Makijaż: Miętowe latte macchiato | Cosmic Brushes MUSE

Witajcie

Wracam do Was z kolejną paletą od COSMIC BRUSHESMUSE! Moje ostateczne przemyślenia o formulacji… warto?!

Wzięłam w obroty kolejną paletę Cosmic Brushes – MUSE! Muszę przyznać, że właśnie dla niej zdecydowałam się na zakup – kolorystycznie totalnie moja bajka!

Muszę się z Wam podzielić moimi raczej ostatecznymi przemyśleniami na temat tych cieni. Używając SERENITY i MUSE… wyciągam dokładnie takie same wnioski i mam te same odczucia i doświadczenia! Świadczy to tylko o jednym – jest to reguła i definicja tych cieni…

Zacznijmy od kompozycji kolorystycznej. Chociaż wiadomo, że historia kolorystyczna to kwestia gustu, wyboru, upodobań to jedno trzeba oddać Cosmic Brushes – tu wszystko do siebie pasuje! Palety są tak skomponowane, że nie ważne po który odcień sięgniesz, będzie pasował i korespondował z każdym innym z palety. Wydaje się to banalne i oczywiste, ale po układzie (a raczej chaosie) tych palet można odnieść mylne wrażenie, że to przypadkowa zgraja kolorowych cieni. Kolory są wyjątkowe, rzadko spotykane, ale PRZEPIĘKNE! Kombinacje kolorystyczne są nieskończone więc pomysły na makijaże same się tworzą. Palety zdecydowanie INSPIRUJĄCE!!!

MUSE
SERENITY

Co do MATÓW… powtórzę się raz jeszcze – są PRZEKOZACKIE! Ultra kremowe, blendują się do chmurki koloru, nie osypują, nie robią plam, nie zapiekają się na powiece. Pigment w punkt – można dokładać, blendować, robić kanapki jeden na drugi. BOSKIE!!! Super się nimi pracuje – to totalna przyjemność i komfort psychicznych, że zawsze będzie cud, miód, malina ♥♥♥

Teraz czas na BŁYSKI… i nie mam dobrych wieści. Są PRZEPIĘKNE, kremowe, gładkie, jednym pociągnięciem bardzo łatwo nakładają się palcem jak i pędzlem… ale ich formulacja jest za TŁUSTA! Stety / niestety to nie będzie formuła dla wszystkich. To co sprawia, że są tak kremowe powoduje jednocześnie, że nie są trwałe. U mnie najbardziej załamującą się częścią powieki jest wewnętrzna część załamania. Mimo nakładania cieni na bazę pod cienie plus błysk montuję na primer do błysków („Lepik” GlamShopu) to i tak po paru godzinach błysk zbiera się w załamaniu. Dodatkowo jego „tłustość” rozlewa się na maty i narusza ich integralność. Mówiąc kolokwialnie – błyski są za TŁUSTE!

Szczęście w nieszczęściu, że na 20 cieni w każdej z palet 30% do błyski, a ponad 70% to maty! Z matów będę korzystać bardzo chętnie i z przyjemnością, a na błyski będę uważać albo całkowicie z nich rezygnuję na rzecz błysków innych marek. Z żalem serducha muszę to powiedzieć głośno, ale prawda jest faktem.

Wracając do palety MUSE pokaże Wam jakie „miętowe latte macchiato” udało mi się zmalować:

  1. Zewnętrzną część pokreśliłam ciepełkiem ROSEWOOD;
  2. Wewnętrzną część powieki potraktowałam szałwiową zielenią SOFTLY;
  3. Na środek powieki wleciał błysk ANTIQUE;
  4. Linię rzęs oraz zewnętrzny kącik przyciemniłam odcieniem FIG.

Reszta twarzy:

  • podkład: BPerfect Chroma Cover Matte Foundation W1
  • korektor: Catrice True Skin High Cover Concealer 010 Cool Cashmere
  • puder pod oczy/twarz: Claresa Caffeine Boosted Under Eye Powder / GlamShop Puder Wygładzający
  • bronzer/kontur: GlamShop Puder do konturowania INKA
  • róż: odcień PETAL z palety Cosmic Brushes Muse
  • brwi: Claresa True Glue! + NYX Lift&Snatch! Brow Tint Pen Ash Brown
  • usta: Claresa x Klaudia Cukier Puder Lipgloss 01 Flamingo

Nie żałuję, że mam te palety w swojej kolekcji, ale małe rozczarowanie w serduchu makeup freaka jest…

POZDRAWIAM

1 komentarz

  1. […] że właśnie rzucili porcję „świeżych” palet, przepadłam. 😉 Kupiłam upatrzoną MUSE oraz […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *