Makijaż: Matowa mięta

Witajcie

Powoli idzie wiosna, czuć ją już w powietrzu. A jak wiosna to jasne, pastelowe kolory. Połączyłam matową miętę z mglistym fioletem. Taka wiosna, ale jeszcze z przymrozkami. hi hi hi….

makijaż miętowy matowy dzienny inglot fiolet blog

Continue reading

Makijaż: Herbaciany Róż

Witajcie :o)

Tym razem minimalistyczne oko i mocniejsze usta w wersji na dzień. W takich skromnych oczach czułam się trochę nijako, ale usta w kolorze herbacianego różu wynagrodziły wszystko. 

  Oczy są wyjątkowo proste, leciutko zaznaczone i pięknie rozświetlone. Na całą powiekę ruchomą aż pod łuk brwiowy nałożyłam lekki, pudrowy róż z drobinkami (Inglot 488 Double Sparkle). Załamanie powieki dosłownie muskam pędzlem z odrobiną brązowo-fioletowego cienia (Inglot 358 Matte). Kąciki wewnętrzne mocno rozświetlam opalizującym różem (Inglot 142 AMC Shine). Żeby nadać oczom kontur górną i dolną linię rzęs podkreślam brązową kredką (Fresh Minerals Waterproof Automatic Liner w kolorze Brown) i rozcieram cieniem w podobnym odcieniu (Inglot 363 Matte). Na linię wody nałożyłam rozświetlającą kredkę w kolorze złota (Avon SuperShock Gel Eyeliner Pencil Golden Fawn).

 Czas na obiecane mocnejsze usta – w bardzo ciekawym odcieniu herbacianej róży czyli NYX Round Lipstick w kolorze Tea Rose. 

Makijaż: Dymek z fioletowych brązów

Witajcie :o)

Po zakupach kredek SuperShock z Avonu pierwszą którą chciałam wypróbować na oczach była Blackberry. Jest niespotykane, nieziemskie połączenie ciemnego brązu z burgundem z delikatnymi różowo – fioletowymi drobinkami. 

Żeby się fajnie prezentowała postawiłam na lekki, dzienny dymek w kolorach fioletowego brązu, który idealnie wpisuję się już w jesienne aurę.

Kredka SuperShock posłużyła mi tu dwojako. Najpierw jako baza – nałożyłam ją bardzo grubą kreską, a później lekko roztarłam. Na nią nałożyłam matowy fioletowy brąz (Inglot 358 Matte). Rozcierając brąz ku brwi, aby powstał dymek, pomagałam sobie brudnym fioletem (Inglot 485 Double Sparkle). Pod samym łukiem brwiowym wylądował pudrowy róż (Inglot 356 Matte). W wewnętrzny kącik rozświetliła perłowa lawenda (Inglot 440 Pearl). Na koniec kredka posłużyła mi już tradycyjnie jako kreska na górnej i dolnej linii rzęs oraz na linii wodnej. 


Dodatki do dymka to jagodowe policzki (Inglot 47) oraz lekkie, pudrowo – różowe usta (Celia Nude Pomadka-Błyszczyk nr 601).


Powiem Wam, że kolor Blackberry jest super alternatywą dla opatrzonej i już banalnej czarnej kredki. A do tego kolor ten jest jeszcze bardziej kremowy i intensywniejszy niż jej odpowiednik w kolorze Black. Już nie mogę doczekać się kolejnych odcieni.

Buśka!!! :*
Enjoy!!! ;o)

Kosmetyczne HITY i KITY Lipiec 2012

Witajcie :o)

Lipiec już za nami. Mi osobiście bardzo szybko zleciał – może dlatego, że miałam dwa tygodnie urlopu, a to co przyjemne szybko się kończy. A co mi kosmetycznie umilało lipiec?! 


L’oreal Féria Préférence P78 Pure Paprika Bardzo Intensywna Miedź (ok. 35 zł)
Każda z Was, która szuka na drogeryjnych pułkach mocnego, rudego koloru dobrze wie, że to prawie niemożliwe. Ale jest jedna perełka – cudny kolor P78 od L’oreala. Używałam kiedyś tej farby i aż tak bardzo nie przypadła mi do gustu. Nowa formuła tego produktu zmieniła wszystko! Kolor jest „oczojebny” bez zbędnych rozjaśniaczy, idealnie pokrywa nawet krótkie włoski, bardzo długo utrzymuje się intensywny kolor (ok. miesiąca). I co dla mnie jest hitem w tej farbie to odżywka upiększająca kolor do wielokrotnego użytku, która zawiera filtr UV oraz witaminę E. W większości farb odżywka jest tylko na jeden raz. Ta tubka z L’oreala wystarczy na ok. 5-6 aplikacji. Włosy są miękkie, delikatne, lśniące i idealnie chroni nasz kolor przed wypłukaniem czy też blaknięciem. Dla mnie warta swojej ceny! Trzeba pamiętać tylko o specyficznej aplikacji: jest to bardzo gęsty krem więc po nałożeniu trzeba pomasować całe włosy takimi ruchami jak przy myciu włosów ok 5 min wtedy kolor równomiernie się rozłoży i wniknie we włosy. A o to efekt: KLIK

Pharmaceris F Fluid matujący z laktoflawiną SPF 20 (30ml/ok 40 zł)

Po wypróbowaniu próbki byłam tak oczarowana tym pokładem, że musiałam go kupić. To mój święty Graal wśród pokładów. Wszystkie makijaże, które widziałyście w lipcu na moim blogu są wykonane przy użyciu tego pokładu. Jedna z Was napisała ” Uwielbiam twoją promienną, ciepłą cerę!”. To właśnie efekt tego fluidu. Mogłabym się rozpisywać o tym pokładzie w samych superlatywach w nieskończoność. Codziennie rano gdy go nakładam jak by od nowa zachwycam się jak genialnie wygląda na twarzy. Jego lekka formuła sprawdza się nawet w 30 stopniowych upałach. Nic nie spływa, nie ściera się ani nie rozmazuje pod wpływem potu. 10 godziny mat to dla mnie świetny wynik. Nie zawiera parabenów, pielęgnuje moją skórę twarzy. Po prostu go KOCHAM!!!
Vichy Eau Thermale – Woda termalna (150 ml/28 zł)

Ja swoją mam akurat ze zestawu z kremem jako gratis (50 ml pojemności). Stała tak na półce dobre parę miesięcy nawet nie otwarta. Nie wiedziałam do czego jej użyć. Aż do czasu… gdy użyłam jej jako tonik przed nałożeniem kremu. Spryskałam twarz i jeszcze na lekko mokrą skórę nałożyłam swój krem na noc. Rano wystałam z mega nawilżoną skórą i delikatną jak pupcia niemowlaka. Niby to tylko woda, a robi takie cuda! Gdy były upały trzymałam ją w lodówce – takiego orzeźwienia i ukojenia skóry jeszcze nie miałam. Nawet nie miałam pojęcia, że aż tak mnie zaskoczy pozytywnie. Dołączyła do mojej codziennej pielęgnacji jako tonik i już tam zostanie. Jak ją rozpylam na twarzy czuję jak by to była morska, orzeźwiająca bryza.

Pędzel Maestro 143 (43 zł)
Jest to pędzel przeznaczony do nakładania podkładu i po to właśnie go kupiłam. Nie sprawdził się w swojej pierwotnej roli – zbyt długie włosie, zbyt miękki, nierównomiernie rozkłada podkład. I tak sobie poszedł w odstawkę do szuflady na parę miesięcy. Na początku lipca zaczęłam go używać jako pędzel do pudru i… to jest strzał w dziesiątkę. Idealnie wtapia puder w podkład przez co jest niewidoczny, uzyskujemy bardzo naturalny efekt. Perfekcyjnie utrwalony i wykończony makijaż twarzy. Kiedyś nielubiany, dziś niezastąpiony.
 
Cienie Inglot 358 Matte i 112 AMC Shine (10 zł okrągłe wkłady, 12 zł kwadratowe)

Dobrze wiecie, że jestem inglotomaniaczką. Używam przeróżnych kolorów i w każdym miesiącu mogłabym pisać o tych cieniach w hitach. Więc dlaczego piszę tylko o tych dwóch kolorach?! A to dlatego, że je na nowo odkryłam. Kwadratowe wkłady mieszkają w innej palecie ponieważ nie mieszczą mi się w tej „neutralnej” z okrągłymi. Zawsze o nich tam gdzieś zapominam. Akurat w lipcu zmalowałam parę makijaży przy użyciu tych cieni (358 i 112). Cień 358 jest idealny do konturowania powieki w załamaniu. Mieszanka jasnego brązu, szarości ze szczyptą fioletu wygląda bardzo naturalnie, super się rozciera, nie można z tym kolorem przesadzić. Dla tych z Was Kochane, które chcą mieć idealnie wykonturowane oko bez efektu przerysowania. Zaś cień 112 jest przepięknym odcieniem starego złota. Wygląda bosko na całej powiece lub jako dodatek iskrzący i rozświetlający. Kolorek ten jest z formule AMC Shine czyli perła z drobinkami, ale nie jest kiczowaty. Wygląda bardzo elegancko, świeżo i naturalnie jednocześnie. Świetna propozycja dla tych z Was, które uwielbiają makijaż w naturalnych odcieniach – musicie go mieć. 

MIYO Mini Drops Lakier do paznokci (8 ml/4,99 zł)

Kiedy pojawiły się w SuperPharmie przekopałam cały koszyk i wybrałam świetne kolory. Mam ich teraz chyba z 9 czy 10 kolorów. Są genialne! Trzymają się na paznokciach ok tygodnia. Są w super kolorach i już przy dwóch warstwach jest pełne krycie w przypadku kolorów mlecznych a przy perłowych i metalicznych to nawet jedna wystarczy. No i cena powala. 

L’occitane krem do stóp z masłem Shea (150 ml/90 zł)

Pewnie nigdy nie trafił by w moje ręce ze względy na porażającą cenę, ale był w jednym z GlossyBoxów. Zachwalanych przez wielu. Kiedy można docenić przyjaciela?! W najgorszych chwilach! Mam bardzo duży problem z pękającymi piętami. Na urlopie pięta tak mi paskudnie pękła, że nie mogłam chodzić z bólu. Ten krem potrzebował dwóch nocy żeby wyleczyć moją piętę z bólu. Oczywiście pęknięcie zrosło się po paru dniach, ale ból minął już po dwóch. Niezły wynik! Dla mnie szok! Tylko ta cena… czy mój portfel ją udźwignie?! :/

Lipcowe kity do dwa beznadziejne szampony i zachwalana dwufazówka z Bielendy. 

L’biotica Biowax Intensywnie Regenerujący Szampon do włosów farbowanych (200 ml, ok 20 zł)

Zawsze używałam szamponów typowo drogeryjnych z parabenami, SLES-ami, silikonami itd. Postanowiłam zrobić coś dla swoich włosów i kupić coś naturalnego. To był mój błąd stulecia! Mycie tym szamponem to jakaś cholerna pomyłka. Mam mocno stylizowane fryzury (guma, żel do włosów, dduuużżżoooo lakieru) więc po tych 3 dniach trzeba to wszystko zmyć. Ten szampon nie potrafi nic zmyć. Aby umyć włosy w zadowalającym stopniu muszę to zrobić przynajmniej 3-4 razy tym produktem. Włosy są szorstkie, splątane (mam krótkie włosy, nigdy się nie plątały) i beznadziejnie się stylizują. Klapa!

Alterra Szampon ochrona koloru Oliwki i kwiat lotosu Do Włosów Farbowanych i z pasemkami (200 ml. ok 12 zł)

Długo z Biowaxem nie wytrzymałam poleciałam czym prędzej do Rossmana. Nie wiem co mi znowu strzeliło do głowy, żeby kupić coś naturalnego. Koszmar – z deszczu pod rynnę. Totalnie niewydajny, trzeba na raz użyć chyba z pół butelki, przy myciu robi takie kołtuny w połączeniu z lakierem do włosów. Włosy są szorstkie, oklapnięte, zero blasku. Mało tego na końcu miesiąca okazało się, że nabawiłam się suchego łupieżu przez ten szampon właśnie. Nie wiedziałam, że szampon może zrobić krzywdę. Teraz już wiem, że moje włosy kochają parabeny, SLES-y i inne takie śmieci. Nigdy więcej naturalnych szamponów!

Bielenda 2-fazowy płyn do demakijażu oczu Bawełna Wzmacnia rzęsy (125 ml/ok. 6 zł)

Wychwalanych na wszystkich blogach i nie tylko. Tylko powiedźcie mi za co?! Miał nie zostawiać tłustego filmu – zostawia, miał nie robić mgły na oczach – robi, miał zmywać dosłownie wszystko – nie radzi sobie nawet z lekkim makijażem cieniami a co dopiero linerem. Wszystko rozmazuje, robi większy syf na twarzy podczas demakijażu niż to wszystko warte. Dla mnie bubel!!!
Enjoy!!! ;o)

Makijaż: Letnie pastele

Witajcie :o)

Dzisiejszy poranek był szalony i musiałam zmalować coś bardzo szybko. Postawiłam na proste, letnie pastele. 

Aby góra pasowała tematycznie do dołu i odwrotnie to… w załamaniu znalazł się lekki brąz wpadający w fiolet (Inglot 358 Matte), który pasował do pastelowego fioletu na dolnej powiece (Inglot 439 Pearl). Na górnej powiece błyszcząca mięta (Kobo 213 Green Pistachio), a do kompletu na dolnej powiece zielone rzęsy (INGLOT Colour Play Mascara 02 Green). Łącznikiem między górą i dołem był seledynowy pigment (Kobo Pure Pearl Pigment 504 Mint Cream) w wewnętrznym kąciku.


W pośpiechu nałożyłam lekki, prawie niewidzialny róż (Inglot 42), a na ustach półtransparentny błyszczyk (2True Plumptuous Lip Gloss nr 10).
Enjoy!!! ;o)

Makijaż: Black Ice

Witajcie :o)
Od paru już dni chodziło za mną czarne oko. A jak ja już czegoś chce to muszę to zrealizować, a raczej zmalować. 
 
Żeby ta czerń nie była taka płaska i „czarna” użyłam cienia ze srebrnymi drobinkami… ale może zacznijmy od początku. Przy linii rzęs narysowałam kreskę czarną, miękką kredką ze srebrnymi drobinkami (Avon Glimmerstick Diamonds Black Ice) i roztarłam ją ku załamaniu tworząc w ten sposób bazę dla przyszłego cienia. Żeby kolor był najintensywniejszy przy linii rzęs, poprawiłam zarys kreski. Na bazę z kredki wklepałam w powiekę czarny cień ze srebrnymi drobinkami (Inglot 65 AMC). Aby utworzyć gradient kolorów od najciemniejszej linii rzęs aż po cielisty łuk brwiowy, czarny cień roztarłam w załamaniu jasnym brązem wpadającym w szarość/fiolet (Inglot 358 Matte). Wewnętrzy kącik rozświetliłam bielą ze srebrnymi drobinkami (Inglot 496 Double Sparkle), a na to nałożyłam jeszcze odrobinę białej perły (Inglot 453 Pearl). Pod łukiem brwiowym tylko cielisty mat (Inglot 353 Matte). Na linii wodnej czarna kredka (Avon SuperShock Gel Eyeliner Pencil).


Cień Inglot 65 AMC jest obłędy, ale niestety drobinki zaraz po nałożeniu na powiekę gdzie giną. Zostaje tylko garstka gdzie nie gdzie, które wydać tylko w mocnym świetle. Niestety na fotkach nie da się tego uwiecznić. Za to właśnie nie cierpię inglotowych drobinek!


Reszta twarzy to dodatki w postaci pomadki nude (L’Oreal Color Riche Made For Me Naturals nr 235 Nude) oraz twarz wykonturowana bronzerem (e.l.f. Contouring Blush & Bronzing Powder).
Myślałam, że uda mi się uwiecznić drobinki lampą błyskową, ale niestety nic z tego :/ musicie sobie je wyobrazić 🙁 
 
Enjoy!!! ;o)
PS. Jeśli kiedyś przyjdzie Wam pracować z cieniem Inglot 65 AMC to pamiętajcie najpierw zróbcie oczy a później resztę twarzy, ten cień uwielbia się osypywać. 

Makijaż: Klasyczne Smokey

Dzisiaj makijaż dla wszystkich fanek klasycznego dymku. Prosto, szybko i elegancko.

W załamaniu powieki oraz odrobinę nad nim nałóż matowy, ciepły, średni brąz (Inglot 360 Matte). Na całą górną oraz dolną powiekę nałóż zimny, perłowy brąz (Inglot 434 Pearl). Dobrze go rozetrzyj tak aby wtopił się we wcześniej nałożony matowy brąz, ale żeby go nie zakrył – jeden brąz powinien płynnie przechodzić w drugi. Dla rozmycia górnej granicy matowego brązu użyj brązu w kolorze kawy z mlekiem, bardzo jasnego (Inglot 358 Matte). Jeszcze tylko rozświetl wewnętrzne kąciki złotem opalizującym na różowo (Inglot 142 AMC Shine) i gotowe ;o)

Reszta użytych kosmetyków:
podkład: Rimmel Lasting Finish 16h Foundation w kolorze 103 True Ivory
róż: e.l.f. Contouring Blush & Bronzing Powder
brwi: cień do brwi Inglot nr 560 + korektor do brwi Delia
maskara: Yves Rocher Lash Plumping Mascara
   
Enjoy!!! ;o)

Makijaż: Lolita

W tym sezonie wraca do łask soczysta czerwień na ustach oraz na paznokciach. O ile na paznokciach uwielbiam czerwień tak na ustach mam troszeczkę obawy – w końcu to naprawdę odważny kolor. Wykorzystałam czerwień na ustach w innych sposób, po swojemu…. ale zacznijmy najpierw od oczu!


Oczy oczywiście w przypadku mocniejszy ust utrzymałam raczej w neutralnych odcieniach. Użyłam trzech matowych odcieni brązu: w zewnętrznym kąciku najciemniejszy (Inglot 378 Matte), w załamaniu powieki średni brąz (Inglot 363 Matte) a nad załamaniem najjaśniejszy (Inglot 358 Matte). Resztę powieki uzupełniłam matowym, cielistym cieniem (Inglot 353 Matte). Zaś na środek powieki nałożyłam troszeczkę blasku, który był widoczny tylko w słońcu (Inglot 142 AMC Shine). Dodatkowo dla wzmocnienia efektu, zewnętrzny kącik przyciemniłam czarnym matem (Inglot 391 Matte). 


„Problem” czerwonych ust rozwiązałam, nakładając czerwony błyszczyk z Palety NYX „Nude on Nude” pędzelkiem w mniejszej ilości tak aby otrzymać lekko zaczerwienione usta.

Reszta użytych kosmetyków:
podkład: Revlon Colorstay (Oily/Combination Skin) w kolorze 180 Sand Beige
róż: e.l.f. Natural Radiance Blusher w kolorze Glow
– czerwony błyszczyk z palety NYX „Nude on Nude”
maskara: Maybelline One by One
  
Enjoy!!! ;o)

Kolekcja CIENI INGLOT

Postanowiłam stworzyć swego rodzaju bazę danych swatchy CIENI INGLOT, które posiadam w swojej kolekcji, a mam ich prawie 100!!! ;o) 

Postaram się co parę dni wrzucać kolejną 20-stkę cieni.

Dziś zapraszam na czwartą część (20-stkę cieni) (kolorki na co dzień): 
Inglot 53 AMC , Inglot 142 AMC Shine, Inglot 351 Matte, Inglot 352 Matte, Inglot 353 Matte, Inglot 356 Matte, Inglot 358 Matte, Inglot 360 Matte, Inglot 361 Matte, Inglot 362 Matte, Inglot 363 Matte, Inglot 376 Matte, Inglot 378 Matte, Inglot 380 Matte, Inglot 387 Matte, Inglot 390 Matte, Inglot 391 Matte, Inglot 393 Pearl, Inglot 395 Pearl, Inglot 396 Pearl.

Enjoy!!! ;o)