ULUBIEŃCY | MAJ 2016

Witajcie

MAJ przyniósł mnóstwo nowości …

                                     …. tym razem nie tylko kosmetyki, ale także „sprzęt beauty”, kosmetyk gadżet, sztuczne rzęsy … 😉

ulubieńcy maj 2016 blog kobieta zmienną jest beauty blog hity kosmetyczne

BOSCH Prostownica Style to Go (PHS1151) | ok. 45 zł

Pierwszy raz tak naprawdę na tym blogu pojawia się tzw. sprzęt beauty, a to dlatego, że takowy ostatnio tego typu miałam 6 lat temu (a blog ma 5 lat :P). Z racji tego, że zapuściłam grzywę okazało się, że jest zapotrzebowanie na prostownicę. Ale nie taką zwykłą! Do krótkich włosów potrzeba czegoś małego a wierzcie mi, że nie tak prosto znaleźć mini prostownice. Znalazłam przez przypadek wepchniętą między półki w Carrfurze. Zakup roku! Jest to tak naprawdę prostownica podróżna, ale dla mnie jak znalazł. Mierzy zaledwie 18 cm (mieści się prawie na dłoni), waży ok 200 g i nie jest TYLKO prostownicą, ale także dzięki zewnętrznym płytkom można robić fale, loki, unosić włosy od nasady itd. Także tak naprawdę urządzenie wielofunkcyjne. Płytki pokryte powłoką ceramiczną podgrzewają się równomiernie (temperatura nagrzewania się płytek: 200 °C – maksymalna temp. jest bezpieczena dla struktury włosów), umożliwia to gładkie przesuwanie się po włosach. Perfekcyjny kompaktowy design do krótkich włosów lub w podróż. IDEAŁ!!! 🙂

Bosch PHS1151 Prostownica Style to Go recenzja najlepsza prostownica do krótkich włosów prostownica podróż mini prostownica beauty blog

Sztuczne rzęsy:

 Red Cherry Eyelashes #217 | 18,90 zł

Ardell Double Up #202 | 26,90 zł

Z powodu tego, że moje własne rzęsy są w opłakanym stanie niestety muszę się posiłkować sztucznymi. Tu z pomocą przychodzą dwie wersje: ta bardziej naturalna Red Cherry Eyelashes #217 i ta dramatyczna Ardell Double Up #202. 217-stka to mega lekkie i mega długie rzęsiory wykonanie w 100% z ludzkich włosów. Bardzo komfortowe w noszeniu, bo kompletnie nie wyczuwalne na oku. Ultra cieniutka żyłka jest niewidoczna dając realny efekt naturalnych rzęs. (w makijażu TUTAJ). 202-jka to totalne przeciwieństwo! Nadają mega dramatycznego efektu, mega objętości, efekt założenia dwóch par rzęs na raz! Mimo, że są dość „ciężkie” to nie dają przerysowanego efektu a firanę rzęs. Bierzcie jednak poprawkę, że są wyczuwalne na powiece także pod koniec całego dnia noszenia powieki są troszeczkę „zmęczone”. (w makijażu TUTAJ). 

red cherry eyelsashes 217 Ardell Double up 202 beauty blog

LIRENE No Mask | 37,99 zł | 30 ml

No Mask to najnowsze dziecko Lirene (zaprezentowano nam tą nowość na Meet Beauty). Podkład ten jest dedykowany wszystkim typom skóry i nadaje cerze bardzo naturalnego looku, bez efektu maski. Lekka, płynna konsystencja (dosłownie jak woda) sprawia, że fluid idealnie stapia się ze skórą, dzięki czemu makijaż wygląda świeżo i naturalnie, a skóra nie jest obciążona. Wyrównuje koloryt ponieważ daje krycie od słabego do lekko średniego, nie zakrywa przebarwień, niedoskonałości czy piegów. Zawarty w formule kwas hialuronowy odpowiednio nawilża skórę, w efekcie czego cera wygląda zdrowo i promiennie. Elastonyl zapewnia skórze odpowiednie napięcie oraz ochronę i regenerację. Aplikacja jest bardzo przyjemna, bo konsystencja wody i zapach daje efekt odświeżający/tonizujący z rana. Fluid ten daje wykończenie satynowe i faktycznie nie daje efektu maski. Na skórze suchej i normalnej będzie sprawiać się idealnie, bo super nawilża, cera mieszana potrzebuje przypudrowania, cera tłusta niestety będzie się świecić już po paru godzinach mimo przypudrowania. Nie jest to podkład zastygający także odrobinę tu i ówdzie się ściera.

Lirene No Mask podkład fluid 01 jasny recenzja beauty blog

Było by prawie idealnie, ale…. no właśnie ALE! Podkład występuje tylko w trzech odcieniach! 01 Jasny taki jasny nie jest! Nie należę do bladolicych a nie mogę nosić tego podkładu solo, bo jest 1-2 ton za ciemny. Bardzo dziwi mnie taki dobór palety barw w kraju gdzie raczej jesteśmy blade i jasne, a nie mocno opalone. Trzeba jednak przyznać, że podkład ma przyjemne żółte tony. Mieszam go pół na pół z moim Revlon Colorstay i daje to świetny efekt, bo Lirene wprowadza taką „lekkość” i świeżość całości, lepiej się rozprowadza. Mimo „zgrzytu” w kolorystyce podkład godny polecenia.

porównanie Revlon Colorstay 150 Buff kontra Lirene No Mask 01 jasny

Palety do makijażu:

Too Faced Sweet Peach Palette | 17,1 g | 189 zł

I HEART MAKEUP Chocolate Vice Palette | 22 g | 40 zł

Obie palety wpadł do mojej kosmetyczki początkiem maja i tak już zostały przez cały miesiąc, zastępując wszystko inne. Używałam ich zamiennie, bo z obu można wyczarować naprawdę wiele, wiele fajny looków! Nie będę rozpisywać się o każdej z osobna, bo każda z nich ma swój osobny wpis na blogu więc odsyłam do lektury. (wystarczy kliknąć nazwę palety a przeniesie Was do odpowiedniej recenzji 😉 ).

Najlepsze palety do makijażu oczu maj 2016 Too Faced Sweet Peach Makeup Revolution I heart makeup Chocolate Vice beauty blog

INDIGO Pop Sugar Olejek Arganowy i migdałowy Body Oil | 100 ml | 34 zł

Ten olejek po kąpieli nazwałabym takim beauty gadżetem. Niepowtarzalne połączenie olejku arganowegoolejku ze słodkich migdałów perfumowany. Zapach to Pop Sugar (jest to zapach perfum Indigo), który jest po prostu nieziemski, bo jednocześnie jest słodki a z drugiej jak by orzeźwiająco owocowy. CUDOWNY… mogłabym niuchać bez końca. Opakowanie ma atomizer, więc wystarczy wyskoczyć po kąpieli, spryskać się od stóp do głów i czekać aż się wchłonie. A długo nie trzeba czekać, bo raz dwa i ciało pięknie nawilżone z cudowną wonią. Wygładza skórę i ma bardzo wysokie zdolności nawilżające. Mało tego działa idealnie także jako serum do włosów tuż przed ich myciem. Należy nanieść go na całą długość włosów i delikatnie wetrzeć ze szczególną dbałością o końcówki. Pozostawić na około 10 minut. Następnie spłukać i umyć włosy w tradycyjny sposób. Po zabiegu włosy stają się miękkie i błyszczące (oczywiście nie przesadzając z ilością). No po prostu magia… ;P

Indigo Argan & Almond Oil Body Oil review beauty blog

Dajcie znać w komentarzach jak Wam się podobał MÓJ maj a jak wyglądał WASZ maj….

POZDRAWIAM

podpis

Zapisz

Zapisz

6 comments to “ULUBIEŃCY | MAJ 2016”
  1. Wow! obfitość ulubieńców!

    U mnie niekwestionowanym zwycięzcą okazała się paletka Salted Caramel MUR, zakupiona dopiero w maju pod wpływem pewnej blogerki 😉 – jak dla mnie idealny zestaw cieni, zarówno pod kątem kolorystyki, jak i wykończenia (proporcja matów do cieni z połyskiem czy brokatem, duży cień transferowy w jasnym matowym odcieniu).

    Poza tym testowałam żarliwie pomadki matowe w płynie: Paese, Golden Rose, Wibo, Kiko Milano oraz ostatnio – Bell, w kolejce nadal czeka Inglot. Golden Rose wygrywa jeśli chodzi o kolory, ale ścigą mi usta, brzydko wygląda po kilku- kilkunastu godzinach, tym bardziej, że zjada się na styku warg, a zostaje na krawędziach – czyli jak dla mnie do użytku na „krótkie trasy”. Kiko (mam ją zresztą od dłuższego czasu, ale nieco o niej zapomniałam) jest ok, pod warunkiem, że nakładam palcem, i nie zapodam zbyt grubej warstwy. Wibo jest bezpiecznym codziennym wyborem, mam dobrze komponujący się z moim naturalnym odcieniem warg kolor, specjalnie nie wysusza, dość trwała, szału nie ma, ale jest ok. O Bell już pisałam 🙂 – jestem trochę na „bardzo tak”, ale bardziej na „nie”. Paese wygrywa mój ranking, w pewien sposób, chociaż żałuję wyboru odcienia (jasny chłodny róż – nie spodziewałam się, że będzie taka fajna i miała być jednostrzałówką). Paese ma o ile się orientuję (oceniając po zapachu, a raczej smrodku, oraz po wykończeniu) formułę podobną do Bourjois, ładnie pokrywa drobne zmarszczki i nierówności na ustach – takie aksamitne wykończenie. Wymaga poprawek, ale za to ściera się bardzo równomiernie, zostawiając lekki ślad koloru.

    Podkład Lirene – mam, zgadzam się z Tobą co do koloru w 100%. No po prostu błyskawicznie pomarańczowieje, pozwolę sobie dodać, i ciemnieje nawet w stosunku do już dość ciemnego odcienia wyjściowego. Ja akurat mogę go używać mniej więcej bez mieszania z innymi, powiedzmy (czasami lepiej nie oglądać swoich selfies 😉 ), ale kosztem nakładania bardzo oszczędnej warstwy. A niby ton odcienia ma akurat mój. Poza tym nosi się fajnie, na trwałość mimo cery mieszanej specjalnie nie narzekam (stosuję go na bazę oraz utrwalam pudrem i może być).

    Dlatego wracam do wypróbowanego zeszłego lata kremu GG (Glamour Glow) Dax. Europejskie i amerykańskie kremy BB, CC czy inne tego typu to zazwyczaj straszliwa ściema w porównaniu z koreańskimi czy japońskimi, ale ten mogę śmiało polecić (btw warto wiedzieć, że jest robiony we współpracy z Rohto Pharmaceutical Co., Ltd., firmą japońską). Wprawdzie także i on choruje na paskudną epidemiczną przypadłość polskich podkładów, czyli jest z lekka ciemnawy (2 odcienie – mam jaśniejszy), ale mimo wszystko daje radę, bo się dopasowuje do koloru skóry i ładnie wtapia. Jest w mojej ocenie trwały, ma zadziwiająco dobre krycie. Nie daje wyraźnego ‚glow’, wykończenie jest satynowe, wbrew pozorom produkt matowi, a nawet minimalnie wysusza. Odcień jestem w stanie przeboleć, cena niska, bardzo higieniczne opakowanie z precyzyjnym dozownikiem („ryjek”). Niektóre rzeczy od Daxa mnie zapychały, ten jest ok. Polecam na wakacje do lekkich makijaży 🙂

    • Paletka oczywiście strzał w dziesiątkę! Super!
      Ten krem GG z Dax zawsze mnie kusi z półki w sklepie, ale koniec końców nigdy go nie kupiłam. Ale jak tak ładnie o nim piszesz… hmmm… muszę się mu bliżej przyjrzeć.
      Jak tak piszesz o tych różnych matowych mazidłach do ust to aż chcę się powiedzieć: „znawczyni” tematu. Dla mnie nadal GR jest numerem jeden, ale przyznam szczerze, że kolejne mnie kuszą, ale próbuję się ograniczać. Tak czy siak dzięki za polecenia, pewnie spróbuje.

Bardzo dziękuję za każdy pozostawiony tutaj komentarz, Twoja opinia jest dla mnie bardzo ważna :) Chcesz zareklamować swój blog/stronę? Wpisz adres w polu Witryna internetowa, na pewno na nią zajrzę :)

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.