Kosmetyczne HITY i KITY Październik 2013

Witajcie

W tym wpisie przychodzę do Was moje Kochane lekko spóźniona z moim ulubieńcami kosmetycznymi w miesiącu październiku. Niestety mam też dla Was dwa kity, ale zacznijmy od tych ulubionych i ukochanych…

IMG_0006

RIMMEL Podkład Wake Me Up (30 ml / ok. 40 zł)

IMG_0014Kocham, kocham, kocham… miłość od pierwszego użycia! Nie było makijażu w październiku bez tego podkładu (no jeden był ;)). Byłam bardzo zaciekawiona pozytywnymi recenzjami tego podkładu i to nie tylko przez blogerki, ale też przez same „beauty guru”. W sklepie jak go zmacałam i zobaczyłam te miliony drobinek na skórze to pomyślałam: „oooo nie!”, ale ciekawość blogerki to pierwszy stopień do piekła więc go wzięłam.  Jest to typowy podkład rozświetlający, który zawiera w sobie perełki/drobinki rozświetlające i wydawało by się, że z moją cerą mieszaną i przetłuszczaniem się w strefie T to niczego dobrego nie wróży. A jednak! Podkład świetnie wygląda na twarzy: skóra jest pełna młodzieńczego blasku, odświeżenia, wypoczęta i zdrowa, bez efektu maski, wręcz niewidoczny. Do tego podkład ma SPF 15 oraz dzięki formule zawierającej peptydy skóra staje się bardziej elastyczna, a kompleks nawilżający oraz witaminy C i E odżywiają ją i nadają jej zdrowy wygląd, więc tak naprawdę podkład ten pielęgnuje naszą cerę naprawdę, a nie tylko kamufluje i daje złudzenie zdrowej cery. Ma fajną, lekką kremową konsystencję, która na twarzy po aplikacji daje wrażenie nałożonego kremu pielęgnacyjnego, ma też podobny zapach do kremu. Oczywiście nie daje matu, ale też nie świeci się aż tak mocno i drobinki są w ogóle nie widoczne. Na mojej skórze utrzymuje się do ok 10h i mam poczucie, że moja skóra go jak by „wypija”, wsiąka w skórę, możliwe, że to dzięki składnikom pielęgnacyjnym. Można nim uzyskać krycie od lekkiego po średnie, pełne/mocne krycie raczej ciężko nim uzyskać, bo jednak wtedy tworzy efekt maski na twarzy. Kolorystka raczej ciepła (tony żółtawe), dostępnych jest 6 odcieni, ale niestety bladolice mogą sobie go od razu odpuścić. Ja mam kolor 103 True Ivory i jest to drugi z kolei, a tak naprawdę jak bym się uparła mogłabym kupić nawet kolor pierwszy czyli 100 Ivory, a mam odcień jasny, naturalny więc nie należę do bardzo jasnych. Podkład jak najbardziej godny polecenia! Jestem totalnie oczarowana jakością i efektem jaki daje na twarzy. Naprawdę spróbujcie i nie sugerujcie się nazwą podkład rozświetlający, te drobinki nie są przerażające. Chciałam je uchwycić na zdjęciu, ale niestety ludzkie oko je tylko widzi.

MAYBELLINE Pure.Cover Mineral Concealer (5 ml, ok. 30 zł)

IMG_0015Mam w swojej kosmetyczce parę różnych korektorów,  o różnym kryciu i wykończeniu. W październiku odruchowo sięgałam wyłącznie po Pure.Cover od Maybelline. Dlaczego?! Potrzebowałam czegoś dobrze kryjącego, ale w miarę IMG_0036niewidocznego pod oczy – ostatnio jestem przemęczona. Konsystencja tego korektora jest na tyle dobrze kryjąca, ale jednocześnie odpowiednio lekka, aby stosować go pod oczy. Świetnie rozjaśnia okolicę pod oczami (mój jest w kolorze #02 Natural, która jest o dwa tony jaśniejszy od mojej skóry), nie zbiera się w zmarszczkach mimicznych, ani nie warzy się w ciągu dnia. Świetnie się rozciera dzięki czemu można go nałożyć naprawdę niewidoczną warstwą. Mimo, że na korektor jest trochę kosztowniejszy to warto wydawać na niego 30 zł, bo jest bardzo wydajny (mam go już od ponad roku).

MAYBELLINE Color Tatoo 24HR (4 ml / ok. 25 zł)

IMG_0010Mam istną obsesję na punkcie tych cieni. Nie spodziewałam się, że tak polubię cienie w formie żelowo – kremowej. Ale moje początki z tym cieniem nie były wesołe… Dosłałam go w ShinyBoxie w dodatku w kolorze brązowym, na szczęście wymieniłam się na kolor matowej czerni. Nałożyłam go na gołą powiekę i zrobiłam fioletowy dymek cieniem. Niestety w połowie dnia cień zwałkował się w załamaniu. Powiedziałam sobie, że to chyba jednak nie dla mnie i tak sobie leżał w szafie. Aż pewnego dnia znów go wyjęłam i dałam mu szansę, ale tym razem nałożyłam go na bazę pod cienie. I BINGO! Zakochałam się! Czasami trzeba dać drugą szansęIMG_0027. Teraz bez problemu noszę te cienie po 10 – 15 godzin. Okazuje się, że te cienie różnie działają z różnymi powiekami. Są powieki tłuste, na których trzymają się cały dzień bez bazy, a są (tak jak u mnie) i takie gdzie trzeba im dopomóc bazą. Więc w takim razie za co je kocham?! Za świetną pigmentację, łatwość użycia, fajną konsystencję do rozcierania, ciekawe pomysły na makijaże. Kolor # 60 Timeless Black – idealna czarna baza pod smokey eyes, nie znam lepszej, można nim nawet wykonać kreskę (do zobaczenia TUTAJ). Kolor # 40 Permanent Taupe kupiłam z myślą o brwiach i w tej roli sprawdza się świetnie – szarawy brąz super podkreśla brwi, są pełniejsze i mają lepszy kształt a mimo tego na co dzień brwi nie wyglądają jak by były dorysowane. Kolor # 15 Endless Purple kupiłam z myślą o moich wszystkich fioletowych makijażach – uwielbiam te kolor i czasami warto podbić tą barwę jeszcze bardziej. U nas w Polsce niestety dostępnych jest 10 kolorów w takich raczej stonowanych kolorach (jednym wyjątkiem jest turkus), za granicą widziałam, że są o wiele fajniejsze kolory (może kiedyś nabędę drogą internetową). Jeśli chcecie jakiego spróbować to zdecydowanie polecam # 60 Timeless Black – wykonanie jakiegokolwiek dymka będzie pestką! Już nie umiem bez niego zmalować smokey eyes.

L’BIOTICA Regenerujący krem do rzęs (10 ml / ok. 12 zł)

IMG_0016Tak naprawdę powinien trafić do kitów miesiąca jeśli chodzi o jego pierwotne zastosowanie czyli wzrost rzęs. W tej roli jest dla mnie osobiście totalnym bublem. Z rzęsami nie robi nic, a do tego podrażniał mi oczy więc jego stosowaniem było prawie niemożliwe na dłuższą metę. Kupiłam go w promocji w SuperPharmie 2 w cenie 1 i tak kombinował na co go zużyję. Pewnego dnia natrafiłam na info, że sprawdza się świetnie do brwi. W tej roli jak najbardziej jest na TAK! Ja swoje brwi chciałam zagęścić i szybciej zapuścić, bo za bardzo je wyskubałam i były zbyt cienkie. Czekanie na naturalne odrośnięcie brwi trochę trwa, ale ten krem zdecydowanie przyspiesza ten proces, włoski są zdrowsze, lśniące i jest ich zdecydowanie więcej. Polecam do brwi, nie do rzęs! 😉

ORIFLAME Żel oczyszczający Optimals do cery tłustej i Tonik oczyszczający Optimals do cery tłustej (każdy po 200 ml / 27 zł)

IMG_0017Świetne produkty do codziennej pielęgnacji cery, które wzajemnie się uzupełniają. Lekka konsystencja żelu skutecznie oczyszcza tłustą / mieszaną cerę i usuwa z niej resztki makijażu (nawet tego wodoodpornego). Po umyciu buzia się czysta, nie ściągnięta ani nie przesuszona. Kosmetyk nie jest zbyt gwałtownie działający, dzięki czemu nie powoduje błędnego koła, że zbytnio przesuszamy naszą skórę, a ona w zamian jeszcze bardziej powoduje nadprodukcje sebum. Żel świetnie się pieni i ma higieniczną pompkę. Po zastosowaniu żelu myjącego używam toniku, który pomaga zamknąć pory. Oba produkty zawierają opatentowaną technologię anytoksydantów Lingon 50:50™. Żel jak i tonik przepięknie pachną odświeżającym zapachem zielonej herbaty, ale niestety są sztucznie perfumowane więc jeśli wasza skóra nie lubi „perfumek” to lepiej uważajcie. Mojej mieszanej skórze bardzo pasują oba produkty, których działanie widać gołym okiem. Mam znaczniej mniej epizodów wyprysków, a pory zmniejszone. Jeśli szukacie czegoś do codziennej pielęgnacji twarzy to zwróćcie uwagę na ten duecik.

ORIFLAME Masażer do twarzy 4 w 1 (szt. / ok. 50 zł)

IMG_0018Wiem, wiem, wiem… zdaje sobie sprawę, że to nie jest Clarisonic za parę stów. Wiem także, że jest to chińska zabaweczka, która nie pożyje bóg wie ile czasu, bo kosztuje raptem 50 zł. Ale się sprawdza i to nawet bardzo dobrze się sprawdza! Masażer ma w zestawie 4 końcówki: 1. aplikator z gąbki piankowej – delikatnie oczyszcza twarz i nadaje skórze blask, 2. aplikator ze szczoteczką z mikrofibry – głęboko oczyszcza i złuszcza martwy naskórek, 3. aplikator w kulce – delikatnie i przyjemnie masuje twarz, 4. aplikator z gąbki lateksowej – zapewnia delikatny masaż i poprawia cyrkulację krwi w skórze. Najczęściej używam szczotIMG_0021eczki z mikrofibry do mycia buzi żelem i złuszczania naskórka peelingiem drobnoziarnistym. To mało urządzonko działa na dwa paluszki więc nie ma bardzo mocnego powera, ale dzięki temu jest bardzo delikatne i przyjemne w użyciu. Bardzo przyjemnie się go używa, skutecznie oczyszcza i masuje, a do tego łatwo później wszystko umyć. Dzięki niemu można urządzić sobie w domu takie małe SPA, z całym rytuałem oczyszczania, złuszczania i masażu twarzy. Uwielbiam go używać, czuję się wtedy zrelaksowana, a moja twarzy naprawdę jest zdecydowanie w lepszej kondycji.

Tym razem na koniec ma dla Was niestety dwa buble ;(

IMG_0023

AA Therapy Edycja jubileuszowa Nawilżający krem do cery suchej i odwodnionej (50 ml / ok. 12 zł)

IMG_0025Ten krem to jakaś totalna pomyłka! NIGDY WIĘCEJ! To jest dziwak nad dziwaki. Jest coraz zimniej, chciałam coś bogatszego, bardziej tłustego na noc, żeby maksymalnie nawilżyć moją skórę. Przypomniałam sobie, że o taki sobie kremik miałam kiedyś w ShinyBoxie. Pomyślałam sobie krzywdy mi nie zrobi w końcu jest do cery suchej i odwodnionej, będzie w sam raz. Jakieś było moje zdziwienie… krem ma bardzo lekką konsystencję, wręcz płynną, ale przy rozsmarowywaniu na twarzy zamienia się w tępą konsystencję (coś jak klasyczna Nivea), która w dodatku bieli całą twarz. Mało tego po kilku sekundach fakt faktem kremu już nie ma, bo niby się wchłoną, ale nie pozostawiają skórze niczego dobrego. Skóra jest ściągnięta, przesuszona, podrażniona i zaczerwieniona. No gorzej to już chyba nie może być. Zero nawilżenia, wygładzenia i komfortu dla skóry. Nie wiem jak by to wyglądało u osoby z cerą suchą, chyba ściągnęło by ją ma amen! Ostrzegam przed tym kremem, a ja go po tej recenzji wyrzucam do kosza!

AVON Planet Spa Rewitalizująca maseczka do twarzy Himalajskie jagody goji (75 ml / ok. 20 zł)

IMG_0024Maseczki z serii Planet Spa od Avon uwielbiam, jestem ich wielką fanką, zawsze mam w swojej łazience 3 – 4 rodzaje tych maseczek. Ta z jagodami goji dołączyła do mojej kolekcji dosyć niedawno. Maseczka ta ma za zadanie regenerować i nawilżać, koić suchą i podrażnioną skórę, pozostawiając ją miękką i gładką. Zawiera ekstrakt z jagód Goji, które słyną z doskonałych właściwości przeciwutleniających i pielęgnacyjnych. I nawet miałam taką potrzebę, żeby użyć takiej nawilżającej maseczki. Niestety nie stało się nic! Kompletnie nic…. nałożyłam ją i zmyłam po 10 minutach, a moja skóra była dokładnie taka sama jak przed tymi 10 minutami. Ani nawilżenia, ani wygładzenia, nic… moja skóra ani drgnęła. Może to nie bubel, ale działania brak.

Znów się rozpisałam, ale jakoś nie umiem nigdy napisać 2 zdań na temat kosmetyków. Chcę Wam przekazać jak najwięcej informacji, aby moja recenzja była wiarygodna i dokładna. Mam nadzieje, że znajdziecie coś ciekawego dla siebie.

Pozdrawiam :*

podpis

22 comments to “Kosmetyczne HITY i KITY Październik 2013”
    • Jak ją zobaczyłam w katalogu to też byłam bardzo zaciekawiona, bo cenowo można kupić ją „na spróbowanie”. Wydaje mi się, że by sobie poradziła, ale jak wiadomo efekty są dopiero wtedy gdy stosujemy ją regularnie więc po 2 – 3 użyciach jeszcze nie ma efektów.

  1. Cienie z maybeline na pewno kupią, bo wszyscy zachwalają i podoba mi się to jak się zachowują i wyglądają na oku. Co do odżywki do rzęś z L’biotycy to u mnie nie działała ani na rzęsach ani na brwiach. Ile razy i jak często smarowałaś nią brwi?

    • Color Tattoo zdecydowanie warto kupić choć cena regularna to trochę za dużo, ale na ezebra.pl są za 8,99 zł za sztukę.
      Nie jestem systematyczna i konsekwentna więc smarowałam brwi kiedy mi się przypomniało więc czasami było to 2-3 razy w tygodniu, a czasami tylko raz. Mimo to przyspieszyło to wzrost włosków.

  2. Jak czytam twoją recenzję kremu AA Therapy to nie mogę zgodzić się z ani jednym zdaniem 😮 Mam cerę suchą i krem świetnie się sprawdza, twarzy w ogóle nie bieli a na pewno nie ściąga mojej skóry – co więcej zostawia na niej delikatny filtr, nie wchłania się tak super do końca. Ale jestem zaskoczona jak ten krem działa na ciebie.. :))

    • Sama byłam zaskoczona! Robiłam podejście do tego kremu kilka razy i za każdym razem było to samo. Nie wiem czym to jest spowodowane… :/

    • Nie wiem jak to jest możliwe, bo moja skóra nie należy do kapryśnych czy alergicznych. Potrafi dużo znieść, a tu taka nie miła niespodzianka :/

  3. A ja jestem chyba jedną z niewielu osób, która nie lubi tatuażowych cieni 🙁 W ogóle się u mnie nie trzymają, a nie mam jakiejś turbo-tlustej powieki, normalną mam :/

    • Ja też mam normalną i mnie przy paru pierwszych użyciach także się zrolowały i rozpłynęły. Dlatego też stosuję bazę pod cienie (z Dax) i teraz mogę je nosić nawet 15 godzin i ani drgną. Warto dać szansę tym cieniom…

    • Oba produkty są dla mnie totalnym zaskoczeniem, spodziewałam się po nich zupełnie czegoś innego, a tu taka przemiła niespodzianka. Takie odkrycia kosmetyczne to chciałabym mieć codziennie.

Bardzo dziękuję za każdy pozostawiony tutaj komentarz, Twoja opinia jest dla mnie bardzo ważna :) Chcesz zareklamować swój blog/stronę? Wpisz adres w polu Witryna internetowa, na pewno na nią zajrzę :)

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.