Makijaż: A miały być pastele…

Witajcie :o)

A miały być pastele… nawet jeden wylądował na powiece, ale później było już tylko ciemniej i bardziej wyraziście. Tak to już u mnie jest z poranną improwizacją: czasami mam jakiś pomysł w głowie, ale dodam tego i tam tego i wychodzi coś zupełnie innego. Ale za to właśnie kocham improwizację w makijażu – zawsze może wyjść coś ciekawego i pięknego. 

Zaczęłam oczywiście od pastelowego odcienia – pięknego niebieskiego fioletu (Inglot 379 M) na całą powiekę ruchomą. Wykonturowałam załamanie ciepłym brązem (Inglot 360 M) skupiając intensywność cienia w zewnętrznym kąciku. Następnie w samym zewnętrznym kąciku nałożyłam głęboką śliwkę (Inglot 494 DS) rozcierając ją i mieszając jednocześnie z brązem. Wewnętrzny kącik oka rozświetliłam lawendą (Inglot 440 P). Na sam koniec, środek powieki musnęłam elektryzującym fioletem (Inglot 439 P), aby nadać odrobinkę satynowego połysku. 


Jako dodatki do fioletowych oczu znalazły swoje miejsce różowy róż na policzkach (Inglot Róż do policzków nr 53) i różowe usta (Celia Nude Pomadka-Błyszczyk nr 603). 


Też improwizujecie o 5 rano czy trzymacie się swojego codziennego, „schematycznego” makijażu?

23 comments to “Makijaż: A miały być pastele…”
    • Wiem, że u mnie to może już zakrawać na obsesję, ale zawsze wieczorkiem myślę w co się ubiorę i jak pomaluje więc mam już plan na rano. Przygotowuje odpowiednie kosmetyki lub cienie. Przeważnie mam jakimś zamysł w głowie, ale ostateczna wersja i tak zawsze różni się od oryginalnego pomysłu, bo w czasie robienia makijażu coś wychodzi inaczej lub coś warto dodać.

  1. Ja wstaję odpowiednio wcześnie żeby spokojnie;), bez nerwówki zrobić swój makeup bo to jest jedyna czynność rutynowa, którą uwielbiam:)Nigdy nie planuję jak się pomalować, nie mam też „schematycznego” makijażu.
    Bardzo ładny makijaż;)

    • Ja robię podobnie jak Ty tylko, że z tym wyjątkiem, że ja wieczorem mniej więcej planuje jak się pomaluje – jeśli chodzi o styl czy kolorystykę. Może 5 rano to nie najlepszy czas na improwizację, ale uwielbiam malować więc od razu mój mózg się budzi.

  2. Witam.Przypadkowo trafiłam na Twój blog poprzez wpisanie w wyszukiwarce o farbach intesywnej czerwieni.Zobaczyłam na podglądzie ,że masz bardzo intensywną czerwień włosów.Zaintrygowana weszłam na Twoją stronkę i jak wyczytałam- farbowałaś się farbą z Loreala,która też miałam na myśli ją zakupić aczkolwiek mam dylemat czy wybrać intesywną czerwień czy płomienną czerwień w/w marki.W tym przypadku moje pytanie brzmi,kiedy chcesz wypróbować płomienną czerwień?? Też jestem szatynką naturalną i sugeruję iż wyjdzie mi podobnie kolor jak na Twoich.Wdzięczna będę za odpowiedż.
    Justyna.

    • Nie miałam jeszcze na włosach płomiennej czerwieni tylko intensywną czerwień. Miałam ochotę wypróbować płomienną tym razem, ale akurat jak kupowałam farbę nie mieli tego odcienia. Jeśli chcesz zobaczyć efekty intensywnej czerwieni to zapraszam tutaj: http://monusia-monusia.blogspot.com/2013/01/i-znow-jestem-czerwona-czyli-loreal.html

      Jeśli zależy Ci na świetnym efekcie i długotrwałym kolorze to naprawdę gorąco polecam Ci L’oreal Féria Préférence. Powiem tak: kolor wychodzi prawie dokładnie taki sam jak jest na pudełku na wzorniku. Intensywna czerwień to głęboka, bordowa czerwień, winna, dość ciemna. Zaś płomienna czerwień to czerwień z domieszką rudości, miedzi, jest ciut jaśniejsza. Mam nadzieje, że przy następnym farbowaniu będę mogła spróbować płomiennej czerwieni. Na pewno zrobię fotki i wrzucę na bloga więc wtedy Cię zapraszam.

  3. Monia świetny makijaż:) I podkreślone poliki – tak wiem, zaraz mi powiesz o obsesji:) Ale naprawdę podkreślone policzki to dopełnienie większości makijażów:) Tu podoba mi się że usta są tym dopełnieniem a policzki tylko delikatnie podkreślone:)
    Pozdrawiam:)

    • Joasiu ja tylko żartowałam z tą obsesją! 😉 Kochana… żart! 😀 jak dobrze wiesz stawiam głownie na oczy w makijażu więc u mnie zawsze usta i policzki są tylko dopełnieniem całości, ale to prawda, że róż na policzkach jest taką wisienką na torcie i dodaje tego „czegoś” całości makijażu.

    • Monia ja wiem, że to żart:):)Chociaż może następnym razem się fochnę:P 🙂
      Pozdrawiam i życzę bardzo udanej niedzieli:) Cieszmy się cieszmy jutro poniedziałek i znowu praca…..

  4. Pani Mniko! Ponieważ ma Pani ogromną wiedzę co do kosmetyków proszę o pomoc!!!! szukam pojedynczego cienia, matowego jak najbardziej zbliżonego do koloru honeycomb z paletki sleek au naturel!!! Wykonczyłam go w błyskawicznym tempie więc nie będę kupowała całej nowej paletki dla jednego cienia, bo reszty cieni z tej paletki jeszcze sporo zostało! Proszę o podanie firmy, nazwy takiego cienia bo większość matów które znajduje są albo beżone, albo wpadają w cappucino albo zbyt w biel lub są żółte:/ a ten honeycomb jest idealny…Eh….Czekam na odpowiedź i z góry dziękuję! A Pani-mega zdolniacha!!!!

    • Dziękuję za takie uznanie, ale niestety jestem w kropce. Porównałam wszystkie odcienie cielaczków jakie mam z Honeycomb i niestety nie znalazłam duplikatu. Jedyne przybliżony, ale jednak jaśniejszy to Inglot 351 Matte: http://monusia-monusia.blogspot.com/2011/07/kolekcja-cieni-inglot_24.html
      Honeycomb nie jest typowym cielaczkiem, ma dużo domieszki pomarańczu z żółcią i delikatnym brązem. Ciężko będzie coś takiego znaleźć. Jeszcze pomyśle nad tym, może coś mi do głowy przyjdzie.

    • Dziękuję serdecznie za tak szybki odzew:) No właśnie problem z tym kolorkiem…:/ Gdyby jednak cś Pani jeszcze wpadło do głowy, w oko, to będę wdzięczna za namiary! pozdrawiam serdecznie i już oglądam tego inglota…

Bardzo dziękuję za każdy pozostawiony tutaj komentarz, Twoja opinia jest dla mnie bardzo ważna :) Chcesz zareklamować swój blog/stronę? Wpisz adres w polu Witryna internetowa, na pewno na nią zajrzę :)

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.