Testuję Kosmetyki ORIFLAME: Optimals Skin Energy Eye Cream, Eternal Gloss, Pure Nature Organic Aloe Vera & Arnica Lip Balm, Cocktails & the City Fashion Addict Body Lotion, Optifresh Fluoride Toothpaste Cavity Protection

Witam Was Kochane Moje w kolejnej notce pt. „Testuję Kosmetyki ORIFLAME”.


Tym razem pod lupę wzięłam:
  •  Optimals Skin Energy Eye Cream Krem pod oczy Optimals Skin Energy
  • Eternal Gloss Błyszczyk do ust Eternal w kolorze Eternal Pink
  • Pure Nature Organic Aloe Vera & Arnica Lip Balm Kojący balsam do ust z organicznymi ekstraktami z aloesu i arniki
  • Cocktails & the City Fashion Addict Body Lotion Balsam do ciała Cocktails & the City Fashion Addict 
  • Optifresh Fluoride Toothpaste Cavity Protection Pasta do zębów Optifresh przeciw próchnicy 

Zacznę od produktu, który jest tak oczywistym kosmetykiem w naszej łazience… czyli Pasta do zębów Optifresh przeciw próchnicy. Jej akurat nie dostałam do testów, a sama ją sobie kupiłam. Pomyślałam sobie: „Pasta jak pasta, wielka tuba 125 ml będzie w sam raz!”. Jakież było moje zdziwienie, że zwykła  pasta może okazać się ZŁA! Męczyłam się z nią chyba ze 3 miesiące, tubka nie miała końca… Zaraz po umyciu zębów tą pastą miałam ochotę umyć je jeszcze raz i jeszcze raz, wydawały mi się niedomyte. Kiepsko zmywa osad ze zębów, a miętowy smak i zapach w ustach zostaje nam dosłownie na 5 minut. Normalnie kosztuje 19 zł za tubkę! SZOK!!! Okropna pasta, przestrzegam!!!

Spokojnie to jedyny bubel w tej recenzji. Teraz przejdziemy to tych przyjemnych kosmetyków. O błyszczyku do ust Eternal muszę wspomnieć, bo jestem nim osobiście oczarowana! 


Mój trafił się w kolorze Eternal Pink. Jest to dość naturalny odcień różu w zimnej tonacji. W sumie kolorów jest 5 odcieni. Oriflame określa go jako „Nasz najtrwalszy błyszczyk”. Coś w tym jest… ja bym go określiła jako połączenie błyszczyku i szminki w jednym. Ma prostotę nakładania i lekki błysk błyszczyka, ale za to trwałość i właściwości pielęgnacyjne szminki. Ma dość gęstą konsystencję, ale dzięki bardzo miękkiej gąbeczce w kształcie serca niezwykle łatwo się go nakłada, nawet bez lusterka. Ma bardzo słodki, landrynkowy zapach. Błysk jaki daje jest dość subtelny, powiedziałabym taki „szminkowy” aniżeli „błyszczykowy”. Na ustach daje wykończenie szminki, bez zbędnego brokatu czy drobinek. Nosi się go niezwykle komfortowo ponieważ mam poczucie, że świetnie nawilża usta i można jeść i pić, a on nadal jest na ustach. Odrobinkę się klei, ale jeśli ma być trwały to niestety taki musi być. Kosmetyk, który z czystym sumieniem poleciłabym każdej z Was! 🙂


Teraz coś z pielęgnacji choć nie do końca wrzuciłabym ten kosmetyk do tej kategorii. Mówię tutaj o Balsamie do ciała Cocktails & the City Fashion Addict. Jest to typowy Body Lotion o bardzo lekkiej konsystencji, który wchłania się w 5 sekund. Ale co jest w nim takiego wyjątkowego?! To są perfumy w postaci balsamu! Balsam ten został wzbogacony wyrazistym aromatem malin, kakao i piżma. Zapach jest wyjątkowo seksowny! To jest taki balsam na wyjście na imprezę: smarujemy się, wchłania się w kilka sekund więc możemy od razu się ubrać i uwodzić długotrwałym zapachem całą noc! Kiedy po kremowałam się tym balsamem mój facet nie mógł się ode mnie oderwać. Zapach OBŁĘDNY, ale dość słodki! Balsam do uwodzenia Dziewczyny! ;P


Zostajemy w temacie pielęgnacji. Mała rzecz, a robi wszystko… Pure Nature Organic Aloe Vera & Arnica Lip Balm. Fajny sztyfcik pielęgnacyjny na cały rok. Łagodzi, bardzo dobrze nawilża i nadaje miękkość ustom, wydajny, pięknie pachnie, dość intensywnie także smakuje. Wbrew temu co napisało Oriflame w opisie tego balsamu nie nadaje ustom połysku, bo wchłania się jak krem. Lecz od razu poprawia stan ust i cały czas pachnie. Niezastąpiony w zimowe dni!

Na koniec także pielęgnacja. Z Kremem pod oczy Optimals Skin Energy wiąże się mała anegdotka. Moja przyszła szwagierka (Pozdrawiam ;P) jak zobaczyła u mnie na blogu, że dostałam ten krem do testów to zapytała się czy go jej nie odsprzedam, bo akurat nie był dostępny w sprzedaży w danym katalogu, a jest to jeden z ulubionych kremów jej mamy i bardzo chciała go jej sprezentować. Zgodziłam się! 🙂 Więc tak naprawdę nie ja go testowałam. Specjalna formuła kremu pod oczy z nawilżająco – ochronną witaminą C, cząsteczkami odbijającymi światło, które dodają blasku i minerałami zapewniającymi cerze zdrowy wygląd. Przywraca naturalny, promienny wygląd skórze okolic oczu. Otwiera oko, unosi powiekę, dodaje energii, niweluje oznaki zmęczenia. Ten krem daje pewien efekt liftingu. Czego chcieć więcej…
Zapraszam Was serdecznie do przeglądnięcia katalogu 13 (KLIK), który ważny jest do 22.09.2013r. 


W razie jakichkolwiek pytań o Oriflame lub zapisania się do szeregów Ori w grupie iGO zapraszam na stronę Agi (KLIK).

mała WIELKA Pielęgnacja cery mieszanej według TOŁPY Dermo face, strefa t. / hydrativ.

Witajcie :o)



„kiedy mówimy ‚mała wielka pielęgnacja’ mamy na myśli codzienne, drobne, ale przemyślane czynności, bo uważamy, że to suma małych rzeczy daje duży efekt…” /Tołpa/

Takie motto możecie znaleźć na każdym kartoniku Dermokosmetyków TOŁPY. Zapraszam Was na recenzję małej WIELKIEJ Pielęgnacji cery mieszanej według Tołpy czyli:
  • Tołpa: Dermo face, strefa t. matujący żel do mycia twarzy
  • Tołpa: Dermo face, strefa t. matujący krem nawilżający lekki
  • Tołpa: Dermo face, hydrativ. nawilżający krem odprężający lekki, dzień
Zanim jednak przejdę do opinii o samych kosmetykach na uwagę zasługują ich opakowania. Pierwszy raz spotykam się, aby na samym tylko kartoniku od kosmetyku było tak dużo ciekawych i ważnych informacji o pielęgnacji, zachowaniu się skóry, ich rodzajach… itd. To są chyba jedyne opakowania, które warto sobie zostawić (tak jak ja to zrobiłam), bo jest tam mnóstwo ważnych informacji przekazanych w bardzo przyjemny, humorystyczny i przystępny sposób.

Na przykład: „strefę T odnaleźć można również na plecach i dekolcie i nazwana jest „rynną łojotokową” (tylną i przednią). Z całym szacunkiem do naukowców, ale kto wymyśla te nazwy?”.

lub

„wiemy, że strefa T nie jest nazwą strefy geograficznej ani ekonomicznej, tylko dotyczy pielęgnacji skóry mieszanej. Literę T tworzą razem czoło, noc i broda. To partie, które najbardziej się świecą i produkują dużą ilość sebum. W przeciwieństwie do suchych policzków, dających uczucie ściągnięcia”. 


Takie informacje możecie znaleźć na zewnątrz kartoniku, wewnątrz zaś macie rozpisany cały plan pielęgnacji na dzień i na noc, który proponuje Wam Tołpa oraz jeszcze więcej ciekawostek i ważnych informacji o Waszym typie skóry. Dla mnie osobiście fantastyczny pomysł! 😉


Przejdźmy już do samych kosmetyków. Według planu Tołpy to właśnie poniższe dermokosmetyki tworzą optymalną pielęgnację cery mieszanej każdego dnia i nocy. 


Tołpa: Dermo face, strefa t. matujący żel do mycia twarzy 


„Usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum. Przywraca równowagę miedzy przetłuszczającymi i przesuszonymi partiami twarzy. Oczyszcza pory i reguluje wydzielanie sebum. Zapobiega błyszczeniu skóry, łagodzi podrażnienia i nawilża. Pozostawia skórę odświeżoną i matową.
małe wielkie składniki:
torf tołpa.®, ekstrakt z tymianku, nawilżający kompleks Lactil, d-pantenol, triclosan” źródło: KLIK
Jest to pierwszy etap małej wielkiej pielęgnacji Tołpy dla skóry wrażliwej, mieszanej i tłustej z nadmiarem sebum czyli oczyszczanie. Żel jest półprzeźroczysty, o lekkim, żółtawym zabarwieniu, dość świeżym zapachu (takim naturalnym, błotno – kwiatowym). Opakowanie to 150 ml w cenie 25,99 zł.  Kosmetyk o dość lejącej konsystencji przez co przelewa się trochę przez palce co powoduje marnowanie produktu, trzeba szybko nakładać na twarz. Wystarczy średnio na 2 miesiące stosowania rano i wieczorem.
Po połączeniu z wodą raczej średnio się pieni, minimalnie bym powiedziała. Całkiem dobrze radzi sobie z usuwaniem resztek makijażu (nawet tego wodoodpornego) i ogólnym oczyszczaniem całej buzi. Po zmyciu i osuszeniu skóry twarzy nie ma nieprzyjemnego ściągnięcia, twarz jest nawilżona, nie zauważyłam efektu matowienia, po prostu zwyczajnie oczyszczona skóra twarzy. Żel sam w sobie nie jest zły, ale po każdym użyciu miałam wrażenie, że moja buzia nie jest 100% czysta. Miałam wrażenie, że czegoś jeszcze jej brakuje. Niby czysta, ale… no właśnie :o/ jest ten mały zgrzyt. 
Może to kwestia tego nawilżającego kompleksu Lactil w składzie, który powoduje pozostawienie minimalnej, nawilżającej warstewki na skórze. A może po prostu przez to, że skład dermokosmetyków Tołpa jest zredukowany do niezbędnego minimum powoduje, że ten żel jest słabszy i przeciętnie radzi sobie z oczyszczaniem cery mieszanej z nadmiarem sebum?! Tak czy siak jest to przyzwoity żel, nie jest zły, ale też szału nie robi.


Tołpa: Dermo face, strefa t. matujący krem nawilżający lekki

 „przywraca równowagę miedzy przetłuszczającymi i przesuszonymi partiami twarzy. Normalizuje wydzielanie sebum i zapobiega błyszczeniu skóry. Ogranicza powstawanie zaskórników i zwęża rozszerzone pory. Łagodzi podrażnienia i nawilża. Wygładza i długotrwale matuje.
małe wielkie składniki:
torf tołpa.®, ekstrakt z łopianu, ekstrakt z kory cynamonowca, fucogel, alantoina, d-pantenol” źródło: KLIK



Kosmetyk ten to propozycja Tołpy jako krem do pielęgnacji na DZIEŃ dla skóry wrażliwej, mieszanej i tłustej z nadmiarem sebum. Krem jest umieszczony w fajnej, minimalistycznej, aluminiowej tubie, która ma za zadanie nie zasysać powietrza i bakterii, dzięki czemu nasz krem ma być bezpieczny na dłużej. Krem ma świeży zapach, szaro – żółtawe zabarwienie. Ma konsystencję nietłustego, szybko wchłaniającego się żelu. Tuba zawiera 40 ml kremu w cenie 29,99 zł. Przy stosowaniu raz dziennie czyli rano wystarczy na jakieś 4 – 5 miesięcy. 


Matujący krem nawilżający to marzenie każdej posiadaczki cery mieszanej. Z jednej strony musimy matowić naszą strefę T, a z drugiej walczyć z przesuszającymi się wiecznie policzkami. To jest trochę jak igranie wody z ogniem. Albo ogień albo woda – nigdy jedno i drugie naraz :o/ i tak też jest w przypadku tego kremu. Nałożony na całą twarz błyskawicznie się wchłania pozostawiając skórę gładką, nawilżoną, ale nietłustą. Nadaje się jako krem pod makijaż. Cera faktycznie zaraz po aplikacji wygląda świeżo, pięknie… różnica jest dopiero po 2 godzinach jak odrębne parte skóry na ten krem reagują. Strefa T jest zmatowiona na jakieś 4 – 5 godzin, później zaczyna lekko się świecić, ale nie reaguje zbyt gwałtownie nadmiernym wydzielaniem sebum po tym kremie. Niestety o wiele gorzej miewają się policzki. Stają się zaczerwienione, gorące, trochę mrowią i swędzą. Są zbytnio przesuszone. Niestety połączenie właściwości matujących i nawilżających w jednym kosmetyku się nie udało! Do świecących się partii skóry jak najbardziej się nadaje, ale niestety do przesuszonych policzków cery mieszanej odpada. Efekt matu jest dość dobry więc na pewno poleciłabym ten krem osobom o cerze tłustej na całą twarz. Właścicielkom cery mieszanej poradziłabym nakładać go wyłącznie na strefę T. Jako krem na dzień ma jeszcze jeden minus – nie posiada żadnego filtra przeciwsłonecznego. Krem zapowiadał się bardzo dobrze, ale niestety to co się działo na moich policzkach nie było przyjemnym działaniem i zraziło mnie do dalszego używania tego kremu. Będę go stosować wyłącznie jako krem matujący na strefę T w ciepłe dni w roku i dokładnie omijając policzki.


Tołpa: Dermo face, hydrativ. nawilżający krem odprężający lekki 
 „dermokosmetyk uzupełnia poziom nawilżenia skóry i działa odprężająco. Intensywnie nawilża i uelastycznia. Łagodzi podrażnienia i przywraca komfort. Relaksuje skórę i eliminuje oznaki stresu. Wspomaga regenerację mikrouszkodzeń i odbudowę bariery ochronnej. Zabezpiecza przed negatywnym wpływem środowiska i wolnych rodników.
małe wielkie składnik:
torf tołpa, kompleks kiełków pszenicy, drożdży i hialuronianu sodu, nawilżający kompleks naturalnych węglowodanów, fucogel, pochodna mocznika, ekstrakt z szałwii muszkatołowej, witamina E” źródło: KLIK

Ten dermokosmetyk jest już z innej linii czyli hydrativ. Jest to propozycja Tołpy jako krem do pielęgnacji na NOC dla skóry wrażliwej, normalnej i mieszanej, odwodnionej i podrażnionej. Krem jest umieszczony w fajnej, minimalistycznej, aluminiowej tubie, która ma za zadanie nie zasysać powietrza i bakterii, dzięki czemu nasz krem ma być bezpieczny na dłużej. Krem jest biały o świeżym zapachu, ale trochę innym niż matujący krem nawilżający. Konsystencja to lekki krem trochę bogatszy niż żelowa konsystencja. Tuba zawiera 40 ml kremu w cenie 36,99 zł. Przy stosowaniu raz dziennie czyli na noc wystarczy na jakieś 4 – 5 miesięcy. Posiada SPF 15.
W tym kremie zakochałam się od pierwszego użycia. Wbrew powszechnej opinii skóra odwodniona to nie to samo, co skóra sucha. Najkrócej mówiąc: odwodnionej brakuje nawilżenia, a suchej natłuszczenia i nawilżenia. W takim razie każda typ cery może być odwodniony także cera mieszana, a szczególnie przesuszone policzki. 

Działanie tego kremu najlepiej widać zaraz po wykonaniu peelingu. Jak wiadomo wtedy skóra jest lekko podrażniona, zaczerwieniona. Ten krem szybko ją koi, maksymalnie nawilża, aż czuć, że skóra wręcz wypija ten krem. Twarz po tym kremie jest gładka, rozjaśniona, promienna, piękna taka wręcz radosna i zdrowa. Efekt działania wyczuwalny jest nawet po paru godzinach – skóra jest miękka w dotyku, genialnie nawilżona. Krem posiada SPF 15 więc można by go stosować jako krem na dzień, ale ma o wiele bogatszą konsystencję więc potrzebuje czasu żeby się wchłonąć, a do tego twarz po tym kremie się świeci więc odpada jako krem na dzień pod makijaż. Działanie tego kremu jest naprawdę fantastyczne!


PODSUMOWUJĄC całą małą WIELKĄ pielęgnację od Tołpy: 

Działanie tych trzech dermokosmetyków jako całość pielęgnacji oceniam bardzo dobrze. Stan mojej skóry się poprawił. Mniej niechcianych wyprysków, optymalne zwężenie porów i w pewnym stopniu zmniejszenie wydzielania sebum. Na pewno największym plusem tego całego planu pielęgnacji, który widocznie dla mnie miał najlepsze efekty jest Tołpa: Dermo face, hydrativ. nawilżający krem odprężający lekki i poleciłabym go z czystym sumieniem, bo działa fantastycznie. Tołpa: Dermo face, strefa t. matujący żel do mycia twarzy nie jest zły, spełnia swojej zadanie, ale mógłby działać lepiej / mocniej. Najgorzej sprawdził się Tołpa: Dermo face, strefa t. matujący krem nawilżający lekki, który niestety mnie rozczarował. Efekt matu jest dość dobry więc na pewno poleciłabym ten krem osobom o cerze tłustej na całą twarz. Właścicielkom cery mieszanej poradziłabym nakładać go wyłącznie na strefę T. 


Dajcie znać co sądzicie o tej recenzji i czy miałyście styczność z tymi produktami, a jeśli tak to jakie są Wasze doświadczenia?! 🙂

Przesyłka wprost z Hong Kongu…

Witajcie :o)

Parę tygodni temu dostałam maila od KKCenterHK z pytaniem czy nie miałabym ochoty spróbować któryś sztucznych rzęs z oferty ich sklepu. Czemu nie… 😉


Mogłam sobie wybrać model, który mnie interesuje więc zdecydowałam się na dość naturalne połówki. 

Oba modele ES-A503 (KLIK) i ES-A506 (KLIK) są za cieniutkiej żyłce i podobno są wykonane ręcznie. 

Dotarły do mnie w sumie w samą porę, bo czeka mnie w najbliższym czasie parę większych wyjść więc będę miała okazję je wypróbować. Zapowiadają się ciekawie… jak myślcie?! 🙂

Wszystko o: MARIZA Selective Matujący Puder Ryżowy

Witajcie :o)

Kosmetyk o genialnym działaniu, ale kiepskim składzie… czyli MARIZA Selective Matujący Puder Ryżowy. Czy skład naprawdę ma znaczenie?! :o/ Przekonajmy się! :o)


W cenie 17,90 zł dostajemy 5g produktu w bardzo poręcznym, zgrabnym i solidnie wykonanym opakowaniu wraz z gąbeczką i sitkiem w środku. Pojemność tego pudru jest mniej więcej o połowę mniejsza niż podobne produkty innych marek, ale jedno opakowanie wystarczy na ok. rok intensywnego (czytaj dzień w dzień) użytkowania.

MARIZA Selective Matujący Puder Ryżowy jest w formie sypkiej. Jest to transparenty puder w kolorze białym bardzo, ale to bardzo drobno zmielony. Mikroskopijne, lekko transparentne cząsteczki pudru nie posiadają właściwości kryjących, czyniąc produkt bardzo uniwersalnym tzn. sam nie daje koloru, nie bieli twarzy i dlatego dopasowuję się do odcienia każdej cery. Puder jest bezzapachowy.



Ryż ma bardzo duże zdolności absorpcyjne, dzięki czemu skutecznie pochłania sebum i matuje skórę na wiele godzin. Puder otula twarz niewidzialną mgiełką i matuje na bardzo długie godziny. W moim przypadku (cera mieszana) to ok. 10h matu bez poprawek w ciągu dnia. Nie jest to płaski, suchy mat, a satynowe, ładne wykończenie. Dzięki temu, że jest tak drobno zmielony nie ma efektu „mąki” na twarzy, jest wręcz niewidoczny. Daje satynowy efekt matu na twarzy. Nie wchodzi w zmarszczki czy załamania skóry, a do tego nie ma efektu przypudrowanej twarzy np. w słońcu. Wyjątkowo lekki i ultra delikatny puder sypki tworzy niewidzialną warstwę, która skutecznie matuje i utrwala, wcześniej nałożony podkład, świetnie fiksuje i utrwala makijaż twarzy. 



MARIZA Selective Matujący Puder Ryżowy jest naprawdę genialny i godny polecenia, robi dokładnie to co ma robić. Matuje, utrwala, pięknie wygląda. Ale ma jedno „ale”! SKŁAD! Wiele osób zauważyło, że w składzie ma dużo parabenów. Czy to faktycznie takie złe?!

Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Isobutylparaben, Propylparaben to „Substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni również kosmetyk przed nadkażeniem bakteryjnym, które możemy wprowadzić przy codziennym użytkowaniu produktu (np. nabierając krem palcem).” Wszystkie te składniki są „jednym z najlepiej przebadanych konserwantów stosowany zarówno w kosmetykach, żywności jaki i lekach. Najnowsze badania zatwierdzone przez Komisję Europejską wskazują na bezpieczeństwo stosowania tej substancji w kosmetykach”. (źródło: http://www.kosmopedia.org)

Powiem Wam z czystym sumieniem, że ten kosmetyk w żaden sposób mnie nie podrażnił, nie uczulił czy nie spowodował nadmiernego zapychania porów. Jest naprawdę bezpieczny i jego skład tak naprawdę go nie przekreśla. Dla mnie liczy się efekt! A ten puder jest wart swojej ceny! Reszta to robienie z igły widły. 

POLECAM GORĄCO :o)

Testuję Kosmetyki ORIFLAME: Oriflame Beauty Crystal Base & Top Coat, Feet Up Soothing Foot Cream, Oriflame Beauty Wonder Lash Waterproof Mascara, Oriflame Beauty Studio Artist Concealer

Witam Was Kochane Moje w kolejnej notce pt. „Testuję Kosmetyki ORIFLAME”. 




Tym razem na tapecie są:

  • Oriflame Beauty Crystal Base & Top Coat czyli Emalia 2 w 1 Oriflame Beauty
  • Feet Up Soothing Foot Cream czyli Kojący krem do stóp Feet Up
  • Oriflame Beauty Wonder Lash Waterproof Mascara czyli Wodoodporny tusz do rzęs Oriflame Beauty Wonder
  • Oriflame Beauty Studio Artist Concealer czyli Korektor Oriflame Beauty Studio Artist

 
Kiedy pierwszy raz sięgnęłam po emalię Oriflame Beauty Crystal Base & Top Coat pomyślałam sobie: „Pewnie kolejny lakier bezbarwny, który ma zdziałać cuda, jasne!? :/”. Ale powiem Wam… polubiliśmy się od pierwszej aplikacji na pazurki. Ten lakier może pełnić dwie funkcje: bazy pod lakier kolorowy oraz jako top coat czyli lakier nawierzchniowy. Jako baza sprawdza się genialnie! Świetny, silikonowy pędzelek nakłada odpowiednią ilość lakieru, nie jest przesiąknięty produktem dzięki czemu nakłada równą, zgrabną warstwę lakieru. Kiedy skończycie nakładać go jako bazę na ostatni paznokieć, pierwszy już jest suchy. Wysycha na pół – matowo. Dzięki tej emalii lakier kolorowy gładko się nakłada, idealnie rozkłada na płytce paznokcia i trzyma się na nim o 2 – 3 dni dłużej. Co mnie zaskoczyło najbardziej to to, że świetnie chroni płytkę paznokcia przed przebarwieniami od mocnych kolorów takich jak żółć, zieleń czy czerń. Po zmyciu płytka jest idealnie gładka, zadbana, jasna i nie łuszczy się jak by była dodatkowo nawilżona
Jako top coat sprawdza się dobrze. Nie jest to może niezniszczalny Seche Vite dzięki któremu po 5 minutach od nałożenia możemy zmywać gary, ale też radzi sobie całkiem całkiem choć musimy poczekać do jego wyschnięcia jakieś dobre 10-15 minut :/. Przedłuża trwałość lakieru ok. 2 – 3 dni czyli nasz lakier kolorowy ma szansę przeżyć na naszych pazurach ok. 5 – 7 dni. Nie daje też takiego super błysku jak Seche Vite, ale odpowiednio nabłyszcza i zabezpiecza lakier kolorowy. 
Oriflame Beauty Crystal Base & Top Coat zawiera w sobie proszek diamentowy o właściwościach utwardzających, wzmacniających i nabłyszczających za jednym razem więc właśnie w tym proszku jest zaklęta cała skuteczność tego produktu. 
Najbardziej zakochałam się w jego skuteczności jako baza, jest o niebo lepszy od zwykłych odżywek! Polecam GORĄCO! Dla mnie to HIT!


Kolejnym kosmetykiem, do którego podeszłam z dużą dozą ostrożności i niedowierzania jest Feet Up Soothing Foot Cream. Mam bardzo duży problem z maksymalnie suchymi i pękającymi piętami więc u mnie zwykłych, prosty kremik do stóp się nie sprawdza. Także ten krem miał okazję zadziałać w mega trudnych warunkach. I co, zadziałał?! Powiem Wam… chylę czoła nad tym produktem. Niby niepozorny kremik o dość tępej, niezbyt tłustej konsystencji, ale ma bogate wnętrze. Został wzbogacony łagodzącym wyciągiem z kwiatu pomarańczy i olejkiem z kiełków pszenicy o działaniu nawilżającym. Odżywia, zmiękcza i koi suchą i szorstką skórę stóp. Przez ten dość bogaty skład nie wchłania się zbyt szybko, raczej polecam go jako krem na noc, nałożony grubą warstwa i na to skarpetki. Rano stopy jak marzenie! Sucha skóra pięknie nawilżona, a pęknięcia spłycone i powoli się goją. Nie wiem dlaczego nawali go kojącym kremem do stóp, bo nie ma efektu chłodzenia, ale zapach jest dość rześki (mieszanka pomarańczy, mięty i nut zmielonego zboża). Doczytałam się także, że w składzie ma też mocznik i to nawet na 4 pozycji więc tym bardziej wiem skąd tak SKUTECZNE działanie tego kremu. Jeśli macie tak duże problemy ze skórą stóp to KONIECZNIE go spróbujcie! 🙂

Kolej na konfrontację z bestsellerem Ori czyli sławna maskara Wonder Lash, ale w wersji wodoodpornej – Oriflame Beauty Wonder Lash Waterproof Mascara. Kupuję maskary wodoodporne, ale nie dla ich właściwości ochronnych przed wodą, a dla trwałego efektu podkręcenia rzęs. Maskary wodoodporne po nałożeniu bardzo szybko zasychają i „zamrażają” podkręcenie rzęs po zalotce co dla mnie osobiście jest bardzo ważne. Ale zanim przejdę do efektu samej maskary należy wspomnieć o jej ciekawej szczoteczce. Silikonowa, dość cienka, która ma z jednej strony długie włoski (coś na kształt grzebyczka), a z drugiej bardzo króciutkie co ma ułatwiać aplikację. Jestem posiadaczką bardzo krótkich i sztywnych rzęs więc powiem Wam szczerze, że nie do końca ta szczoteczka ułatwia aplikację. Włoski są faktycznie fajne skonstruowane, ale bardzo rzadko rozłożone na szczoteczce. Tusz sam w sobie jest dość mokry i wodnisty w swojej konsystencji. Tusz podkreśla rzęsy w sposób bardzo naturalny, odrobinę wydłuża, całkiem ładnie i dokładnie rozdziela rzęsy, nie rozmazuje się ani nie kruszy. 

Ale NIESTETY dla mnie nie ma efektu: „WOW Pięknie rzęsy”. Ani nie pogrubia, ani nie zwiększa objętości ani nie sprawi magicznie z naszych rzęs przysłowiowych firanek. Dodatkowo jest mega wodoodporny więc bardzo ciężko go zmyć nawet produktami do demakijażu wodoodpornego. Efekt tej maskary macie na zdjęciu, same oceńcie. Jak dla mnie kiepski! :o/ Czuję się rozczarowana…


Na koniec zostawiłam kosmetyk, który swoją nazwą wprowadza nas w duży błąd co do swojego działania. A mowa tu o Oriflame Beauty Studio Artist Concealer. Pierwsze co przychodzi nam na myśl pod hasłem „korektor” to dobre krycie, maskowanie niedoskonałości i niwelowanie przebarwień. Idąc takim torem myślenia totalnie się rozczarujecie! Ten kosmetyk nazwałabym „niewidzialnym czarodziejem”. Już wyjaśniam dlaczego… Zawarty w tym korektorze kompleks Illuma-Flair rozprasza światło i widocznie minimalizuje zmarszczki oraz niedoskonałości cery – przebarwienia i popękane naczynka, które znikają pod cienką warstwą korektora. Ten korektor nie na ani minimum krycia, a jednak dzięki grze światła niedoskonałości znikają. Uzyskany efekt to idealna skóra, która wygląda całkowicie naturalnie. Składniki nawilżające zapewniają lekkość i komfort noszenia. Oczywiście jeśli macie duże zasinienia pod oczami i chcecie je ukryć ten korektor tego nie zrobi, bo nie ma takiego krycia, ale nałożony na inny, mocniej kryjący korektor niweluje jego efekt pudrowości, zbierania się w zmarszczkach, ciężkości. Efekt jaki daje to pięknie rozświetlona, promienna cera, bardzo naturalna bez grama rozświetlających drobinek czy brokatu, nie widoczny i niewyczuwalny na twarzy, ultralekki. Po prostu MAGIA!!! Nałożony w strategicznych partiach twarzy tzn. czoło, grzbiet nosa, broda, okolica pod oczami czy skronie pięknie wydobywa i rozjaśnia! Kolor Light jest świetnym, bardzo jasnym odcieniem beżu z maleńką, rozświetlającą nutą różu. Nie myślcie o nim jak o korektorze, a raczej jak o rozświetlaczu bez drobinek. Magia, mówię Wam magia…
Zapraszam Was serdecznie do przeglądnięcia katalogu 8 (KLIK), który ważny jest do 09.06.2013r. 
W razie jakichkolwiek pytań o Oriflame lub zapisania się do szeregów Ori w grupie iGO zapraszam na stronę Agi (KLIK).


Wszystko o: L’oreal Feria Preference – jak stosować, efekt farbowania odcieni P67, P76, P78

Witajcie :o)

Zaraz po cieniach Inglota i makijażach jest to najczęściej poruszany przez Was temat w wiadomościach prywatnych, komentarzach i na Facebooku. A mowa o…
L’oreal Féria Préférence

W tym wpisie dowiecie się o niej wszystkiego – zaczynając od tego jak ją stosować po najważniejsze efekt farbowania na włosach.

Jestem miłośniczką rudości i czerwieni na włosach, ale każda z Nas, która choć raz spróbowała tych kolorów wie jakie są one ulotne. Kolor czerwieni ma swoją specyficzną budowę molekularną i jest najszybciej blaknącym kolorem. I to nie tylko w fryzjerstwie, ale też w lakiernictwie, tekstyliach itd. Jest bardzo podatnym kolorem na promienie UV i wypłukiwanie przez wodę. 

Dlatego znalezienie farby do włosów, której intensywny i pełen blasku kolor utrzymywał by się tygodniami graniczy z cudem. Jednak cuda się zdarzają 🙂 Ten cud ma na imię L’oreal Féria Préférence!
Długotrwały, lśniący kolor pełen blasku i intensywności przez 6 tygodni, a nawet do 8 tygodni – czy to możliwe?! TAK!!! 🙂

W palecie L’oreal Féria Préférence dostępne jest 6 odcieni rudości i czerwieni:
  • P37 Pure Plum Power Intesywna Ciemna Czerwień
  • P46 Pure Ruby Power Intensywna Głęboka Czerwień
  • P67 Pure Scarlet Bardzo Intensywna Czerwień
  • P76 Pure Spice Płomienna Czerwień
  • P74 Mango Intensywna Miedź
  • P78 Pure Paprika Bardzo Intensywna Miedź 
Wypróbowałam trzy z nich (te wytłuszczonym drukiem). Co warto wiedzieć o tej farbie?

Zacznijmy od początku. Farba kosztuje 30 – 35 zł. W pudełku z farbą znajdziemy następujące składniki: 1 tubkę kremu koloryzującego, 1 tubę kremu utleniającego, 1 tubkę odżywki wielorazowego użytku, 1 parę czarnych rękawiczek oraz 1 instrukcję obsługi. 
Wystarczy wycisnąć tubkę kremu koloryzującego do butelki z kremem utleniającym, zakręcić i mocno potrząsając wymieszać całość. Mieszanka z koloru biało-perłowego zmienia się w pomarańczową i dość mocno się rozgrzewa. 
Konsystencja mieszanki jest bardzo kremowa i gęsta, coś jak budyń. Butelką, która jest jednocześnie wygodnym dozownikiem farby nakładamy ją na włosy i pozostawiamy na 35 minut jak to zaleca producent. Jeśli chcecie uzyskać ciemniejszy i intensywniejszy kolor (jak ja to robię) pozostawcie mieszankę nawet do 45 minut. 
Na moje krótkie włosy wystarcza połowa ilości już gotowej mieszanki także wydaje mi się, że całe jedno opakowanie wystarczy na włosy o długości do ramion. 
Trzy BARDZO WAŻNE FAKTY o tej farbie:
  • Jest to typowa farba mocno chemiczna, zawiera amoniak itd. więc jeśli macie zamiar użyć ją pierwszy raz pamiętajcie o teście na niewielkim fragmencie skóry głowy. Jeśli możesz być lub jesteś uczulona na składniki farb, producent ostrzega i mówi wyraźnie, aby zrobić test na skórze głowy i zostawić na 48h. Wtedy wiadomo czy nie wyjdzie wysypka alergiczna lub opuchlizna. Zawsze trzeba tak postępować z farbami jeśli pierwszy raz ich używamy danej marki. Jeśli okaże się, że żaden składnik nas nie uczula możemy stosować bez obawy. ALE TRZEBA PAMIĘTAĆ O TEŚCIE! 
  • Producent każe trzymać ją na głowie 35 minut. Jeśli masz dość podatne włosy na farbowanie lub siwe włosy i chcesz uzyskać jaśniejszy odcień niż głęboki odcień trzymaj ją na głowie zdecydowanie krócej – ok 25 -30 minut. Jeśli jednak chcesz efekt bardzo głębokiego koloru potrzymaj ją nawet 45 minut na głowie wtedy będą naprawdę ciemne. Jeżeli wahasz się pomiędzy 2 odcieniami, wybierz odcień jaśniejszy. Jeśli masz dużo siwych włosów, po zastosowaniu danego odcienia efekt koloryzacji będzie bardziej intensywny
  • Przez to, że ta farba jest bardzo gęsta, jak krem nie wystarczy ją tylko równomiernie nałożyć pędzlem na głowę ponieważ mogą porobić się prześwity i farba nierównomiernie rozłoży się na włosach ponieważ nakładamy ją na suche włosy, przez co mogą tworzyć się placki nie do farbowanych włosów. Jest na to sposób – gdy już ją nałożysz na całe włosy, rękoma wykonaj ruchy jak byś myła włosy, dokładnie miejsce w miejsce wmasuj farbę we włosy wtedy farba równomiernie się rozłoży. NIE POMIŃ TEGO KROKU! Farba się nie pieni, nie spływa z włosów ani nie kapie.  
Więc jeśli jest to typowa, chemiczna farba to co sprawia, że kolor utrzymuje się dłużej? Opatentowane Barwniki Wysokiej Odporności Féria Préférence wnikają wgłąb włosa, zapewniając niezwykle intensywny kolor o lśniącym połysku i niezwykłej trwałości, wyrazisty także na ciemnych włosach. Odżywka Upiększająca Kolor przeznaczona do wielokrotnego zastosowania chroni intensywność Twojego koloru, nadając włosom miękkość i jedwabistość. Przeznaczona do wielokrotnego stosowania, z każdą aplikacją przedłuża piękno i intensywność Twojego koloru, już od 1. dnia po koloryzacji.
Przyczyną sukcesu tej farby jest zdecydowanie Odżywka Upiększająca Kolor do wielokrotnego zastosowania. Zrobiłam eksperyment: przez cały miesiąc po koloryzacji nie używałam tej odżywki. Efekt?! Kolor wyblakł i zrobił się matowy już po 3 tygodniach! Także widać jak na dłoni, że sama odżywka przedłuża żywotność koloru aż DWUKROTNIE! 
Odżywka ma 54 ml, więc wystarczy na 6 tygodni kuracji. Wystarczy jej odrobina (wielkości orzecha włoskiego), aby pokryć całe włosy, więc jest bardzo wydajna. Większość farb ma maleńką 5 ml saszetkę z odżywką na raz zaraz po koloryzacji lub nie mają jej wcale!  
Stosuję ją zaraz po koloryzacji nakładając na 2 minuty jak każe producent, a później nakładam ją po każdym myciu włosów – wystarczy nawet 30 sekund na głowie i spłukuję. To wystarczy, aby kolor utrzymał się 6 tygodni. Włosy dzięki niej są pełne blasku i refleksów, lśnią i są cudownie, jedwabiście  miękkie. Odżywka wzbogacona jest o filtry UV oraz witaminę E. 
A teraz NAJWAŻNIEJSZE – efekt farbowania trzema odcieniami rudości i czerwieni. 


Ważna informacja: mój naturalny kolor włosów to SZATYNKA! Więc kolorem wyjściowym jest jasny brąz i efekty, które tu zobaczycie są uzyskane dla przedziału na pudełku dla ciemny blond do jasny brąz!


P67 Pure Scarlet Bardzo Intensywna Czerwień to odcień prawdziwej, czystej, dość żywej czerwieni, ale w odcieniu wina. Jeśli potrzymacie ją dłużej na głowie wyjdzie kolor głębokiego wina!


P76 Pure Spice Płomienna Czerwień to idealna mieszanka czerwieni i rudości. Tak naprawdę jest to czerwień, ale z dużą domieszką rudości co daje efekt mocnego, wyrazistego koloru. 


P78 Pure Paprika Bardzo Intensywna Miedź to po prostu mocna marchewa! Kolor bardzo intensywny, wręcz żarówiasty, rzadko spotykany na drogeryjnych półkach. 


Trwałość koloru jest troszeczkę różna pomiędzy odcieniami. Najbardziej trwały (woda przy myciu włosów w ogóle nie jest zafarbowana, kolor wytrzymuje do 7 – 8 tygodni nawet) jest odcień P78 Pure Paprika Bardzo Intensywna Miedź. Najszybciej matowieje i płowieje (jakieś 4 – 5 tygodni) P67 Pure Scarlet Bardzo Intensywna Czerwień. Gdzieś po środku pasuje się (ok 6 tygodni trwałości) odcień P76 Pure Spice Płomienna Czerwień. A wszystko to dlatego, że czym odcień bardziej czerwony, zawiera więcej czerwonego pigmentu tym szybciej płowieje przez promienie UV oraz szybciej wypłukuje się przez wodę. Znacznie trwalsze są rudości i dlatego kolor P76 Pure Spice Płomienna Czerwień dzięki domieszce rudości jest znacznie trwalsza niż jej siostra P67 Pure Scarlet Bardzo Intensywna Czerwień, która jest klasyczną czerwienią. 

Ale jest jeszcze jedno pytanie. Czy oprócz intensywnego koloru przez 6 tygodni coś jeszcze daje ta farba? Oczywiście… Kolor nie tylko jest intensywny i głęboki, ale też pełen połysku, blasku i refleksów. Kolor nie jest płaski i dzięki odżywce nie ma efektu hełmu na głowie. Włosy są jedwabiście miękkie i gładkie. Świetnie się układają i zachowują się jak by nigdy nie były farbowane. 

Zużyłam już dziesiątki opakowań tej farby, farbuję się w odstępach 5 – 6 tygodniowych i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że mimo tego, że jest to farba chemiczna NIE NISZCZY WŁOSÓW!!!

Mój IDEAŁ!!! 😀

Wybaczcie dość długi wpis, ale chciałam Wam podać najdrobniejsze szczegóły o tej farbie, bo dużo o nią pytacie. Teraz macie odpowiedź na wszystkie Was nurtujące o niej pytania. Mam nadzieję, że przyda się dla potomnych… 🙂

– 40% w Rossmannie + rzęsy z Ardell

Witajcie :o)

Tak, tak, tak… ja też zawitałam do Rossa 😉 Choć to nie było takie proste! Jestem na zwolnieniu L4 z powodu zwichniętej kostki więc dojść do Rossmanna na prawie drugą stronę ulicy było wyczynem! Ale czego się nie robi dla magicznego – 40%.

O dziwo nie były to zakupy na pełnym spontanie, a planowane! Dobrze wiedziałam po co kuśtykam…

Moim głównym celem była kredka MaxFactor Kohl Pencil 090 Natural Glaze. Matowa, cielista kredka to rzadkość, a taka mi się już dawno marzyła, ale dać za nią 26 zł?! Nie…. wolę 15,50 zł 😛

Kolej na szafę Rimmel. Zakochałam się bez pamięci w szminkach LASTING FINISH BY KATE MOSS. Są MEGA trwałe, genialnie nawilżają usta i mają mocne, kryjące kolory. Do mojej trójeczki czyli odcienia #10, #20, #22 dołączyła nowa, dość niewinna w kolorze siostra #16. Piękne połączenie różu, łososia i moreli. 
Makijaże z użyciem #10 KLIK #20 KLIK #22 KLIK KLIK

Do koszyka trafiła także nowość od Rimmel a mianowicie szminka w płynie Apocalips. Już wcześniej miałam upatrzony kolor: Rimmel Apocalips 501 Stellar. Po prostu sam sex na ustach… to jest najlepsze określenie dla tego koloru. Mieszanka czerwieni i mocnego różu w wersji porażającej. 
Na koniec rozglądnęłam się dokładnie po wszystkich szafach i przypomniałam sobie o zachwalanej pod niebiosa w sieci Lovely Curling Pump Up Mascara. Za 5 zł to aż grzech nie wziąć ;P 

Jak już dokuśtykałam do domu (5 minut drogi zajęło mi jakieś 20 minut ;[ ) zawitał do mnie pan listonosz z paczuszką z moimi rzęsowymi zakupami. Moja przyszła szwagierka poprosiła mnie, abym to ja wykonała makijaż na jej ślub więc musiałam zaopatrzyć się w dobre rzęsy. Wybór był oczywisty… ARDELL! Ardell Natural Demi Wispies Black i Ardell Accent 318 Black.

Szkoda tylko, że akurat takie promocje robią na koniec miecha jak człowiek ma prawie 0 zł na koncie ;P parę rzeczy jeszcze bym drapnęła, ale ograniczyłam się do niezbędnego minimum. Pochwalcie się w komentarzach co Wy kupiłyście, bo wiem, że na pewno coś upolowałyście 😉

Testuję Kosmetyki ORIFLAME: Tender Care Chocolate Protecting Balm, Swedish Spa Purifying Face Mask, Very Me Double Trouble

Witajcie :o)

Podobno od przybytku głowa nie boli, ale co za dużo to nie zdrowo! 😉 Po otrzymaniu dość pokaźnej paczki od Oriflame do testów (KLIK) postanowiłam, że powoli, kosmetyk po kosmetyku będę sobie je próbować i testować, aby przekonać się czy kosmetyki z katalogów są czegoś warte. 
Na pierwszy ogień poszły 3 kosmetyki:

  • Tender Care Chocolate Protecting Balm Czekoladowy krem uniwersalny Tender Care
  • Swedish Spa Purifying Face Mask Oczyszczająca maseczka do twarzy Swedish Spa 
  • Very Me Double Trouble Kredka do powiek Very Me Double Trouble w kolorze Electric Purple 












Aż wstyd się przyznać, że jeszcze nigdy nie miałam w swojej kosmetyczce bestselleru Oriflame jakim jest Tender Care Chocolate Protecting Balm Czekoladowy krem uniwersalny Tender Care. Teraz już wiem dlaczego to bestseller! To 15 ml maleństwo doskonale nawilża, odżywia i koi suchą, spierzchnięta skórę, natychmiast przywraca jej uczucie miękkości. Niezwykłe połączenie wosku pszczelego, witaminy E i substancji zmiękczających. Kremik uniwersalny i wielozadaniowy: na spierzchnięte usta, na suche skórki przy paznokciach, na łokcie, na kolana, wszędzie tam gdzie potrzebujesz mocnego i szybkiego nawilżenia. Ma bardzo bogatą i tłustą konsystencję i nieziemski zapach! Mój jest w wersji czekoladowej – pachnie jak czekoladki z bombonierki, ale macie do wyboru także o zapachu waniliowym, kokosowym, wiśniowym, migdałowym, karmelowym, a dla nie lubiących jakichkolwiek zapachów jest też wersja klasyczna (różowe opakowanie) bez zapachu! Dla każdego coś dobrego… Moje czekoladowe maleństwo ląduje w mojej torebce, żeby zawsze mieć je pod ręką. Kocham to! 😉
Miałam już okazję testować maseczkę z Oriflame, ale była ona z linii Pure Nature (KLIK Pure Nature Organic Jasmine Extract Exfoliating Peel-off Mask: Złuszczająca maseczka Pure Nature z organicznym ekstraktem z jaśminu), na której strasznie się zawiodłam. Więc do kolejnej maseczki podeszłam trochę jak pies do jeża. A o czym mowa? Tym razem jest to maseczka z linii Swedish Spa Purifying Face Mask Oczyszczająca maseczka do twarzy Swedish Spa.

 

50 ml tubka zawiera naprawdę genialny kosmetyk, a mianowicie maseczkę o kremowej, bogatej konsystencji, ale nie tępej w aplikacji. Zostawiamy ją na 10 minut na twarzy i spłukujemy wodą. Maseczka ma bardzo świeży, energetyzujący zapach i sympatyczny, miętowy kolor. Przez pierwsze 3-4 minuty po aplikacji czuje się jej działanie na twarzy (lekkie szczypanie, pieczenie) i  lekki efekt chłodzenia. Później maseczka całkowicie wysycha na naszej twarzy i można ją spłukać. Maseczka ma za zadanie uwolnić naszą skórę od szkodliwych toksyn. Maseczka doskonale przygotowuje cerę na przyjęcie składników odżywczych tj. krem czy serum. Zawiera kompleks Hydracare+, oczyszczający malachit i glinkę białą bogatą w cenne mikroelementy i minerały. Efekt: genialnie oczyszczona, lekko ściągnięta, matowa cera. Świetny produkt do cery tłustej i mieszanej. Super oczyszcza, odświeża i matuje skórę, a dodatkowo widocznie zwęża pory! co w sumie nie ma w pierwotnym założeniu, więc robi nawet więcej niż musi. Pamiętajcie tylko, że nie warto trzymać jej dłużej na buzi dlatego, że może przesuszyć. Wydaje mi się także, że właścicielski cery suchej mogą być rozczarowane, bo jednak ta maseczka ma efekt matowienia i ściągnięcia skóry także polecałabym tylko posiadaczką cery normalnej, mieszanej oraz tłustej. Warto na nią zwrócić uwagę przy przeglądaniu kolejnego katalogu, bo ma naprawdę genialne działanie!
Na koniec zostawiłam sobie BUBEL! Mowa tutaj o Very Me Double Trouble Kredka do powiek Very Me Double Trouble w kolorze Electric Purple. Dwa odcienie w jednej kredce to super pomysł na efektowny makijaż niestety tu efektu NIE BĘDZIE! Kredka jest ekstremalnie twarda, tępa, sucha, przy rysowaniu kreski dziwacznie się roluje (co widać na zdjęciu) a do tego ma kiepską pigmentację. Połączenie kolorów bardzo fajne, ale nie ma szans, aby narysować jakąkolwiek kreskę na powiece bez zrobienia sobie krzywdy na oku. Omijajcie ją szerokim łukiem, bo jej użycie może być bolesne. Nazwa tego kosmetyku mówi sama za siebieDOUBLE TROUBLE!


Do zobaczenia w kolejnych odsłonach TESTUJĘ KOSMETYKI ORIFLAME 😉

W razie jakichkolwiek pytań o Oriflame lub zapisania się do szeregów Ori w grupie iGO zapraszam na stronę Agi (KLIK)

Wysoka jakość za rozsądną cenę czyli… GENIALNE Pędzle LancrOne Make Up

Witajcie :o)

Kupując jedne ze swoich pierwszych, „profesjonalnych” pędzli do makijażu przekonałam się, że nie zawsze droższe znaczy lepsze. 

Przeszłam przez pędzle Hakuro, Maestro i parę innych pomniejszych marek, ale moje serce odbiły: 
pędzle LancrOne Make Up
Dobre pędzle do twarzy to podstawa, a takich ze świecą szukać. Więc dlaczego pędzle LancrOne są tak fantastyczne?
Pędzle te charakteryzują się wysokiej jakości ekskluzywnym włosiem, stworzonym specjalnie z myślą o aplikacji kosmetyków w pudrze oraz w płynie bez utraty produktu poprzez wchłonięcie przez włosie. Specjalny kształt, odpowiednia gęstość i długość włosia zostały zaprojektowane w celu udoskonalenia techniki równomiernego i odpowiedniego rozprowadzania kosmetyków na skórze, co w rezultacie daje efekt nieskazitelnego, wyrazistego, lecz naturalnego makijażu.
 
Włókno Synthetic Lancrone HD – czyli wyjątkowej struktury syntetyczne włosie pozwalające osiągnąć efekt wyrazistego obrazu, to innowacja wprowadzona przez specjalistów w dziedzinie makijażu.
 
Co to oznacza w praktyce? 
  • włosie znacznie mniej pochłania produktu w płynie (np. podkładu), bo jest syntetyczne, a nie naturalne
  • znacznie łatwiej taki pędzel doczyścić – ja to robię po prostu płynem do naczyń
  • włosie po czyszczeniu czy praniu pędzla zawsze wraca do swojego pierwotnego kształtu i koloru
  • włosie syntetyczne trudniej zniszczyć, bo jest trwalsze co oznacza, że o wiele dłużej niż naturalne będzie przyjemnie w dotyku i posłuży nam długie lata 
  • włoski w pędzlu nie łamią się, nie wypadają, nie rozdwajają czy też cały pędzel się nie rozczapierza 
  • włosie syntetyczne w tych pędzlach jest o dziwo milsze i delikatniejsze w dotyku niż to naturalne    
 
 
Pierwsze pędzle LancrOne kupiłam prawie 2 lata temu. Wtedy kupiłam F60, F58 i F54 (po prawej stronie na zdjęciu). 2 miesiące temu kupiłam ich nowości: F73, F64, F62 i F68 (po lewej stronie na zdjęciu). Widzicie jakąś różnice w zużyciu lub zmianę kształtu lub koloru włosia?! NIE?! No właśnie… te z przed dwóch lat wyglądają tak samo jak ten nowe! To jest właśnie wysoka jakość tych pędzli. A najlepsze jest w tym to, że tak naprawdę tą JAKOŚĆ możecie mieć w rozsądnej cenie, bo cena pojedynczego pędzla nie przekracza 30 zł. 
 
 
F54 Round Top Kabuki (cena: 25,90 zł) – bardzo delikatne i gęste włosie ułożone na okrągło, wycieniowane zostało na odpowiedniej długości tworząc tzw.”kulkę”. Pędzel jest idealny do nakładania pudrów i podkładów mineralnych oraz różu, bronzera, rozświetlacza. Jest niezawodny, aby osiągnąć nieskazitelne pokrycie skóry przy użyciu produktów w płynie lub kamieniu. Mój faworyt! Bez niego nie wyobrażam sobie nakładania podkładu. Radzi sobie świetnie w trudno dostępnych miejscach jak pod oczami, przy skrzydełkach nosa czy przy linii włosów. Niezawodny jeśli chodzi o tak trudne podkładu w aplikacji jak Revlon ColorStay.
 
 
F58 Angled Top Kabuki (cena: 25,90 zł) idealny pędzel do precyzyjnej aplikacji kosmetyków płynnych, sypkich, w kamieniu i mineralnych. Idealny do fluidu, różu i bronzera oraz innych kosmetyków do rozświetlania i modelowania twarzy. Włosie bardzo gęste, mięciutkie i delikatne, ułożone po skosie i wycieniowane na odpowiedniej długości. Pędzel stworzony do konturowania twarzy bronzerem. Przy jego użyciu można stworzyć ostre linie lub dokładnie je rozetrzeć otrzymują miękki efekt konturowania. 
 
 
F60 Flat Top Kabuki (cena: 26 zł) – idealny do nakładania kosmetyków mineralnych, płynnych, kremowych. Dzięki specjalnym włóknom wewnątrz włosia substancje te idealnie łączą się ze sobą na powierzchni skóry. Płaski kształt pędzla pozwala perfekcyjnie rozprowadzić kosmetyki : pudry, róże, bronzery. Gęste i bardzo mięciutkie, niesamowicie delikatne włosie. Mój faworyt do stemplowego nakładania pudru sypkiego. Perfekcyjnie wciska puder w podkład dzięki czemu go utrwala, a efekt matu pozostaje na o wiele dłuższy czas. 
 

F62 POWDER BRUSH (cena: 24,90 zł) – niesamowicie mięciutkie i gęste włosie ułożone na okrągło, wycieniowane zostało na odpowiedniej długości tworząc tzw. „kulkę”. Pędzel jest idealny do nakładania pudrów sypkich, prasowanych oraz w kamieniu, niezastąpiony przy aplikacji pudrów i podkładów mineralnych a także różu, bronzera, rozświetlacza. Pędzel pomoże również osiągnąć nieskazitelne pokrycie skóry przy użyciu produktów w płynie. 


F64 POWDER BRUSH (cena: 27,50 zł) bardzo delikatne, niesamowicie mięciutkie i gęste włosie ułożone na okrągło, wycieniowane zostało na odpowiedniej długości tworząc tzw. „kulkę”. Pędzel jest idealny do nakładania pudrów sypkich, prasowanych oraz w kamieniu, niezastąpiony przy aplikacji pudrów i podkładów mineralnych a także różu czy  bronzera.
 
 
F68 TAPERED KABUKI (cena: 27,90 zł) bardzo delikatne, niesamowicie mięciutkie i gęste włosie ułożone w delikatny szpic i wycieniowane na odpowiedniej długości tworząc tzw. „jajeczko”. Pędzel jest idealny do konturowania twarzy a także aplikacji pudrów sypkich, prasowanych oraz w kamieniu, niezastąpiony przy aplikacji pudrów mineralnych a także różu czy bronzera i rozświetlacza. Dla mnie osobiście ideał do rozcierania korektora pod oczami.
 
 
F73 TAPERED KABUKI (cena: 27,90 zł)  – bardzo delikatne, niesamowicie mięciutkie i gęste włosie ułożone w delikatny szpic i wycieniowane na odpowiedniej długości tworząc tzw. „jajeczko”. Pędzel jest idealny do pudru, konturowania twarzy a także aplikacji wszelkich kosmetyków sypkich, prasowanych oraz w kamieniu, niezastąpiony przy aplikacji kosmetyków mineralnych a także różu, bronzera i rozświetlacza. Mój ukochany pędzel do konturowania twarzy! Dawno takiego szukałam. Bardzo miękko i z niezwykłą łatwością nakłada się tym pędzlem bronzer. Efekt jest piękny i naturalny.


Różnica pomiędzy F54, F62, F64 jest w długości włosia, a nie jego ułożeniu, bo wszystkie to tzw. „kulki”. W zależności, którą długość wybierzecie do takich celów Wam posłuży.
 
 
Żaden z pędzli nie zgubił ani jednego włoska, włosie nie zmieniło koloru ani się nie odbarwiło. W żadnym z pędzli nie odkleiła się skuwka… po prostu IDEAŁY!
 
Upatrzyłyście sobie już jakiegoś ulubieńca albo faworyta? 😉  

Kosmetyczne HITY i KITY Luty 2013

Witajcie :o)

Ostatnio dużo kosmetyków używam i zużywam do końca (projekt denko trwa!), ale z braku czasu nie mam ich kiedy opisywać. Przez co mam dość duże czasowe obsuwy… mam nadzieje, że mi to wybaczycie. 

Dziś zaległy wpis o HITACH I KITACH lutego 2013!

HITY
Siquens MedExpert krem przeciwko niedoskonałościom skóry (30 ml / 30 zł)

Po rozczarowaniu Siquens Prevention Krem pod oczy bardzo sceptycznie i ostrożnie sięgnęłam znów po produkt tej marki. Co się okazało: ten krem JEST GENIALNY!
Dzięki zawartości NDGA, kwasu oleanolowego oraz ekstraktu roślinnego bogatego w protoberberyny, a także właściwościom osmotycznym i hamującym aktywność 5 – alfa – reduktazy, wszechstronnie walczy z niedoskonałościami skóry, likwidując przyczyny ich powstawania oraz redukując już istniejące.
Krem działa przeciwzapalnie i przeciwbakteryjnie, normalizuje wydzielanie sebum, zwęża pory, redukuje zaskórniki i krostki. Dzięki kompleksowi minerałów (Ca, Cu, Mg, Zn) poprawia wygląd skóry, zapewnia jej odpowiednie nawilżenie i przyspiesza regenerację. Nie podrażnia i nie wysusza.
Zawiera formułę DermoSekwencyjną ™ umożliwiającą stopniowe uwalnianie substancji czynnych i aktywne działanie kremu przez cały dzień lub noc.
 
Mnie osobiście najbardziej urzekła redukcją już istniejących niedoskonałości. Wystarczy, że nałożyłam go na noc, a już rano nie było śladu po mniejszych wypryskach, a te większe były widocznie mniej zaczerwienione i szybciej się goiły. To wszystko w jedną noc! Jest dość tępy i treściwy w swojej konsystencji, ale świetnie nawilża, a jednocześnie po aplikacji daje matowe wykończenie. Po miesiącu jego stosowania moja twarz była naprawdę w rewelacyjnej kondycji. Jedyne co mnie w nim drażniło to zapach – kojarzył mi się z zapachem pubu pełnego palaczy. Na szczęście zapach ten szybko się ulatniał

MARIZA Selective Matujący puder ryżowy (5 g / 17,90 zł)
Zakochałam się w nim od pierwszego użycia. Jest to transparenty puder w kolorze białym, bardzo, ale to bardzo drobno zmielony. Otula twarz niewidzialną mgiełką i matuje na bardzo długie godziny. W moim przypadku (cera mieszana) to ok. 10h matu bez poprawek w ciągu dnia. Dzięki temu, że jest tak drobno zmielony nie ma efektu „mąki” na twarzy, jest wręcz niewidoczny. Daje satynowy efekt matu na twarzy. Komponuje się i współgra z różnymi rodzajami podkładów. Tak bardzo go polubiłam, że mam w zapasie kolejne opakowanie. POLECAM! 🙂
Bourjois Healthy Mix Fond de Teint (30 ml / ok. 60 zł)

Słynny i zachwalany „Burżuj„. Ile to ja się już o nim naczytałam i nasłuchałam ochów i achów. Musiał wcześniej czy później znaleźć się w mojej kosmetyczce. Natrafiła się promocja w Rossie i dorwałam go za 35 zł. I…. muszę potwierdzić, że coś jest w tym podkładzie. Początkowo obawiałam się jego nazwy, bo jest to podkład nawilżający, który jest przeznaczony do wszystkich typów skóry. A wiecie jak to jest: „co jest do wszystkiego do jest do niczego”. Ten podkład mnie PRZEMIŁO ZASKOCZYŁ. Fajna kremowa, ale niezbyt ciężka konsystencja, pół-matowe wykończenie. Krycie od bardzo lekkiego po średnie. Mało widoczny na twarzy, nie tworzy maski. Przy mojej cerze mieszanej strefa T przy tym podkładzie zaczyna się świecić po ok. 6-7 godzinach także wydaje mi się, że to całkiem fajny wynik jak na podkład, który nie jest matujący, niektóre podkłady typowo matujące wytrzymują znacznie mniej. Podoba mi się także gama kolorystyczna: są to naturalne beże, nie za żółte, nie za różowe czy pomarańczowe. Plus na wygodną pompkę i to, że widać na jakim etapie zużycia jesteśmy. Teraz już rozumiem dlaczego był tak zachwalany, jednak większość na zawsze rację, POLECAM spróbować.
Eva Natura Herbal Garden Dwufazowy Płyn do demakijażu oczu (150 ml / 11,49 zł)
Seria Herbal Garden to nowość od Eva Natura. Większość „babskich” gazet się o tej serii pochlebnie rozpisywało. Kupiłam dwa produkty z tej serii. Płyn dwufazowy skutecznie zmywa makijaż oraz zanieczyszczenia wrażliwych okolic oczu. Nie jest zbyt tłusty jak to bywa przy dwufazówkach, nie tworzy mgły na oczach po użyciu. Ekstrakt z ziela swietlika dodatkowo pielęgnuje i odżywia naskórek dzięki czemu można naprawdę długo przecierać oczy wacikiem, nie martwiąc się  o podrażnienie czy zatarcie oczu. Niestety ma jedną wadę: radzi sobie świetnie ze zmywaniem prawie wszystkiego po za produktami wodoodpornymi. Z moją maskarą z Yves Rocher (recenzja KLIK) niestety nie radzi sobie prawie wcale. Tu nie chodzi o rozmazywanie czy tworzenie pandy na oczach, po prostu w ogóle nie rozpuszcza tej maskary. Także kończę to opakowanie i pewnie nie wrócę do tego płynu ponownie chyba, że nie będę używać produktów wodoodpornych w makijażu to w takim przypadku POLECAM.

Eva Natura Herbal Garden Krem pod oczy i na powieki (25 ml / 7,69 zł)
Zgarnęłam ten krem z półki sklepowej razem z płynem dwufazowym. Delikatny krem – żel bogaty w naturalne substancje aktywne, który skutecznie pielęgnuje skórę wokół oczu. Zawiera ekstrakt z ziela swietlika, algi, polisacharydy i masło Shea. Najbardziej podoba mi się w tym kremie to, że świetnie nawilża i wygładza powierzchnię powiek. Przy takiej ilości makijaży pielęgnacja powiek jest dla mnie bardzo ważna. Skóra pod oczami jest także nawilżona i odświeżona. Bardzo szybko się wchłania. Duży plus za dużą pojemność, bo aż 25 ml za prawdę nie wielkie pieniądze. Jeśli szukacie prostego i naturalnego kremu pod oczy to jest to krem idealny dla Was.


KITY

Dermedic NORMATIV Oczyszczający żel do mycia twarzy (100 g / 25 zł)
Żel ma za zadanie ograniczać wydzielanie sebum pozostawiając skórę dobrze nawilżoną i przygotowaną do aplikacji preparatów pielęgnacyjnych. Miał działać przeciwłojotokowo i kojąco. Niestety nie spełnił się ani jeden postulat postawiony przez firmę Dermedic. Najbardziej denerwował mnie chemiczny zapach, konsystencja praktycznie wody, żel przelewa się przez palce przez co tracimy niepotrzebnie produkt. Przy myciu twarzy kiepsko się pieni, kiepsko oczyszcza, a po jego zmyciu mam wrażenie, że moja twarzy jest tak samo brudna jak przed użyciem tego żelu. Bardzo nie wydajny – zużyłam go w 3 tygodnie! Bardzo, bardzo kiepski żel, a po tej marce spodziewałam się czegoś lepszego. Klapa!