zaraz zanim do koszyka wpadł jeszcze lakier Nail Art Magnetics nr 02 Hex Hex! (cena: 8,99zł) – chciałam spróbować tego magnetycznego efektu na moim paznokciach.

Jeszcze tylko wróciłam się po cień z Sensique Velvet Touch nr 129. Już od jakiegoś czasu chodziła za mną taka zgniła zieleń. Cień na razie wydaję się bardzo tępy w nakładaniu, ale mam nadzieje, że jakoś sobie z nim poradzę.


I tak wyglądały moje zakupy „pocieszające” w Naturze. Co się później okazało zachorowałam za zgniłą zieleń bo tak naprawdę wszystko co kupiłam było w takiej tonacji.

Na początku listopada miałam tylko w głowie jeden zakup a mianowicie – krem Vichy NORMADERM TRI-ACTIV. Kończę właśnie moją drugą tubkę La Roche Posay Effaclar K – przez pierwsze 2 miesiące działa na mnie super, ale kolejne dwa miesiące z każdym dniem działa coraz słabiej. Więc postanowiłam zmienić krem na inny i wybór padł na Vichy. Będąc w SuperPharm trafiłam na fajną okazję – zestaw z Vichy za 47 zł. W skład zestawu wchodzi – pełnowymiarowy 50 ml krem NORMADERM TRI-ACTIV, 50 ml woda termalna (idealna do torebki) oraz 30 ml płynu micelarnego NORMADERM (taka próbeczka na przetestowanie). Uwielbiam takie promocje.
Przyrzekam (tylko komu?!), że w tym miesiącu już nic więcej nie kupię. ;oD

PS. Pisząc tego posta do moich drzwi zawitała przesyłka z SKIN79 BB Cream Miniature Set – Zestaw startowy kremów BB, ale o tym już napiszę Wam w następnym poście…. ;o)

Enjoy!!! ;o)