Witajcie
Najbardziej twarzowa czerwień jakiej potrzebujesz…

Jak tylko pierwszy raz zobaczyłam w całej okazałości Succulent Dew od Singe Beauty przepadłam! Według mnie jedna z najpiękniej skomponowanych kolorystycznie palet na rynku indie. Jest ciekawie, kolorowo, ale z drugiej strony lekko… wręcz czuć powiew wiosennej świeżości.

Są w tej palecie dwa odcienie, które wiedziałam, że będę chciała pożenić. Przepiękna malinowa czerwień Astridia – bardziej twarzowej i prostej w obsłudze czerwieni nie znajdziecie. Do tego pastelowy fiolet periwinkle Rabiea – ach ta nutka błękitu… Wiedziałam, że ten ożenek się uda, bo podobną kompozycję możesz zobaczyć TUTAJ.
Oczywiście jak to bywa z cieniami Singe Beauty formuła matów jak i błysków cudna, praca nimi to sama przyjemność. Postawiałam na najprostszy look: w zewnętrznej część malinowa czerwień w opozycji do pastelowego fioletu w wewnętrznej części. Całość tak roztarta jak by rozwiana przez wiatr. Tylko jeden akcent błysku… i to wszystko!


Musicie przyznać, że jest coś elektryzującego w tym połączeniu kolorystycznym?! Prawda….
POZDRAWIAM



[…] już paletę Paisley Hoot i Succulent Dew. Czas ma Galactic […]